Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Brooklyn - Colm Toibin
Zastanawiam się jak to jest: niby lubię klasyczne, tradycyjnie napisane książki. A mimo to bywa tak, że taka książka mnie śmiertelnie nudzi właśnie przez swoją klasyczność.* Tak właśnie było z "Brooklynem".

Eilis Lacey mieszka z matką i siostrą w Irlandii. Pewnego dnia zaprzyjaźniony ksiądz proponuje jej wyjazd do pracy do Ameryki. Eilis wyjeżdża, podejmuje pracę w sklepie odzieżowym w tytułowym Brooklynie, rozpoczyna naukę, zakochuje się. Jednak po pewnym czasie tragiczna wiadomość z domu zmusza ją do powrotu do Irlandii. Eilis musi podjąć najtrudniejszą decyzję w życiu: zostać z matką czy wrócić do nowego życia w Stanach?

Rzecz dzieje się w nie do końca określonej epoce - mniej więcej chyba w latach 50/60, ale autor daje tylko niewyraźne wskazówki (no dobra, dla Amerykanów nazwiska graczy w baseball i tytuły filmów pewnie są wyraźną wskazówką, ja domyślałam się tylko po wzmiance o rozwiedzionej Liz Taylor).


Autor kreśli studium psychiki emigrantki, wnikliwie opisuje jej nastroje, uczucia i stan ducha w obliczu dylematów. Jak na książkę o kobiecie, napisaną przez mężczyznę, wnikliwość psychologiczna robi duże wrażenie. Przy tym jest dobrze napisana, ładnym, subtelnym językiem.

Podobały mi się też pojawiające się w tle przemiany i różnice kulturowe - Włosi kontra Irlandczycy, czarne klientki w eleganckim sklepie i reakcje sprzedawczyń, Amerykanie a Irlandczycy na plaży i tak dalej.
Mimo to jakoś nie potrafiłam się zaangażować.

Nudziła mnie leniwa narracja - Eilis poszła tam, zrobiła to, ubrała się w tamto, wróciła do domu i zaparzyła herbatę. Nadmiar opisywanych strojów (dobra, może rzeczywiście gdzieś w głębi jestem facetem, ale ileż można czytać o popielatych jedwabnych bluzkach, niebieskich sukienkach w kwiatki i pasujących pantofelkach, przymierzaniu kostiumów kąpielowych i kogo to w zasadzie obchodzi w co kto był ubrany?). Opis trudnego życia na emigracji... hmmm, bohaterka przyjeżdża "na gotowe", ma zapewnione mieszkanie i pracę, opiekę księdza, życzliwych rodaków w pobliżu, dobroczyńcę, który opłaca jej studia, jest świetna w pracy, świetna w szkole, natychmiast poznaje kochającego, troskliwego mężczyznę - czy to aby na pewno jest typowy obraz niezamożnej irlandzkiej emigrantki w USA? Oczywiście dylematy związane z tęsknotą i sytuacją rodzinną są poważne i trudne, ale dzieją się na tak nieszkodliwym tle, że trochę trudno je brać zupełnie na serio. Hasło "piekło emigracyjnej izolacji" z okładki jakoś mi nie przystaje do treści. "Piekło" pojawia się tylko na statku płynącym do Nowego Jorku, ale jest to piekło czysto fizjologiczne - ciasnota, choroba morska, zajęta ubikacja.

A do tego irytująca bezwolność bohaterki. Eilis nabiera życia dopiero pod sam koniec książki, kiedy decyduje się wyjawić matce swój amerykański sekret i ostatecznie wybrać miejsce, w którym zostanie. Przez pierwsze 2/3 powieści Eilis zachowuje się trochę jak grzeczne dziecko, kierowane przez kierowniczkę, chłopaka, księdza, listy z domu, bez własnej woli. Kiedy pojawia się jakiś problem, wybiera milczenie i uległość zamiast otwartej komunikacji z ludźmi - co mnie szalenie denerwowało.

Psychologicznie i emocjonalnie wszystko jest bardzo subtelne, ulotne, zamyka się w niedopowiedzeniach, dylematach przeżywanych we wnętrzu, nie wypowiadanych na głos. Najbardziej poruszyła mnie tu kwestia sprzeciwu wobec (domniemanej) woli matki - do końca nie wierzyłam, że bezbarwna Eilis mogłaby się na to zdecydować.

No i tak. Książka bardzo tradycyjna, psychologiczna, bez niespodzianek, nadmiernego realizmu czy zwrotów akcji. Dla mnie - zupełnie letnia, to znaczy, gdybym jej nie przeczytała, to myślę, że niewiele bym straciła. Myślę, że to powieść, która może okazać się bardzo ważna przede wszystkim dla Irlandczyków (jako wycinek ich historii), i dla osób, które same wyemigrowały.

Ocena: 7/10


---
* najwyraźniej sama nie wiem, czego chcę, ale to już wielokrotnie stwierdzałam.
piątek, 11 grudnia 2009, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
claudete
2009/12/12 11:02:08
Ocierałam się już kilkakrotnie o tę książkę. Oczywiście buszując po Empiku. Nawet kilkakrotnie miałam ją w dłoniach. Już, już zmierzałam do kasy, ale coś mnie jednak odwodziło od zakupu.
Może to i dobrze. Uwielbiam klasyczne książki, jednakże znam też stan zmęczenia klasyką.
I teraz zastanawiam się, czy oczekiwać na tę pozycję w bibliotecznym gmachu, czy też przesunąć jedynie jej zakup w czasie i nabyć np. przed emocjonującą podróżą, gdy klasycznego ujęcia będę potrzebowała najbardziej... muszę się jeszcze nad tym zastanowić.
-
2009/12/13 22:48:40
a mnie ta powieść zachwyciła. Może dlatego, że mieszkam od 8 lat w Irlandii, i to nie w getcie polskim, ale w miasteczku, gdzie prawie Polaków nie ma i mam wielu przyjaciół Irlandczyków. Może dlatego, że zachwyca mnie ten kraj, ludzie, jestem ich bardzo ciekawa i zadaję sobie wiele trudu, żeby jak najwięcej się o wszystkim tutaj dowiedzieć, o emigracji do Ameryki i do Szkocji, bo ta też masowa była, szczegółnie z mojego regionu (Donegal). Rozmawiam ze starszymi ludźmi, spotkałam też tych, którzy w tamtym czasie wyjechali, a teraz mocno starsi odwiedzają, po raz ostatni, rodzinne strony. Poznałam też i nauczyłam się rozumiec mentalność Irlandczyków. Dla mnie ta powieść jest bardzo prawdziwa. Po pierwsze dziewczyna w tamtych czasach, faktycznie przełom lat 50/60 tych, nigdy w życiu nie pojechałaby, jak ty to mówisz, na gotowe. Czyli zawsze była to rodzina, ksiądz, bezdzietna ciotka, rodzina sąsiadów chętna przygarnąć potrzebującego rodaka z Wyspy itp. Jechało sie do kogoś konkretnego i miało na początek coś nie coś zorganizowane, a że oni sa bardzo wspierajacym się narodem i mają silne poczucie klanów, nie było takiego znowu problemu ze znalezieniem kogoś jako tako urządzonego lub właśnie irlandzkiego księdza czy zakonnic, którzy by nie pomogli. Taka bewolność, jakby niedecyzyjność jednostki, szczegółnie kobiety, jest typowa dla Irlandczyków, my się szarpiemy, coś tam pokrzykujemy, dyskutujemy podniesionymi głosami, desperujemy, a oni siedzą mi milczą, nie pokazują uczuć, czekają, bo właściwością wyspierzy jest zasada, ze jak się wystarczająco długo poczeka, to problem rozwiąże się sam. A jak się milczy, to jest mniejsze prawdopodobieństwo, że palnie się głupstwo. A w tamtych zasach młode kobiety raczej nie miały własnego zdania, tylko robiły to, czego się od nich oczekuje.
Ta powieść bardzo mi przypomina Wszystko dla Pań Emila Zoli. Nie wiem, może dlatego, że czytałam ją po angielsku, czułam ten klimat, pięknie pokazał mentalność Irlandczyków, a do tego wykazał się wielki zrozumieniem natury kobiecej, a jej dwoistość pozostawił bez oceny, co jest dla mężczyzny pewnie heroicznym wysiłkiem. Mnie ona ujęła wyjątkowo. Ale o gustach się nie dyskutuje, może po prostu co innego cię kręci
-
2009/12/13 22:51:22
małe sprostowanie, miałam na myśłi, że w tamtych czasach dziewczyna nigdy nie pojechałaby do Ameryki, gdyby to nie było, jak ty to mówisz, na gotowe.
-
2009/12/14 01:16:43
Kasiu.eire - czyli miałam rację, to jest po prostu książka dla czytelnika znającego Irlandię od podszewki. Tyle wersji książki, ilu czytelników :) Ty czytałaś praktycznie o Twoich sąsiadach, dla mnie to była powolna, chwilami nudnawa, do bólu tradycyjna opowieść o niezdecydowanej dziewczynie.
Dziękuję że napisałaś o tym - dla mnie ta emigracja "na gotowe" wydawała się zupełnie niewyobrażalnie i bajkowo wygodna, zwłaszcza w porównaniu z opowieściami polskiego emigranta z lat 70/80, które znałam z pierwszej ręki - ciężka fizyczna praca, i dopiero po kilku(nastu) latach osiąganie takiej pozycji, jaką Eilis dostała bez wysiłku z chwilą zejścia ze statku.
Zgadzam się, plus dla autora za pisanie o naturze kobiecej, ale o tym wspomniałam.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli