Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Jodi Picoult - Dziewiętnaście minut
Po raz pierwszy zetknęłam się z twórczością Jodi Picoult kilka lat temu. Przeczytałam wtedy książkę "Bez mojej zgody". Historia sióstr, z których starsza choruje na białaczkę, a młodsza została poczęta jako swego rodzaju bank części zamiennych zrobiła na mnie ogromne wrażenie. Czytałam ze ściśniętym gardłem, miotając się pomiędzy racjami każdej z bohaterek. Odchorowałam lekturę kilkumiesięczną "schizą", kiedy to przy każdym siniaku podejrzewałam u mojej córki ostrą białaczkę i postanowiłam sprzedać książkę żeby więcej nie mieć z nią kontaktu.

Po najnowszą powieść Picoult, "Dziewiętnaście minut" sięgałam z obawą, ale i nastawiona na trudny temat i wielkie emocje. Rozczarowałam się trochę.

Historia strzelaniny w szkole średniej w niewielkim miasteczku Sterling w stanie New Hampshire to temat trudny i bardzo na czasie we współczesnej Ameryce, gdzie trwa spór o prawo do noszenia broni, a szkołami co jakiś czas wstrząsają podobne tragedie (przywołane zresztą w książce, jak Columbine).

Josie to jedyna córka samotnej matki, sędzi. Peter to syn położnej i profesora badającego "ekonomię szczęścia" (polski tłumacz z pewnością nazwał to jakoś lepiej ale ja mam do dyspozycji tylko tekst angielski), młodszy brat faworyzowanego w domu prymusa i sportowca. Josie należy do elitarnej grupki "popularnych", Peter jest wyrzutkiem, bitym i poniewieranym od pierwszego dnia przedszkola. Josie chodzi z Mattem, przystojnym hokeistą. Stale drży na myśl, że dawna przyjaźń z Peterem wyjdzie na jaw i pozbawi ją miejsca na szczycie szkolnej hierarchii. Jednak nawet wtedy, gdy przystojny hokeista okazuje się dość okrutnym macho, a piękne koleżanki - głupie i puste, Josie uparcie trzyma się swojego, najwyższego szczebelka drabiny, byleby nie spaść. Co oczywiście prowadzi do ostatecznego upokorzenia Petera a w efekcie - do tragedii.

Wszystkie te szkolne rozgrywki sprawiają wrażenie opisanych z wyraźną tezą, kawa na ławę, żeby wbić czytelnikowi do głowy z siłą kowalskiego młota, że wśród nastolatków popularność jest absolutnym fetyszem. Co po pewnym czasie irytuje - kolejne sceny rozgrywające się w szkole służą wyłącznie ilustracji tej tezy, Peter regularnie co kilkadziesiąt stron poddawany jest kolejnym torturom, a Josie zadręcza się tym, że elita może ją zdemaskować.

Od przewidywalnych i dość schematycznych postaci nastolatków znacznie ciekawsze wydały mi się matki - Alex, profesjonalistka w każdym calu, która do tragedii nawet w domu nie umie wyjść z roli sędzi, i Lacy, matka kochająca i zaangażowana, która dopiero po fakcie zdaje sobie sprawę z popełnionych w dobrej wierze błędów. A może jestem już po prostu w takim wieku, że łatwiej mi utożsamić się z matką nastolatka niż z jej dzieckiem?

Nie udało mi się jednak emocjonalnie zaangażować w żaden z wątków. Cały czas miałam wrażenie że każdy z bohaterów został skonstruowany tak, żeby najpierw przedstawić jakiś stereotyp a później go przełamać, w sposób dość schematyczny. Zimna profesjonalistka marzy o tym, żeby ktoś zwrócił się do niej po imieniu a nie oficjalnym tytułem. Popularna dziewczyna w głębi duszy trzęsie się ze strachu o pozycję a gwiazda hokeja nie jest czułym kochankiem na jakiego wygląda. Nawet końcowy zwrot akcji nie był wielkim zaskoczeniem.

Książka wydała mi się... zimna. Napisana i czytana rozumem, nie sercem. Skłoniła do zadawania sobie pytań (w moim przypadku o błędy wychowawcze jakie można popełnić całkiem nieświadomie), ale nie wzruszyła ani nie przeraziła. W pewnym momencie czytanie skojarzyło mi się z oglądaniem sekcji zwłok - autorka położyła tragedię na laboratoryjnym stole i metodycznie rozebrała na kawałeczki w ostrym jarzeniowym świetle, oglądając je pod każdym możliwym kątem. 

Na pewno "Dziewiętnaście minut" jest powieścią sprawnie napisaną i bardzo dobrze skonstruowaną. Na pewno jej przeczytanie nie jest stratą czasu. Tyle, że określenie z okładki: "her hardest-hitting and most involving novel yet" jak dla mnie, jest mocno przesadzone.
Ocena: 6/10
poniedziałek, 10 sierpnia 2009, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
butters77
2009/08/10 16:10:45
No proszę - zaledwie wczoraj przeczytałam o Twoim nowym blogu, a dziś widzę, że napisałyśmy świeże notki o tej samej autorce:))
"Dziewiętnastu minut" nie czytałam, ale fragment:

Nie udało mi się jednak emocjonalnie zaangażować w żaden z wątków. Cały czas miałam wrażenie że każdy z bohaterów został skonstruowany tak, żeby najpierw przedstawić jakiś stereotyp a później go przełamać, w sposób dość schematyczny.

bardzo celnie oddaje moje odczucia wobec prozy Picoult;) Pozdrawiam!
-
2009/08/11 10:19:09
Z niewiadomych przyczyn nie mogę komentować na Twoim blogu :( napiszę tutaj że Picoult świetnie (i dość łatwo) się czyta w oryginale i wtedy te "kwiatki" jakie przytoczyłaś w notce nie rażą :)
-
butters77
2009/08/11 12:19:27
O rany, nie wiem, dlaczego nie możesz komentować:( Wylogowałam się, spróbowałam i u mnie wszystko działa...
Dzięki jednak za odpowiedź tutaj:) Co do języka - w takim razie skuszę się chyba na jakąś powieść Picoult w oryginale (tylko po którą tu teraz sięgnąć?;), bo a) na polską wersję już nie mam ochoty, b) szukam właśnie jakichś prostych lektur dla podszlifowania angielskiego:)
-
2009/08/11 13:10:08
O właśnie, zimna - taka jest IMO proza Picoult, przynajmniej te książki, które czytałam (coś tam Mercy, My Sister's Keeper i 10th Circle). Na myśl przychodzi mi jeszcze słowo "chirurgiczna", ta proza jest taka czysta, jakby wyjałowiona z emocji, jakby się to wszystko działo za szybką. Czytam z zainteresowaniem, ale mnie nie wsysa. ;)
-
2009/08/11 18:41:54
A propos trudnych tematow to przeczytalam niedawno "handle with care" tejze autorki. Chodzilam "potluczona" przez tydzien. Ksiazki Picoult maja to do siebie ze po kazda nastepna siegniesz z drzeniem serca i dloni...ale drugi raz juz jej nie zechcesz przeczytac.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli