Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
przereklamowane?
Pretekstem do tej notki jest to, że od tygodnia mozolnie brnę przez "Żonę podróżnika w czasie". Dobrnęłam do połowy, recenzja pojawi się kiedy skończę, ale na razie refleksja.

Są takie książki, które jak tylko pojawią się na rynku, natychmiast lądują na listach bestsellerów, dostają pozytywne recenzje wszędzie gdzie się da. Na okładkach mają napisane rozmaite fragmenty z recenzji gazetowych, pełne takich słów jak cudowna, wciągająca, niesamowita, wspaniała.

Kupuję takie coś, czytam, czytam, czytam, i w połowie dopada mnie zaskoczenie - skąd te zachwyty? co tu takiego niesamowitego? Przeczytam, po paru dniach zapominam. W notce wprowadzającej napisałam że książki pozostawiają mi w głowie osad, jak mocna herbata na białym kubku. Te nie pozostawiają, są jak oranżada, spływają w całości. Słodkie, czasem smaczne, czasem gaszą doraźne pragnienie, i tyle. Zero wartości dodanej.

Tak było z Gargulcem Davidsona, tak było z Grą Anioła Zafona, z Katedrą w Barcelonie, żeby wymienić tylko trzy ostatnie. Tak mam z supermodnym Murakamim. Książki nijakie, oparte na efekciarskich pomysłach przemielonych na lekkostrawną papkę, a jednak święciły triumfy na listach bestsellerów i w recenzjach, budziły zachwyty i wręcz modę na ich czytanie.

Inna sprawa, że trudno w dzisiejszych czasach trafić na uczciwą, krytyczną oficjalną recenzję książki, zwłaszcza książki w którą wpakowano potężny budżet marketingowy i reklamowy, książki zastawiającej stoły promocyjne Empiku (nawiasem mówiąc Empik przoduje w nachalnym promowaniu takiej papki). Recenzenci zwykle idą utartym szlakiem, rutynowo zachwycają się i na tym koniec. Nikt też nie wydrukuje na okładce: umiarkowanie ciekawe czytadło zamiast: wstrząsająca opowieść o miłości i śmierci.

I zastanawiam się, skąd ta rozbieżność moich odczuć z gustem powszechnym, nie masowym przecież, bo u nas "masy" nie czytają, "masy" poprzestają na tańcach z gwiazdami i najnowszym "Fakcie" a sam fakt czytania, kupowania, wypożyczania książek automatycznie wyrzuca odbiorcę z "masy" w górę. Dlaczego coś co innych zachwyca, wstrząsa nimi, porusza, we mnie budzi wzruszenie ramion? 

A może i innych nie zachwyca, tylko nikt nie chce być tym pierwszym, który krzyknie że król jest nagi?

Nie wiem. Wiem, że "Żona..." jak do tej pory zdecydowanie kwalifikuje się do tego gatunku. Chyba, że autorce uda się mnie czymś zaskoczyć w drugiej połowie. Bo bomby, które odpaliła do tej pory, robiły cichutkie pfffft i zdychały w malutkiej chmurce dymu.
czwartek, 01 października 2009, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
zosik
2009/10/01 13:13:06
Abstrahując od tematu nachalnych marketingowych chwytów tudzież krzykliwych zachwytów na okładkach (którym, nawiasem mówiąc, lepiej nie wierzyć, ale wiem: łatwo powiedzieć - trudno zrobić, a te slogany jakoś tak wchodzą w głowę) bardzo zainteresowało mnie to, co napisałaś o Murakamim, bo choć lubię jego powieści, nie wszystkie, ale jednak większość lubię, nie potrafię w żaden racjonalny sposób wytłumaczyć sobie powodu mej sympatii do nich ani tym bardziej fenomenu czytelnictwa Murakamiego, który faktycznie jest sprytnym efekciarzem. Oryginalnym w zestawieniu z innymi pisarzami, a jednak do bólu przewidywalnym jeśli czyta się tylko jego.
Po prawdzie nie stawiałabym go w jednym rządku z Zafonem czy Davidsonem, bo Murakami nie tworzy dla czczej rozrywki, ale jednak coś w tym jest, że o jego powieściach zapomina się równie szybko, jak się je czyta (a w każdym razie ja tak mam).
-
2009/10/01 13:38:42
To ja rowniez wtrace slowko na temat Murakamiego. Najpierw wpadlo mi do rak krotkie opowiadanie dolozone do torby z ksiazkami z empiku. Nie pamietam tytulu ale mnie zaciekawilo. Potem siegnelam po "Na poludnie od granicy..." i bardzo mi sie podobalo, choc temat moze banalny, co by bylo gdyby... ale fajnie napisane, tak oszczednie. Za ciosem siegnelam po "Norwegian wood", na wszystkich forach jedna z najbardziej polecanych jego ksiazek i... w bolach dotarlam do polowy i nie chcialam, nie moglam juz wiecej. To pierwsza ksiazka, ktorej nie udalo mi sie skonczyc. Ale ona meczy, czytajac ja czuje sie jakbym sama byla umyslowo chora. I na tym zakonczylam przygode z Murakamim, moze kiedys siegne po "Owce" ale napewno nie w najblizszym czasie.
-
2009/10/01 14:00:20
To ja też o Murakamim.
Po "Kronice ptaka nakręcacza", która jest książką niezłą, nawet jak na moje marudne standardy, wszystkie inne wydają się płytkie, płaskie i wtórne. No, może "Koniec świata" ma pewien rys oryginalności, ale reszta to już ta sama książka pisana wiele razy.

Oprócz Gargulca (naprawdę trzeba było siedmiu lat, żeby toto napisać?) zawiódł mnie "Zmierzch" Theorina, troszeczkę jednak zawiódł mnie Mankell, bo chociaż to jest bardzo dobry pisarz, to czytające masy jakby w ogóle nie zwracały uwagi na to, że i jemu zdarzają się niedociągnięcia (i mówię tu o jego kryminałach, bo niekryminalna "Comedia infantil" to brylant, walący po głowie brylant), zawiodła mnie słynna na forum kryminalnym "Czułość wilków" (pomysł ciekawy, miejsce akcji nietypowe, ale z kartek wiało nie tylko kanadyjskim mroźnym wiatrem, ale także nudą); w tej chwili nie pamiętam innych tytułów, ale jak sobie przypomnę, to się jeszcze dopiszę.
-
2009/10/01 14:05:43
PS A "The Time Traveler's Wife" czeka u mnie w kolejce; kupiłam zaciekawiona kinową zajawką, ale arcydzieła się nie spodziewałam i nie spodziewam. ;)
-
2009/10/01 14:11:09
Nazwisko Murakamiego zawsze wywołuje dyskusje.
Ja zaczęłam przygodę z Murakamim od "Kafki nad morzem" i bardzo mi się ta książka podobała. Głównie tzw. klimat, tak często przywoływany w dykusjach o jego prozie. Po czym sięgnęłam po Sputnik Sweetheart, dotarłam do sceny z diabelskim młynem i cały zachwyt mi minął w jednej chwili. Doczytałam do końca, ale diabelski młyn stawiam na mojej prywatnej półeczce najbardziej wydumanych efekciarskich gadżetów, obok koparki Wiśniewskiego i mózgu Einsteina (też JLW). Norwegian Wood stoi na półce ale nie mogę się zmusić, podejrzewam że to trochę jak z Carrollem - znasz jedną to jakbyś znała wszystkie.
Pytanie jeszcze jak to jest z tym tworzeniem dla czczej rozrywki :) mało który pisarz tworzy z premedytacją tylko i wyłącznie dla rozrywki. Może jakiś Brown czy inny autor sensacji, ale chyba jednak każdy pisarz stara się coś przekazać poza dostarczeniem rozrywki. Zawsze mam wrażenie, że ci, którzy zapewniają że zależy im tylko na rozbawieniu czy zaciekawieniu czytelnika, jednak trochę się krygują :)
-
2009/10/01 14:35:58
Powiedz, please, o co chodzi z koparką i mózgiem, bo aż tak daleko nie dobrnęłam, aż żałuję, bo widzę, że mogło być zabawnie. :D
Z Murakamim może być jeszcze tak, że w pierwszej czytanej książce urzeka nas nastrój, a już w każdej kolejnej tenże sam nastrój działa nam na nerwy. Bo ja na temat "Kroniki" (mój pierwszy Murakami) mam podobne, jak ty na temat "Kafki" (nie czytałam i pewnie już nie przeczytam, bo nastąpiło zmęczenie materiału w kwestii HM).

Przypomniało mi się jeszcze jedno rozczarowanie książkowe, jedno z największych. Doris Lessing. Za co ta pani dostała Nobla nie jestem w stanie zrozumieć. Owszem, opisuje poruszające historie, ale jakoś tak na sucho i bez wdzięku; czytam o strasznych sprawach (jak w "Piątym dziecku") i historia mnie nie porusza, a jedynie irytuje i tylko liczę, ile jeszcze stron do końca zostało.
-
2009/10/01 16:02:55
o co chodzi z koparką i mózgiem (uwaga spoiler ;-)
otóż koparka zabija kobietę bohatera w sposób zupełnie od czapy i znienacka, co u mniej wrażliwych czytelników wywołuje atak histerycznego rechotu, tym bardziej że bohaterkę można było łatwo wyeliminować w tym samym czasie bez użycia koparki, ale nie ma to jak dramatyczny rekwizyt. Co do mózgu Einsteina to pamiętam tyle, że ktoś pokroił go na plasterki.

Doris Lessing co przyznaję ze wstydem, czytałam tylko Pamiętnik Przetrwania, który mnie absolutnie urzekł. Z noblistów odrzuca mnie Coetzee, który jest zimny jak głaz, a ja nie lubię zimnych książek.

No i pytanie jakie książki ja lubię - zimnych nie, efekciarskich nie, zbyt czytadłowatych nie, chyba umiem to określić głównie przez negatywy i odniesienia do bardzo konkretnych książek.
-
weisse_taube
2009/10/02 14:49:18
Przy wyborze lektury do czytania przestałam kierować się reklamą czy wysoką pozycją na liście bestsellerów, kiedy uświadomiłam sobie, że w dzisiejszych czasach często zachwala się zwykły chłam. Wolę poczytać obiektywne recenzje, ot choćby na blogach, bo znając gust czytelniczy blogowych znajomych jestem mniej więcej w stanie ocenić czy i mnie dana pozycja przypadnie do gustu.

A czy z tym mózgiem Einsteina to nie było tak, że ktoś go ukradł po sekcji zwłok? Czytałam "Samotność w sieci" ze 2 lata temu i już nie pamiętam szczegółów, ale coś mi się kołacze po głowie, że mu ten mózg wyjęto i potem nie odnaleziono ... Hm, kurczę aż muszę sprawdzić w książce jak wrócę do domu :))
-
2009/10/02 18:26:25
sprawdź, ja nie sprawdzę bo SWS pożyczałam kiedyś... lata temu. Tyle pamiętam że ten mózg był tam taki kompletnie nie wiadomo po co.
-
weisse_taube
2009/10/02 20:27:41
Sprawdziłam ;) Obie miałyśmy rację - facet, który przeprowadzał sekcję najpierw wykonał normalną autopsję a potem wydobył mózg z czaszki Einsteina, "podzielił go skalpelem na 240 równych kostek i wsadził do dwóch trzylitrowych słoików z napisem Costa Cider i zalał formaliną. Jeden ze słoików przykrył szczelnie drewnianym, a drugi szklanym wiekiem. Oba słoiki wyniósł z piwnicy. Postanowił, że nikomu ich nie odda. Pustą czaszkę Einsteina wypchał gazetami zawiniętymi w folię [...]"
-
2009/10/03 10:01:05
Niestety, mam następną. To "Tuan" by Cizia Zyke (nie mam pojęcia, jak to się odmienia). Ileż ja się legend naczytałam o tej książce! Jakie to miało być piękne i porywające! A tymczasem dostałam coś napisanego nerwowym, męczącym stylem, a w narratorze jest coś obrzydliwego, czego jeszcze nie potrafię zdefiniować. Przeczytam chyba jednak do końca, bo historia i okoliczności są interesujące, ale wystarczy mi, że będę "Tuana" czytać na raty w metrze. No i może mi się skrystalizuje pogląd na to, co mnie dokładnie w narratorze odrzuca.
-
cedroo
2009/10/13 14:23:15
jesli chodzi o nudne i rpzesadzone recenzje to w tym jest plus blogów, ze każdy sam może sobie wyłowić tych recenzetnów, którzy go nie zawiodą ;-) A przereklamowanych książek jest dużo, dużo, dużo... Na szczęście ja tak mam, że jakoś sam potrafię sobie wybrać lekturę i zazwyczaj jakoś tam trafiam, a recenzje czytam po prostu dla czystej przyjemności czytania dobrych tekstów krytycznych, bardzo żadko się nimi sugeruje jako prowodyra do czytania książki. Służą mi raczej jako miejsce do ewentualnej wymiany poglądów w komentarzach.

Fajny tekst.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli