Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Moja mama czarownica - Katarzyna T. Nowak
Na fali: dzieci sławnych ludzi piszą o swoich rodzicach, po genialnych wspomnieniach T. Lema, sięgnęłam po wspomnienie o Dorocie Terakowskiej autorstwa jej starszej córki.

Ostatnio usiłowałam obejrzeć film "33 sceny z życia" Małgorzaty Szumowskiej, ale nie wytrzymałam go psychicznie. Po pierwsze temat był trudny do zniesienia, po drugie według mnie ten film skumulował wszystkie wady polskich filmów. Po trzecie ale nie najmniej istotne, nie znoszę głosu Dominiki Ostałowskiej, dubbingującej niemiecką aktorkę, działa na mnie jak drapanie paznokciem po szkle, dostaję od niego wysypki i szczękościsku. Może pasuje do urody Julii Jentsch, ale nie jestem w stanie go słuchać przez ponad godzinę. Wytrzymałam aż do chwili śmierci bohaterki.

Teraz książka. Trudno recenzować taką książkę, napisaną przez starszą córkę w chwilę po śmierci matki. Tym bardziej że oprócz wspomnień przebija w niej trudna relacja matka-córka.

Więc fakty: wspomnienia są bogato ilustrowane zdjęciami, fragmentami maili, listów, wypowiedzi pisarki i rozmów z jej znajomymi i rodziną. Katarzyna Nowak nie stawia matki na piedestale, nie ucieka od trudnych cech charakteru czy sytuacji. Wspomnienia w większości ułożono chronologicznie, od przodków pisarki i jej narodzin aż po ostatnie lata życia, kiedy prawie całkowicie zrezygnowała z dziennikarstwa na rzecz pisania książek. Daje nam to też możliwość obserwowania przemiany, wyciszenia niepokornej, buntowniczej dziewczyny, później niebanalnej studentki i młodej matki poprzez zaangażowaną dziennikarkę aż po dojrzałą pisarkę. Jest tu wiele opisów codzienności, niezwykłego "otwartego" domu pełnego znajomych i przyjaciół, domowych zwierząt, niestereotypowego jak na tamte czasy związku pisarki z Maciejem Szumowskim.

Trudno mi oddzielić ocenę samej książki od opinii na temat opisywanej osoby. Po pierwszej połowie książki byłam nieco zniechęcona - osoba jaka wyłaniała się z tego portretu, nie wzbudzała mojej sympatii. Zadawałam sobie pytanie, na ile niepokorność, artystyczna dusza, niezależność są wartościowe same w sobie, czy ich znaczenie jest aż tak duże, że usprawiedliwia pewne zachowania wobec innych? Dopiero po przeczytaniu całości dostrzegłam pełen portret Terakowskiej, z pewnością ani nie obiektywny ani nie bezstronny, trudno tego przecież oczekiwać od córki, ale chyba szczery. Chociaż radykalnie różny od wizerunku jaki wyhodowałam sobie w wyobraźni po przeczytaniu "Poczwarki" - starszej, ciepłej i wyciszonej osoby, w typie emerytowanej psycholożki udzielającej rad matkom z depresją poporodową w naszym czasopiśmie. No ale to dobrze, bo takie wyobrażone wizerunki autorów warto konfrontować z rzeczywistością.

Jeśli jednak miałabym porównać biografię Lema z biografią Terakowskiej, to "Awantury..." są zdecydowanie lepsze. Nie wiem na ile w tym zasługa stylu pisania Tomasza Lema, jego poczucia humoru przebijającego z prawie każdego zdania (to ten sam typ dowcipu który tak urzekł mnie w przytaczanych tam cytatach), wreszcie braku obciążeń widocznych gdzieś w tle relacji Katarzyny Nowak. Może po prostu bardziej polubiłam samego Stanisława Lema, i wydał mi się bardziej bliski. Książkę "Moja mama czarownica" przeczytałam natomiast z zainteresowaniem, ale bez uśmiechu, bez głębszego wzruszenia, po prostu, dość ciekawe wspomnienie o dobrej pisarce, nietuzinkowej kobiecie, ponadprzeciętnej dziennikarce.
Ocena 7/10

środa, 21 października 2009, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
kultur-alnie
2009/10/21 21:05:29
od jakiegoś czasu natykam się na tę książkę w bibliotece i za każdym razem odkładam z powrotem na półkę. mam ochotę przeczytać, ale zawsze znajdę coś innego. przyjdzie na nią czas. tak myślę.
-
2009/10/22 14:00:26
Po lekturze książek Terakowskiej w życiu nie wpadłabym na to, że można przeczytać wspomnienia o niej; niemniej, dzięki za tę recenzję, fajna jest i treściwa. Czuję się trochę tak, jakbym "Moją mamę czarownicę" czytała. :)
-
2009/10/22 15:11:20
Kultur-alnie: jak przyjdzie czas to można przeczytać, nie jest to czas stracony.

Agawo - dlaczego nie wpadłabyś na to - czy książki Terakowskiej Cię rozczarowały? Ja znam tylko "Poczwarkę" ale jakoś nigdy mnie nie kusiło żeby sięgać po kolejne, a wspomnienie pożyczyłam od szwagierki metodą "znalazłam u niej na półce i wciągnęłam się w czytanie" :)
-
2009/10/22 22:48:57
Czytałam jedynie Poczwarkę i Ono; nieudolność narracji i brak prawdopodobieństwa psychologicznego mnie załamał. W Ono: już widzę, jak zgwałcona dziewczyna jeździ po Polsce szukając ojca dziecka. I ta idiotyczna scena w pociągu, kiedy główna bohaterka wydziera się na ludzi, że ze sobą nie rozmawiają. Porażająco sztuczne. Poczwarka: ckliwe, drewniane, i deus ex machina w postaci zdrowej córeczki wjeżdżającej na koniec; niestrawność murowana. Po takich książkach raczej trudno się spodziewać, że spłodziła je jakaś interesująca osoba; jak wynika z Twojej recenzji, wrażenie dość mylne. Niemniej, raczej po te wspomnienia nie sięgnę.
-
2009/10/23 00:21:34
Ja czytałam Poczwarkę nie mogąc się oderwać, straszliwie przejęta, ze łzami w oczach - usprawiedliwia mnie że albo byłam wtedy w ciąży albo świeżo po porodzie :) Miałam przebłyski, że to może być taki "wyciskacz emocji" ale ogólnie pamiętam raczej wzruszenie. Żeby napisać cokolwiek więcej musiałabym przeczytać to jeszcze raz.
Osoba była niewątpliwie interesująca, choć nie budząca cienia sympatii. Przynajmniej we mnie.
Aha, we wspomnieniach jest kilka zdań o genezie "Poczwarki", wynika z tego że Terakowska i jej córki dość blisko znały taką upośledzoną dziewczynkę. Jest tam zresztą takie zdanie, które mnie uderzyło: "Uświadomiłam sobie, że mam prawo, jako pisarka, wyobrazić sobie, co ta dziewczynka widzi, czuje, słyszy." Trzeba mieć jaja żeby sobie przyznać takie prawo, po tym zdaniu mimo braku sympatii poczułam do niej spory szacunek.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli