Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Bękart ze Stambułu - Elif Safak



Mam trochę mieszane uczucia co do tej książki. Czytałam już recenzje bardzo pozytywne i zdecydowanie negatywne, a ja jakoś nie mogę się zdecydować na 100% pozytyw. Może to Syndrom Wygórowanych Oczekiwań - kiedy spodziewamy się arcydzieła, a dostajemy książkę "tylko" dobrą, zawsze pozostaje jakiś nieokreślony niedosyt.

Dziewiętnastoletnia Asya mieszka w Stambule wraz z rodziną. Mężczyźni z rodu Kazanci umierają młodo, dlatego rodzina składa się prawie wyłącznie z kobiet: prababki cierpiącej na chorobę Alzheimera, babki, czterech ciotek i Asyi - nieślubnej córki najmłodszej z sióstr, zbuntowanej i niepokornej Zelihy. W rodzinie Kazanci spotykają się wszystkie możliwe odmienności i różnice - jedna z ciotek to natchniona wróżbitka, inna uczy w szkole, trzecia, chora psychicznie, kolekcjonuje straszne historie z prasy brukowej i pasjami ogląda teledyski i teleturnieje, czwarta - Zeliha, matka Asyi - prowadzi salon tatuażu. Sama Asya to zbuntowana, niepokorna, wyalienowana nihilistka rozpaczliwie szukająca własnej tożsamości i swojego miejsca w świecie, w rodzinie, w mieście.

Za oceanem, w Arizonie, mieszka jej rówieśnica Armanusz - córka Ormianina i Amerykanki. Po rozwodzie jej matka wyszła za mąż za Turka. Dziewczyna, rozdarta między ormiańską rodziną ojca, skupioną na rozpamiętywaniu krzywd swojego narodu, a amerykańsko-tureckim domem, potajemnie udaje się do Stambułu w poszukiwaniu swoich korzeni. Pragnie dowiedzieć się więcej o zagładzie Ormian i przekonać się, ile Turcy wiedzą na ten temat.

Na miejscu okazuje się, że losy obu młodych kobiet są ze sobą splecione silniej, niż mogło się wcześniej wydawać. Obie rodziny - ormiańska i turecka - zostały doświadczone przez te same wydarzenia. Tajemnice z przeszłości powoli wychodzą na jaw, nawet te najbardziej skrywane, jak zagadka, kim jest nieobecny ojciec Asyi. Właściwie najciekawsze jest ostatnie kilkadziesiąt stron i króciutkie fragmenty opisujące wydarzenia z 1915 roku. Wcześniej akcja toczy się dość leniwie, chwilami nawet nudzi.


Plusem - podobnie jak w "Pchlim pałacu" - są świetne opisy miasta, jego atmosfery, życia ulicznego, mieszkańców. Zdarzają się pisarze złączeni z jakimś miejscem, potrafiący znakomicie oddać jego atmosferę i Elif Safak chyba do nich należy. Czytając niemal słyszy się ten hałas, czuje zapachy miejsc. Drugi plus to doskonale poprowadzona historia rodzinna, której rozwiązanie naprawdę zaskakuje.

Podobał mi się też zabieg tytułowania rozdziałów nazwami składników pewnego tureckiego deseru, który odegra w finale niezwykle istotną rolę.

Autorce wytoczono proces o "obrazę tureckości". Rzeczywiście, opisane tam reakcje Turków związane z tematem rzezi Ormian wydają się szokująco obojętne... ale książka pokazuje też proces poznawania drugiej strony i jej racji, zdobywania wiedzy i wybaczania a może raczej pojednania, choć na niewielką, rodzinną skalę. Widać wyraźnie, że krzywda innego narodu bywa obojętna dopóki nie zetkniemy się bliżej z kimś, kogo dotknęła bezpośrednio. A za pośrednictwem tej książki i my, czytelnicy, mamy okazję poznać bliżej Ormian, ich kulturę i doznane przez ten naród nieszczęścia. (stąd tag "historyczna" pod notką, choć nie jest to przecież powieść historyczna)

Paradoksalnie, najbardziej przeszkadzało mi w tej książce to, co podobało mi się w "Pchlim Pałacu", czyli pokawałkowanie akcji, rozbicie narracji na losy i punkty widzenia różnych bohaterów, przeskoki z jednego miejsca w drugie, z Ameryki do Stambułu, z kawiarni do domu, z rzeczywistego świata na forum internetowe dla emigrantów. Nie pozwalały się wciągnąć ani skupić na dłużej. Przeszkadzały mi też pojawiające się na chwilę i znikające postaci epizodyczne, jak bywalcy stambulskiej kawiarni albo uczestnicy forum, służące chyba tylko do tego, żeby w odpowiednim momencie wygłosić jakąś opinię albo przedstawić pewien potrzebny w danej chwili punkt widzenia. Przywiązuję się do postaci, nie lubię, kiedy mi nagle znikają. Irytowały mnie też nie wiadomo po co wprowadzone dżinny cioci Banu - w realistycznej opowieści stanowiły jakiś dysonans. Ale może tylko dla kogoś, kto mimo wszystko tkwi w kulturze Zachodu.

Podsumowując: czyta się nieźle, kiedy przyzwyczaimy się już do przeskoków. Historia wciąga, rozwiązanie zagadki zaskakuje, główne postaci są pełnowymiarowe i dają się lubić, miałam jednak wrażenie, że książka jest w jakiś sposób nierówna, czegoś ulotnego w niej brakuje, tego czegoś, co z książki dobrej robi książkę znakomitą. W każdym razie warto przeczytać.

Ocena: 8/10




niedziela, 04 lipca 2010, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
claudete
2010/07/04 20:56:32
Mam tę książkę na półce. Czytałam, podobnie jak Ty, tak skrajne recenzje, że długo wahałam się, czy ją zakupić, ale w końcu zdecydowałam się i nabyłam "Bękarta...".
A teraz boję się za nią zabrać, bo wydaje mi się, że jednak się rozczaruję...

Cóż, będę musiała przekonać się na własnej skórze. Może akurat Pani Safak ma coś ciekawego do zaoferowania.

Dziękuję za tę recenzję.

Pozdrawiam :)
-
2010/07/05 00:31:46
strasznie jestem jej ciekawa
-
be.el
2010/07/05 08:26:30
Chętnie bym ją przeczytała - do tej pory spotkałam same ochy i achy na jej temat. A tu takie coś - prawdę mówiąc - pokrzyżowałaś moje plany:)
-
2010/07/05 09:31:29
Be.el - czytałam już znacznie gorsze recenzje od mojej :) Trzeba samemu przeczytać i już, zwłaszcza kiedy zdania są podzielone :)

Claudete - pani Safak na pewno ma coś ciekawego do zaoferowania, warto przeczytać choćby po to, żeby poznać kawałeczek historii Turcji.
-
agussiek
2010/07/05 11:14:28
Uffff..., czyli jednak warto :) Cieszę się, bo mój zamówiony egzemplarz już niedługo do mnie pocztą dotrze, a Twój opis, głównie dzięki temu, że nie jest jednoznacznie pozytywny, tylko zaostrzył mój apetyt. Mam ogromną ochotę na tę letnią literacką wyprawę do Turcji i ciekawa jestem tej powieści. Pozdrawiam!
-
2010/07/05 13:06:36
Rzeczywiście się zgrałyśmy z recenzją :) Moja recenzja faktycznie jest bardziej entuzjastyczna, ale to pewnie dlatego, że właściwie chyba nie czytałam recenzji przed sięgnięciem po tę książkę, nie miałam więc jak się rozczarować. Ale pamiętam, że taką sytuację miałam z książką "Złodziejka książek", którą wszyscy tak wychwalali, a mi wydała się dobra, ale tylko dobra.
Wiesz, że dopiero jak u Ciebie przeczytałam, to zwróciłam uwagę na te nazwy rozdziałów? Wiedziałam, że tytuły to nazwy jakiś składników, ale nie zwróciłam uwagi, że to składnieki TEGO deseru. Bardzo fajny zabieg :)
Pozdrawiam!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli