Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Rozstrojone umysły - Douwe Draaisma


To jest tak: idzie człowiek do Empiku z mocnym postanowieniem kupienia jakiejś Naprawdę Mądrej książki w rodzaju: "fizyka kwantowa dla opornych" albo "ogólna teoria wszystkiego w weekend". Żeby się dokształcić, pozbyć się opisywanego na równoległym blogu Kompleksu Głąba, a potem jeszcze zrecenzować tu Naprawdę Mądrą Książkę i zarobić parę punktów w kategorii "inteligencja".

Człowiek staje przed półką z napisem Filozofia/socjologia, nagle wzrok przyciąga jaskrawopomarańczowa okładka gdzieś w dolnych rejonach półki, ręka automatycznie sięga i...

no tak. Historia medycyny. Znaczy, przepadłam, a mądre teorie wszystkiego muszą poczekać do kolejnej wizyty, mało tego, aktualnie czytane książki też muszą poczekać bo właśnie spadły na koniec kolejki.

Tym razem historia neurologii, a właściwie kilkunastu odkryć z tej dziedziny. Autor postanowił opisać historię kilkunastu tzw. eponimów czyli nazw odimiennych. Wszyscy ich używamy - każdy miał jakąś ciotkę z "Alzheimerem", wujka chorego "na Parkinsona", wiemy, że chorzy z "zespołem Tourette'a" mają przymus wykonywania gwałtownych ruchów i przeklinania, a kiedy w "Ostrym Dyżurze" doktor Greene dowiedział się, że nowotwór mózgu "zaatakował pole Broki", wiedział, że nie ma już dla niego ratunku.

Nie wiemy jednak prawie nic o naukowcach, których imionami nazywamy te choroby i narządy. Kim był Alois Alzheimer, dlaczego obszar mózgu odpowiadający za mowę nie nazywa się "pole Daksa" tylko "pole Broki", w jaki sposób sporządzano pierwsze mapy mózgu, i jak sprawdzano, który rejon za jakie funkcje odpowiada (a wykorzystywano w tym celu chorych z urazami czaszki, odsłonięty mózg uciskano szpatułką i notowano obserwacje: przestaje mówić, mowa niewyraźna itp.).

Sama historia badań jest pasjonująca - lekarze latami obserwujący jeden przypadek, wiedza przekazywana w formie wykładów ilustrowanych pokazami pacjentów, gorące spory o takie kwestie jak teoria symetrii (bo dlaczego ośrodek mowy miałby się znajdować tylko w jednej półkuli). Lekarze, którzy zostali zapamiętani nie z opasłych publikacji na inne, ważne tematy, a z nazwy schorzenia, któremu poświęcili ledwie parę stron artykułu. Opisy chorób formułowane na przykład na podstawie charakterystycznych zachowań człowieka mieszkającego w pobliżu, nieznanego bliżej lekarzowi.

Dziwna ta dawna medycyna, bo z jednej strony brutalna, błądząca po omacku, traktująca pacjenta jak przypadek do pokazania na wykładzie, stosująca jakieś upiorne metody z grzebaniem łyżką w mózgu i hipnozą na czele, a z drugiej strony historie "przypadków" czyta się jak opowiadania, jaki nacisk kładziony na całego człowieka, nie tylko na schorzenie, ileż można się dowiedzieć o tych pacjentach, o ich życiu, pracy, zainteresowaniach, z samego opisu medycznego. Fascynujące też, w jaki sposób jednostkowe dziwactwo po zbadaniu, opisaniu, przedstawieniu zmienia się w chorobę.

Dobra, wciągająca lektura dla wszystkich, którym podobały się np. książki Olivera Sacksa. Z konieczności krótkie formy pozostawiają pewien niedosyt, autorowi brak też potoczystości Thorwalda, więc nie czyta się "jak powieść", lecz mimo to książka przedstawia masę ciekawych informacji i nie nuży.

A ja, z moim "kompleksem głąba" chyba znalazłam sobie dziedzinę, która mnie naprawdę interesuje.

Ocena 8/10
czwartek, 18 lutego 2010, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/02/19 12:02:14
Podczytuję sobie od czasu do czasu Twój blog i bardzo mi się podoba. Fajnie czyta się i recenzje, i (że się tak górnolotnie wyrażę) publicystykę. Dzięki wielkie za tony książkowych inspiracji.

A tutaj postanowiłam się odezwać, żeby polecić Ci Aleksandra Łurię, jeśli nie miałaś z nim wcześniej do czynienia. Dostać te książki strasznie ciężko, ale w bibliotekach (zwłaszcza uczelnianych i pedagogicznych) jeszcze się trafiają. Sama czytałam "Świat utracony i świat odzyskany" i "O pamięci, która nie miała granic". Na Biblionetce wyczytałam, że wyszedł też po polsku "Umysł mnemonisty", ale na niego akurat nie udało mi się trafić.

Łuria był właśnie neurologiem tamtych czasów grzebiących ludziom w mózgu patykiem i widzących ich jako całość, a nie tylko deficyt. Jego książki są nieco ciężkostrawne, napisane stylem zdecydowanie nierozrywkowym, choć też (z dzisiejszej perspektywy patrząc) nie do końca naukowym. Są to mocno poszerzone studia przypadku, bardzo fascynujące (chociaż ja mam skrzywienie w stronę neurologii, weź, roszę na to poprawkę...). Polecam, jeśli kiedyś trafisz.

Pozdrawiam
Joanna (Ys.)
-
2010/02/19 13:53:42
Bardzo dziękuję za polecenie, będę teraz polować na Łurię! :)
-
annamotreanu
2010/02/22 12:18:16
Hehe, uśmiałam się z "Kompleksu Głąba". Wydaje mi się, że nachodzi każdego, ale to co jest dla niego najbardziej typowe, to to, że dotyczy przeważnie ludzi inteligentnych. Głąby zazwyczaj nie mają problemu ze swoją "głąbowością" :)

A książka - warta uwagi.
-
bookfa
2010/02/23 13:03:14
Ja nie na temat;)
9/10
wiecej na moim blogu.
Pozdrawiam
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli