Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Hakawati mistrz opowieści - Rabih Alameddine


W kulturze arabskiej hakawati to gawędziarz, ktoś, kto zajmuje się opowiadaniem historii. Dobry hakawati to osobistość ciesząca się wielkim szacunkiem, bo też opowieści odgrywają w kulturze arabskiej bardzo ważną rolę.

Rolę hakawatiego bierze na siebie narrator - Osama al Charrat, którzy powrócił do Bejrutu z emigracji, żeby czuwać w szpitalu przy umierającym ojcu. Na prawie 700 stronach snuje opowieści, które hipnotyzują czytelnika i wprowadzają go w zupełnie inny świat.

Opowieści mieszają się ze sobą, łączą i przenikają się płynnie. Dawna opowieść o Fatimie, kochance dżinna, średniowieczny epos o bohaterskich czynach niewolnika Bajbarsa, który został sułtanem, saga czterech pokoleń rodziny i pomniejsze historie opowiadane przez bohaterów splatają się w mieniący się wszystkimi barwami i nastrojami gobelin zachwycający swoim bogactwem. Drugoplanowi bohaterowie zmieniają się w główne postaci, wątki biegną równolegle żeby po chwili się połączyć, każda osoba dostaje swoją opowieść. Ramą dla tych wszystkich historii jest "tu i teraz" Osamy, przy szpitalnym łóżku, na którym umiera ojciec, w wyniszczonym wojnami Bejrucie.

 Na początku trudno się połapać w przeplatających się historiach przeskakujących od baśni jak z 1001 nocy do rzeczywistości XX/XXI wieku, od dżinnów i demonów, wojowników i wezyrów do historii rodzinnej. Ale wystarczy kilkadziesiąt stron, żeby złapać rytm i dać się ponieść, a wtedy zaczyna się ogarniać całość, ukazują się skomplikowane związki pomiędzy opowieściami. Co najważniejsze, żadna z nich ani przez moment nie nuży.

Świat arabski kojarzy nam się z fanatykami islamskimi i z trwającymi "od zawsze" wojnami, które są dla kogoś z zewnątrz niejasne i trudne do zrozumienia. Autor pokazuje nam zupełnie inną twarz tego świata - miejsce, gdzie współistnieją najróżniejsze kultury i religie, muzułmanie, druzowie, chrześcijanie, misjonarze europejscy, Ormianie, Arabowie, Żydzi. Bejrut jako kosmopolityczne, otwarte na świat miasto, w którym przenikają się kultury, nawet w obrębie poszczególnych rodzin. Jak mówi wuj Osamy: "Podobnie jak wszystkie miasta, Bejrut ma wiele warstw a ja zdążyłem poznać jedną lub dwie. Tamtego dnia, dzięki Alemu i Kamalowi, Bejrut ukazał mi się od strony swoich mieszkańców. Bierzesz różne grupy, rzucasz je na kupę, gotujesz na wolnym ogniu przez tysiąc lat, nieustannie dodając kolejne dziwne plemiona, dusisz jeszcze przez kilka tysięcy lat, przyprawiasz religią, a w końcu otrzymujesz cudowną bałaganiarską potrawkę, która mimo wszystko smakuje wybornie i egzotycznie, bez względu na to, ile razy się nią uraczysz." (str. 437).

Rabihowi Alameddine udało się to, co nie udało się Pamukowi w książce "Nazywam się czerwień" - stworzył autentycznie wciągającą, totalną opowieść o kulturze arabskiej, nie nużąc przy tym jej obcością, a zachwycając. Może to dzięki temu kosmopolitycznemu środowisku Libanu, może dzięki bogactwu inspiracji - od Homera i Owidiusza poprzez Księgi 1001 nocy po baśnie włoskie i Szekspira. "Hakawati" to dla mnie "matka wszystkich opowieści" i z pewnością będę do tej książki wracać, żeby odkryć w niej to, co umknęło przy tym pierwszym czytaniu.

Ocena 10/10
niedziela, 27 grudnia 2009, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2009/12/27 14:03:00
Twoja recenzja od razu przypomniała mi "Kwartet Aleksandryjski" Durrella, jeżeli "Hakawati" choć blado go przypomina to koniecznie, muszę przeczytać.
I konstrukcja, sposób opowiadania i nawet cytat wujka Osamy wydaje się wprost wyjęty z "Kwartetu", jakkolwiek autor wcale nie musiał się nim bardzo inspirować mając w zanadrzu własną przebogatą tradycję narracji - widziałem niedawno w BBC film o irańskim średniowiecznym poecie Omarze Chajjam i ze rosnącym zdumieniem zobaczyłem jak nasz zachodni, przeważający sposób widzenia kultury islamu jest kompletnie wypaczony przez wpływ nielicznej garstki współczesnych ekstremistów i fanatyków (po obu stronach), zupełnie nie wiemy jak wyrafinowana literatura tam powstawała równolegle z Dantem i Szekspirem .
-
2009/12/27 15:15:57
już wcześniejsze recenzje były zachęcające, teraz twoja, hmm, muszę jakoś tę książkę zdobyć. Piszę jakos, bo zamawianie ksiażek zagranicę zwielokrotnia jej koszty, więc trzeba roztropnie i z rozwagą planować zakupy
-
2009/12/27 15:18:18
a jakoś nie wydaje mi się, zebym mogła ją zaliczyć po angielsku, chyba jednak wolę po polsku. Kupiłam ją znajomej 'starej czarownicy' (kiedyś o niej więcej napiszę u siebie na blogu), własnie po angielsku, jestem ciekawa, jak ona ją odbierze. Wiele lat mieszkała w Iranie, była PR Szacha, zna tę kulutrę na wylot, uwielbia takie opowieści
-
2009/12/27 16:52:18
Jasox - wygląda na to, że muszę dodać kolejny wyrzut sumienia do listy, bo "Kwartetu" nie czytałam...

Kasiu.eire - ja też bym się chyba nie podjęła czytać tego po angielsku, choć w sumie nie jest napisana bardzo zawiłym, trudnym językiem. Mimo wszystko łatwiej mi zanurzać się w taki świat we własnym języku.
-
2009/12/27 22:14:41
"Nazywam się Czerwień" stoi napoczęta na mojej półce, ale nie mogę się do niej zmusić. Twoja recenzja bardzo zachęca, a dodatkowo kusi mnie promocyjna cena w empiku, którą widziałam przed Świętami, więc kto wie, może sobie prezent sprawię:)
-
2009/12/27 23:17:11
Anaman - u mnie z "Czerwienią" to samo, jest tak koszmarnie nudna, że po prostu nie mogę przez nią przebrnąć.
-
2009/12/27 23:18:36
Mdl,
nie wiem czy polecać "Kwartet", to taka lektura z serii do czytania we wczesnej młodości, czas ją też trochę nadgryzł, niekoniecznie musi przejść weryfikację przez filtr wiedzy i doświadczenia ;)
No i cztery grube tomy - trzeba zgłębić wszystkie aby docenić subtelności konstrukcji, przeplatanie wątków, ciągłe zmiany punktów widzenia tych samych wydarzeń.. ale niewątpliwie to klasyka, gdy czasami przeczytam sobie jakiś urywek, wciąż mi się podoba.
-
2009/12/27 23:25:03
A "Hakawati" był w Merlinie po 26 zł (był, bo już jest po 31) - oczywiście zamówiłem :)
-
2009/12/27 23:39:34
No tak, za nałóg kupowania nowości się płaci i to konkretnie - aż sprawdziłam, mój Hakawati kosztował 44,90 :(

Z "Kwartetem" wobec tego na razie się wstrzymam, kolejka książek długa a "Kwartet" namierzyłam na allegro za jedyne 250 więc na razie dam sobie spokój choć lubię klasykę, zwłaszcza wielotomową.

Jasox, jeszcze prywata - jak Ci idzie Stephenson? Ja zaczęłam dzisiaj i pomału wchodzę w ten świat, ale na razie trochę przytłacza.
-
2009/12/27 23:46:52
Uczucia przytłoczenia nie doznałem :)
Powoli się rozwija co prawda, ale tak po 300 stronach zaczyna się coś dziać.
Z przyjemnością wyłapuję smaczki i odniesienia do Ziemskiej filozofii i nauki, klimat klasztoru poświęconego nauce, odciętego od rzeczywistości też jest mi bliski, tak że na razie idzie mi bardzo dobrze, ale jeszcze wiele stron przede mną. Trochę nie miałem czasu na lekturę :( Gdy przeczytam całość może wysmażę notkę na blogu.
-
agawa79
2009/12/28 08:56:56
Czyli te wszystkie och-achujące recenzje nie były przesadzone. :) No i dobrze.
Mnie na razie uwaga czytelnicza odpłynęła w inne rejony, ale Hakawatiego sobie kiedyś przeczytam. :)
-
2009/12/29 12:07:36
Mdl,
jesteś bezlitosna, powiedziałaś w blogu matce sporą część tego najbardziej istotnego, co chciałem napisać o "Peanatemie" ;)
-
2009/12/29 20:19:53
Jasox, ale ja to o sobie napisałam :) i teraz jestem jeszcze bardziej ciekawa Twojej notki.
-
claudete
2009/12/29 21:06:31
Hakawati stoi u mnie na półce. I już się nie mogę doczekać, gdy przyjdzie na niego czas :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli