Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Ktoś we mnie - Sarah Waters


Pełnia czytelniczej satysfakcji.
"Ktoś we mnie" to dowód na to, że prawdziwa powieść nie umarła, a żyje i ma się dobrze. Że o dziwo, na początku XXI wieku można taką powieść napisać tak, żeby wciągała i zaciekawiała, żeby trudno ją było odłożyć. I co jeszcze dziwniejsze, można ją jeszcze nominować do ważnej nagrody literackiej, nie zważając na to, że nie podąża za trendami.

Bo "Ktoś we mnie" to kawał solidnej, dobrej powieści obyczajowej z elementami grozy, która mogłaby równie dobrze powstać kilkadziesiąt lat temu. Książka staroświecka w formie i treści, a zarazem doskonała, tak, że ta staroświeckość niczego jej nie ujmuje.

Akcja rozgrywa się w prowincjonalnym miasteczku. Narratorem jest miejscowy lekarz, który przypadkiem trafia do posiadłości lokalnych arystokratów. Pani Ayser z dwojgiem dorosłych dzieci zamieszkuje chylące się ku upadkowi, zrujnowane domostwo. Jednak w domu zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Niepokojące wydarzenia zdarzają się coraz częściej, atmosfera grozy gęstnieje.

To taki Gosford Park dwadzieścia lat później. Przez życie szlachty przetoczyła się wojna, powojenne rządy Partii Pracy nie sprzyjają starym rodom, rodzina Ayersów desperacko stara się zachować pozory dawnej zamożności zatrudniając młodziutką pokojowkę i odmawiając sprzedaży domu, choć cała trójka jest boleśnie świadoma ruiny, w jaką popadają wraz z domem. Wszystkim, łącznie z doktorem Faradayem, trudno się uwolnić od wspomnień dawno minionej świetności Hundreds Hall.

Książka budzi skojarzenie z powieścią wiktoriańską, gotycką, trochę też z dobrymi starymi kryminałami, gdzie zabijał kamerdyner, a detektyw mozolnie rozwiązywał zagadkę. Doktor Faraday opowiada historię w pierwszej osobie, linearnie, od początku do końca, z punktu widzenia osoby sceptycznie nastawionej do paranormalnych wydarzeń. Akcja rozwija się powoli, napięcie narasta, wyjaśnienia są sugerowane ale nie dopowiadane do końca. Zakończenie otwarte - oczywiście, mam swoją teorię co do prawdziwego powodu dziwnych zdarzeń, ale autorka zostawia to czytelnikom. Be.el napisała, że fragmenty, które miały straszyć, nie straszyły tak jak trzeba - no cóż, mnie przestraszyły wystarczająco (może dlatego że sama przeżyłam historię z duchem i dzwonkiem do drzwi w roli głównej) żeby podskakiwać przy każdym hałasie dobiegającym od sąsiadów :)
Przyznam, że jakiś czas temu, po początkowym zachwycie miałam pewien przesyt twórczością Sarah Waters - powtarzający się wątek miłości kobiet mnie znudził przy trzeciej książce. Ta jest zupełnie inna. Świetna, wciągająca i nostalgiczna lektura na listopadowe wieczory.
10/10
piątek, 06 listopada 2009, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
atram_78
2009/11/06 21:09:11
Książkę mam w "poczekalni". Chętnie się za nią wezmę, zwłaszcza po tak pozytywnej recenzji!:)
-
peek-a-boo
2009/11/06 23:33:43
Juz sama nie wiem! Do tej pory czytałam malo entuzjastyczne wypowiedzi, a tu prosze. A nie jest to przypadkiem nieco "przeględzone'?
-
2009/11/07 07:56:42
O, to ja chętnie sięgnę. "Złodziejkę" przeczytałam na kolanach, na które padłam z zachwytu. ;) Potem ktoś mi powiedział, że kolejne powieści Waters są wtórne, więc nie sięgałam po nią - tym bardziej, że widziałam na BBC film czy serial, już nie pamiętam, na podstawie jej innej powieści, i faktycznie, ciut jechało wtórnością. Przyczaję się na nową Waters w bibliotece - niestety, w bibliotece; wczoraj po rozpakowaniu kolejnej paczki z Merlina oficjalnie stwierdziłam, że nie mam więcej miejsca na książki. No nie mam, nie wiem, gdzie położę te kilkanaście tomów, które jeszcze przyjdą do mnie z M. i z Allegro. Pozbyć się też za bardzo nie mam czego... I dopóki nie kupię kolejnego regału na książki (chyba będzie musiał zawisnąć w powietrzu, bo nie widzę dla niego miejsca na razie), koniec z zakupami. Okropne uczucie.

A co do ducha - on ma straszyć czytelnika czy bohaterów? ;)
-
2009/11/07 08:48:55
Peek-a-boo - zależy, co lubisz. Jeśli lubisz do bólu tradycyjne powieści, z powolną narracją, napisane w stylu, powiedzmy umownie, klasycznym, to nie będzie "przeględzone". Jeśli nie lubisz - pewnie może wydać się nudne, długawe i słabe.

Agawo, mam ten sam problem, i nie-mam-już-gdzie wstawić regału. Trudno, będą książki w dwóch rzędach, na szczęście Ikeowski IVAR ma szerokie półki :)
A duch (albo nie duch, bo do końca nie wiadomo, co to) dość skutecznie straszy bohaterów, poza doktorem, ale w dobrej powieści grozy chyba i czytelnik powinien się wystraszyć :)
-
2009/11/11 19:32:07
mdl2
w mdl-u nie mamy przyjacielów
w 2-ójce poruszamy się na chmurce
nuda i dłużyzna to dla nas chlebczyzna
czekasz no to co cię wyrwie ?
masz jeszcze nadzieję ?
myślę że to koniec - nasz świat nie dnieje.
-
butters77
2010/01/04 20:30:00
Witaj mdl2:) Powracam do tego wpisu po wielu tygodniach, bo właśnie skończyłam czytać powieść Waters. Ponieważ Twoja notka zainspirowała mnie do sięgnięcia po nią, od razu wiedziałam, że kiedy tylko ją przeczytam i zrecenzuję, zaproszę Cię do rozmowy.

Nie spodziewałam się jednak, że książka zaabsorbuje mnie aż tak mocno i zainspiruje do tylu pokręconych rozważań nad zakończeniem;)) Jako, że w swojej recenzji wspominasz, że "masz swoją teorię" co do przyczyny zdarzeń z Hundreds Hall, byłabym wdzięczna, gdybyś w wolnej chwili zajrzała do mojej interpretacji. Obawiam się, że jeśli szczegóły zatarły Ci się w pamięci, całość może wydać Ci się niedorzecznie szczegółowa - ale sama wiesz, jak to jest, gdy targają Tobą polekturowe emocje;)

Moje ogólne wrażenia zawarłam tutaj, ale bardziej zależy mi, żebyś zajrzała do notki dla wtajemniczonych, czyli roztrząsania zakończenia;) Pozdrawiam!
-
2010/01/04 21:16:54
Butters - się dopisałam pod notką dla wtajemniczonych :) I cieszę się, że Ci się podobało, bo zawsze kiedy coś mnie zachwyci, mam obawy, że innym się nie spodoba i będą żałować zmarnowanego czasu i pieniędzy.
-
butters77
2010/01/05 09:31:57
Mdl2, dzięki za komentarz:) Wierzę, że w przypadku Waters nie spłynie do Ciebie wiele reklamacji ze strony czytelników skuszonych recenzją;) Choć rozumiem Twoje obawy, bo wczoraj - przeglądając różne blogi i serwisy literackie w poszukiwaniu fajnych tekstów nt. Waters - natknęłam się na sporo uwag krytycznych (m.in. pod adresem "zbyt rozwlekłej" fabuły, "zimnej, bezosobowej" relacji narratora, "niezbyt strasznych" momentów grozy). Słowem - co czytelnik, to opinia:)
Dlatego też sama, główkując nad zakończeniem, zastanawiałam się wczoraj, czy nie tworzę tu jakichś teorii oderwanych w istocie od książki - i pobrzmiewających jak zakręcone interpretacje filmów Lyncha;)

Tymczasem czekam na Twoje kolejne recenzje Waters:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli