Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Nielegalne związki - Grażyna Plebanek



Pożyczę sobie określenie "męska literatura kobieca" bo jak nic innego trafnie i zwięźle podsumowuje tę książkę.

Wyobraźmy sobie kurę domową. Niepracująca matka dwojga, żona unijnego prawnika pracującego w jakiejś bliżej nieokreślonej instytucji europejskiej w Brukseli. Prawnik całymi dniami w pracy, żona całymi dniami w domu, w przerwach między zajęciami domowymi próbuje realizować ambicje pisarskie, dostaje pracę wykładowcy na kursie twórczego pisania. Chadza na imprezy zawodowe jako "osoba towarzysząca". I pewnego dnia na takiej imprezie poznaje niesamowite "ciacho", w dodatku chętne do romansu. Zaczyna się związek, ognisty i namiętny, oparty na wymianie erotycznych sms-ów i ostrym seksie... Kura domowa ma wyrzuty sumienia, odsuwa się od męża, wymyka się z domu, poczciwy prawnik niczego nie podejrzewa, a ewentualne podejrzenia i domysły odsuwa od siebie najdłużej, jak się da...

Banał, prawda?

Tylko że w "Nielegalnych związkach" kurą domową, niepracującą żonomatką z literackim hobby jest facet - Jonathan. Polak wykształcony i wychowany za granicą. A unijnym prawnikiem jego żona, Megi, dawniej Magda. "Ciachem" jest Andrea, partnerka pewnej unijnej grubej ryby, dziennikarka o czesko-szwedzkich korzeniach, piękna i budząca pożądanie wszystkich mężczyzn dookoła.

Miał być "romans z męskiego punktu widzenia", ale nie jest, bo Jonathan jest kobietą. Czasem mam wrażenie, że dzisiejszy, XXI-wieczny ideał faceta to kobieta z brodą. Ma czuć jak kobieta, myśleć jak kobieta, kochać i zdradzać jak kobieta, miotać się jak kobieta, rodzić co prawda na razie jeszcze nie może, ale ma obowiązek zalać się łzami przy przecinaniu pępowiny a później opisać poród na blogu. Jonathan jest jeszcze bardziej kobietą, jest wyposażony we wszystkie możliwe stereotypowe cechy kobiece, brakuje tylko, żeby codziennie odprawiał rytuał modłów i szlochów na łazienkowej wadze. Jedyna cecha męska, jaką posiada, jest też do bólu banalna i stereotypowa - mianowicie myśli wyłącznie o jednym.

I książka jest wyłącznie o jednym - cały ten romans, który ma być wielkim, wszechogarniającym i totalnym "nielegalnym" uczuciem, rozgrywa się płasko na jednej nucie, seksu, pożądania, łóżka. Jest to w pewien sposób fascynujące, bo rzeczywiście wcześniej takiej polskiej powieści nie było, żaden chyba polski autor nie pisał o seksie tak dużo i takim językiem - ale jest to po pierwsze, po pewnym czasie już nudne, no bo ileż scen erotycznych można znieść na 300 stronach? Po którejś kolejnej wszystkie zlewają się w jedną, powtarzają mechanicznie. A i polski język nie oferuje w tym zakresie bogatego słownictwa, co jeszcze wzmacnia uczucie monotonii. Dwa, całej tej "wielkiej miłości" zabrakło jakiejkolwiek podbudowy psychologicznej, przez co wygląda jak związek seksoholika i nimfomanki, bez refleksji, bez rozmowy, bez więzi duchowej, seks na tysiąc sposobów, erotyczne sms-y w przerwach, regularne rozstania i powroty, dość płytkie i przewidywalne rozdrapy i wyrzuty sumienia, dokładnie takie, jakich możnaby się spodziewać w każdym romansie. Autorka może i przełamała bariery, jeśli chodzi o literaturę erotyczną, ale nie udało jej się całej akcji wiarygodnie psychologicznie podbudować, tak, żeby czytelnik mógł naprawdę zrozumieć motywacje bohatera, wczuć się w jego emocje, potrzymać za niego kciuki kiedy dokonuje jakiegoś wyboru. W końcu ma się wrażenie, że cała "fabuła" jest tylko dodatkiem do scen łóżkowych (czy raczej kanapowych). A samo odmienianie słowa "miłość" przez wszystkie przypadki nie wystarcza mi, żebym tę "miłość" zobaczyła.

Odwrócenie stereotypu nie wystarczyło na całą książkę, może na początek, jako niespodzianka dla czytelnika. W dodatku jest, z punktu widzenia autentycznej kury domowej zajmującej się dokładnie tym samym co książkowy Jonathan, totalnie niewiarygodne. Bardzo przepraszam, ale przy takim stylu życia trzeba się godzinami z wyprzedzeniem nakombinować, żeby wyskoczyć z kimś na godzinę na kawę, a bohater bezproblemowo znika kilka razy w tygodniu na spontaniczną łóżkową sesję z kochanką pod pretekstem a to piwka, a to siłowni, a to spotkania z kolegą i nie dość, że nie wchodzą mu w drogę typowe akcje w rodzaju "jedno rzyga, a drugie ma gorączkę, sorry Andrea, ale dzisiaj się raczej nie uda", to jeszcze spotyka się z pełną wyrozumiałością otoczenia. No, czasem dostanie łagodny ochrzan za nieposprzątanie.

W sumie ostatecznie najciekawszą postacią wydała mi się Megi, zdradzana żona, która jednak też kryje pewne tajemnice z przeszłości, kobieta silna i, wbrew swojej roli, bardzo kobieca, a na pewno bardziej trójwymiarowa niż Andrea, bo ta ostatnia, kiedy pojawia się, czasem wyjątkowo, w ubraniu, nie jest w żaden sposób scharakteryzowana, poza powtarzanym regularnie, jak mantra stwierdzeniem, że wszyscy się za nią oglądają. Wyróżnione fragmenty należące do Megi są najmocniejszą stroną powieści.

Czyta się dość szybko i bezboleśnie. Jest tu kilka celnych spostrzeżeń - o pisarstwie, o zdradzie, o związkach. Trochę ciekawych rozważań emigracyjnych, ale daleko im do celności "Przystupy". Podobała mi się lista, na której Megi wypisuje w punktach etapy związku. Podobało mi się kilka myśli, z gatunku takich, które na pewno bym podkreśliła, gdyby to nie była pożyczona książka :) ale to wszystko za mało. W ostatecznym rezultacie dostajemy książkę o tym "jak dziewczyna wyobraża sobie romans faceta", i tylko tyle.

Ocena 6/10

piątek, 14 maja 2010, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
bookfa
2010/05/14 21:22:56
Chyba jednak motywacje bohatera mozna zrozumiec skoro mysli tylko o jednym ;D To jest cala motywacja. :)
Czytalam gdzies, ze przecietny facet mysli o seksie mniej wiecej co 7 sekund. Wydalo mi sie to tak niewiarygodne, ze zapytalam czterech znajomych facetow, o ktorych wiedzialam, ze odpowiedza mi szczerze i okazalo sie, ze to sie zgadza bo jeden z nich powiedziel, ze nawet mysli o tym czesciej a inny oburzyl sie, ze to przesada. Nie co 7 sekund a najwyzej co 20. Pozostalych dwoch mowilo, ze to sie mniej wiecej zgadza, pod warunkiem, ze w polu widzenia jest jakas kobieta (obojetnie jaka!).
Chcialabym zeby taka ksiazke napisal facet bo co by nie mowic o Plebanek to jest jednak kobieta a przez to mniej wiarygodna ;D
-
2010/05/14 22:04:09
Od kiedy pierwszy raz usłyszałam o "Nielegalnych związkach" miałam na nie ochotę ( ależ to brzmi ;)), ale teraz po Twojej recenzji już nie jestem taka skora do przeczytania tej książki. Wygląda na to, iż nie jest to nawet przyzwoite czytadło, chociaż te sceny erotyczne trochę kuszą.
Pozdrawiam.
-
ekspresyjki
2010/05/14 22:17:54
Mnie do lektury tej książki zachęcił wywiad w WO i chyba nie ma takiej siły, która by mnie zniechęciła :)

Pozdrawiam :)

Skarletka, która nadal nie może założyć sobie nowego konta na bloxie :)
-
2010/05/14 22:56:09
Przyznam bez bicia, że ja też miałam na tę książkę wielką ochotę :) ale coś ostatnio trafiam na książki, na które mam wielką ochotę, a potem najczęściej bywa to samo, czyli rozczarowanie i wiele medialnego hałasu o nic.

Co do motywacji bohatera, hm, ale tak przez trzy czy cztery lata, z jedną kobietą, i stale tylko o jednym? ani na kawę ani do kina, ani porozmawiać, ani usiąść spokojnie tylko stale i bez przerwy jedno? Co siedem sekund? ;-)
-
bookfa
2010/05/14 23:24:59
Ha ha ha. No te 7 sekund nie moze mi sie pomiescic w glowie do tej pory!
-
2010/05/19 21:50:46
nie zgadzam się! Jonathan nie jest kobietą! kurde, czytałem tę książkę i przeżywałem dokładnie to samo i tak samo jak on.. miałem wrażenie że książka jest o mnie... jestem pełen podziwu dla Plebanek, że umiała tak wejść w skórę i głowę faceta... Młoda Pisarko, napisałaś tę recenzję z pozycji kobiety - bo myślisz że Jonathan powinien przeżywać swoje przygody jak kobieta... On przeżywa jak facet, on przeżywa jak ja! Dlatego to wydaje się może tak powierzchowne, Twoim zdaniem, ale tak nie jest! Tak wygląda męski sposób przeżywania zdrady własnej kobiety, który z czasem wydaje się być zdradą własnej kochanki...

Chyba zvyt osobiście napisałem...
-
2010/05/19 22:19:10
Niedoczytane - zawsze mogę usunąć komentarz jeśli uważasz, że jest zbyt osobisty.

Ja nie myślę że powinien przeżywać przygody jak kobieta - wg mnie on je przeżywa dokładnie jak kobieta, pominąwszy element "myślenia tylko o jednym". Ale nie będę się o to specjalnie spierać, bo już się przekonałam, że każdy czytelnik każdą książkę odbiera inaczej :)
-
2010/05/22 13:15:38
A ja sie nie zgadzam z ta opinia. Gdyby bylo uzewnetrznianie psychologiczne, to wlasnie byloby damskie, streotypowe wyobrazenie jak to Ci mezczyzni przezywaja tego typu sytuacje.
Kto nie przezyl czegos takiego, nie czuje tematu...
książka jest mocna, dobrze sie ja czyta, goraco polecam.
-
2010/05/23 00:21:06
ja wlasnie przeżywalem cos podobnego i piszę, że on przeżywał to po męsku, a nie po kobiecemu... po męsku, jak ja. chyba że ja też przeżywałem jak kobieta...
-
2010/05/23 09:06:10
Kika.9 - masz święte prawo się nie zgadzać z moją opinią, tylko proszę nie zakładaj z góry czy ktoś inny "czuje temat" czy nie, bo z nieznajomymi łatwo o mylne założenia :)
-
jolantachrostowskasufa
2010/05/24 10:28:15
Zaintrygowałaś mnie. "Raczej na pewno" przeczytam. ;-) Pozdrawiam.
-
anuszka_ha3.agh.edu.pl
2010/05/26 23:28:40
cały ten romans, który ma być wielkim, wszechogarniającym i totalnym "nielegalnym" uczuciem, rozgrywa się płasko na jednej nucie, seksu, pożądania, łóżka

Eee... jeśli dobrze zrozumiałam intencje autorki (również na podstawie wywiadu z nią w Wysokich Obcasach), to właśnie dlatego ono miało być takie nielegalne. Czego oczekiwałaś?


Jest to w pewien sposób fascynujące, bo rzeczywiście wcześniej takiej polskiej powieści nie było, żaden chyba polski autor nie pisał o seksie tak dużo i takim językiem

Yyy... naprawdę to jest najbardziej nieprzyzwoita polska książka? (Jak widać kolejne akapity rozpoczynam od nieartykułowanych wyrazów emocji...) Dla mnie największą słabością tej książki jest, że reklamowano ją jako niewiadomo jak pieprzną, a tam tak naprawdę nic nie ma.

ale jest to po pierwsze, po pewnym czasie już nudne, no bo ileż scen erotycznych można znieść na 300 stronach?

Z tego co zrozumiałam, autorce właśnie o to chodziło, że książka ma być głównie o seksie (trochę za lajtowo jej to wobec tego wyszło). Stąd nie rozumiem późniejszych fabularnych wykwitów z miłością, ciążą - to nie pasuje do założeń i widać, że autorka jedzie w ten banał, gdy już nie ma innych pomysłów.

najciekawszą postacią wydała mi się Megi

Przecież to jest Pyza z Musierowicz! Wszystko się zgadza, nawet dzielna złota grzywka.

Ale przyszłam tu skomentować właściwie z jedynego powodu: W różnych recenzjach internetowych przewija się niezadowolenie recenzentek, że Jonathan jest kobietą. Ale symptomatyczne - żadna nie pisze, jak według nich zatem powinien zachowywać się bohater-mężczyzna???

Niech mi ktoś wreszcie wyjaśni o co chodzi z tą kobiecością Jonathana???
-
2010/05/27 08:53:52
Anuszka -

ad. 1 ja mam wrażenie, że związek jest "nielegalny" przede wszystkim dlatego że J. jest żonaty a A. ma partnera. To, jak ten związek wygląda "technicznie" jest drugorzędne :) równie "nielegalne" byłoby czułe trzymanie się za rączki przerywane z rzadka sceną łóżkową :)

ad. 2 ja nie czytałam wcześniej polskiej powieści tak na maksa naładowanej scenami erotycznymi, znasz jakąś? autorzy, tytuły?

ad. 3 - tutaj się chyba zgadzamy, banalne wykwity z miłością wydają się na siłę doklejonym dodatkiem przez co są (dla mnie) totalnie niewiarygodne.

ad 4 Megi - Pyza - doskonałe, nie wpadłabym na to! :-)

ad 5 Jonathan jest kobietą :) po pierwsze jego rola życiowo-domowa natychmiast narzuca skojarzenie - facet dostaje cięgi od żony za bałagan, szykuje żonie sałatki na pocieszenie, itp. A w związku z A. - jest stroną uległą, to on bez szemrania przybiega na każde jej gwizdnięcie, on waruje przy telefonie, on z rozpaczy wrzeszczy na dzieci, kiedy telefon nie dzwoni, to raz. Po drugie to całe smętne zwierzanie się kumplowi, to dorabianie ideologii wielkiego uczucia do cielesnego zauroczenia, to dzielenie włosa na czworo natychmiast kojarzy mi się z kobietą, nawet z dwiema czy trzema prawdziwymi kobietami jakie obserwowałam podczas tego typu wydarzeń. Z "typowym facetem" kojarzy mi się romans Megi, krótko, sprawnie, bez większych rozdrapów i jeszcze coś na tym zyskała :) i Stefan z jego kolejką stażystek zmienianych co miesiąc.

Mogę oczywiście nie mieć racji, ale z drugiej strony skoro inni recenzenci mieli podobne skojarzenia to coś w tej książce musi skłaniać do właśnie takiego odczytania :) Zresztą jak widać z komentarzy każdy czyta przez filtr osobistych doswiadczeń i skojarzeń, i w zasadzie każdy z nas czyta inną książkę o czymś innym :)

-
anuszka_ha3.agh.edu.pl
2010/05/27 10:42:42
ad. 1 ja mam wrażenie, że związek jest "nielegalny" przede wszystkim dlatego że J. jest żonaty a A. ma partnera. To, jak ten związek wygląda "technicznie" jest drugorzędne :) równie "nielegalne" byłoby czułe trzymanie się za rączki przerywane z rzadka sceną łóżkową :)

Nie, broń Boże. To nie o to chodzi. Autorka sama pisze słowami głównego bohatera, że nielegalność polega tu na wychodzeniu poza tabu. Nie chodzi o zdradzanie żony, bo to żadne tabu w tamtym środowisku: Stefan też zdradzał żonę i normalka.

Naruszeniem jednego tabu było natomiast lekceważenie "zasad własności" - facet zabawiał się z kobietą, noszącą "cudze" dziecko - choć wiedział, że to go jakby poniża w myśl panujących wśród mężczyzn konwenansów.

Naruszeniem drugiego tabu było lekceważenie zasad seryjnej monogamii - w myśl tego społecznego przekonania, jeśli już ktoś zdradza żonę, to powinien zdecydować się, która jest jego "damą serca": Stefan miał kochanki, ale główną postacią jego życia była żona. Natomiast Jonathan przez spory kawał książki lekceważył ten wymóg, żeby zdecydować się, "którą naprawdę kocham, a którą tylko posuwam". Niestety, gdy Plebanek zaczęła w końcu pisać o wielkiej miłości i chęci zmajstrowania dziecka, to zepsuła wszystko, bo Jonathan powrócił w koleiny konwenansów.

ad. 2 ja nie czytałam wcześniej polskiej powieści tak na maksa naładowanej scenami erotycznymi, znasz jakąś? autorzy, tytuły?

Z nowszych to słynna Arundati, z klasyków Skiroławki, poza tym dużo jest też literatury uchodzącej za pornograficzną (nawet za komuny taka była), której autorów i tytułó nie pamiętam. Kwestia jest chyba w tym, kiedy krytycy zadecydują, że dana książka awansowała z pornografii do literatury. Ale dla mnie to kategorie kompletnie umowne. Przecież jeśli oceniać po walorach artystycznych, to książka Plebanek jest dość słaba.

ad. 3 - tutaj się chyba zgadzamy, banalne wykwity z miłością wydają się na siłę doklejonym dodatkiem przez co są (dla mnie) totalnie niewiarygodne.

Dodatkowo, na siłę doklejony jest motyw zdrady przez Megi. Żeby Jonathan nie wyszedł na potwora.

ad 4 Megi - Pyza - doskonałe, nie wpadłabym na to! :-)

Nawet napisałam o tym tutaj.

ad 5 Jonathan jest kobietą :) po pierwsze jego rola życiowo-domowa natychmiast narzuca skojarzenie - facet dostaje cięgi od żony za bałagan, szykuje żonie sałatki na pocieszenie, itp. A w związku z A. - jest stroną uległą, to on bez szemrania przybiega na każde jej gwizdnięcie, on waruje przy telefonie, on z rozpaczy wrzeszczy na dzieci, kiedy telefon nie dzwoni, to raz. Po drugie to całe smętne zwierzanie się kumplowi, to dorabianie ideologii wielkiego uczucia do cielesnego zauroczenia, to dzielenie włosa na czworo natychmiast kojarzy mi się z kobietą, nawet z dwiema czy trzema prawdziwymi kobietami jakie obserwowałam podczas tego typu wydarzeń.

E, jejku, to tylko o to chodzi? No przecież to jest właśnie świadomy zabieg autorki - dokładnie o to jej chodziło, że jej bohater robi w życiu rzeczy dotychczas przypisywane kobietom. Przypisywane przez społeczeństwo. Mylisz rolę życiowo-domową z naturą. Facet pracujący jako Hausfrau nie staje się z tej racji kobietą. Mylisz sex i gender.

Nawet jego wrażliwość, dzielenie włosa itp - to też nie ma nic wspólnego z kobiecością. Na tej zasadzie młody Werter z jego mazgajstwem to już byłaby megaprzegięta ultrakobieta z nadmiarowymi chromosomami X.

Dorabianie ideologii wielkiego uczucia do cielesnego zauroczenia. Jak już mówiłam, cały ten pomysł z wielką miłością od razu widziałam jako włożony ręką przez autorkę, gdy już zabrakło jej weny. Więc tego motywu nie odebrałam nawet jako dorabiania ideologii przez bohatera, tylko jako niedoróbkę autorki. Bohater do pewnego momentu autentyczny, a potem nagle autorka wali go młotkiem w główkę, coś mu się tam przestawia i zaczyna z przekonaniem pleść o miłości
-
anuszka_ha3.agh.edu.pl
2010/05/27 10:50:26
Ogólnie autorce chodziło dokładnie o to, co ty krytykujesz - czyli zagranie rodakom, siedzącym w grajdole, smaczkiem "młodych nowoczesnych Polaków Europejczyków", którzy nie hołdują konserwatywnemu modelowi rodziny, ról płciowych i patriotyzmu. A tu trafiło na tak konserwatywnych czytelników, że wszyscy wołają: To nie może być prawda, bo bohater jest kobietą! :-))) Żyrafa? Takiego zwierzęcia nie ma!

Naprawdę nie wiesz, że jest mnóstwo ludzi, którzy tak żyją, jak bohaterowie tej książki? Siebie też mogłabym zaliczyć do tego rodzaju środowiska, z tym że dostrzegam z tej perspektywy przeróżne naiwności opisu autorki, np. to epatowanie ęą Zagranicą. Czuję, że autorka sama nie za bardzo do tego typu ludzi należy i opisuje ich trochę od zewnątrz.
-
2010/05/27 12:21:56
ekhem, skoro tacy nowocześni, inni od nas, biednych, konserwatywnych, z "grajdołka" to czemu aż tak im z tym źle, czemu tak się miotają, marudzą, jęczą zamiast chrzanić tradycyjne role, patriotyzm itp. i z radością rzucać się w tę nowoczesność :) Może więc ten smaczek wcale nie jest aż taki smaczny, a grajdołkowa mentalność tkwi bardzo głęboko nawet w kosmopolitycznych emigrantach?

Przełamywanie tabu? Hm, zawsze wydawało mi się to oczywiste, że zdrada musi wiązać się dokładnie z takim dylematem, czyli "kogo z tych dwóch naprawdę się kocha", i problemem z podjęciem decyzji (ale zawsze obserwowałam ten dylemat przejawiający się o wiele silniej wśród kobiet), więc nie widzę tu nic nowatorskiego, łamiącego tabu ani odkrywczego w roztrząsaniach Jonathana, poza tym, że mnie osobiście te drobiazgowe roztrząsania kojarzą się bardzo niemęsko.
-
2010/05/27 12:32:35
PS jeszcze tylko w kwestii formalnej, odkąd sama jestem autorką unikam sformułowań "autorce chodziło o...", bo o co naprawdę chodziło autorce to wie tylko i jedynie sama autorka, a że wg Iwasiów "autorki kłamią na temat swojego pisarstwa" :) to nam, czytelnikom, pozostaje jedynie interpretacja i własne przemyślenia. Zresztą lojalnie uprzedzałam na samym początku bloga, że tu będą jedynie własne przemyślenia intuicje i odczucia nt. przeczytanych książek :)
-
anuszka_ha3.agh.edu.pl
2010/05/27 13:44:47
Może więc ten smaczek wcale nie jest aż taki smaczny, a grajdołkowa mentalność tkwi bardzo głęboko nawet w kosmopolitycznych emigrantach?

No bo autorka tak sobie to wyobraża.

Przełamywanie tabu? Hm, zawsze wydawało mi się to oczywiste, że zdrada musi wiązać się dokładnie z takim dylematem, czyli "kogo z tych dwóch naprawdę się kocha",

Toż mówię, że właśnie na tym polega łamanie tabu: Jonathan przez dużą część książki staje okoniem wobec tej - wg ciebie - oczywistości. Ten wątek akurat wydaje mi się dość dobry w tej książce. Autorka wskazuje na nieoczywistość monogamii.
-
2010/05/27 14:34:06
a mnie się wydawało, że on tę oczywistość rozwleka i roztrząsa na wszelkie sposoby nie dochodząc przy tym do żadnych nowych wniosków :) nawet pojawiająca się gdzieś tam myśl, że najchętniej zwierzyłby się ze wszystkiego żonie-przyjaciółce wydała mi się bardzo bliska i wręcz po kobiecemu znajoma :)

zaczynam mieć niejasne wrażenie że mimo wszystko gdzieś tam się zgadzamy :) choć czytałam Twój post o Pyzie i tu się nie zgodzę - Megi wcale nie wydaje mi się papierowa, Megi jest silna i wiele zniesie, może trochę harcerka, ale bardzo świadoma swojej autentycznej, odnalezionej kobiecości i płynącej z niej przewagi.

Swoją drogą bardzo to ciekawe, książka nie jest bardzo dobra, a załazi gdzieś za skórę i dawno nie było tu takiej dyskusji :) ale chyba muszę na razie zostawić tę książkę za sobą i złapać do niej większy dystans.
-
2010/10/24 13:45:46
Wiem że to już październik a te posty były dosyć dawno ale mimo wszystko napiszę parę słów własnych przemyśleń. Chciałabym się odnieść do słów użytkownika "niedoczytane". Ja również nie uważam aby opisane emocje Jonathana były typowo kobiece. W ogóle to zauważam ze to jedyny męski głos w tym sporze użytkownika niedoczytane ;) Dlatego pozwolicie, że stanę w jego obronie i Jonathana również ;)
To fizyczna miłość głównego bohatera do kochanki otwiera go emocjonalnie, rozwija się. Ja wierzę, że mężczyźni na prawdę potrafią tacy być,tylko oni nie potrafią mówić o uczuciach, więc wprowadzają je w czyn. Prawda polega na tym, że my kobiety pragniemy takiego Jonathana, czułego kochanka. Tkwimy w tym pruderyjnym otępieniu i nawet nie potrafimy otworzyć się na własną cielesność. Ciekawe czy Jonathan istnieje na prawdę? ......Czytając tę powieść czuję że mamy wiele wspólnego,chciałabym przeżywać tak jak on, ale nie uważam, że on jest kobietą w tej roli. Jest stuprocentowym facetem, a my tylko pragniemy by nasi mężowie, kochankowie byli tacy jak on...
-
2011/03/24 14:22:30
A to niespodzianka. Mój mąż to Jonathan. Po tym, jak dowiedziałam sie o jego kochance opowiedział mi prawie wszystko o historii związku. Opowiedział o uczuciach, wzlotach i upadkach tego związku. A po dwóch latach od tego przeżycia wpada mi w ręce ksiązka Nielegalne związki. Gdy ją czytałam byłam zmartwiała z przerażenia i zdziwienia, że ktoś opisał to, co mówił mi mój mąż i w taki sposób jak on czuł. Nasza historia ma inny koniec, ale to już inna bajka. SKŁADAM HOŁD GRAŻYNIE PLEBANEK ZA TO, ZE BĘDĄC KOBIETĄ NAPISAŁA O UCZUCIACH MĘŻCZYZNY W PRAWDZIWY SPOSÓB. A jeśli ktoś mi zazdrości , że mam tak uczuciowego męża, to dodam, że wysłuchanie jego opowieści o uczuciach do kochanki było dla mnie jak przejście przez piekło. I pozostałam już w tym piekle. Pewnie do końca życia.
-
2011/03/24 15:03:37
Cóż napisać, tyle tylko że współczuję trudnych przejść w związku. Zazdrościć uczuciowego męża? Nie, raczej nie.

Czytając, oceniam bohatera literackiego, nie pana X, którego zwierzenia stały się kanwą książki, mam do dyspozycji tylko tekst pisany, a autor, publikując ten tekst, daje nam, czytelnikom prawo do każdej możliwej interpretacji. Moja jest taka, jak wyżej, nie będę się o nią kłócić, ale też nie widzę powodu, żeby ją zmieniać.

Pozdrawiam.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli