Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Odruch serca - Toni Morrison
Nie będę obiektywna. Uwielbiam twórczość Toni Morrison odkąd pierwszy raz się z nią zetknęłam.

A było to tak: pewnego ranka musiałam pilnie coś przeczytać na zajęcia na uczelni, z Norton Anthology of American Literature*. Zanim trafiłam na To Coś, trafiłam na "The Bluest Eye". I wsiąkłam. Kiedy skończyłam czytać, było dawno po zajęciach.

Za co uwielbiam książki Toni Morrison? Za to, że kiedy je czytam, jestem o jeden maleńki krok bliżej zrozumienia, jak to było być czarnym w Ameryce. Za cudowną spójność języka i opisywanej akcji. Za to, że jest to wielka literatura, a jednocześnie wspaniałe, głęboko ludzkie, ciekawe i wzruszające opowieści.

Tak samo jest z Odruchem Serca. To opowieść o czterech kobietach, pokaleczonych przez los, w Ameryce epoki pierwszych kolonii (koniec XVII w.). Wszystkie są zależne od jednego mężczyzny, zarówno niewolnice jak i żona pozostają w jego władzy. Lina - Indianka z plemienia zniszczonego przez "Europów". Żałość - dziewczynka znaleziona na dryfującym wraku statku. Florens - czarna niewolnica odebrana matce, jako część długu posiadacza ziemskiego. Rebekka - żona, "pani", matka trojga dzieci, które umarły przedwcześnie, zmagająca się z chorobą (ospą) która niedawno zabrała jej męża. Same po śmierci pana domu, za towarzystwo mają siebie, nowo narodzone dziecko Żałości, dwóch parobków, a dookoła nich mieszkają surowi purytanie. Zdają sobie sprawę, że po śmierci mężczyzny ich wspólne życie musi dobiec końca, nikt nie pozwoli czterem kobietom na samotne egzystowanie na farmie. W posiadłości, jak symbol, stoi pusty dom wzniesiony przez pana. Pusty, i nigdy nie będzie zamieszkany.

Lina wysyła Florens do kowala, który podobno zna lekarstwo na chorobę trapiącą panią. Florens, szaleńczo zakochana w kowalu, udaje się w drogę. Florens opowiada o swojej wędrówce, o spotkaniu z ukochanym, które kończy się nieoczekiwanie. Źle. Florens, nauczona czytać i pisać w dzieciństwie, spisuje swoją opowieść w "mówiącym pokoju", na ścianach, na podłodze, dla ukochanego. Florens od wielu lat próbuje sobie przypomnieć, co mówiła jej matka, odrzucając córkę, oddając ją białemu człowiekowi.

Wspomnienia kobiet przeplatają się. Właściwie do każdej z nich, nawet do białej żony kupca, pasuje zdanie wypowiedziane przez matkę Florens: "Tutaj kobieta jest jak otwarta rana, która nie może się zagoić. Nawet, jeżeli się zabliźni, pod spodem wiecznie ropieje." (str. 219).

Florens opowiada swoją historię w czasie teraźniejszym. Mieszają się wydarzenia. Z jednej strony zabieg ukazuje nieporadność prostej dziewczyny, niewolnicy... ale z drugiej efekt jest taki, że wszystko jest jednością, wydarza się teraz, jednocześnie. Przynajmniej ja tak to odbieram.

Toni Morrison po raz kolejny mnie nie rozczarowała, napisała jeszcze jedną piękną, mądrą książkę o tym, jak to jest być kobietą, czarną kobietą, zakochaną kobietą, poranioną kobietą. Jak to jest być całkowicie zależnym od czyjegoś "odruchu serca". Bardzo uniwersalną i prawdziwą.

Ocena 10/10
__
* taka biblia wszystkich studentów filologii, gdzie jest Absolutnie Wszystko wydrukowane maleńkim druczkiem na tysiącu stron cienkiej bibułki.
środa, 14 października 2009, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
awita22
2009/10/15 07:27:37
Myślę, że i dla mnie będzie to czytelnicza uczta.
-
2009/10/16 09:07:08
poprosze o rade od ktorej powiesci zaczac znajomosc z Toni Morrison (w mojej bibliotece znalazlam 32 sztuki)? i jeszcze, jesli mozna, poprosze o tytul po angielsku, bo ktoz to wie jak zostal przetlumaczony na wloski :))
dzieki
-
2009/10/16 09:48:01
Jeśli chodzi o mnie, to polecam "Umiłowaną" (Beloved) - gdybym miała wybrać jedną, najpiękniejszą książkę jaką w życiu czytałam, to byłaby to ta.
-
2009/10/16 14:16:33
dzieki
-
2009/10/17 08:15:34
A ja ciągle nie zaczęłam czytać, cały czas mnie coś rozprasza, a ja lubię przy Morrison usiąść spokojnie i się delektować.
Pamiętam moje pierwsze spotkanie z Toni Morrison - była to lektura obowiązkowa na którymś z licznych kursów literatury, jakie u nas można było wybrać. Zaczęłam czytać, wsiąkłam i się zachwyciłam; w swojej ignorancji pomyślałam nawet, że ta pisarka zasługuje na Nobla (a był to rok bodajże 2000). A tą pierwszą lekturą było właśnie "The Bluest Eye" (nie eyes, popraw se ;)). Szukam jej na Allegro, ale nie ma.
-
2009/10/17 10:17:50
Kurczę rzeczywiście! A ja 15 lat żyłam w przekonaniu że "eyes" :) ale to typowe dla mnie, jak mawiała moja śp. ciotka zawsze pamiętam jedną z trzech rzeczy: albo autora albo tytuł, albo o czym to było, nigdy wszystko naraz.
-
2009/10/17 10:40:50
A ja z kolei bardzo często nie pamiętam... zakończeń! Mój mąż mówi, że to bardzo ekonomiczne, bo zamiast ciągle kupować nowe książki, mogę czytać od nowa te, które słabo pamiętam. ;) Niestety, to tak nie działa. Po pierwsze, zaprzestać gromadzenia książek nie jestem w stanie; nawet jeśli powstrzymam się przez jakiś czas od zapełniania mieszkania książkami, to po takim celibacie następuje eskalacja zakupów. Poza tym nie pamiętam zakończeń tylko tych książek, które nie były aż tak bardzo porywające, i prawdopodobnie podczas lektury zakończenia myślami byłam już przy następnej książce. I po co do takich wracać...
-
2009/11/06 13:52:25
Przeczytałam.
Morrison jest wielka.
Niby cienka książka, niby niewiele słów, a jak wypełnione treścią.
Świetne.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli