Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Muzeum niewinności - Orhan Pamuk

Drugie podejście do Pamuka zakończyło się połowicznym sukcesem.

Połowicznym dlatego, że choć udało mi się "Muzeum niewinności" przeczytać do końca, to przyjemności z tego nie miałam żadnej.

Ta opasła i rozwlekła powieść na pewno jest przykladem idealnego dopasowania formy do treści. Czy mieliście kiedyś znajomego, który coś kolekcjonował? Albo znajomych, którzy z wakacji last minute w greckim hotelu przywieźli 1500 takich samych zdjęć i koniecznie musieli pokazać wam je wszystkie, opowiadając o każdym coś w rodzaju: "a tu, z przodu to taka pani Wiesia, która siedziała z nami na stołówce, i jej mąż Zygmunt, w tle taka Aśka z Wrocławia i jej trzyletni synek, a obok nasza pilotka, stoi tyłem bo akurat się obejrzała za tym Zenkiem, z którym piliśmy White Russian na basenie..."? Czy mieliście ochotę wrzasnąć "mam dosyć!" po kolejnym?

Tak? To czujecie klimat tej książki.

Myśl przewodnia jest taka, żeby poprzez zgromadzone w "Muzeum" przedmioty pokazać historię pewnego niespełnionego, obsesyjnego uczucia. Każdy przedmiot odpowiada pojedynczej arystotelesowskiej "chwili", a wszystkie razem składają się na całość opowieści. To drobiazgi - niedopałki, kolczyki, spinki do włosów, solniczki, łyżeczki - których jedyna wartość leży w tym, że przywołują wspomnienia chwil spędzonych z ukochaną.

Pomysł jest interesujący i nawet mi się spodobał. W końcu cóż innego robimy my, współcześni, pstrykając jak opętani komórkami i cyfrówkami, uwieczniając najpospolitsze chwile, jak nie dokładnie to samo?

Niestety, katalog przedmiotów i sama opowieść są tak suche i pedantyczne, jak to możliwe. Wyliczenia czasu spędzonego z ukochaną, co do dnia. Rozmowy z każdym znajomym zrelacjonowane rozwlekle i drobiazgowo. Daty, liczby (przy rozdziale zatytułowanym "cztery tysiące dwieście trzynaście niedopałków" byłam o włos od rzucenia książką o ścianę), przemyślenia schludnie ujęte w punkty. I tym sposobem o wielkiej, tragicznej miłości czytamy tak, jakbyśmy czytali raport finansowy przedsiębiorstwa produkującego na przykład sprężyny albo kartonowe pudła.

Ta forma niestety doskonale pasuje do treści. Kemal, biznesmen, który jako trzydziestolatek zakochał się w o 12 lat młodszej ubogiej kuzynce, podporządkowuje tej miłości całe swoje życie. Ponieważ ukochana wychodzi za mąż, spędza z nią czas w jedyny dozwolony sposób - na kolacjach w domu jej rodziców, a przy tym ukradkiem wynosi stamtąd przedmioty związane z obiektem miłości. Uczucie przyjmuje rozmiary odrażającej obsesji, przypomina bardziej "stalking" niż zakochanie, zwłaszcza gdy czyta się szczegółowe, aż niesmaczne w swym ekshibicjonizmie opisy wewnętrznych przeżyć narratora. Po tragicznym finale romansu Kemal poświęca resztę życia na stworzenie tytułowego muzeum.

Plusem są ciekawe opisy tureckiej kultury i obyczajowości przełomu lat 70/80 XX wieku, różnic społecznych, mentalności i zwyczajów, czasem zaskakująco staroświeckich jak na te czasy. Przypominają nam o odmienności kulturowej Turcji, którą niejako z rozpędu zwykliśmy zaliczać do krajów zeuropeizowanych. Podobał mi się też pewien zabieg formalny na końcu, który stwarza dystans między czytelnikiem a narratorem, ale nie będę go zdradzać - kto ciekawy (i wytrwały) sam się dowie.

Mimo to przebrnięcie przez tę 750-stronicową "cegłę" było mordęgą, i nie było to przyjemne zmęczenie. A w nagrodę mogę teraz tylko rzucić w rozmowie "Aaa, Pamuk, a, tak, przeczytałam!".

Może nie doceniam wielkości tej literatury, ale jeśli o mnie chodzi, dobra, czy wybitna książka nie powinna wyrobionego czytelnika zamęczać ani nudzić. Jeśli tak jest, to znaczy że wcale nie jest aż taka dobra, jak się nam wmawia. A to już druga książka tego autora, która zostawia podobne wrażenie - przy "Nazywam się czerwień" poddałam się po kilku rozdziałach.

---

Chyba zrezygnuję z ocen "cyferkowych", bo nie oddają wszystkiego.

Ocena opisowa, jak w I klasie SP: Nudne!

 

wtorek, 07 września 2010, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
agnes_plus
2010/09/07 22:48:35
'Nazywam się czerwień' przeczytałam i wydawało mi się bardzo trudne do czytania.
-
2010/09/08 09:12:01
Podoba mi się to stwierdzenie, że dobra literatura nie powinna nudzić czytelnika :) Po Pamuka jeszcze nie sięgałam - odstrasza mnie objętość i niezbyt zachęcające recenzje.
-
claudete
2010/09/08 15:27:34
"Muzeum niewinności" czeka na swoją kolej na mej półce i zaczynam mieć, co do tej lektury coraz większe wątpliwości.
Wolę przekonać się o wadach/zaletach Pamuka osobiście, więc na pewno przeczytam, ale boję się, iż będzie to prawdziwa mordęga.

Pozdrawiam :)
-
hiliko
2010/09/08 15:55:49
A ja mam prawie tak samo jak Claudete :) Kupiłam ostatnio tę i "Dom Ciszy" Pamuka - była fajna promocja, a autor jest powszechnie chwalony, więc chcialam sprawdzić na "własnej skórze". Czy będę mieć podobną opinię do Twojej? To się okaże. :)
-
bookfa
2010/09/08 22:18:47
Ksiazka moze kiepska ale recenzja swietna. Generalnie lubie cegly ale takie, ktore sie czyta ze strachem, ze sie skoncza a nie z nadzieja, zeby sie skonczyly.
W Turcji bylam na przelomie tych lat i sam fakt, ze pani domu podala kolacje w salonie mezczyznom a potem sama udala sie do kuchni zjesc z corkami wprawil mnie w oslupienie.
-
naturegirl
2010/09/09 02:34:17
Hm. No i teraz sama nie wiem co myśleć, bo w sumie ochotę miałam na tę książkę. Ogólnie Pamuka raczej lubię, "Nazywam się czerwień" bardzo mi się podobało i uważam, że była to jego najlepsza książka jeśli chodzi o powieści, no i oczywiście "Stambuł". No nic, zobaczymy, póki co nawet tej książkiw swoich zbiorach nie posiadam.
-
2010/09/09 08:14:08
Na pewno trzeba się przekonać samemu, najwyżej - jak dwie znane mi osoby, z czego jednej nie dorastam do pięt czytelniczo i intelektualnie - odłożycie Pamuka po 300-400 stronach :)
Naturegirl, jeśli podobały Ci się inne książki tego autora to może i ta przypadnie Ci do gustu. Ona nie jest kiepska, jest po prostu upiornie rozwlekła i pedantyczna - jak dla mnie. Zresztą podobne odczucia miałam przy Czerwieni...
Bookfo, ja jeszcze nie byłam w Turcji, zazdroszczę że znasz ten kraj. Podobne przeżycie miałam naście lat temu w Chorwacji, kiedy to mój ojciec i brat zostali ugoszczeni przez gospodarza, brat-nastolatek został poczęstowany alkoholem, a mnie choć już dorosłą zesłano do bocznego stolika z córkami gospodarzy :)
-
2010/09/09 16:21:15
Dziś w bibliotece widziałam recenzowanego kiedyś przez Ciebie Pettersona i "Samotność liczb pierwszych". I dzięki min Twoim recenzjom nie zabrałam ich do domu. Do Pamuka nadal mnie ciągnie. zwłaszcza do tej "Czerwieni", ale będę mieć w pamięci Twoje ostrzeżenie.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli