Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Słońce w słonecznikach - Dominika Stec

 

Jestem zła i zamierzam się wyżyć.

Bo z pozoru wygląda na to, że nie ma w Polsce przyzwoitej, sprawnie napisanej, ciekawej "literatury środka".

Jest kółeczko tzw. ambitne wzajemnej adoracji z różnych Lamp i Gazet Wyborczych, nad którym rozpływają się krytycy, ale czytać się tego nie da, z małymi wyjątkami. I jest pulpa kobieco-lekko-zabawna z najniższej półki, której też się czytać nie da. Nie ma książek, z którymi można po prostu miło i ciekawie spędzić wieczór, nie brnąc przez modne językowe zawiłości rozmaitych młodych obiecujących, kryjące fabularne pustki, ani nie zwijając się ze wstydu, że się czyta najgorszego sortu popłuczyny po Bridget Jones.

Te książki są, ale z dziwnych powodów nie są promowane. Może dlatego, że nie przynależą do żadnego wyrazistego i łatwo sprzedawalnego gatunku np. "kryminał retro", "zakochana w wampirze" albo "zabawny romans". Może dlatego, że ich autorzy nie należą do żadnej trendowej "warszawki", do żadnego "środowiska" literackiego, psychoterapeutycznego, genderowego, nie lansują się w mediach, nie wygłaszają nadętych farmazonów przy każdej możliwej okazji. Może dlatego, że nie rozdrapują własnej depresyjnej psychiki pod pozorem pisania powieści. A może dlatego, że najczęściej takie książki piszą kobiety?

Tak, czy owak, giną w masie "olśniewających debiutów", "wydarzeń literackich", modnych cykli dla nastolatków emo, "historii pisanych przez życie", dwudziestych piątych takich samych wyrobów z fabryk Murakamich, Schmittów i Coelhów i twórczości "literackiej" serialowych gwiazdek i modelek. A nie powinny.

Powieść Dominiki Stec wypatrzyłam na przysłowiowej już dolnej półce w osiedlowym Empiku. Zaciekawiła mnie okładka, kolaż czarno-białych zdjęć jak z rodzinnego albumu, i tytuł. Kupiłam "w ciemno" i znowu dobrze trafiłam.

"Słońce w słonecznikach" to opowieść o pewnej miłości, o tajemnicy z przeszłości i o mrocznych latach pięćdziesiątych. Teresa, siedemdziesięcioletnia wdowa mieszkająca w średniej wielkości przemysłowym mieście, przyjmuje pewnego dnia dziwnego gościa ze Szwecji. Nieznajomy prosi ją o zapoznanie się z pamiętnikiem jego dziadka...

Tajemniczy zeszyt pozwala Teresie przenieść się pamięcią do lata 1957 roku, kiedy to przeżyła pierwszą, szaloną miłość. Autorem zapisków jest stołeczny dziennikarz, przysłany tamtego lata do miasta w celu napisania reportażu o budowie nowej dzielnicy robotniczej. Ścieżki Teresy i Jerzego skrzyżowały się, choć ona sama wówczas nie była tego świadoma, zajęta pierwszą miłością do syna miejscowego kacyka partyjnego.

Autorka sprawnie prowadzi narrację, przeplatając zdarzenia z 1957 r., opisane w pamiętniku, z teraźniejszością. Wydarzenia sprzed lat, opisane na przemian z jej perspektywy i z punktu widzenia dziennikarza, nabierają głębi. Ten komunizm, po Październiku, pozornie nie jest już tak groźny i demoniczny jak w "Rewersie", ale tylko pozornie. A Teresa ze zdumieniem odkrywa, że wydarzenia tamtych czasów wcale jej nie oszczędziły, choć przez całe życie byla o tym przekonana.

Dodatkowym plusem jest nastrój tajemniczości - ale małej, kameralnej tajemniczości, podobnej do uczucia jakiego doznajemy przeglądając papiery nieżyjących dziadków. Skrytka w starym zegarze, mroczna stara kamienica przypominająca labirynt, który kryje w sobie liczne niespodzianki, pożółkłe kartki zeszytu - to wszystko odkrywamy razem z bohaterką, odsłaniając pomału kulisy intrygi, w którą zaangażowani byli wszyscy bohaterowie. Bardzo podobały mi się opisy miasta, w przeszłości i teraz.

Postacie opisano ciepło, z sympatią. Dominika Stec to kolejna autorka, która sprostała wyzwaniu, jakim jest opisanie starości - bez nadmiernie protekcjonalnego tonu, bez przesady, stworzyła bohaterkę, która jest prawdziwa i budzi sympatię.

Gdybym miała się czegoś czepiać, to zupełnie niepotrzebny wydaje mi się element nadprzyrodzony - za mało go tu, żeby miał odegrać jakąś poważniejszą rolę, a poza tym czasy komuny były wystarczająco straszne już bez bohatera o nadnaturalnych zdolnościach. Zresztą sama postać Jacka też jest dostatecznie przekonywająca i bez tego. Szkoda mi też tajemniczego Szweda, którego autorka tak brutalnie się pozbyła pod koniec.

Ale, podsumowując - "Słońce w słonecznikach" to kolejna już, porządna, ciekawa i sprawnie napisana polska powieść - może nie arcydzieło, ale na pewno warta tych kilku wieczorów. Takich polskich książek chcę więcej - dlaczego one, do cholery, nie leżą na stołach w Empiku, dlaczego nie pisze się o nich w prasie, dlaczego muszę ich szukać na dolnych półkach?

---

PS Inga Iwasiów stwierdziła w wywiadzie, że odkąd pisze powieści, trudno jej pisać teksty krytyczne o cudzych książkach. Po przeczytaniu tego zastanawiam się czy w ogóle pisarz ma prawo recenzować twórczość swoich "kolegów", czy da się to w ogóle zrobić i czy raczej nie powinnam się zamknąć w temacie cudzych książek? 

PS2 tak, dostałam się na studia podyplomowe, dziękuję Wam za kciuki i pozytywne fluidy :)

piątek, 10 września 2010, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/09/10 21:12:13
Gratuluję studiów:)
-
atram_78
2010/09/10 22:05:56
Ja również gratuluję studiów i dziękuję za polecenie mi kolejnej polskiej książki! :)
-
2010/09/10 23:29:55
Przyłączam się do gratulacji, panią Dominikę obadamy a z takich babskich ale życiowych książek ostanio zaskoczyła mnie Hanka Lemańska, pozytywnie oczywiście
-
sabinka.t1
2010/09/11 07:11:23
Mam wszystkie książki Dominiki Stec, rozczarowaniem było "Bingo" niestety .
Co do tej książki już kupiona i czeka na przeczytanie :)
Teraz to już się doczekać nie mogę po Twojej recenzji:)
-
lili-pop
2010/09/11 23:08:45
Ja również gratuluję!!
Co do książki...własnie po to potrzebne są osoby,które kupią w "ciemno" i przekonają resztę ,że warto...
-
the_book
2010/09/11 23:46:44
Zgadzam się oj zgadzam z pierwszymi akapitami twojej notki!
Studiów gratuluję! Ja również zaczynam podyplomówke, ale tak dla odmiany po kierunkach humanistycznych na Politechnice P. :)
No i Bator nie przeszła do finału Nike. Niestety. Mimo naszych, wspólnie trzymanych kciuków!
Pozdrawiam :)
-
grendella
2010/09/12 16:53:05
Z powodów opisanych w pierwszych akapitach, często boję się sięgać po literaturę polską. Za dużo wygibasów intelektualno-języków, za mało sprawnie opowiedzianej ciekawej historii. Z twórczością Dominiki Stec postanowiłam się zapoznać.
-
2010/09/13 15:17:13
Oczywiście nadal pisać komentarze, bo dlaczego by nie. Panią Iwasiów rozumiem tak: trudniej oceniać innych, jak sie samemu pisze dlatego, że rozumie się więcej uwarunkowań, a nie dlatego, że np. mniej przyzwoicie komentować konkurecję. Myślę, że jest wręcz przeciwnie. Zresztą zawsze w historii byli tacy pisarze, którzy wystepowali również w roli krytyków. Pozdrawiam i gratuluję.
-
2010/09/19 23:31:01
dobrze jest wiedzieć, ze jest dobry polski tytuł, warty polecenia.
-
2010/12/20 08:40:44
Przeczytałam ostatnio i jestem pod wielkim wrażeniem. Początek historii - troszkę nużący. Ale w trakcie czytania - jak szybki pociąg rozpędza się akcja i ciężko oderwać się od czytania.
-
2011/08/25 12:51:00

" A może dlatego, że najczęściej takie książki piszą kobiety? "- i tutaj niespodzianka bo Dominika Stec to pseudonim artystyczny ...pewnego mężczyzny.

-
2011/08/25 13:20:54
rzeczywiście niespodzianka, nie miałam o tym pojęcia, dziękuję!
-
2012/03/09 10:28:30
Namawiam do przeczytania tejże książki, fabuła bardzo ciekawa, choć na początku może trochę nużyć. Jednakże akcja szybko nabiera tempa a w efekcie końcowym bardzo zaskakuje i zmusza do refleksji.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli