Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Arlington Park - Rachel Cusk




Im wyższe oczekiwania, tym większe rozczarowanie później, kiedy książka oczekiwaniom nie sprosta.

Po przeczytaniu kilku entuzjastycznych recenzji spodziewałam się czegoś w rodzaju XXI-wiecznej "Drogi do szczęścia". "Droga do szczęścia" jest dla mnie od roku czymś w rodzaju wzorca z Sevres, jeśli chodzi o powieść psychologiczną na temat klasy średniej. Spodziewałam się wstrząsającego studium pozornego dobrobytu i zadowolenia, pod którym kryje się bezmiar rozpaczy, uwięzienia i beznadziejności. Spodziewałam się, krótko mówiąc, bezlitosnej wiwisekcji psychiki kury domowej z przedmieścia.

I pewnie uznałabym, że to właśnie dostałam, gdybym nie przeczytała wcześniej wielu lepszych książek.

Arlington Park to przedmieście Londynu, nie wnikając w brytyjską specyfikę to taki może ciut lepszy Józefosław, że będę złośliwa :) Bohaterkami są jego mieszkanki - kobiety zamężne, matki dzieciom. Juliet - nauczycielka ze szkoły średniej, kiedyś dobrze zapowiadająca się studentka. Maisie, która sprowadziła się z Londynu. Solly - w czwartej ciąży, wynajmująca pokoje słuchaczom szkoły językowej. Christine - matka dwojga i parę innych. Życie upływa im na zajmowaniu się młodszymi dziećmi, odbieraniu starszych ze szkoły, spotykaniu się na kawie i zakupach (czy raczej włóczeniu się) w centrum handlowym i rozmowach. Zwykle pada deszcz, mężowie są nieobecni w domach, a dzieci robią bałagan i malują flamastrami po nowych kanapach, głównie doprowadzając matki do szału, przejawiającego się rzucaniem rzeczami w ścianę. Kobiety są sfrustrowane, odczuwają beznadziejność swojego położenia, jaka kryje się pod pozornie łatwym życiem, bolą je utracone ambicje i możliwości. Wątki poszczególnych postaci splatają się i rozplatają, choć jak to w życiu, nic wielkiego się nie dzieje.

Teoretycznie więc jest to książka o mnie, dla mnie, i powinnam piać z zachwytu, utożsamiając się od pierwszych stron z jedną z postaci, najchętniej z tą, która rozwala o ścianę pudełko z drugim śniadaniem córki. Dlaczego zamiast tego czytałam z narastającą irytacją i znużeniem?

Książka jest łopatologiczna, kawa-na-ławę. To, czego chciałabym się domyślać i odgadywać z interpretacji subtelnych zachowań, dialogów, gestów - jest podane na tacy w wypowiedziach i przemyśleniach, jak hamburger w barze szybkiej obsługi. "Mąż zamordował mnie cztery lata temu" i tym podobne.

Odrzuca mnie wyświechtana symbolika takich metafor jak ścięcie włosów - gest odrzucenia stereotypowej atrakcyjności i rozpoczęcia symbolicznego nowego etapu, jedynej życiowej zmiany, jaka pozostaje w zasięgu żony i matki - zmiany fryzury.

Odrzucają mnie typowe dla literatury anglosaskiej nawiązania do kanonu literackiego, wprowadzone tu subtelnie jak w szkolnym wypracowaniu, poprzez lekcję na temat "Wichrowych wzgórz" prowadzoną przez bohaterkę.

Nie podobały mi się łatwe, sztampowe rozważania feministyczne o wychowywaniu córek i dorastaniu dziewcząt. Nie przejęłam się głębokimi rozważaniami przy przymierzaniu ubrań. Odrzucił mnie nadmiar cielesnego, "mięsnego" feminizmu, wypchane brzuchy, ciężarne wojowniczki, obwisłe biodra.

Nic tu nie przeniosło mnie na wyższy poziom interpretacji, nic nie było na tyle odkrywcze, nowe, wstrząsające, żebym sama na to nie wpadła siedząc na brzegu piaskownicy, nic nie wzbudziło we mnie podziwu dla autorki ani współczucia dla bohaterek. Autorka zawiązała mi oczy, zaprowadziła do drzwi, otworzyła je z donośnym Ta-DAAAAM! i wpuściła do mojej własnej kuchni, gdzie pięć czy sześć nudnych sąsiadek ze śmiertelną powagą użalało się nad sobą.

Do tego albo tłumaczenie jest w jakiś nieuchwytny, lecz okropnie denerwujący sposób schrzanione, albo sama autorka posługuje się topornym, męczącym językiem: "ściany po obu stronach całe upchano ubraniami" (s. 124)? "guz w zapartym jelicie autostrady" (s. 107)? "Poczuła, że mogłaby wspierać tę nicość, umiałaby ją znieść i przełknąć..." (s. 251). Czyta się boleśnie, z uczuciem, że jest to napisane w języku tylko z pozoru przypominającym polski. Ciekawa jestem oryginału, ale podaruję sobie czytanie dla porównania, życie jest za krótkie.

Może, gdybym się tak bardzo nie nastawiła na coś wyjątkowego, byłabym łagodniejsza, a tak po pewnym czasie czytałam już złośliwie, żeby wypunktować, co mnie jeszcze denerwuje.

7 dostają uczciwe, przyjemne czytadła. 6 dostają czytadła, z którymi coś jest nie tak. Arlington Park dostanie 5/10

sobota, 08 maja 2010, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
ekspresyjki
2010/05/08 09:08:28
O kurcze, łopatologii nie lubię, kupiłam sobie tę książkę i spodziewałam sie czegoś na miarę "Pani Dalloway". Mam nadzieję, że będzie mi się podobać bardziej :)

Pozdrawiam

Skarletka
-
2010/05/08 10:13:02
No właśnie, jest to książka, która budzi wysokie oczekiwania.
Swoją drogą, chyba spodziewając się po książce przed przeczytaniem czegoś "na miarę" innej książki, od razu w pewien sposób się uprzedzamy, i nastawiamy negatywnie... idealnie byłoby podchodzić do każdej książki jakby nigdy wcześniej nie czytało się nic innego, ale to niemożliwe :)
Ale tak sobie pomyślałam, że jeśli lubisz Virginię Woolf (ja nie przepadam, męczy mnie psychicznie) to nawet możliwe, że Ci się spodoba.
-
aleks652
2010/05/12 15:03:43
Przez ten "guz w zapartym jelicie autostrady" na pewno nie przeczytam. Nie znoszę takiego języka, nawet jeśli pochodzi on od tłumacza. Dostaję wysypki od książek ukwieconych takimi metaforami:/

Dorwij Znajdźka
-
2010/05/13 11:52:26
Młoda Pisarko, ja stawiam, że rzeczona książka będzie mi się podobać - skoro doświadczalnie potwierdziłam, że to, co się Tobie podoba, mnie niekoniecznie. Chętnie sprawdziłabym, czy w odwrotną stronę też działa ;)
Tylko te sformułowania, wybrane przez Ciebie jakoś mnie nie zachęcają....
-
2010/05/14 09:52:00
Aleks652 - niestety tego jest tam więcej, wybrałam tylko te najbardziej koszmarne :)

Jasmeen - chętnie Ci pożyczę przy okazji, żeby sprawdzić czy prawidłowość działa w 2 strony :)
-
2010/06/15 09:22:08
Matko z Córką!
Co za język!!!!
Pierwszy raz czytam z zaciekawieniem, co też jeszcze ciekawego może się przydarzyć - i nie chodzi bynajmniej o fabułę - fabuła to nędzny, nic nieznaczący dodatek do tego kwiecistego stylu, przy którym szans nie ma żaden z dotychczas mi poznanych pisarzy. "Zaparte jelito autostrady" widzę w co drugim zdaniu!
Tego się nie da czytać W OGÓLE. Naprawdę, z trudnością dociera do mnie, o czym jest ta książka, bo chichoczę nerwowo nad kolejnymi jelitami. Zapartymi. ;))))
-
2011/01/04 09:14:57
Książkę zamówiłam sobie na gwiazdkę (sama zapłaciłam, więc torturę lektury odczułam jeszcze dotkliwiej;).Potwierdzam wszystkie uwagi Młodej pisarki, poza tym przez cały czas towarzyszyło mi osobliwe wrażenie,że tłumacz dostał to zadanie za karę, że to ma być jakaś zemsta na literaturze "kobiecej",coś w rodzaju sabotażu haha.....tym bardziej skonfundowała mnie obecność dedykacji tłumacza na końcu książki....nie mam oryginału do porównania,ale po polsku ten tekst jest niestrawialny,dialogi do bólu sztuczne (ale tak bywa często z przekładami z angielskiego,nie?)Pozdrawiam czytelniczki i życzę mniej takich rozczarowań w Nowym Roczku,Magda
-
2011/01/07 00:16:34
Mimi1974 - sądząc z rozmów z autorką to ona sama sabotuje i odwraca literaturę tzw. kobiecą, tłumacz tu chyba nie zawinił, natomiast te kwiatki językowe są straszliwe.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli