Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Lunatyk - Jonathan Barnes


"Należy się wam ostrzeżenie. Niniejsza książka nie posiada żadnej wartości literackiej. Składa się na nią stek bzdur obliczonych na tani efekt, fabuła jest zagmatwana i niewiarygodna, postaci nie przekonują, a marny i monotonny styl, pełen zbędnych udziwnień, nazwać trzeba żałosnym. Wątpię zatem głęboko, czy uwierzycie w zawarte tu treści." - ostrzega narrator w pierwszych zdaniach. Wszystko stanie się jasne pod koniec, gdy okaże się, kim jest ten tajemniczy narrator, pojawiający się co pewien czas we wtrąceniach.

Książka jest przedziwna, pokręcona i zabawna. Już okładka, przypominająca afisz podrzędnego teatrzyku, wprowadza w nastrój - to nie tylko zabawa konwencją, ale szalona jazda bez trzymanki w koleinach wyżłobionych przez konwencję.

Akcja rozgrywa się w Londynie na początku XX wieku, niedługo po śmierci królowej Wiktorii, od której wzięła nazwę epoka i powieść wiktoriańska. Para głównych bohaterów to podstarzały iluzjonista i detektyw-amator Edward Moon oraz jego milczący towarzysz/asystent, czyli tytułowy Lunatyk. Prowadząc śledztwo w sprawie tajemniczego morderstwa podrzędnego aktora, Moon wpada na trop tajemniczego spisku, którego celem jest zniszczenie Londynu.

Prawdziwym bohaterem powieści jest Londyn. Londyn wiktoriański, znany z Dickensa, ale przede wszystkim jego mroczna strona, rodem z koszmarnych snów, Londyn, który poprzez smród w metrze "ujawnia swoje prawdziwe "ja", swoją wewnętrzną, kloaczną naturę" (s. 303), Londyn, który trwa od czasów legendarnego króla Luda, skrywając pod powierzchowną warstwą ulic i budynków ciemne siły zła.

Mamy tu i mroczne więzienie, w którym dogorywa niejaki Barabasz, i odrażające przybytki, w których dżentelmeni zaznają zakazanych rozkoszy z dziwadłami w rodzaju kobiety z brodą, mamy tajną agencję rządową, sektę przygotowującą rewolucję, kierowaną przez czarny charakter jak rodem z kreskówek, człowieka, którego życie płynie nie z biegiem czasu a pod prąd, seanse spirytystyczne, demony zła przebrane w szkolne mundurki, wreszcie słynnego nieżyjącego poetę w roli odrażającego monstrum. Wszystko to miesza się i splata w skomplikowaną pajęczynę, trochę jak w koszmarnym śnie. Bywa wiktoriańsko, bywa zabawnie, a bywa przerażająco albo obrzydliwie.

O dziwo ta mieszanka jest strawna i bardzo przyjemnie się czyta, pod warunkiem, że nie oczekuje się schematycznego rozwiązania zagadki i typowego przebiegu akcji. Trzeba się raczej nastawić po prostu na zabawę tą wybuchową mieszanką Dickensowskich motywów, horroru, powieści detektywistycznej i thrillera.

Ocena 8/10
niedziela, 31 stycznia 2010, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/01/31 14:25:02
hmm, chyba nie dla mnie.
-
agawa79
2010/01/31 16:33:06
Brzmi dobrze! Lubię pokręcone i śmierdzące książki. :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli