Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Lód i woda, woda i lód - Majgull Axelsson

Hm.

Zawsze czekałam na powieści Axelsson, zawsze je pochłaniałam i zawsze wydawało mi się, że przeczytanie każdej z nich jakoś mnie wzbogaca. Rzuca nowe światło na jakiś problem, wydobywa jakieś mroczne strony ludzkiej (najczęściej kobiecej) duszy na światło dzienne, coś uświadamia, zmusza do myślenia.

Tym razem też czekałam, zabierałam się do lektury z wielkimi nadziejami i... nic. Może nie zupełnie "nic" ale o wiele mniej niż dawniej.

Przesyt? Czy po prostu słabsza książka mojej ulubionej autorki?

Historia jak zwykle toczy się na różnych planach czasowych. Oto lodołamacz "Odyn", a na nim, jako pasażerka, wśród naukowców i badaczy, pisarka, autorka kryminałów, Susanne. Kobieta czuje się osaczona, bo ktoś włamuje się do jej kabiny, zostawiając po sobie ślady. Nękana i bezradna wobec zagrożenia, szuka wyjaśnienia we własnej przeszłości.

Ta przeszłość jest, jak to u Axelsson, traumatyczna, pełna rodzinnych napięć i konfliktów, nienawiści i zdrad. Inez, matka Susanne i Elsie, jej siostra bliźniaczka, Bjorn - przyszywany brat pisarki, oczko w głowie matki, kilkadziesiąt lat wcześniej dobrze zapowiadający się piosenkarz rockowy. Fałszywa przyjaciółka Eva i obojętny ojciec dopełniają obrazu trudnego okresu dorastania.

Czyta się to znakomicie, szybko, historia wciąga i intryguje, postaci są jak zawsze żywe, skomplikowane i wiarygodne, talent pisarki do opowiadania i zaciekawiania jest niewątpliwy, ale...

...przez cały czas miałam wrażenie, że Axelsson po prostu przestawia na nowo ten sam, znany od lat zestaw tych samych, ulubionych ale lekko już zużytych klocków. Toksyczne relacje między kobietami w rodzinie. Brak ojca/obojętność ojca. Gwałt, molestowanie kobiet. Fałszywa przyjaźń z okresu dorastania. Matka, która nienawidzi córki. Matka, która odrzuca dziecko. To samo, tylko trochę inaczej. Jak niedźwiedzie u Irvinga. A powtarzane w końcówce jak mantra zdanie o prawie do życia trąci amerykańskim bestsellerem o "odnajdywaniu siebie", co stwierdzam z wielkim smutkiem, bo Axelsson jest ostatnią pisarką, po której spodziewałabym się czegokolwiek choćby odlegle przypominającego banał.

Zabrakło mi świeżości i magii "Kwietniowej czarownicy", zabrakło mi głębi psychologicznej i bolesnej przenikliwości "Domu Augusty", powagi problemu przedstawionego w "Tej, którą nigdy nie byłam". Po raz pierwszy odłożyłam przeczytaną powieść Axelsson z niedosytem, z uczuciem bliskim wzruszeniu ramion: i to tyle? kolejna smutna szwedzka rodzina, aha, no dobra.

Jeden ogromny plus za naturalne, bezpretensjonalne przedstawienie miłości i seksu między ludźmi w wieku mocno już dojrzałym.

Możliwe, że dla czytelnika, dla którego będzie to pierwsze spotkanie z prozą szwedzkiej pisarki, książka okaże się równie zachwycająca jak dla mnie poprzednie jej powieści. Bo to nie jest w żadnym wypadku zła książka - ale od Axelsson chcę więcej. Pozostaje mi więc mieć nadzieję, że w kolejnej powieści autorka znowu mnie uwiedzie, wzruszy i zaskoczy, jak dawniej.

piątek, 15 października 2010, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
agnes_plus
2010/10/15 11:03:46
Wygląda na to, że masz przesyt jedną autorką.
-
2010/10/15 11:15:57
Możliwe, chociaż jej wydawca nas nie rozpieszcza i jej książki czytam tak jak się ukazują, w odstępach ponad-rocznych...
-
2010/10/15 11:44:42
Majgull Axelsson to wybitna pisarka i wszyscy to wiemy. Liczy sie to, jak jest ksiazka napisana- przynajmniej dla mnie. A kazda jej lektura to porcja fantastycznej prozy. Magia jezyka, konstrukcja bohaterow, emocje. Przykro mi, ale na przyklad choc ty poruszasz w kazdej swojej ksiazce inny , wazny temat- nie jest to mistrzostwo. Nawet nie mozna podyskutowc na twoim drugim blogu, gdyz panuje tam '' kolko wzajemnej adoracji'' a czytelnicy pytaja cie czy moga zamiescic recenzje na merlinie, chyba z obawy o twoja wrazliwosc na krytyke.
Dla mnie Majgull Axelsson moze pisac trzy razy pod rzad o patyczku na plazy- ale zrobi to tak, ze chwyci za serce ludzi i krytykow. Jest wyjatkowa w kazdej ksiazce.
-
2010/10/15 12:03:54
Anettto331, rozumiem, że Ci przykro, że nie zachwyciła mnie najnowsza książka pisarki, którą (nawiasem mówiąc) też uważam za wybitną, ale:
po 1. - każdy z nas ma prawo do własnego zdania i to, co Ciebie chwyci za serce po raz n-ty, mnie może na przykład znudzić albo rozczarować i mam takie samo prawo jak każdy bloger do wyrażenia własnej opinii.
Stwierdzenie "to wybitna pisarka i wszyscy to wiemy" kojarzy mi się niestety nieodparcie ze "Słowacki wielkim poetą był."
po 2. - nie rozumiem osobistej wycieczki do mojego "mistrzostwa" czy jego braku - a co to ma do rzeczy? Jeśli masz ochotę skrytykować, podyskutować o moich książkach, zapraszam - na bloga, na priv, na portale recenzenckie, na facebooka, na merlina, do wydawnictwa... jeżeli zrobisz to kulturalnie i używając poprawnej polszczyzny, chętnie pogadam. A takie przytyki w komentarzach do wpisu o czymś innym są na poziomie piaskownicy.
po 3. - za pytania i komentarze czytelniczek mojego bloga nie odpowiadam, akurat ta, która zadała pytanie, jest moją całkiem realną koleżanką i tak się składa, że jest wrażliwa w kontaktach z ludźmi.
po 4. - celem drugiego (tak naprawdę pierwszego) bloga nigdy nie było dyskutowanie o moich książkach, wolę o nich dyskutować w mailach albo przy kawie, a blog miał służyć do notowania codziennych przeżyć i obserwacji.
-
2010/10/15 12:59:48
Dziekuje za informacje. Jednak nie skorzystam z zaproszenia do dyskusji o twoich ksiazkach gdyz owe zaproszenia zaczynajace sie od stawiania warunkow -cytuje-'' uzywajac poprawnej polszczyzny''- nie jest to dla mnie zadna otwartosci do dyskusji a rodem z piaskownicy segregowaniem ludzi wzgledem wlasnego zadecia, tym bardziej w oczach pisarki brzmi to....bardzo srednio..Czyli jak ktos robi bledy to znaczy ze nic wartosciowego nie napisze czy powie? Hm...Zadziwiajaca sugestia z twojej strony i mierna reakcja na krytyke. I totalny brak dystansu.
Jednak to twoj blog i chce to uszanowac wiec dalej nie bede brnela i zegnam sie na dobre.Powodzenia.
-
izabella_g
2010/10/15 13:59:56
Mi też nie podeszła specjalnie ta książka. Coś nie tak sa te akcenty rozłożone- za dużo światła na Susanne, której historia mogłaby się zamykać gdy ma te 17, jako dorosła osoba nie sprawia wrażenia specjalnie straumatyzowanej. natomiast brakoało mi pogłębienia na linii Ines- Bjoern (bo nie kupuję wyjaśnienia, że każdy, którego porzuciła matka musi mieć od razu rozwinięte skłonności destrukcyjne, zwłaszcza, gdy nei można powiedzieć, że był dzieckiem niekochanym).
Nieco lepsze czytadło i tyle, zwłaszcza w porównaniu Z Domem.. i Kwietniową...
Pod swojego nicka podpięłam link do mojej recenzji, jakby ktoś miał ochotę rzucić okiem (choć jest mniej wyczerpująca niż Twoja).
-
butters77
2010/10/15 14:08:08
Hmm... Jesteśmy na blogu, który dotyczy recenzji książek, więc nie wydaje mi się, by rozliczanie mdl2 z jej podejścia do komentarzy na innym blogu(?) czy jej sposobu reagowania na krytykę było tu na temat. Wrócę więc do Axelsson :-)

Mdl2, ja nie jestem zagorzałą fanką autorki "Kwietniowej czarownicy" - tzn. cenię jej pisarstwo, dwie książki, które do tej pory przeczytałam, wywarły na mnie bardzo silne wrażenie - ale perspektywa przeczytania kolejnej nie budzi aż takiego bicia serca - więc pewnie mój punkt widzenia będzie nieco mniej emocjonalny niż Twój. Niemniej, już przy drugiej lekturze ("Domu Augusty" - czytanym rok po "Kwietniowej") miałam wrażenie powrotu pewnych motywów, odradzania się tych samych wątków, wszechobecnej analizy jednego problemu: co dzieje się z człowiekiem, który łaknie miłości, a jej nie otrzymuje. I owszem, sposób, w jaki Axelsson odmalowała ten temat w "Kwietniowej", a już przede wszystkim w "Domu Augusty", ogromnie mnie poruszył - ale jednak zdecydowanie nie chciałabym sięgać po kolejną powieść już teraz - wiem, że muszę porządnie odpocząć, zanim wrócę do tych samych emocji, że muszę złapać sporo dystansu, żeby na nowo - z równą siłą - zaangażować się w podobnie utkaną opowieść.

Może więc to po prostu przesyt, o którym wspomniałaś (mimo rocznej przerwy)? Może rosnące oczekiwania wobec autorki, która nieraz autentycznie Cię zachwyciła - a tym razem zafundowała jedynie "ten sam poziom"? Pamiętam, że ja miałam podobne wrażenia przy lekturze Margaret Atwood - bo jedna, druga, trzecia jej książka mnie bardzo poruszyła, po czym kolejna... OK, nadal mniej więcej tak samo, ale nie zafundowała już tego olśnienia, tej świeżej radości z odkrycia pisarstwa, z którym się identyfikuję, tej ożywczej fascynacji :-)

Pewnie prędzej czy później sięgnę po "Lód i wodę" (i wtedy nie omieszkam wrócić do tej recenzji:-), ale póki co - życzę Ci powrotu tej początkowej fascynacji przy następnej książce Axelsson :-)
-
2010/10/15 14:20:10
Butters, chyba dotykasz sedna problemu - rosnących oczekiwań. Od mojej mistrzyni oczekuję nie tylko kolejnej przyzwoitej książki, a książki bardzo dobrej, zachwycającej i lepszej od poprzednich :) Chyba jednak mam do niej bardzo emocjonalny stosunek :)

Izabella_g, zamieściłam już komentarz u Ciebie a za chwilkę zalinkuję w zakładkach Twojego bloga - zupełnie nie wiem, czemu jeszcze tego nie zrobiłam!

Anettto, tak, mam "zadęcie" na poprawność, choć i tu daleko mi do mistrzostwa :)
-
izabella_g
2010/10/15 15:01:15
Mdl, bardzo dziękuję:)
-
2010/10/16 01:58:56
widzę, że Axelsson jest mi pisana...więc ustawiam ją w kolejce :) mogę nawet poświęcić się dla dobra nauki i tę słabszą pozycję przeczytać jako pierwszą

co do pytania o to, czy recenzję mogę zamieścić - uważam, że nie jest kwestia w pytaniu, tylko w odpowiedzi - wedle teorii anetty, powinnaś mi - mdl - odpowiedzieć, że zanim opublikuję recenzję gdziekolwiek, powinnam ją oddać Tobie do przeredagowania ;) a Ty tak po prostu zostawiłaś mi wolną rękę....gdzie Twoje zadęcie? A gdyby tam były niepoprawności stylistyczne????
-
2010/10/16 21:17:23
Jasmeen, nie zaczynaj od tej... zacznij od "Domu Augusty". I mam nadzieję że nasza książkowa zasada tym razem nie zadziała :)

-
2010/10/22 13:34:37
Jestem wlasnie w trakcie lektury.Czekalam na te ksiazke bardzo dlugo...
I rzeczywiscie.Cos mi nie podchodzi...odkladam,zaczynam znowu,nie umiem sie skoncentrowac....Cos jest nie tak.Inaczej?slabiej?Nie zachwyca tak jak inne...
-
kitek77
2010/10/25 21:14:24
Czerwony rower
Pozwolę sobie podrzucić linka, bo lubię ten blog, a jego autorka z pewnością ucieszyłaby się z Twojego komentarza :)
Pozdrawiam (piszący z konta żony) Bazyl
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli