Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Przeklinam rzekę czasu - Per Petterson


Na początek recenzja mojej Siostry "na gorąco":
Ten bohater jest tak totalnie pizdowaty że już nie mogę go znieść.
W zasadzie to by było na tyle.

Nie wiem co mogę napisać. Krytycy już orzekli chórem że Petterson Wielkim Pisarzem Jest, więc co, niby teraz ja, Młoda Pisarka z mizernym dorobkiem mam jako pierwsza zjechać Wielkiego Pisarza?

Książka jest o niczym. Jest rok 1989. Bohater, Arvid, dowiaduje się, że jego matka ma raka. Matka wyjeżdża do rodzinnej Danii a on za nią. Matka śpi, siedzi na ławce, pije calvados, Arvid snuje się, wspomina oderwane fragmenty swojego życia, siedzi na ławce, wpada do wody, pije calvados, pije piwo, daje w ryj dawnemu przyjacielowi nie do końca wiadomo dlaczego.

Arvid się rozwodzi, też nie wiadomo dlaczego. Brat Arvida kilka lat wcześniej umarł, nie wiadomo na co i dlaczego. Arvid jest komunistą i rzucił studia żeby pracować w fabryce, a potem pracował w księgarni. Arvid sypiał z ładną licealistką i czytywał jej lektury szkolne na głos. Arvid upił się na pięćdziesiątych urodzinach matki. Arvid jest podobny do ojca a wolałby do matki. Wspomnienia są pokawałkowane, wyrywkowe, nie łączą się w całość i niewiele z nich wynika, poza ogólnym wrażeniem "pizdowatości" i niedojrzałości 37-letniego już bohatera.

Po jakimś czasie człowiek marzy, żeby cokolwiek się wydarzyło. Żeby ta cholerna matka raz wreszcie umarła, wtedy przynajmniej coś by się zadziało. Nie. Na 272 stronach snujemy się po listopadowej Danii i Oslo z lat siedemdziesiątych, wspominamy pracę przy taśmie, dom dziadka, szpital w którym umierał brat, i tak dalej. Psychologiczne rozdrapy faceta, który w irytujący sposób nie umie dorosnąć i wiecznie trzyma się maminej spódnicy.

Arvidowi świat się wali na dwa sposoby. Z jednej strony choroba matki, z drugiej - jest rok 1989 i upada mur berliński. Dla bohatera, ideowego komunisty od lat, to równie potężny cios. Tyle, że ten komunizm bohatera, ten jego płacz po śmierci Mao, ta praca w fabryce i rzucanie studiów dla idei - we mnie, czytelniczce z kraju który uwolnił się od komunizmu, budzi raczej lekkie politowanie. Nieprzystawalność - tu marsz po śmierci Mao, a u nas wtedy? strajki w Ursusie.

Lubię skandynawskie klimaty. I w tej książce oczywiście też są. Zamarznięte jeziora, puste brzegi zimowego morza, ciemności o poranku i białe noce. Książka jest pięknie napisana, charakterystycznym, oszczędnym i zwartym stylem Pettersona, znanym już z doskonałej pierwszej powieści "Kradnąc konie". Jest tu kilka zdań napisanych tak pięknie i celnie, że czytelnik czuje się jakby dostał pięścią w brzuch - zdania odbierające oddech, pokazujące coś z zupełnie nową siłą.

Ale to mi nie wystarcza. Mam wrażenie zmarnowanego czasu. Jakby autor napisał tę książkę tylko dla siebie, nie przejmując się w ogóle czytelnikiem.

Jestem nieobiektywna, bo nie lubię takich książek i nie znoszę takich niedojrzałych bohaterów-pępków świata, którzy obsesyjnie skupiają się na sobie, swoich uczuciach i wspomnieniach. Nie lubię książek, gdzie nic się nie dzieje, nie zdarza, nie wyjaśnia.

Może po prostu nie dojrzałam i tyle.
Oceny nie będzie.
poniedziałek, 31 sierpnia 2009, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
atram_78
2009/08/31 10:13:03
Młoda Pisarko, jeśli Twoje dwie książki są tak dobre jak te recenzje, to po prostu muszę je przeczytać! :)
Rewelacyjna recenzja! Uśmiałam się z "pizdowatego" bohatera! :))
-
2009/08/31 10:34:34
Lepiej przeczytać Pettersona, bo przy wszystkich minusach to nadal jest lepszy pisarz ode mnie ;-p tylko dlaczego tak nuuuudzi?
-
2009/08/31 14:10:41
A ja nie przeczytam Pattersona - szkoda mi czasu. Świetna recenzja :)
-
2009/08/31 14:44:48
Dziękuję za ostrzeżenie. ;)
"Kradnąc konie" to prze-pięk-na powieść i chyba bym się zapłakała, gdybym z ręki tego samego autora dostała dzieło niezbyt doskonałe. No MOŻE kiedyś, jak dotrze do osiedlowej biblioteki, MOŻE wtedy przeczytam. ;)
-
2009/08/31 15:25:07
Agawo, Dededan - ale to chyba nie tak ma działać. Ja bym wolała żebyście Wy teraz przeczytały Pettersona i pokłóciły się ze mną o niego :)
Agawo, jeśli w "Kradnąc konie" najbardziej podobał Ci się styl pisania i język, to i w tej książce jest - charakterystyczny, rozpoznawalny, prosty do bólu a jednak chwilami wali jak młotem. Ona jest dobrze, może i pięknie napisana - tylko że o niczym. Dla mnie o niczym. Może dla kogoś kto lubi takie klimaty będzie arcydziełem.
-
2009/09/02 10:44:05
A to jednak inaczej działa. :) Wchodzę na tego bloga i inne jemu podobne właśnie po to, żeby dokonać wstępnej selekcji przed zaśmieceniem sobie mieszkania jakimś gniotem. Do tej pory niewiele czytałam takich Twoich recenzji, z którymi mogłabym się jakoś zdecydowanie pokłócić i jak piszesz, że bohater pizdowaty, to nie mam powodów, żeby Ci nie wierzyć. :D No nie ciągną mnie maminsynki, choćby autor pisał pięknie jak sam Banville. Ale obiecuję, że kiedyś przeczytam i EWENTUALNIE podrę koty o "Rzekę...". ;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli