Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Historia Edgara - David Wroblewski
Dość dobra książka na kompletnie nieciekawy dla mnie temat.

Bo ja psów nie lubię, moje kontakty z psami ograniczają się do przelotnego pogłaskania kiedy jestem z wizytą u znajomych, nie rozumiem czegoś takiego jak więź człowieka z psem, a ludzi opowiadających o takiej więzi traktuję dość podejrzliwie.*

No więc czytanie prawie 600 stron o psach, tresurze psów, zachowaniu psów, hodowli psów, więzi z psami, miłości do psów, psiarni, psich porodach i skaleczonych łapach to dla mnie przyjemność mocno średnia i wytrwałam do końca głównie dlatego że obiecałam Atram78 recenzję. Szczerze mówiąc, gdyby ktoś mnie uprzedził, że to książka o hodowcach psów, to nigdy w życiu nie wzięłabym jej do ręki.

Te psie tematy są tu nie tylko tłem historii, ale jej bardzo istotnym elementem.

Rodzina Sawtelle'ów mieszka na farmie i od dwóch pokoleń zajmuje się hodowlą psów. Psów szczególnych, nie należących do żadnej konkretnej rasy, dobieranych pod kątem konkretnych a zarazem bardzo ulotnych i niedookreślonych cech charakteru, w nadziei na stworzenie kiedyś, w przyszłości, nowej rasy. Centrum życia niewielkiej, trzyosobowej rodziny, jest psiarnia znajdująca się w wielkiej stodole, gdzie odbywa się większość istotnych wydarzeń.

Edgar przychodzi na świat jako drugie dziecko Trudi i Gara Sawtelle'ów. Pierwszy syn urodził się martwy. Edgar, choć zdrowy, jest niemy - porozumiewa się ze światem przy pomocy pisma i języka migowego, mimo, że słyszy. Gdy Edgar dorasta, na farmie pojawia się brat ojca, Claude, którego z bratem łączy nie do końca wyjaśniona mieszanka miłości i nienawiści, z przewagą tej ostatniej. Choć Claude po pewnym czasie znów znika, niedługo w tajemniczy sposób umiera ojciec chłopca i od tej pory nic już nie będzie takie samo jak wcześniej. Claude będzie próbował zająć miejsce brata w domu, a Edgar - rozwikłać tajemnicę śmierci ojca, co dla wszystkich skończy się źle.
Z jednej strony to kawał niezłej prozy psychologicznej, czasami odrobinę zbyt egzaltowanej (te wszystkie czarne winorośle, rozkwitające pod powiekami czarne kwiaty chwilami zatrącają o grafomanię) ale ogólnie wciągającej i interesującej dla czytelnika dopóki autor trzyma się psychiki i przeżyć ludzi. Edgar ze swoim rozedrganiem czasem nuży i męczy, jego matka jest dość słabo zarysowana, więc najciekawszą postacią dla mnie był Ten Zły czyli Claude.

Tu rozczarowanie - wszystko co wiąże się z genezą nienawiści Claude'a do brata, cała ta skomplikowana więź jest jednym wielkim niedopowiedzeniem, które rodzi same pytania (dlaczego Claude zniknął przed laty? dlaczego wrócił? co zaszło dawniej pomiędzy braćmi? czy Claude jest zły z natury, czy zawiniła jakaś sytuacja? czy chodziło o Trudi?) i żadnych odpowiedzi. Szczerze mówiąc, uczciwość wobec tzw. przeciętnego czytelnika wymaga, żeby, jeśli w książce wisi tajemnica takiego kalibru, wyjaśnić ją bardziej szczegółowo niż kilkoma ogólnikami typu "Gar czuł potrzebę stania między Claude'm a światem" i opowieściami o walkach psów. Prolog więcej zaciemnia niż wyjaśnia. Z drugiej strony nie jest to znowu aż takie arcydzieło, żeby mi się chciało zarywać noce na rozwiązywanie tych zagadek.

Druga, moim zdaniem, psująca lekturę sprawa to niepotrzebnie wprowadzony element paranormalny w postaci duchów w deszczu i jasnowidzącej sklepikarki. Trochę tak, jakby autor nie miał pomysłu, jak naprowadzić Edgara na trop - więc wyciągnął czarownicę z kapelusza. Za mało tego, żeby zbudować ogólny klimat tajemnicy, za dużo, żeby potraktować jak wstawki-zapchajdziury.

Ogólnie, wrażenie mam takie, że gdyby odsiać element mistyczny, wyjaśnić zagadkę Claude'a i wyciąć ze 100 nudnych stron o tresurze psów, to książka zrobiłaby się o wiele lepsza, skondensowałaby się w gęsty, tajemniczy, psychologiczny thriller osadzony w ciekawej atmosferze północnoamerykańskiego odludzia, prawie jak Skandynawia. A tak jest przydługa książka w której jest trochę za dużo o wszystkim i za mało o czymś konkretnym, i wbrew okładce, dla mnie z pewnością nie jest to "wydarzenie literackie roku".

I zawsze kiedy coś takiego piszę, błyska mi gdzieś w tle myśl: a może niczego nie zrozumiałam z tej książki? Ale to moje prawo jako czytelnika, nie zrozumieć. Obowiązkiem autora jest tak napisać, żebym zrozumiała, no nie? ;-)
Ocena 7/10
___
* Co innego więź z kotem, o, tu sama mogę snuć opowieści, podczas gdy psiarze pukają się w czoło :)
środa, 28 października 2009, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/10/28 13:38:01
a ja ani psia ani kocia , trochę książek mi odpada :)
-
atram_78
2009/10/28 16:05:36
Dzięki za recenzję! :)
Zobaczymy, czy urzeknie mnie ta historia. ;)
-
zosik
2009/10/29 12:55:59
Oglądałam w księgarni, ale ta więź z psem jest motywem literackim, który zupełnie do mnie nie przemawia. Podobnie, jak Ty, wolę koty i o nich czytać uwielbiam.
-
2009/10/29 15:41:06
Kolejna niepsiara się zgłasza. ;) Chociaż nie lubię psów, to swego czasu przeczytałam "Marley i ja" - strasznie żal mi było zwierzęcia, który miał właścicieli - idiotów... na więcej psich książek nie mam jednak ochoty.

Recenzja fajna, znowu się czuję, jakbym przeczytała książkę, o której piszesz, choć jej nie czytałam i nie mam zamiaru. :)

A umieszczanie niedopowiedzeń w książce to wielka sztuka i naprawdę mało komu się to udaje tak, żeby nie zirytować czytelnika (znaczy mnie;)). Przychodzi mi w tej chwili do głowy jeden udany pod tym względem przykład: w "Półbracie" jest sporo niedopowiedzeń na temat tego, czy dwaj główni bohaterzy to bracia przyrodni, czy rodzeni - no mistrzowsko to Christensen rozegrał! Czytałaś to? Jeśli nie, to przeczytaj; książka jest zajebista. :)
-
2009/10/29 18:01:16
Agawo, "Półbrata" czytałam już jakiś czas temu ale to doskonała książka, zgadzam się.

Niedopowiedzenia to jedno, ale zostawianie czegoś tak zupełnie bez wyjaśnienia to chyba jednak dowód pewnej nieudolności autora. Dlaczego uważa, że zadowolę się wyjaśnieniem typu "to stare sprawy, jeszcze sprzed lat"?
Zabawne, skomentowałam niedawny wpis u Padmy tekstem że dobra książka powinna funkcjonować samodzielnie, bez pytań pomocniczych do autora a w paru ostatnich recenzjach sama stawiam autorom pytania, na które zapomnieli odpowiedzieć w swoich książkach :)

Zosik - a możesz polecić coś dobrego z kotami w tle?
-
2009/11/11 11:04:09
A ja jestem psiara, a i tak przez książkę nie przebrnęłam, może dlatego, ze po angielsku czytałam i te opisy mi się dłużyły podwójnie, a może okres dla mnie nie za dobry, bo choroba w rodzinie i wtedy człowiekowi nie chce sie wysilać dodatkowo, a może..? Nie zdarza mi się to prawie wcale, a tę jednak odłożyłam, co w sumie było dla mnie aktem heroizmu. Zaraz potem biłam się w piersi pokutnie na blogu, który dopiero co założyłam i zapraszam. Blogi o książkach zaczęłam czytać od niedawna, a swój mam od kilku tygodni, bo wcześniej wydawało mi się, że to strata czasu, że lepiej czytać, niż pisać o czytaniu. Ale padma słusznie zauważyła, ze wtedy bym nie poznała wielu osób, które jak ja lubią książki. Ostatecznie rozwiała moje wątpliwości (takie, że internet jest złodziejem czasu). Ale się rozgadałam
-
2009/11/11 11:33:49
Kasia.eire - mnie się w prowadzeniu bloga najbardziej podoba możliwość pogadania o książkach, w komentarzach.
-
2011/03/28 23:29:24
witam, wlasnie trafilam na ten wpis, strasznie stara sprawa, ale nie moglam sie powstrzymac przed napisaniem swojego komentarza, bo mam wrazenie, ze wszyscy przede mna solidaryzujac sie z opinia autorki dolaczyli do grona kontestujacych wiez czlowieka z psem, lub odwrotnie, jak kto woli; chcialabym wiec powiedziec cos pozytywnego o tej ksiazce; czytalam ja baaaardzo dlugo. normalnie z takim tekstem rozprawilabym sie w dwa, trzy dni. ale po pierwszych stronach zaczelam celebrowac czytanie. chcialam odroczyc dotarcie do konca, bo podejrzewalam wtedy i wiem teraz, ze dlugo nie trafie na podobna perle!

chcialabym sprobowac zlozyc wyjasnienie dla wszystkich, ktorzy nie rozumieja fenomenu relacji z psem (oczywiscie, nie jestem w stanie zrobic tego w sposob doskonaly, glownie ze wzgledu na roznorodnosc form tej relacji wynikajacej z roznorodnosci osobowosci zarowno ludzi jak i psow oraz konstelacji, jakie moga przybierac): ona podkresla nature czlowieka i pozwala lepiej ja zrozumiec. oczywiscie, kazdy czlowiek jest inny, podobnie zreszta jak pies, a wiec trudno mowic o jednoznacznym rysunku kazdej relacji; sadze jednak, ze istnieje pewna zasada: dzieki mozliwosci pewnych niedopowiedzen i braku koniecznosci bycia precyzyjnym w komunikacji ze zwierzeciem - bo zwierze, inaczej niz nasz partner, nie oczekuje od nas rownie wiele i nie zglasza pretensji, kiedy staramy sie mniej - jestesmy bardziej autentyczni, lub: latwiej stajemy sie autentyczni. poza tym, pies nie ma zlych intencji wobec czlowieka, nie robi zalozen co do natury czlowieka, co sprawia, ze jest stworzeniem o - przepraszam za gornolotnosc - czystym sercu, dobrym po prostu, dzieki czemu czlowiek moze czuc sie w takiej relacji bezpiecznie. to zaledwie dwa aspekty, ale nawet jeden z nich jest wystarczajacy, by uzasadnic bezgraniczne oddanie dla sprawy obroncow praw zwierzat.

przeczytalam te ksiazke z ulga, ze nie jestem sama w ultra przyjaznym podejsciu do psow. monolog wewnetrzny Almondine i jej smierc szarpnely mi serducho. Trudi i jej kobieca zrecznosc w uczeniu psow sa dla mnie niedoscignione. Edgara pokochalam i bede o nim pamietac zawsze, a zwlaszcza w chwilach bezsilnosci w postepowaniu z psami. ludzka intryga i sposob, w jaki w polaczeniu z glupota osiaga przewage sa moim zdaniem pokazane mistrzowsko. bez zbednych sadow i egzaltacji. relacja Trudi z synem jest wiecej niz prawdopodobna, postac Henrego jest wrecz namacalna.. nie jestem w stanie wymienic wszystkich istotnych elementow sklaajacych sie na odbior tej ksiazki jako swietnej, choc rzeczywiscie daleka jest od doskonalosci. przede wszystkim z powodu zbyt wielu watkow, ktore nie znalazly dla siebie wystarczajaco duzo miejsca. tak, jabky autor nie przemyslal fabuly lub nie umial zrezygnowac z kilku tematow z obawy przed zubozeniem tresci lub zbyt mala dynamika. jest to jednak blad do wybaczenia. to, co autorka bloga uwaza za slabosci - jest sila ksiazki. natura Edgara, chlopca pozbawionego mozliwosci poslugiwania sie mowa ludzka i czyniaca z niego osobe niedostepa i tajemnicza dla ludzi, staje sie zrozumiala dzieki psom i narratorowi wszechwiedzacemu. watki nadnaturalne sa zrownowazone, na granicy prawdy i rzeczywistosci. jeszcze mozemy je sobie wytlumaczyc i uzasadnic: zjawiskami psychologicznymi, optycznymi, zaburzeniami psychiki. wprowadzaja niepokoj i nieprzewidywalnosc do fabuly. tacy przeciez jestesmy, nie zawsze racjonalni, nie zawsze spojni i logiczni. a jednak czasami gotowi na to, zeby zmienic cos istotnego w nas, jak Henry. psy sa tu tylko metafora. uwazam tak dlatego, ze wlasciwosci psow Sawtelle'ow sa bardziej uniwersalne, niz chcialby autor: kazdy pies potrafi nasza zatwardziala determinacje przeksztalcic w chec zycia. ale nie kazdy czlowiek potrafi zrozumiec, ze z psem mozna rozmawiac. najbardziej zaskakuje mnie odwaga, z jaka autor kwestionuje prawo czlowieka do wydawania psu polecen. polecam wszystkim te mysl, jest to najbardziej dojrzala postawa wobec slabszych przyjaciol, z jaka sie spotkalam. uklony i szacunek dla Davida Wroblewskiego. TNX
-
2011/03/29 13:13:44
Blanckth, bardzo dziękuję za tak obszerny i pozytywny komentarz! Po raz kolejny potwierdziło się, że każdy z nas jest inny, i inaczej pewne książki czyta, odbiera - i bardzo dobrze, dzięki temu mamy o czym porozmawiać :)
Ja już niestety niewiele z tej książki pamiętam, więc nie dam rady szczegółowo o niej podyskutować. Pięknie piszesz o relacji z psem, dziękuję!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli