Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Pacjenci - Juergen Thorwald


Kilka lat temu mama jednej z internetowych znajomych miała przeszczepianą nerkę.
Oczywiście, dziewczyny z forum, w tym ja, kibicowały, trzymały kciuki - ale bez specjalnego napięcia. Mniej więcej tak, jak później, kiedy mojej Mamie usuwano woreczek żółciowy. W końcu przeszczep nerki to rutynowa operacja, wykonywana setki razy do roku, pacjenci z reguły przeżywają i wracają do normalnego życia.
Syn znajomej w wieku 11 mies. przeszedł korektę niedużej wady serca. Kilka dni w szpitalu, dzisiaj jest dużym, silnym i mądrym chłopcem, tak pełnym energii, że trudno uwierzyć, że parę lat temu jego serce nie działało prawidłowo.

Trudno sobie wyobrazić, że jeszcze 40 lat temu, w dzieciństwie naszych matek, przeszczep nerki i innych organów, korekta wady serca u dzieci itp. operacje, a nawet zwykłe dializy były pionierskimi zabiegami, obarczonymi olbrzymim ryzykiem, prawie zawsze kończącymi się śmiercią.

W książce "Pacjenci" Juergen Thorwald opowiada historie zwyczajnych, codziennych bohaterów, którzy jako pierwsi poddali się tym wszystkim zabiegom, bez większej nadziei na powodzenie. Zwykłych ludzi - francuski listonosz, dentysta z RPA, księgowy, zrozpaczona matka dziecka z wadą serca... Wszyscy oni, w pewnym momencie usłyszeli: jedynym ratunkiem jest taki a taki zabieg, choć co prawda nie przeprowadzano go dotąd na ludziach.

Jak podkreśla Thorwald, to pacjenci są tu najważniejsi, bo to oni okupili postęp medycyny niewyobrażalnym cierpieniem. Wszyscy znamy nazwiska słynnych lekarzy, a dzięki tej książce możemy też bliżej poznać losy tych dzielnych ludzi, którzy oddawali się w ich ręce, niewiele rozumiejąc z medycyny ale wiedząc doskonale, że ich szanse są bardzo małe. To dzięki ich poświęceniu dzisiaj, na wieść o czyimś przeszczepie czy operacji, możemy rzucić: zobaczysz, wszystko będzie dobrze.

Książka jest doskonale udokumentowana, bardzo dużo miejsca zajmują w niej wycinki z artykułów prasowych, wspomnienia pacjentów i lekarzy, fragmenty korespondencji i wywiadów. W połączeniu z wartką narracją i szczegółowymi opisami dają wrażenie uczestnictwa, obserwowania narodzin nowoczesnej medycyny. Jednocześnie zadziwia - jak trudne i nieoczywiste było to, co dzisiaj bierzemy za normalność. Uderza jak wiele niepowodzeń potrzeba przed pierwszym sukcesem - i że każde z tych "niepowodzeń" ma nazwisko konkretnego człowieka, czyjegoś ojca, męża, syna.

Podobnie jak "Stulecie chirurgów", "Pacjentów" czyta się szybko i względnie łatwo - autor zadaje sobie trud wyjaśnienia budowy organizmu czy zasad działania opisywanych urządzeń, pisze językiem dość prostym i zrozumiałym dla laika, tak, że "Pacjentów" czyta się jak dobrą powieść, z pełnowymiarowymi bohaterami i szybką akcją. Do tego książka wypełnia lukę czasową między "Stuleciem chirurgów" a recenzowanymi tu wcześniej "Komplikacjami" Atula Gawande, podsumowując dokonania medyczne trzeciej ćwiartki XX wieku.

Jedyne co mi bardzo przeszkadzało, to kiepskie tłumaczenie. Jako laik nie umiem ocenić jego wartości merytorycznej (medycznej), natomiast styl pozostawia bardzo wiele do życzenia.
Książka powstała w latach 70-tych XXw., a sprawia wrażenie jakby była tłumaczona jeszcze ze 30 lat wcześniej. Tłumacz ma dziwaczną i denerwującą przedpotopową manierę zostawiania wszystkich anglicyzmów tak, jak je zastał: "Blizzard przykrył miasto śniegiem", "Na powitanie przygotowano kurczaki i soda-pops", "Washkansky od czasu do czasu uczestniczył w party", "Mr. M.C. był operowany dnia..." "Mrs. Helm czuła się dobrze". O ile w języku oryginału (niemieckim) słowa angielskie nie rażą, bo język niemiecki od II wojny jest usiany anglicyzmami, to w języku polskim te słowa mają swoje, popularne odpowiedniki, i nawet tłumacz znający wyłącznie niemiecki mógłby się wysilić, żeby je przełożyć. Niektóre nazwy medyczne jak "shunt" (zespolenie), występują tu wyłącznie po angielsku, inne jak "patch" (łata) - czasem są tłumaczone, a czasem podane w cudzysłowiu, co utrudnia orientację. Do tego archaizmy - ostatnią znaną mi osobą, która używała wyrazu "ubezpieczalnia" w znaczeniu "przychodnia, klinika, państwowe leczenie" była moja Prababcia, urodzona w XIX stuleciu. Książkę opatrzono uwagą: "wydanie II, przejrzane" - dlaczego zostało tylko "przejrzane" a nie "przejrzane i poprawione"? Za tłumaczenie wielki minus, po prostu dlatego, że takie kwiatki irytują i odrywają od lektury.

Ocena 8/10, byłoby 10/10 gdyby nie ten nieszczęsny tłumacz.

niedziela, 22 listopada 2009, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
lili-pop
2009/11/22 22:42:19
Aaach mialam ją dziś w rękach razem z "triumfem..." ale się powstrzymałam. Wchodzę do domu,włączam internet i widzę,że przeczytałaś i masz tak dobrą opinię- no aż mnie świerzbi żeby jutro pobiec do empiku ;)

Pozdrawiam!
med-ola.blogspot.com
-
claudete
2009/11/22 23:18:54
Zaniepokoiłaś mnie tym, że książka ta jest tak słabo tłumaczona. Na półce mam nowe wydania "Stulecia chirurgów" oraz "Stulecia detektywów" jeszcze nieczytane, dziewicze wręcz i jeżeli tłumaczenie jest też takie kiepskie to obawiam się, że się na nich zawiodę.
Myślę jednak, że tak czy siak "Pacjentów" nabędę. Lubię taką tematykę, lubię medycynę, lubię historię.
Dobrze, że za niedługo Mikołaj i Święta. Może Thorwalda znajdę pod choinką ;)
-
2009/11/22 23:58:26
Claudete - pozostałe książki Thorwalda zostały wydane przez Znak, ta jako jedyna przez Wydawnictwo Literackie. Ze "Stulecia chirurgów" nie pamiętam takich kwiatków, więc jest nadzieja, że to wpadka wydawcy.
-
2009/11/23 13:30:35
Ja wczoraj weszłam do Empiku z mocnym postanowieniem kupienia Stulecia chirurgów - a na półce tylko Detektywi... Teraz widzę, że jest kolejna pozycja Thorwalda, którą MUSZĘ mieć. Lista niebezpiecznie się rozrasta.
-
2009/11/24 15:50:30
O, a ja niedawno kupiłam "Stulecie detektywów" tylko.. czasu brak ;) Więc nie kuś kolejnymi książkami ;p
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli