Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Rodzeństwo bez rywalizacji - A. Faber, E. Mazlish

Po pierwsze - nie znoszę poradników. Poradniki są dla cieniasów :)

Po drugie - książkę podsunęła mi Babcia Dzieci.

No, to teraz możecie sobie wyobrazić, z jakim niesamowitym entuzjazmem sięgnęłam po poradnik wychowywania rodzeństwa, napisany przez dwie Amerykanki, a podsunięty mi przez teściową w trosce o wychowanie jej wnuków.

Ale ponieważ został mi pożyczony na dwa dni, a Babcia Dzieci chciała po przeczytaniu o nim porozmawiać, więc nie miałam wyjścia. W innej sytuacji po prostu zarastałby kurzem gdzieś w kącie.

Po przeczytaniu:
nadal nie lubię poradników. Ale nie było aż tak źle.


Co mi się nie podobało:
na początku - wszystko. Potem starałam się przemóc uprzedzenia i niechęć do poradników.
Amerykańskie "wyrażanie uczuć" - mówiąc językiem tej książki, "widzę panią, która udziela mi dobrych rad i wzbudza to we mnie uczucie złości." Bliżej mi do jednego z cytowanych rodziców, który miał dość tego wiecznego ględzenia o uczuciach.
Coś, co mnie zawsze irytuje, czyli dorośli ludzie, którzy nie mogą przestać przeżywać sytuacji typu "bo 30 lat temu moja siostra miała ładne włosy a ja nie". Denerwuje mnie to zawsze i wszędzie, a tu jest tego sporo.

Co mi się podobało:
komiksowe scenki pokazujące "jak" i "jak nie" - reagować, rozwiązywać problemy, mówić.
To, że książka jest dostosowana do warunków polskich, tzn., że znalazły się w niej także relacje polskich rodziców, więc nie czytamy wyłącznie o Mike'u który gra w baseball ale i o Andrzeju, Hani, Jacku.
Relacje i dialogi z życia wzięte.

Jest parę tematów z którymi się kompletnie nie zgadzam, i parę uwag, które do mnie przemówiły, ale to ma być blog o książkach, nie o wychowywaniu dzieci, więc nie będę się tu szczegółowo rozwodzić. Parę oczywistych oczywistości i parę nowych rzeczy, całkiem ciekawych.

Co wyniosłam z lektury:
Spróbuję zastosować kilka praktycznych rad dotyczących bójek i awantur, i zobaczymy, co z tego wyniknie.

Reakcja Syna (lat 10):
Rodzeństwo bez rywalizacji... jak pomóc własnym dzieciom żyć w zgodzie... e, nie, z nami to się mamie nie uda.

Zobaczymy, może się uda.

Książka czyta się szybciutko, czasem bawi, czasem prowokuje do zastanowienia nad swoim postępowaniem. Chwilami okropnie denerwował mnie ton autorek, zwłaszcza gdy z delikatną satysfakcją opisywały jak ktoś z uczestników kursu zmieniał zdanie na jakiś temat.

Ogólnie pewnie warto przeczytać... jak ktoś lubi poradniki. I ma problem z dwójką tłukących się dzieci.

Kiedy oddałam książkę Babci Dzieci, ta pożyczyła mi kolejny tomik tych samych autorek: "Wyzwoleni rodzice, wyzwolone dzieci". Ale chyba na razie potrzebuję przerwy, bo kolejnego bombardowania dobrymi radami w tak krótkim czasie nie zniosę.

 
niedziela, 20 września 2009, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
truscaveczka
2009/09/21 07:20:30
A czytałaś "Jak mówić, jak słuchać" tych autorek? Mam nadzieję, że ten tom przekładał ktoś innym, bo "Jak mówić" jest tak najeżone błędami językowymi, że aż odrzuca :/
Ale generalnie sympatyczna seria i fajne porady - może tylko nieco przegadane to wszystko.
-
2009/09/21 07:25:40
A owszem, błędów i literówek było trochę, ale tu mniej przeszkadzały niż w lit. pięknej.
"jak mówić..." czeka w kolejce u Babci. Babcia nabyła całą serię żebyśmy się wszyscy podszkolili :)
-
2009/09/21 14:08:17
Brrr, nie cierpie poradnikow ale ten by sie przydal moim rodzicom, jak bylam mala. Notorycznie sie z siostra bilysmy (siostra 2 lata mlodsza ale silniejsza, wiec szanse byly wyrownane). No bawilysmy sie tez w sumie, ale teraz kiedy o tym mysle, to zupelnie tego nie rozumiem. Jestem bardzo pokojowo nastawiona osoba, raczej z marna sila przebicia i nienawidze agresji. A wtedy jakas furia w nas wstepowala i tluklysmy sie o byle co. Kiedys, gdzies przeczytalam, ze to normalne na pewnym etapie rozwoju dzieci. Moze sama sie skusze i przeczytam, zeby sie zrozumiec po latach ;).
-
moniazo
2011/09/15 22:24:07
Oni tam w tej Ameryce tak chyba mają. Te książki niczym się nie różnią od filmów z cyklu "Nianiu na pomoc", albo "Zaklinacz psów". Wielokrotne powtarzanie tych samych porad, piętnowanie błędów i ta satysfakcja bohatera - eksperta "i znów się udało". Czy ci ludzie to idioci? Niemożliwe. Przecież zbudowali mocarstwo. A może to tylko afirmacja?
Wracając do książek - jedyny amerykański poradnik jaki udało mi się w życiu przeczytać to "Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi" niejakiego Dale'a Carnegie'go. Wprawdzie dawał do myślenia, ale odstręczył na zawsze i nieodwołalnie od tego typu lektur. Próbowałam jeszcze przeczytać "Sekret" ale takiego steku bzdur nigdy wcześniej nie widziałam na oczy. Przez dłuższą chwilę nie docierało do mnie co za treści autor próbuje przekazać. Potem do mnie dotarło, że amerykanie nauczyli się sprzedawać nawet marzenia i to za ciężkie pieniądze.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli