Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Moja siostra, moja miłość - Joyce Carol Oates


Skończyłam!
Dawno żadna książka mnie tak nie wymęczyła.
Trudna, męcząca, denerwująca, ale dobra.

Inspiracją dla powstania tej powieści było niewyjaśnione morderstwo 6-letniej JonBenet Ramsey. Sprawa bardzo głośna w Ameryce, u nas nie wiem czy ktokolwiek o niej słyszał. O historii JonBenet można poczytać np. tutaj.

Książka opowiada o tajemniczym morderstwie 6-letniej łyżwiarki figurowej Bliss Rampike, z punktu widzenia jej starszego brata. 10 lat po tragicznym wydarzeniu 19-letni Skyler próbuje opisać to, co się zdarzyło i zrekonstruować historię życia i śmierci młodszej siostry.
Złudzenie jest prawie doskonałe. Chwilami łapałam się na tym, że wierzę, że historię spisał rzeczywiście nastolatek, który nigdy nie otrząsnął się z traumy z dzieciństwa. Autorka buduje iluzję różnymi środkami: Skyler zwraca się bezpośrednio do czytelnika, robi błędy, opisuje sam proces pisania, chwali się zastosowaniem jakiegoś wyrażenia. Sporo tego ma miejsce w przypisach (Skyler uważa, że sam jest tylko przypisem do życia swojej rodziny). I tu pojawia się problem - w pewnym momencie tej metanarracji robi się za dużo, przypisy zajmują coraz więcej miejsca, stają się powtarzalne i przestają bawić/interesować a utrudniają czytanie. W pewnym momencie miałam serdecznie dosyć autoironicznych komentarzy i wyjaśnień Skylera, i zaczęłam je czytać wyłącznie z obowiązku.

Co do samej historii. Książka powinna być lekturą obowiązkową dla rodziców z klasy średniej, dla tych wszystkich soccer-moms z podmiejskich willi. To jest instrukcja, krok po kroku, jak spieprzyć dziecku życie realizując swoje ambicje, jak zamienić życie rodzinne w piekło pod pozorem dawania dzieciom tego, co najlepsze. Matka Skylera i Bliss - Betsey Rampike, to kobieta po trzydziestce, rozpaczliwie poszukująca jakiegoś sensu w swoim życiu gospodyni domowej z przedmieścia, żony przystojnego faceta robiącego szybką karierę w korporacji. Szuka tego sensu w popularności towarzyskiej, rozpaczliwie żebrząc o kontakty z ludźmi, których uważa za "dobre towarzystwo" - bogatymi snobami. Szuka go w powierzchownej religijności, która przejawia się głównie w nieustannym opowiadaniu o Jezusie. Szuka go w butelce, w psychotropach i w imprezach, aż wreszcie znajduje - gdy 4-letnia Bliss zaczyna przejawiać talent do jazdy figurowej na łyżwach. Od tej pory życie matki jest całkowicie podporządkowane karierze córki, z której robi zombie wożone z treningu do fryzjera, kosmetyczki, psychiatry, pediatry, faszerowane lekami, żyjące dla kolejnych zdobywanych nagród.
Ojciec - Bix Rampike - jest przystojnym karierowiczem, byłym futbolistą, prostakiem, który udając inteligenta, przekręca wyrażenia obcojęzyczne (ciekawa jestem jak poradził sobie z tym polski tłumacz) i prowadzi konwersację za pomocą banałów. Z kolei jego ambicje sportowe prowadzą do kalectwa syna - Skyler, zmuszony do treningów, odnosi poważne obrażenia już jako kilkulatek. Między rodzicami źle się układa, ale dzieci nigdy nie dowiadują się o tym wprost.

Skyler, to gorsze dziecko, które zawiodło ambicje rodziców i zostało zdetronizowane przez utalentowaną siostrę, żyje między snobistyczną szkołą prywatną, domem, w którym jedyne ciepło zapewniają kolejne filipińskie i meksykańskie służące, ojcem - groźnym potworem, którego miłość jest bardziej niebezpieczna niż obojętność i matką, w której sercu miał kiedyś miejsce... dopóki nie pojawiła się Bliss. Mimo to kocha siostrę, rozpaczliwie usiłuje też kochać rodziców.

Po tajemniczej śmierci małej łyżwiarki rodzina rozpada się, chłopiec zostaje zesłany do kolejnych szkół/zakładów psychiatrycznych, skąd obserwuje, jak jego matka robi karierę medialną i handlową na ich nieszczęściu. Dopiero na koniec dowie się, jaka sieć kłamstw doprowadziła do jego wygnania.

Opisywany świat i rodzina są obrzydliwe. Chwilami tak obrzydliwe, że nie mogłam czytać i musiałam odłożyć książkę. Oczywiście to satyra i przejaskrawienie, mimo to śmiech więźnie w gardle. To świat pozorów - dużo tu opisów domów, ubrań, samochodów. Świat powierzchownych, zrytualizowanych kontaktów towarzyskich ze starannie wyselekcjonowanymi ludźmi (co dotyczy też dzieci). Świat medycyny w służbie mody - dzieci cierpią na liczne modne zaburzenia psychiczne, opisywane skrótami, takie jak syndrom geniusza czy syndrom kompulsywnej powtarzalności. Ilość skrótów psychologicznych opisujących dziecko, i łykanych przez nie leków, stanowią fundament pozycji towarzyskiej. W tym świecie żałobę i rozpacz też opisuje się nazwami "zaburzeń". Świat kłamstw, pozowanych fotografii, starannie ukrywanego rozpadu więzi rodzinnych. Świat tabloidów i talk-show, w których matka zamordowanej na zmianę jest oskarżana o zabójstwo albo przedstawiana jako celebrytka. Wreszcie jest to świat republikańskiej prawicy, która zawłaszcza sobie Betsey jako "chrześcijańską bohaterkę" w kampanii przeciwko Demokratom.

Sama zagadka - czyli to, kto i dlaczego zamordował maleńką Bliss - schodzi na drugi plan, za ten przerażający opis. Rozwiązanie nie było dla mnie szokiem - mniej więcej tego się spodziewałam.

Tyle w warstwie fabularnej, pod spodem jest jeszcze cała warstwa "meta" - o pisaniu, we wtrąceniach Skylera, który zmaga się z opowiadaniem tej historii. Tu przeprasza czytelnika za dosłowność, tam za brak ironii, gdzie indziej zastanawia się nad reakcją czytelnika. Proces jest "widoczny" dzięki rozmaitym zabiegom formalnym, skreśleniom, komentarzom do wcześniejszych fragmentów. Trochę tak, jakbyśmy mieli stały podgląd umysłu autora - chociaż to tylko kolejne piętro iluzji, bo autor jest fikcyjny.

Co mi się nie podoba. Wystarczy poczytać kilka artykułów, żeby zorientować się, jak wiele Oates wzięła z prawdziwej historii JonBenet Ramsey. Zmiany dotyczące faktów są kosmetyczne. W takiej sytuacji książka, nawet najlepsza pod względem literackim, przedstawiając Rampike'ów/Ramseyów jako dysfunkcyjną, potworną rodzinę dołącza do chóru "tabloidowego piekła", które sama bezlitośnie wyśmiewa, i poniekąd tak samo jak opisywane media, bez skrupułów żeruje na prawdziwej tragedii prawdziwych ludzi (John Ramsey wciąż żyje, a śledztwo w sprawie JonBenet nadal nie zostało zamknięte).

Na koniec: ambitnie porwałam się na wersję oryginalną, czego nie polecam nikomu, kto nie zna biegle języka i czyta po angielsku tylko dla szlifowania umiejętności. Jest naprawdę trudna i wymaga nieustannej koncentracji, choćby tylko po to, żeby rozszyfrowywać przekręcenia i niezręczności narratora. Ale też miałam satysfakcję, bo podejrzewam że najlepszy nawet tłumacz nie będzie w stanie oddać tego bogactwa, z jakim ma się kontakt czytając oryginał. Plus na końcu dostałam w nagrodę kilka stron rozmowy z autorką.
I jeszcze jedno - Amerykanie najwyraźniej mają lepszy wzrok od nas, Polaków. 560 stron zadrukowanych maczkiem wykańcza.

Ocena 8/10



sobota, 28 listopada 2009, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
agawa79
2009/11/29 10:37:40
No i już wiem, że to przeczytam. Po angielsku. :)
Wzięłam ostatnio do metra "Gwałt. Opowieść miłosna" (pod wpływem recenzji u Germini isbn.blox.pl/2009/11/Joyce-Carol-Oates-Gwalt-Opowiesc-milosna.html ) i bardzo mi się spodobał styl Oates, którą do tej pory jakoś omijałam - już parę pierwszych akapitów było jak uderzenie pięścią między niespodziewające się niczego oczy.
-
2009/11/30 20:33:18
Też czytałam recenzję u Germini i też mam ochotę to przeczytać - ale nie teraz, na razie starczy.
Oates znam od dość dawna, od genialnej "Blondynki", przez dwie czy trzy słabsze powieści, które nie zapadły mi w pamięć. Na półce czeka jeszcze "Mama odchodzi" (albo "odeszła?")

A w ogóle co się dzieje, TAKA książka, i tylko jeden komentarz - nikt nie chce ze mną porozmawiać o Oates, o granicach wolności pisarza w kontekście morderstwa JB Ramsey i w ogóle?
-
2009/11/30 21:08:50
zastanawiałem się czy sięgnąć po "Blondynkę", teraz już wiem. A o tej książce to może za parę tygodni, bo chyba trzeba ją jednak przeczytać.. ;)
-
2009/12/01 16:03:13
Dotychczas omijałam Oates, ale chyba mnie właśnie namówiłaś na zawarcie bliższej znajomości z tą autorką.
-
judytta
2009/12/02 09:25:52
Oates czytałam "Mama odeszła" - która bardzo mi się podobała.
Próbowałam też Blondynkę w efekcie jej nie zmogłam, podobnie miałam z Córką grabarza.
Dlatego nie jestem jakoś tak zachłanna na jej prozę.

A tak na marginesie czytałaś coś
pl.wikipedia.org/wiki/Oriana_Fallaci
?

-
2009/12/02 09:50:05
Judytta - Oriany Fallaci czytałam tylko ten wspomniany artykuł, po polsku w GW. Wydał mi się nawet wtedy strasznie agresywny. I jakoś mnie do niej nie ciągnie.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli