Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Bambino - Inga Iwasiów



Kręte drogi prowadziły mnie do tej książki.

Na wiosnę zobaczyłam w księgarni nowość tej autorki - "Ku słońcu". Natychmiast kupiłam, bo już od dawna chciałam przeczytać coś Iwasiów, wszystkie wywiady, recenzje i opowieści znajomych wskazywały, że warto.

Po czym w domu, jeszcze tego samego dnia, zorientowałam się, że to druga część czy ciąg dalszy "Bambino".

Nie umiem, po prostu nie umiem czytać niechronologicznie. Mało tego, jeśli ukazuje się kolejna część jakiegoś cyklu, całości, to zawsze przed przeczytaniem odświeżam sobie pierwsze części (no chyba że to tasiemiec w rodzaju Alvina Stwórcy, gdzie trzeba by przeczytać 20 książek przed zajrzeniem do 21-ej, zresztą nie pamiętam ile tego było). Zacząć od ciągu dalszego? W moim przypadku wykluczone.

Więc jeszcze czekanie na zamówione w Merlinie "Bambino".

I pierwsze, nieudane podejście. Zaczęłam, pomęczyłam się, pomstując pod nosem na styl, odłożyłam "na święty nigdy". Na szczęście ktoś, kto już przeczytał, doradził mi: czytaj dalej, wciągnie cię, zobaczysz.

O dziwo, miał rację.

"Bambino" to książka, do której trzeba się przyzwyczaić, złapać rytm frazy, nauczyć się, jak ją czytać, a wtedy zaczyna wciągać. Pierwsze 40-50 stron jest ciężkie.

To historia czworga ludzi rzuconych po wojnie do Szczecina. Marysia z Kresów, Janek z Wielkopolski, Anna gdzieś z południa i wreszcie Ula-Ulrike - rodowita szczecinianka, Niemka. Losy całej czwórki splatają się w barze mlecznym "Bambino".

Cała czwórka jest naznaczona stratą, doświadczeniami wojennymi, repatriacją. Wykorzeniona. Próbują oswajać nowe miejsce, układać sobie życie na nowo. Oprócz Uli - ta jest wykorzeniona inaczej, nie z miejsca, a z pochodzenia, języka, narodowości. Próbują budować swoje życie z tymi stratami, bliznami, ale to, co w nich tkwi, okazuje się za silne. Małżeństwo, studia, dziecko, miłość, praca, różne wybory, polityczne i życiowe, osobiste, lepsze i gorsze, ostatecznie zawsze jakoś nie do końca udane. Panorama historii zwyczajnych ludzi od wojny po rok 1980, panorama wydarzeń widzianych oczyma tych ludzi, przez to jak wpłynęły na ich życie. Powojenny awans społeczny i degradacja, mała stabilizacja w parszywym ustroju, kombinowanie, życie mimo wszystko, pozorne sukcesy, "załatwianie", alkohol, ubecka kariera - życie naszych rodziców/dziadków w pigułce.

Gorzka to książka, bo wszyscy czworo jakoś przegrywają, mniej czy bardziej ostatecznie. Ale też autorka pilnuje by zachować dystans - kreśląc panoramę, co pewien czas przypomina o swojej obecności w roli siły sprawczej. To bierze bohaterów pod lupę, to znowu oddala i pokazuje z perspektywy lunety, zmienia punkty widzenia, co chwila ktoś inny wysuwa się na pierwszy plan. Wtrącenia przypominają, że wszystko pisane jest z dzisiejszego punktu widzenia, że obserwujemy już tylko urywki czarno-białego, wyblakłego filmu, który jednak co chwila ożywa.

Miałam pewien niedosyt Szczecina - opisu, atmosfery. Jeśli nie zna się tego miasta (a ja na przykład zupełnie nie znam) to nazwy ulic, szpitali, osiedli, rzucane mimochodem brzmią abstrakcyjnie, trudno sobie wyobrazić samo miejsce akcji, scenerię. Ale może to taki zamysł, może to miało być takie trochę anonimowe miasto w którym mieszają się napływowe kultury, jak dzisiaj w Warszawie? Nie mogłam też uciec od skojarzeń z "Południcą" - która kończy się/zaczyna właściwie wtedy, kiedy zaczyna się "Bambino". W tym samym miejscu, a zupełnie inaczej.

Dobra, refleksyjna i bardzo prawdziwa książka. Mimo trudnych początków cieszę się, że się przemogłam, żeby czytać dalej i ją polubić. Teraz za jakiś czas, już chronologicznie, sięgnę po "Ku słońcu".

Ocena 9/10

PS wracam do życia, wracam do czytania. Jak pięknie jest czytać na balkonie po południu, w chłodny dzień, wdychać zapach świeżo skoszonej trawy i pnącej róży obsypanej kwiatami, popijać kawę i czytać! Prawie jak na wakacjach, i nie, "prawie" wcale nie robi wielkiej różnicy :)

sobota, 19 czerwca 2010, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
clevera
2010/06/19 23:30:19
Czekam więc na wrażenia z drugiej części, bo pierwsza bardzo przypadła mi do serca łącznie z językiem.:)
-
mbmm
2010/06/20 07:16:19
Miałam podobne uczucia początkowe, tylko ja się poddałam i nie skończyłam książki.
Dobrze, że wracasz:)
-
2010/06/20 08:36:57
Mbmm, więc się nie poddawaj i zrób drugie podejście, (najlepiej w jakimś spokojnym okresie, żeby nie czytać w międzyczasie, z doskoku) bo naprawdę warto.

Clevera - nie obiecuję że wrażenia z ciągu dalszego będą zaraz, ale na pewno w wakacje się zabiorę.
-
2010/06/20 23:59:07
Zazdroszczę. Zaplanowałem do przeczytanie trylogię szczecińską (Iwasiów x2 + Franck), ale na razie zgromadziłem książki i nie mogę zacząć. Mam kilka zaczętych lektur, które kończą się powoli. Wyprzedziłaś mój plan po całości.
-
naturegirl
2010/06/21 11:19:22
Ja dopiero za trzecim podejściem dałam radę przebrnąć przez tych pierwszych kilkadziesiąt stron, bo bardzo, ale to bardzo nie lubię niedoczytywać książek do końca i prawie mi się to nie zdarza. Pomyślałam sobie, że jak to tak przez całą powieść będzie to przynajmniej będę miała materiał na jakąś krytyczną recenzję, ale spotkało mnie na szczęście miłe zaskoczenie. U mnie recenzja będzie niebawem.
-
2010/06/21 13:03:25
Dijkstra-jg, nie po całości, nie przesadzajmy :) jeszcze jedna książka z "trylogii" mi została. A teraz będę realizować plan "turecki" (Muzeum Niewinności i Bękart ze Stambułu), w sumie chyba z 1500 stron, spokojnie może się okazać że to Ty mnie wyprzedzisz :)

Naturegirl - ja tam zostawiam niedoczytane bez jakichś wielkich wyrzutów sumienia. Ale tej nie chciałam, chciałam ją potraktować ambicjonalnie jak wyzwanie :) Swoją drogą cały czas nie jestem pewna czy w dalszej części ten język się zmienia, czy czytelnik po prostu się przyzwyczaja.
-
2010/06/21 20:39:21
zupełnie przypadkiem trafiłam w to miejsce, przyznaję...bardzo ciekawe...
Mnie książki Iwasiów czytało się łatwiej, bo przeczytałam jej wcześniejsze "Miasto-ja-miasto" i "Smaki i dotyki", więc oswoiłam się ze stylem. Rzeczywiście topografia Szczecina, dla kogoś, kto nie zna miasta, może wydawać się niedookreślona...studiowałam w tym mieście, więc czytając, czułam się tak, jakbym wracała do dawnych miejsc...chwilami wydawało mi się, że oddycham tamtym powietrzem :)
"Południcę" czytało się świetnie...
Pozwolę sobie dodać adres bloga do swoje listy ulubionych blogów :) Pozdrawiam
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli