Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Wielkanocna parada - Richard Yates
Wygląda na to, że znowu przeczytałam nie to, co zapowiadam w zakładce "teraz czytam". Ale książka Oates jest tak trudna i męcząca (fizycznie też - 500+ stron drobniutkiego druczku), że potrzebowałam przerwy.

"Droga do szczęścia" Yatesa mnie zachwyciła, wnikliwością psychologiczną, analizą małżeństwa bohaterów, obserwacją życia społecznego. "Wielkanocna parada" już mniej.

Powieść opowiada historię dwóch sióstr. Starsza, Sarah, żyje według tradycyjnego wzorca przewidzianego dla kobiet - małżeństwo, dzieci, dom. Młodsza, Emily, jest jej przeciwieństwem, kobietą wyzwoloną, co przejawia się w tym, że robi karierę zawodową - pracuje w agencji reklamowej (choć pewnie w 1976 r., kiedy książka powstała, agencja nie była jeszcze Najbardziej Oklepanym Miejscem Pracy) i rzuca się w krótkotrwałe, nieudane relacje z mężczyznami, prawdopodobnie poszukując kogoś, kto zastąpi jej utraconego wcześnie ojca.

Na życiu sióstr ciąży dramat z dzieciństwa - rozwód rodziców, później lata życia z matką, niezaradną życiowo osobą z nadmierną skłonnością do alkoholu. W ogóle alkoholu jest tu bardzo dużo, podobnie jak w "Drodze..." wszyscy nieustannie palą papierosy i sączą whisky, sherry, martini, już od rana. Co zresztą stanie się powodem tragedii starszej z sióstr.

Niewątpliwie książka jest zwierciadłem przemian w roli kobiet, które zaszły na przestrzeni życia sióstr Grimes, czyli między latami 30 a 70 XX wieku, porusza też, pewnie dość odważnie jak na swoje czasy (ale zdawkowo jak na XXI wiek) temat przemocy w rodzinie, alkoholizmu kobiet. Autor prowadzi nas też do smutnej konkluzji - żadna z dwóch skrajnych dróg nie prowadzi do happy endu. Mamy tu też galerię typów męskich - kochanków Emily, w przeważającej mierze neurotyków i nieudaczników. Mam jednak wrażenie pewnej powierzchowności i dystansu. Daleko "Wielkanocnej paradzie" do "Drogi do szczęścia" gdzie króciutki opis jednego gestu bohaterów doskonale oddawał ich stan ducha i emocje. Tu Yatesowi chyba nie udało się sięgnąć tak wnikliwie do głębi kobiecej psychiki, w każdym razie mnie nie udało się utożsamić z żadną z bohaterek ani głęboko im współczuć. Poza tym, mam wrażenie, że książki pisane linearnie, od dzieciństwa bohatera do jego mniej lub bardziej smutnego końca, trochę trącą myszką w dzisiejszych czasach.

Na pewno lektura nie była czasem straconym, czyta się to z zainteresowaniem i bez znużenia, ale w moim odczuciu to po prostu dość dobra powieść psychologiczna, solidny amerykański standard sprzed 30 lat, nic więcej.
Ocena 7/10
Tak przy okazji - piszę te moje recenzje zawsze na gorąco, zaraz po odłożeniu książki, o ile to możliwe. Czasem się potem zastanawiam - czy one nie są płytkie, tandetne, prostackie, za mało wyrafinowane i krytycznoliterackie. Ale inaczej nie umiem, zapowiadałam w pierwszej notce że będę pisać czy mi się podoba, czy nie, i dlaczego. Więc chyba jest-jak-jest i lepiej nie będzie :)
niedziela, 15 listopada 2009, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
atram_78
2009/11/15 18:36:12
I wcale nie musi być lepiej! Ja lubię czytać Twoje recenzje, nawet te z którymi się nie zgadzam! Pisz dalej! :)
-
2009/11/15 20:21:46
a ja dzięki tym recenzjom robię sobie listę "do Mikołaja" ;-)
-
padma
2009/11/15 21:31:38
A czy mogę tak nei na temat spytać, dlaczego nie doczytałaś "Kwinkunksa"? Bo mam tę książkę od bardzo dawna na półce, zakupiłam kiedyś pod wpływem entuzjastycznych opinii na forum, i jakoś nie mogę się zabrać. Czy to kwestia objętości, czy po prostu Ci się nie spodobała?
-
2009/11/15 23:46:56
Padma - Kwestia objętości na pewno odegrała dużą rolę, jak pisałam, lubię nosić książki w torebce i czytać tam, gdzie się da, a spróbuj ponosić Kwinkunksa w torebce :) Poza tym doszłam w okolice strony 130-tej i nie byłam jakoś szczególnie wciągnięta ani zainteresowana, więc postanowiłam sobie odpuścić.
I bałam się, że będzie jak z "The world without end" Folletta - miesiąc wyjęty z życiorysu, a książka taka-sobie.

Tosheila - :-)

Atram78 - dzięki :)
-
magnumzet
2009/11/16 11:37:26
Fenomenalny blog...od razu dodałem do linków, ponieważ ja sam przygotowuję debiutancką powieść, więc rozumiem to co piszesz...powodzenia...zapraszam czasami w moje progi
-
judytta
2009/11/16 13:29:28
Napisałaś bardzo dobrą recenzję !!
Przeczytałam "Drogę do szczęścia" , podobno to Droga.." była najlepszą książką Yates'a a teraz po twojej recenzji widzę że mnie i ta również mocno by zainteresowała.
Swoją drogą przeglądałam ją niedawno w księgarni podczas zakupu najnowszej Picoult.
-
agawa79
2009/11/16 15:59:36
A co, chciałabyś czasem "ubogacić" recenzję zwrotem w rodzaju "postmodernistyczna dekontrukcja strukturalizmu"? :p Nie rób tego, błagam. :D
-
2009/11/16 19:27:40
O Oates to ja się do Mikołaja uśmiecham;) Recenzje piszesz zawsze ciekawe i wyczerpujące, więc spokojnie;)
-
2009/11/16 19:50:00
"Droga do szczęścia" rewelacyjna, tu się zgodzę, miałam wątpliwości aby sięgnąć po następną książkę Oatesa, teraz z ciekawości przeczytam. Dodałam do blog do linków bo bardzo interesujący:). Pozdrawiam
-
clevera
2009/11/16 21:37:55
Jest dobrze, bo liczy się pierwsze wrażenie. :))
-
tola_fasola
2009/11/17 01:28:21
ostatnio czytałam 'ostatnie dni' oates i też się umęczyłam.
drogi do szczęścia nie czytałam i żałuję, że najpierw obejrzałam film.

pozdrawiam,
tola.
-
2009/11/17 08:05:39
to ja sprecyzuję - książka Oates jest trudna i męcząca, ale bardzo dobra. Trudna ze wzgl. na temat, trudna z powodu stylu, męcząca bo wydrukowana maczkiem i dlatego, że autorka przesadziła z przypisami, ale dobra, i zamierzam ją skończyć i zrecenzować, choć może jeszcze z przerwami na inne lektury :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli