Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Fioletowy hibiskus - Chimamanda Ngozi Adichie
Piętnastoletnia Kambili dorasta w Nigerii, w domu ojca, Eugene - powszechnie szanowanego działacza, wydawcy opozycyjnej gazety i zamożnego przedsiębiorcy, człowieka bardzo religijnego i filantropa. Na pozór niczego rodzinie nie brakuje - nie muszą się zmagać z problemami, jakie dotykają uboższe warstwy społeczeństwa nigeryjskiego, dzieci uczą się w elitarnej szkole, a cała rodzina otoczona jest szacunkiem.

Jednak to tylko pozory. W rzeczywistości książka jest przerażającym studium fanatyzmu religijnego i przemocy domowej. Ojciec - na zewnątrz filantrop, z tytułem Omelora - Tego, Który Dba o Społeczność, hojny dobroczyńca dla swoich pracowników i współziomków, w domu rządzi żelazną ręką tyrana. Stosuje okrutne kary za każde przewinienie wobec bardzo rygorystycznie pojmowanej wiary i za każde odstępstwo od ustalonych przez siebie zasad.

Najstraszniejszy dla czytelnika jest kult, mieszanka bezgranicznej miłości i przerażenia, jakim otaczają okrutnego ojca Kambili i jej brat, Jaja. Również ich matka zachowuje się zgodnie z mechanizmem typowym dla ofiar przemocy domowej - uparcie trwa przy swoim prześladowcy, nie jest w stanie obronić ani siebie ani dzieci przed jego atakami, usprawiedliwia go przed otoczeniem i nie przyjmuje do wiadomości możliwości uwolnienia się. Na jednym z blogów przeczytałam, że wzbudza to bunt nas, kobiet wychowanych w innej kulturze. Myślę jednak, że w każdej kulturze znajdziemy tego typu przemoc i takie mechanizmy zachowań. Nie mają nic wspólnego z afrykańską specyfiką - to uniwersalny mechanizm uzależnienia ofiary od kata, który można spotkać i na polskim osiedlu.

Na ratunek bratankom przychodzi siostra Eugene'a, owdowiała ciotka Ifeoma. Zabiera Kambili i Jaję do swojego ubogiego, lecz szczęśliwego domu, w którym mieszka z trojgiem dzieci, pracując jako wykładowca na uniwersytecie. Dopiero tam, w spartańskich warunkach, Kambili uczy się, że można roześmiać się, odezwać bez pytania, żyć bez strachu o karę. Tam poznaje też inne, pozytywne i radosne oblicze wiary katolickiej, uosobione w postaci księdza Amadiego.

Książka jest pełna kontrastów - bogaty lecz nieszczęśliwy dom w porównaniu z ubogim, lecz pełnym śmiechu i radości. Purytańska, surowa wiara kontra radosna afirmacja i miłość, albo "pogańska" lecz równie prawdziwa religijność dziadka Kambili. Kult angielszczyzny i narzuconych przez kolonializm obyczajów w domu Eugene'a przeciwstawiony dumie z afrykańskiej kultury i tradycji jaką żywi Amaka, najstarsza córka Ifeomy. Wreszcie dwa oblicza Eugene'a, wzorowego chrześcijanina i okrutnego tyrana.

Zakończenie - jedyne możliwe, ostateczny akt buntu i rozpaczy udręczonej matki i ogrom poświęcenia jej syna. Iskierka nadziei dla wyzwolonej od cierpień rodziny.

Adichie poświęca też dużo uwagi szczegółom, realiom nigeryjskiego życia. Chwilami książka aż niemal pachnie nigeryjskimi potrawami i tytułowymi hibiskusami, aż czuje się upał i nadchodzące gwałtowne ulewy. Tym razem, inaczej niż w "Połówce żółtego słońca" wydarzenia polityczno-historyczne nie wysuwają się na pierwszy plan, są raczej tłem dla opowieści o dojrzewaniu i uwalnianiu się spod władzy okrutnego ojca.
Ocena 9/10
niedziela, 07 lutego 2010, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
zielonakoniczynka
2010/02/08 10:31:33
Dopisuję sobie do listy książek do przeczytania - kilkoma mnie już zainspirowałaś :) pozdrawiam
-
be.el
2010/02/08 21:38:16
Książkę przeczytalam wieki temu, ale ciągle siedzi mi w głowie. Zaczynałam ją dwa razy. Potem jak wpadłam, nie mogłam przestać. Prawda jest taka, że Afryka jest dla mnie baaaardzo egzotyczna i obca, Chętnie bym to zmieniła, tylko hm hm.... czas i wybór niezbyt wielki. Zobaczę w bibliotece, może znajdę coś jeszcze tej autroki. No i jeszcze - "Ella" świetna. Dzięki za podpowiedź. Przeczyałam na razie sama, bo Mały nie lapie jeszcze tego humoru. Nawet teraz pisząc komentarz, aż się do siebie uśmiecham. Ale jak to się stało, ze Tsatsikowi dałaś tylko siódemkę(buhaha) ja bym mu dała co najmniej 9+. Baaardzo mi sie podobała. Za niedługo będe próbowac na moim dziecku. Scena w gabinecie u dyrektora wiele mnie nauczyła. Już zawsze będę walczyć jak LEW. To znaczy - matka - lwica:))))
-
2010/02/08 22:00:51
Be.el - "połowkę żółtego słońca" tej autorki już znasz? Jest inna, bardziej epicka, ma szersze tło, ale może przez to mniej chwyta za serce. Mam jeszcze w domu jej zbiór opowiadań "The thing around your neck", czeka w kolejce.
Z Tsatsikim to jest tak, że ja czytając cały czas miałam wrażenie, że autorka chce mnie (nawet nie dzieci, tylko mnie właśnie!) czegoś koniecznie nauczyć, a tego nie cierpię.
-
be.el
2010/02/09 08:13:47
Właśnie chcę wybadać ten tytuł w bibliotece. Tylko znając nasz miejski księgozbiór - różnie z tym bywa. Ostatnio zapisałam sie do małej wiejskiej biblioteki. Wybór tam przeogromny, bo.... chyba mało ludzi czyta. Po urlopie tam uderzę:) A Tsatsikowa mama faktycznie dużo mnie nauczyła:))))
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli