Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Zrozumieć życie - Nadine Gordimer

 

Książka z gatunku tych, które należy uznać za dobre, mądre i ważne, ale zupełnie nie urzekają.

Kiedy czytałam "Hańbę" Coetzee, miałam wrażenie obcowania z zimnym, wyrafinowanym intelektem, zaangażowanym, ale pozbawionym emocji, wzruszenia, jakiegoś pierwiastka ludzkiego. Teraz bardzo podobnie. Może to cecha wspólna pisarzy z RPA, może przypadkowa zbieżność, a może dorabiam sobie ideologię. Tak czy inaczej, czytałam bez większej przyjemności.

"Zrozumieć życie" to historia Paula Bannermanna, ekologa. Po operacji raka tarczycy Paul przechodzi kurację radioaktywnym jodem, w wyniku której stanowi zagrożenie dla najbliższego otoczenia. Wraca więc do domu rodziców, Adriana i Lyndsay, żeby nie narażać żony i trzyletniego synka na emitowane przez siebie promieniowanie. Izolacja nie trwa długo - kilkanaście dni - a później Paul powoli wraca do życia rodzinnego i zawodowego. Tymczasem małżeństwo jego rodziców przechodzi kryzys.

Właściwie trudno powiedzieć coś więcej.

Przez cały czas czytania miałam wrażenie, że to książka mądra i ważna, ale zupełnie nie dla mnie. Autorka porusza ważne, słuszne tematy - współistnienie Czarnych i Białych w RPA, ekologia, walka z koncernami pragnącymi wydobywać surowce w delcie Okawango, dzieci zarażone HIV. Kwestie międzyludzkie - wierność, zdrada, lojalność, małżeństwo. Głęboko, poważnie, intelektualnie, refleksyjnie, wyważonym językiem.

Co z tego, skoro przez cały czas czyta się jakby zza szyby. Może to język - pozbawiony większych emocji. Może w gruncie rzeczy dość wydumany i obcy problem wyjściowy, radioterapia i kwarantanna Paula. Wszyscy bohaterowie wydają się zimni, obcy, wyizolowani, nijacy i letni, mimo zaangażowania oderwani od życia. czy taki był zamiar? Tytuł angielski "Get a life" w dosłownym tłumaczeniu powinien brzmieć mniej więcej: zacznij żyć, zajmij się czymś, nie wegetuj. Rzeczywiście wszyscy sobie coś znajdują - Paul pasję ekologiczną, jego ojciec kochankę, matka Paula - adoptowane dziecko, żona - zachodzi w ciążę. A mimo to jakoś trudno się tym wszystkim autentycznie przejąć, ma się wrażenie że to wszystko jest jakieś sztuczne, i jestem pewna, że za parę dni zapomnę tę książkę bez większego żalu.

Jedyne co mi z niej zostanie, to piękny opis ekosystemu Okawango i to jedno zdanie:

"Ludzie dają sobie wzajemnie rzeczy, których nie da się zapakować na prezent." (s. 40). Chociaż to w gruncie rzeczy najbanalniejszy z banałów, ale akurat teraz bardzo mi się podoba. Na marginesie, zawsze zastanawia mnie, jak dalece czytamy przez filtr naszej aktualnej sytuacji, nastroju, przeżyć, czy taka książka utrafiłaby lepiej w jakiś inny moment mojego życia?

Jakoś głupio dawać punkty czy gwiazdki noblistce, napiszę tylko, że się zmęczyłam, wynudziłam, i chyba wcale nie wzbogaciłam.

niedziela, 27 czerwca 2010, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/06/28 12:45:44
Zrozumieć życie nie czytałem, ale z opinią odnoszącą do Hańby zgadzam się w zupełności. Sterylność tej książki była tak dojmujaca, że dałem sobie spokój z Coetzeem.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli