Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Joe Speedboat - Tommy Wieringa


To chyba pierwsza holenderska powieść jaką w życiu przeczytałam. Holandia kojarzy mi się ze wszystkim, tylko nie z literaturą. Sięgnęłam więc z ciekawości, zaintrygowana i krajem i tematem.

14-letni Franek po wypadku zapada w śpiączkę. Kiedy po 220 dniach się z niej obudzi, będzie niepełnosprawny - jedyna sprawna część jego ciała to prawa ręka. Podczas pobytu Franka w szpitalu w wiosce pojawiają się nowi mieszkańcy. Jednym z nich jest tytułowy Joe Speedboat, rówieśnik Franka.

Dla Franka i jego kolegów, wychowanych od urodzenia w niewielkiej wiosce gdzieś w zapomnianym skrawku Holandii, gdzie najważniejszym wydarzeniem jest budowa przebiegającej w pobliżu drogi ekspresowej, Joe, jego ekscentryczna matka i jej egipski mąż są jak UFO - przybysze z innego świata. Mimo to mieszkańcy przyjmują ich bez wrogości, a Joe zaprzyjaźnia się z Frankiem i zachęca go, by wykorzystał jedyną sprawną rękę do walki w zawodach w siłowaniu się na rękę.

Joe jest uosobieniem wolności, takim współczesnym Huckiem Finnem, radosnym włóczęgą, amatorskim wynalazcą, wolnym duchem. Nawet imię nadał sobie sam - poprzednie, jak twierdzi, było pomyłką. To on wydobywa z chłopców to, czego pewnie nie wydobyłby nikt inny, dzięki swojej odmienności.

To powieść o dorastaniu, kolejna powieść o nastolatkach wchodzących w dorosłość. Jakoś dużo się tego ostatnio zrobiło - czyżby autorzy wyszli z założenia, że to najciekawszy okres w życiu człowieka? A może to kolejny dowód na infantylizację kultury - trudno dziś znaleźć książkę o dorosłych dla dorosłych, gdzie dzieciństwo i dojrzewanie nie odgrywałoby ważnej roli. Znów, jak w "muzyce pop z Vittuli" dorastanie chłopców, czyli piwo, masturbacja, dziewczyny, podglądanie, ale inaczej, bez rubasznego humoru, zwyczajnie, trochę smutno. I tu dorastanie wiąże się z bólem. Przyjaciele zdradzają, pierwsze miłości są bolesne i niewierne.

Bardzo mi się ta książka podobała. Autor nie zmusza do litowania się nad niepełnosprawnym bohaterem - pozwala zobaczyć świat z jego punktu widzenia. Bardzo podoba mi się opisana tu współczesna Europa - port w Rostocku, wioska gdzieś przy szosie, kawki, wschodnie wiatry na wiosnę, ciężarówki i ich kierowcy. Mogłaby to być tak samo nudna, płaska, zielona prowincja dowolnego północnoeuropejskiego kraju.

Ogromny plus dla tłumacza za spolszczenie imion (oprócz takich jak Joop czy Geer, których nie dało się spolszczyć). Ten staroświecki zabieg nadaje książce swojskości, a przy okazji bardzo miło mi się kojarzy z książkami czytanymi w dzieciństwie.

Ocena 8/10
PS Wiem, że wypadałoby się jakoś ustosunkować do literackiego Nobla... ale nagrodzona autorka jest mi kompletnie nieznana, a poza tym od paru lat nieufnie podchodzę do nowych noblistów.
piątek, 09 października 2009, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
padma
2009/10/09 08:51:16
Cieszę się z pozytywnej recenzji, bo mam tę książkę na półce:) Poza tym odkryłam właśnie Twój blog i na pewno będę zaglądać, bardzo podobają mi się Twoje recenzje! Nawet pomimo objechania Pettersena;)
-
2009/10/09 09:03:20
czyli zostanę już Tą, Która Objechała Pettersona :)
-
montgomerry
2009/10/09 10:03:07
a ja tez jestem tu pierwszy raz:) zapisuję Cie u siebie:) A ksiązki nie czytałam jeszcze, nie mówijac już o książkach laureatki Nobla. Pozdrawiam
-
2009/10/09 10:41:03
O! Już myślałam (ze wstydem), że tylko ja jestem taka nieoczytana i nowej Noblistki nie znam.
Lubię książki o dorastaniu, mam nadzieję, że ta mi kiedyś wpadnie w ręce.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli