Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Hohaj - Elisabeth Rynell


Znowu Skandynawia.

W zasadzie znowu to samo miejsce - północ Szwecji, wiosenne roztopy i maliny moroszki znane mi z "Muzyki pop z Vittuli".

Ale jakże inaczej.

Przedziwna książka. Przeczytałam ją jakoś tak przy okazji, w międzyczasie i z doskoku, bo oficjalnie cały czas czytam "Sounds of the River" Da Chena.

Tytułowy Hohaj to kraina gdzieś na północy Szwecji, pełna lasów i z rzadka rozrzuconych wiosek.
Aron - uciekinier z ponurą tajemnicą z przeszłości, znajduje nowy dom i pracę w jednym z gospodarstw. Ina - dziewczyna maltretowana i gwałcona przez ojca, z którym mieszka samotnie po śmierci matki. Nawiązuje się między nimi uczucie. Po latach na ślad tej historii natrafia oszalała z rozpaczy po śmierci ukochanego wdowa.

To w zasadzie tyle, jeśli chodzi o streszczenie. Bo największa, najbardziej istotna część tej opowieści rozgrywa się we wnętrzu. Prawie bez dialogów i bez akcji, bohaterowie odkrywają siebie nawzajem i siebie samych, swoje wspomnienia i to przed czym uciekają - wewnątrz siebie.

Nie dzieje się wiele ale to zupełnie inne niedzianie się niż męcząca stagnacja i brnięcie w "Przeklinam rzekę czasu".

Książka jest napisana zupełnie niesamowitym poetyckim językiem. Nie - poetyckim męczącym, pełnym piętrowych metafor i dziwacznych wyrazów. Jest prosta, liryczna, zaskakuje i trafia w samo sedno zdumiewająco skromnymi środkami. To jedna z tych książek, przy których wzdycham "chciałabym TAK pisać":
"Ina starała się na różne sposoby przechować obcego w swoim świecie, trzymać go przy życiu jak tarczę, ochronę. Albo jak płomyk na wietrze. Zadomowiła się w oczekiwaniu. Przestrzeń zamieszkiwana przez kobiety od niepamiętnych czasów." (str. 144)

To chyba istota Skandynawii i piszących Skandynawów. Prostota. Może wymusza to ten krajobraz, przyroda? Skały, konie, morze, łąka, las, drewniany dom, zadziwiająco skromne dekoracje do zadziwiająco uniwersalnych opowieści.

Kończy się źle. Ale to nie mogło się dobrze skończyć. Tylko jedno niedopowiedzenie nie daje mi spokoju - przeoczyłam? Nie zrozumiałam? Tylko nie mogę zdradzić co to, nie zdradzając zakończenia...
Ocena 10/10
środa, 16 września 2009, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/09/16 19:44:25
" Zadomowiła się w oczekiwaniu. Przestrzeń zamieszkiwana przez kobiety od niepamiętnych czasów" wow, cudny cytat :)
-
2009/09/16 23:55:33
cudny i reprezentatywny, cała książka jest właśnie taka. Niby nic, a wali między oczy :)
-
2009/09/17 07:28:10
O nieeee, błagam, nie pisz TAK, bo Cię przestanę czytać i polecać znajomym.
Historia w Hohaju jest przejmująca, ale język mnie zupełnie odrzucił. Dla mnie te wszystkie metafory są sztuczne, kanciaste, nienaturalne, jak u niezbyt wprawnej początkującej poetki. Proszę bardzo, oto przykład:
"Ina starała się na różne sposoby przechować obcego w swoim świecie, trzymać go przy życiu jak tarczę, ochronę. Albo jak płomyk na wietrze. Zadomowiła się w oczekiwaniu. Przestrzeń zamieszkiwana przez kobiety od niepamiętnych czasów".
:D
Ta książka jest przeładowana takimi porównaniami; a ja jakoś nie lubię poetyzowania takiej brutalnej rzeczywistości. Zresztą, w ogóle nie przepadam za tzw. prozą poetycką, co jest o tyle dziwne, że za niejeden wiersz dałabym się pokroić. Nawiasem mówiąc, jakie to zabawne, że o tej samej książce można mieć tak skrajne opinie. ;)
-
2009/09/17 07:29:53
PS I tak już zdradziłaś zakończenie pisząc, że taka historia nie może się dobrze skończyć. Mów, co przeoczyłaś, może ja pamiętam.:)
-
2009/09/17 07:37:53
Będę bronić języka, bo mi się szalenie podoba. "Zadomowiła się w oczekiwaniu" to dla mnie (subiektywnie, nawiązując do pewnej dyskusji na forum :-) ) jedno z najlepszych zdań jakie czytałam. A ja też nie znoszę prozy poetyckiej.

Co przeoczyłam - muszę napierw sama sprawdzić jeszcze raz.
-
2009/09/17 08:26:25
Obiektywnie ;) zdanie byłoby nawet fajne, gdyby nie było otoczone mnóstwem innych z tym samym ciężarem gatunkowym. Za dużo tego, za dużo, choć nie jest to jeszcze barokowy przepych. I jednak twierdzę, że poetycznie i lirycznie to jest na koncercie poezji śpiewanej, a nie jak ojciec gwałci córkę przez kilka lat. Poza tym mało prawdopodobne psychologicznie wydaje mi się, że kobieta po takich przejściach mogłaby się tak oddzielić wewnętrznie od dramatu i tak ufnie się otworzyć na obcego człowieka. Zresztą, może by i mogła, ale niech mi to ktoś tak przedstawi, żebym uwierzyła.
A w ogóle to jest chyba pierwsza Twoja recenzja, z którą się tak mocno nie zgadzam. :D
PS od czapy: A córkę Lawransa to Ty znasz?
-
2009/09/17 08:52:09
Owszem, mało prawdopodobne psychologicznie, z drugiej strony myślę jednak że otwarcie było możliwe właśnie tylko w stosunku do kogoś zupełnie obcego i tak jak ona noszącego skazę. Podoba mi się, jak związek z Aronem daje jej siłę do przeciwstawienia się ojcu chociaż na chwilę. Podoba mi się metafora dłoni "obcego" chroniących ją przed ojcem.
Zabawne, ale wcale nie czułam natłoku, czytając, w czytaniu to wszystko było dla mnie bardzo klarowne, proste właśnie, bardzo dobrze mi się komponowało z tym surowym pustkowiem dookoła.

PS jeszcze nie, wiem że taka książka istnieje i mam ją na takiej stukilometrowej liście do przeczytania kiedyś. Na emeryturze?
-
2009/09/17 12:02:40
Na emeryturze? Nie rób sobie tego. :D Dla mnie to najlepsza skandynawska powieść, jaką kiedykolwiek napisano, a może nawet najlepsza jaką napisano w ogóle. Niech Ci się Krystyna wetnie w kolejkę, naprawdę. To chyba najprawdziwsza książka o kobiecie, jaką czytałam; czytuję ją zresztą regularnie i im jestem starsza, tym więcej osobistych treści w niej odkrywam.

A wracając do Hohaja, to chyba jest to jedna z książek, które trzeba poczuć, i każdy ją sobie czuje inaczej w zależności od indywidualnego bagażu. Tak jak niektórzy czytają Samotność w sieci płacząc i mówiąc o, to o mnie (choć nie chcę tu porównywać Samotności i Hohaja, bo Hohaj mimo wad to literatura o jakieś trzynaście półek wyższa niż Samotność). No i ten Hohaj chyba jednak nie taki zły, jak to usiłowałam wyżej przedstawić, skoro w ogóle chce mi się o tym gadać. O takim crapie jak Samotność by mi się nie chciało. ;)
-
2009/09/17 12:20:23
No jakoś nie mogę Cię opuścić. :D
Jeszcze Cię pozachęcam do Krystyny - przecież lubisz powieści historyczne, takie o średniowieczu, prawda? :)))
-
2009/09/17 14:24:00
Jeszcze Cię pozachęcam do Krystyny - przecież lubisz powieści historyczne, takie o średniowieczu, prawda? :)))

Lubię ale chwilowo po Krzyżowcach Guillou mam przesyt.

A wracając do Hohaja, to chyba jest to jedna z książek, które trzeba poczuć, i każdy ją sobie czuje inaczej w zależności od indywidualnego bagażu.

Chyba dotyczy to każdej książki poza jakimiś typowo rozrywkowymi czytadłami.
A ja cały czas mam wyrzuty sumienia że Cię zniechęciłam do nowego Pettersona (nawiasem mówiąc, kolejna osoba, której to pożyczyłam, odpadła wczoraj i stwierdziła że "to jest nie do przejścia"), bo może akurat Ty byś go "poczuła"?
-
2009/09/17 19:45:51
Nie miej wyrzutów, że mnie zniechęciłaś, raczej bądź dumna, że się kieruję Twoimi recenzjami. ;) Ale ok, pójdę do Empiku i zrobię to, czego nigdy nie robię, czyli zacznę czytać na empikowej kanapie. Po 50 stronach zdecyduję, czy kupuję, czy odkładam, czy kończę w księgarni. ;)

A ja z kolei mam przesyt skandynawskich kryminałów, jakoś mi się znudziło...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli