Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Taras z uroczynem - Mia Couto
Mozambik po wojnie i wyzwoleniu spod rządów Portugalii. W starej, opuszczonej nadmorskiej fortecy funkcjonuje przytułek dla starców. Pewnego dnia ginie kierownik przytułku, Vasto Excelencio. Na miejsce przybywa komisarz policji żeby poprowadzić śledztwo.

Ermelindo, który zmarł w tym miejscu wiele lat wcześniej, nie może zaznać spokoju, ponieważ nie został pochowany zgodnie z tradycją. Postanawia więc wejść w ciało komisarza. Razem z nim słucha kolejnych opowieści starych ludzi, z których każdy po kolei przyznaje się do zabicia kierownika... Jest tam dziecko-starzec, który umrze, gdy tylko dokończy swoją opowieść, jest stary Portugalczyk spędzający całe dnie na wpatrywaniu się w morze, kobieta - zwana czarownicą. Każde z nich ma swoją historię, nierozłącznie powiązaną z dawnymi afrykańskimi tradycjami, które nieodwołalnie odchodzą w przeszłość.

Dziwna to książka, magiczna i smutna. Mieszkańców przytułku łączy przeraźliwa samotność. Należą do przeszłości, ze swoimi wierzeniami i opowieściami, mieszkańcy zewnętrznego świata, przeoranego wojną, która "rozdarła świat, w którym starcy zajmowali poczesne miejsce." (str.116), odrzucają ich, wykorzystują. "Na całym świecie bliscy, odwiedzający starców w przytułkach, przekazują im pozdrowienia, żeby ich pocieszyć. W naszym kraju jest na odwrót. Rodzina odwiedza starych po to, żeby kraść im żywność." (str.103)

Czasem mam wrażenie, że wszystkie najlepsze książki z egzotycznych miejsc są takimi kronikami ginących światów, rozdartych między swoją dawną tożsamością a narzuconą - przez kolonizatorów, Europejczyków, postęp - "nowoczesnością". O tym, co stare, prawdziwe i rdzenne, a teraz zepchnięte na margines, dogorywające gdzieś na uboczu. Tu też jest świat rozdarty wojną i wyzwoleniem na "stary" i "nowy", tu rządzą reprezentanci "miasta" w rodzaju policjanta. Policjant jest jak dziecko we mgle, jego sposób widzenia świata nie przystaje do rzeczywistości przytułku, próbuje zrozumieć ale jest odrzucany, a mieszkańcy zabawiają się jego kosztem. Na koniec starcy odnoszą wprawdzie ostatnie zwycięstwo, lecz później definitywnie odchodzą, wraz z duchem Ermelinda, który opowiedział całą tę historię. Jak metafora dawnej Afryki.

Czy tak nie jest i w naszym świecie? Czy nasi dziadkowie, ze swoimi wartościami, wierzeniami i zwyczajami też nie są spychani do jakichś odizolowanych "przytułków" - kiedyś mędrcy, dzisiaj żałośni bajarze, którzy zaminowują swoją przestrzeń jak Salufo, żebyśmy nie odwiedzali ich po to, żeby kraść?

Bardzo przejmująca książka, która zarazem uwodzi egzotyką opowieści i stawia uniwersalne pytania o kształt dzisiejszego świata. Szkoda tylko, że taka króciutka.

Ocena 9/10
środa, 20 stycznia 2010, mdl2
Tagi: afrykańska

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
abiela
2010/01/20 11:11:15
Akurat tę samą książkę wczoraj skończyłam czytać:)
-
2010/01/20 11:30:12
Zajrzałam do Ciebie, i aż się uśmiechnęłam, recenzja o 180 stopni inna, niesamowite jak odmiennie można reagować na jeden tekst.
-
2010/01/21 00:25:32
szkoda, ze w tych czasach coraz mniej wielopokoleniowych domów, starcy-mędrcy już nie w modzie, to idzie młodość, młodość
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli