Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Cisza po życiu - Marek Sarjusz-Wolski


9 maja 1987 roku samolot IŁ 62M "Tadeusz Kościuszko" lecący do Nowego Jorku, rozbił się w warszawskim Lesie Kabackim, tuż przed lotniskiem, na którym miał lądować awaryjnie.

Pamiętam tamten dzień - spędzony u znajomych rodziców, pamiętam włączone radio i urywki rozmów dorosłych, potrząsanie głowami w niedowierzaniu. Chyba wszyscy pamiętają. Jeden z tych dni, które każdy zapamiętuje, jak zabójstwo Kennedy'ego dla Amerykanów.

"Cisza po życiu" to reportaż - zbiór wspomnień o tych, którzy stracili życie w tej katastrofie. O pilotach, stewardesach, członkach załogi i pasażerach. Autor zebrał wspomnienia najbliższych im osób. Poświęcił każdej z ofiar katastrofy kilka stron, co razem złożyło się na książkę - hołd oddany zmarłym.
"Powiecie, że to nieprawda. To niemożliwe, zeby byli tak piękni i wspaniali.
Nie gniewajcie się. Opowiem o nich ustami ich najbliższych. Oni ich bardzo kochali." (s. 69)


O ofiarach katastrofy w Smoleńsku mówi się: elita, kwiat narodu, sól polskiej ziemi, najlepsi z najlepszych. Słusznie. Ale myślę, że o tamtych można by powiedzieć dokładnie to samo, choć nie piastowali wysokich stanowisk, urzędów, nie dokonali niczego wielkiego. Stewardesa, która wybrała ten zawód, bo nie dostała się na wymarzone studia, a potem pokochała latanie. Ajentka baru GS. Krawcowa. "Prywaciarz", właściciel warsztatu samochodowego. Inżynier. Lekarz-pasjonat. Ciężko pracujący, przedsiębiorczy ludzie, podejmujący się wszystkiego co możliwe, żeby jakoś poprawić sobie i swoim rodzinom warunki życia w czasach komuny. Większość leciała do pracy, zarobić na dom, mieszkanie, godniejsze życie. Inni w odwiedziny do pracujących za oceanem krewnych. Niektórzy do dawno niewidzianych dzieci, układających sobie życie w Ameryce. Często nie pierwszy raz.

Niektórzy znaleźli się w tym samolocie przypadkiem, dzięki czemuś, co uważali za "szczęście": ostatni wolny bilet kupiony po staniu w długiej kolejce, możliwość zmiany daty wylotu w ostatniej chwili, bilet na miejsce, z którego zrezygnował ktoś inny. Dużo tu mowy o znakach, ostrzeżeniach. Bliscy wspominają: był przygaszony, nigdy tak długo się nie żegnał. Komuś śniły się zęby, kto inny mówił, że już nie wróci, ktoś akurat wyjątkowo pożegnał się ze wszystkimi krewnymi albo nadał pocztówkę jeszcze z lotniska, w ostatniej chwili. W którymś mieszkaniu kryształowy wazon rozsypał się w drobny mak. Świadectwo rozpaczliwego pragnienia, żeby zrozumieć, wyjaśnić, zinterpretować, znaleźć prawidłowości już po tragedii. Autor we wstępie zastrzega jednak, że nie pisał z taką tezą, że te elementy opowieści pojawiały się spontanicznie.

Bardzo ciężko się to czyta na raz - osoba za osobą, wspomnienie za wspomnieniem, opowiadania wdów, sierot, osieroconych rodziców - ogrom cierpienia przytłacza i trzeba bardzo uważać, żeby pojedyncze losy nie zaczęły się w końcu zlewać, mieszać w jedną historię jakiejś osoby bez twarzy, bo każdy opisany tu człowiek zasługuje na to, żeby widzieć go osobno. Dlatego trzeba robić przerwy, pomyśleć między jednym fragmentem a drugim. Najstraszniejsza jest pierwsza część zawierająca zapis rozmów z kabiny pilotów. Niedawno na Discovery pokazano godzinny dokument na temat katastrofy, ale inscenizacja z aktorami nie robi aż takiego wrażenia, jak czytanie tych rozmów załogi zdającej sobie sprawę z sytuacji, z wykropkowanymi niezrozumiałymi fragmentami. A potem... "cisza po życiu".

Warto też zwrócić uwagę na opisy tamtej rzeczywistości, sprzed zaledwie 20 lat, której już prawie nie pamiętamy. Te kontrole i domiary. Te kłopoty z dostaniem paszportu. To budowanie domów systemem gospodarskim przez całe pokolenia. Rozbudowywanie kiedy dzieci szły "na swoje". Mieszkanie u teściów na pięterku. Budowanie kościołów przez komitety społeczne. Prywatni przedsiębiorcy z nyską i pełną głową pomysłów. Meblościanka i telewizor kupowane po latach wyrzeczeń jako synonim dobrobytu. Czekanie na przydziałowe mieszkanie całymi latami. Załatwianie wszystkiego sposobem, stanie w kolejce. Magiczna wartość dolara: ktoś daje synowej 10 dolarów na wózek dla dziecka. Rzeczywistość pokolenia moich rodziców opisana jeszcze na gorąco, w ostatniej chwili przed jej zniknięciem.

Stylistycznie - męczy trochę jednostajność. Język reportażu sprzed 20 lat (to wznowienie!) jest czysty, klarowny, rodem z najlepszej szkoły "reportażystów", jak sami podobno o sobie mówili (tak twierdzi autor we wstępie). Ale przy tylu krótkich tekstach nie do uniknięcia jest pewna powtarzalność, maniera stylistyczna, dążenie do zamknięcia każdego wspomnienia celnym puentującym zdaniem, które czasem niestety ociera się o banał rodem z telewizyjnych "setek". Mimo to wciąż całe lata świetlne dzielą ten tekst jakościowo od rozmaitych dzisiejszych reportaży prasowych, pisanych czasem jakby na kolanie. Zresztą może pisząc o śmierci, nie sposób nie otrzeć się o banał. Na uwagę zasługuje fakt, że choć autor przekazał styl mówienia wypowiadających się osób, to udało mu się nie popaść w nadużywaną dzisiaj poetykę przejaskrawiania i karykatury. (Najchętniej kazałabym paru współczesnym dziennikarzom pouczyć się z tego tekstu porządnego pisania i szacunku do bohaterów reportażu.)

Może kiedyś ktoś napisze taki tekst o ofiarach katastrofy samolotu prezydenckiego. Tekst pozwalający za żywymi pomnikami i zachłystywaniem się długością kolejek do trumien zobaczyć te symboliczne kubki z niedopitą kawą, te kieliszki do jajek wstawione do zlewu do umycia po powrocie i karteczki zostawione na stole dla dzieci: zadzwoń koniecznie do babci.

Mam opory przed ocenianiem, więc cyferek nie będzie, napiszę tylko, że to ważna książka i warto się z nią zapoznać, chociaż przytłacza.
poniedziałek, 26 kwietnia 2010, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
jolantachrostowskasufa
2010/05/04 10:37:11
Ja także mam opory przed ocenianiem książek w kategoriach cyferek, wolę opinie opisowe, bazujące na wrażeniach, emocjach, refleksjach. Ciekawa książka, zwłaszcza mimo wszystko w kontekście tragedii sprzed trzech tygodni. Pozdrawiam.
-
2010/05/04 11:24:16
No właśnie, system ocen punktowych bywa pomocny jako pewna wskazówka dla czytelników bloga, (wiem że przynajmniej jedna moja Czytelniczka używa cyferek jako wskazówki: czytać całą notkę czy nie) ale są książki na tyle ważne, osobiste czy smutne, że wydaje się, że "nie wypada" ich punktować.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli