Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Na południe od Broad - Pat Conroy

 

Jeśli ktoś kiedyś zapyta mnie o moją definicję grafomanii, po prostu zdejmę tę książkę z półki i powiem: przeczytaj.

Przez cały czas kiedy brnęłam przez te 630 stron, zastanawiałam się, co właściwie podobało mi się w poprzednich książkach Conroya. Bo czytałam dwie - "Księcia przypływów" i "Muzykę plaży" i obie mi się podobały, nie będę się tego wypierać. A teraz zamierzam znęcać się nad autorem, który jest przecież "wybitny i wszyscy o tym wiemy". Trudno, zaryzykuję.

Powieść opowiada historię grupki przyjaciół, którzy poznali się w 1969 r., przed ostatnią klasą liceum i od tamtej pory utrzymywali ścisłe kontakty. Można by ich nazwać salonem odrzuconych albo paczką nieudaczników - mamy tu sieroty, czarnych (w latach 60 w Charlestonie!), geja i jego siostrę bliźniaczkę, uciekających przed rodzinną tragedią, przedstawicieli wyniosłej białej elity miasta, i wreszcie narratora, Leo, chłopca, który wpadł w kłopoty po samobójstwie ukochanego brata, syna byłej zakonnicy a obecnie dyrektorki szkoły. Poznamy ich historię - nieudane i udane małżeństwa, uwalnianie się od demonów przeszłości, siłę przyjaźni spajającej ich na zawsze.

Wymarzona lektura dla fanów mrocznego fatum, które kładzie się cieniem na kolejnych pokoleniach każąc im powtarzać zaklęty cykl tragedii, dla wielbicieli literatury psychiatrycznej, gdzie wszystko, co złe, wynika koniecznie z traumy w dzieciństwie i demonów ścigających nieszczęsne dzieci po kres życia - wątek sierot i bliźniąt skutecznie zaspokoi ich wymagania.

Problem w tym, że tego jest za dużo. Jedno maltretowane dziecko jest wstrząsającym tematem. Jedno samobójstwo podobnie. Ale kiedy mamy gwałcone bliźniaki, ministranta gwałconego przez księdza, samobójstwo brata, samobójstwo matki i babki, ojca-mordercę-pedofila-psychopatę, geja umierającego na AIDS, dzieci byłej zakonnicy, zdrady małżeńskie, Alzheimera (i nie dam głowy czy zapamiętałam wszystkie atrakcje!) a na dodatek, jak wisienka na torcie, dochodzi huragan Hugo rozwalający miasto w pył i w proch, to w pewnym momencie powieść ze wstrząsającej robi się groteskowa, absurdalna i zamiast wzruszać - zaczyna śmieszyć przez spiętrzenie okropności.

Poza tym poziom egzaltacji i dusznych uniesień przekracza moją wytrzymałość psychiczną. Nie wiem na ile zawinił tłumacz, a ile pochodzi od autora, ale uduchowiona poezja sięga szczytów ludzkich możliwości. Parę przykładów:

"zdecydował się otworzyć, korzystając z ochrony, jaką zapewniają ogień, zimno i ciemność, gdy dusza, niczym motyl, odczuwa nagłą potrzebę wzbicia się wysoko. Tego wieczoru jego dusza była żywą istotą zrodzoną ze światła ognia." (s. 492)

"Starla obnosiła się ze swoją zranioną duszą jak z prognozą pogody wystawioną przez kalekie, zezujące oko." (s. 408)

"W jaskrawym świetle budynek z czerwonego piaskowca wygląda, jakby krwawił w odcieniu wybrakowanego złota." (s. 257)

"Czuję, że Charleston zaczyna odprawiać święty rytuał uzdrawiania mojego zamkniętego serca. Mijam szereg olśniewających rezydencji po prawej - ich doskonała architektura wiąże mnie z tym centrum urody miasta pięknego jak róża. (...) Od dzieciństwa martwiłem się, że niebo nigdy nie będzie w połowie tak śliczne jak Charleston - miasto powstałe u zbiegu dwóch rzek, które połączyły się w ekstazie, by zrobić miejsce na port, zatokę i wyjście na świat." (s. 611-612)

W przerwach między duszami wzlatującymi jak motyle, świętymi rytuałami, ekstazami i prognozami pogody wystawionymi przez kalekie oczy (to ostatnie musiał zrobić tłumacz, nie jestem w stanie nawet wyobrazić sobie, jak mogło to brzmieć po angielsku) autor raczy nas dialogami w innej, też denerwującej manierze. Otóż przyjaciele bez przerwy, czy to dla rozładowania napięcia, czy to z sentymentu do czasów licealnych, przerzucają się żartami, docinają sobie i złośliwie ripostują. Co jest na dłuższą metę nie do zniesienia - jak HBO na stojaka przez kilka godzin. Mieszanka amerykańskiego humoru z amerykańską egzaltacją i amerykańskim futbolem okazała się dla mnie kompletnie niestrawna.

niedziela, 07 listopada 2010, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
agnes_plus
2010/11/07 21:37:21
Ha! A mnie się podoba! :)












Twoja recenzja :) I to bardzo!
-
szukamzyjepragne
2010/11/07 21:51:14
:) a ja przeczytam jakąś jego książkę, bo jeszcze nie znam nic tego autora
-
2010/11/07 23:50:35
Szukamzyjepragne - przeczytaj oczywiście, wyrób sobie własne zdanie, na Merlinie jest pean pochwalny, więc jak widać niektórym się podoba.
-
izabella_g
2010/11/08 08:15:54
Na spiętrzenie traum z dzieciństwa też zaczynam reagować alergicznie:). A znajomość z Conroyem, jeśli kiedyś ją nawiążę, postaram sie zacząć od starszych pozycji.
-
2010/11/08 09:18:59
Izabella_g no właśnie, czyli nie ja jedna mam wrażenie, że traumy z dzieciństwa to ostatnio bardzo popularny i już trochę nużący temat? Zresztą sama się poniekąd w niego wpisałam Drugą, więc może nie powinnam marudzić? Tu po prostu jest tego za dużo dla mnie, nawet jak na 7- czy 8-osobową grupę "odrzuconych".
ja żałuję że nie mam w domu starszych książek autora (czytałam z biblioteki, na etapie braku kasy na kupowanie książek...) bo chętnie sprawdziłabym, czy teraz też by mi się podobały, czy denerwowały jak ta.
-
izabella_g
2010/11/08 10:57:57
W Drugiej temat był trochę inaczej ujęty, chodzilo bardziej o wyrzuty sumienia, a nie schemat "nie potrafię sobie ułozyć życia/podetnę sobie żyły/będę mordował staruszki*, bo mama mnie nie kochała"
*niepotrzebne skreślić
Ostatnio złapałam się na tym, że z przyjemnością czytam książkę z lat 60, gdzie o dziwo bohaterowie wyrastają na dobrych ludzi, mimo, że rodzice np. mocno faworyzowali ich rodzeństwo (a były to jeszcze czasy, gdy z braku środkow to faworyzowanie przybierało konkretny wymiar materialny, a nie tylko emocjonalny).
-
padma
2010/11/08 17:05:09
No to pięknie, bo kupiłam ją mojej mamie na urodziny;) Teraz się boję spytać, czy już przeczytała;)
-
butters77
2010/11/08 18:16:31
Te cytaty brzmią jak z translatora :-)

Padmo, nie musisz pytać - spodziewaj się, że mama obdarzy Cię spojrzeniem jak z kalekiego, zezującego oka ;-)
-
2010/11/08 21:30:27
Padmo, na pocieszenie, np. mojej Mamie podobają się takie różne książki, które mnie nie podobają się wcale, np. pochłonęła z zachwytem "Muzeum niewinności", które mnie zanudziło.

Butters :-DDDDDD
-
ysabellmoebius
2010/11/09 12:38:06
Świetna recenzja. :)

Teraz się zastanawiam czy nie przeczytać, żeby poznać Twoją definicję grafomanii. :D
-
padma
2010/11/11 18:06:32
Ha, mama taktownie wybrnęła, mówiąc, że podobało jej się ale już nic nie pamięta;)
-
2010/11/11 18:58:33
Haha, nie znam pisarza, ale zdecydowanie nie zamierzam poznawać. Chyba, że przypadkiem.
Cytaty porażają, ekstaza rzek i kolor krwawiący jak wybrakowane złoto :D wczuł się facet w tworzenie poetyckich przenośni, nie ma co, może Mniszkównę mu wysłać jako natchnienie do przyszłych książek, to jeszcze składnię zdań podrasuje na niestrawną :)

Moją definicją grafomanii są niektóre książki Stephena Kinga, ale jego fani zawsze bronią swojego mistrza zębami i pazurami, więc podejrzewam, że ich uwielbienie może Kinga tłumaczyć.
-
2010/11/11 22:13:19
Liritio, a ja też z fanów Kinga :) Chociaż zdarza mu się przesadzić, ale takiej poezji nie produkuje. Chyba że coś przeoczyłam :)
-
joanna_golaszewska
2010/11/14 22:21:44
A ja wezmę, żeby poznać:)

Ale chcialam coś jeszcze dodać - to było chyba Pensjonat nad Wierzbowym jeziorem - tam z kolei wszystkie dziewczyny zachodziły w ciążę jako nastolatki. Plaga jakaś miejscowa, czy co?
Jedna nastolatka-matka to przejmuje, rodzi współczucie, chęć niesienia pomocy. Ale trzy, cztery? To już budzi smiech:)
-
2010/11/15 23:54:20
Oj, nie, absolutnie, zdania King pisze składnie, normalne, całkowicie sensowne. I jakieś cztery jego książki uważam za absolutnie fantastyczne, kilka za dobre w gatunku - za którym ja jednak nie przepadam, ale to mój problem, nie Kinga. Natomiast niektóre... Koszmar! (akurat u niego dosłownie :) lekturę opowiadań "Marzenia i koszmary" wspominam jako prawie traumatyczną, deszcz spadających żab i chodząca zabawka-głowa, która gryzie... Za dużo, za dziwne - według mnie w ogóle bez sensu. A w wielu jego książkach, nie opowiadaniach, zdecydowanie długość przewyższa treść, stąd ten zarzut grafomanii :)
-
2010/11/16 14:27:21
Ja opowiadania Kinga czytam wyrywkowo, z doskoku, po jednym, i rzeczywiście bywają lepsze i gorsze. On buduje niesamowicie szczegółowe światy, stąd ta długość, wszystko musi być opisane... mnie to akurat nie przeszkadza. Już prędzej makabryczne wymysły z kosmosu a la "Desperacja" :)

Joanna_golaszewska - może to jezioro jakieś takie... magiczne ;-)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli