Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Opowieść żony - Lori Lansens

Na "serii z miotłą" rzadko zdarza mi się zawieść. Wyjątkiem były "Białe zeszyty", reszta trzyma pewien poziom - przyzwoite, dobre, czasem wybitne powieści kobiet o kobietach. Na pewno nie to, co mamy zwykle na myśli, rzucając hasło "literatura kobieca", czyli mieszanka odchudzania i szukania Księcia Na Białym Koniu plus Zabawne Perypetie.

"Opowieść żony" mniej więcej wpisuje się w serię. Na okładce widzimy zamyśloną, monstrualnie grubą babę, i o niej właśnie powieść opowiada. Bohaterka, 43-letnia Mary Gooch, sprzedawczyni z małego miasteczka, jest chorobliwie otyła. W przeddzień srebrnej rocznicy ślubu, po latach pozornie udanego choć bezdzietnego małżeństwa porzuca ją mąż, zostawiając na pocieszenie konto, a na nim wygrane na loterii 25 tysięcy dolarów.

Odpowiedź a) Mary wpadnie w depresję, dobije do 200 kilo i umrze na wylew (powieść ambitna), odpowiedź b) Mary schudnie o 80 kilo w trzy tygodnie bez diety i wyczerpujących ćwiczeń, zmieni fryzurę, wyhoduje tipsy, skończy studia, odnajdzie męża, rozkocha go w sobie na nowo jako chuda blondynka (literatura kobieca), odpowiedź c) Mary przejdzie wewnętrzną przemianę i odnajdzie siebie? Bingo, odpowiedź C jest prawidłowa, wygrali państwo grubą książkę i parę godzin przyjemnej lektury. Mary zdobywa się na refleksję nad sobą i swoim życiem i wyrusza na wyprawę w poszukiwaniu męża, powoli osiągając spokój wewnętrzny (a przy okazji chudnie, ale tylko tyle, żeby zachować pozory realizmu).

Problem w tym, że odpowiedź jest przewidywalna od samego początku. Bo ta książka jest akurat na tyle pogłębiona psychologicznie i refleksyjna, żeby dała się bez specjalnego zaniżania poziomu wydać w serii z miotłą i żeby inteligentna kobieta mogła ją przeczytać bez wielkiego wstydu i wyrzutów sumienia.

Owszem, autorka stawia pytania i zastanawia się: nad przyczynami otyłości, nad kanonem piękna, nad samoakceptacją, nad tym, czy zachłanność i posiadanie dają szczęście, nad uzależnieniami. Nie bez powodu w książce występuje też słusznie ukarany rozedmą płuc nałogowy palacz i równie okrutnie ukarana narkomanka. Pojawiają się obserwacje na temat postrzegania otyłości w społeczeństwie, małżeństwa, czy powierzchownego feminizmu Mary, który nijak się ma do rzeczywistości. Refleksje nad cielesnością, postrzeganiem siebie. Tylko, że wszystko to jest odrobinę zbyt oczywiste, nie wykracza zbytnio poza to, czego możemy się dowiedzieć z pierwszej z brzegu kolorowej gazetki. Wszystko jest o oczko zbyt przewidywalne, zbyt łopatologiczne, zbyt banalne w sumie. Może po prostu dzisiaj potrzeba naprawdę wielkiego talentu, żeby napisać znakomitą powieść psychologiczno-społeczną, bo wszystko już było i zblazowany czytelnik ziewa na sam widok pewnych tematów?

Do tego męczące dobro.

Przyznaję, jestem wredna. Nie lubię książek, filmów pełnych bezinteresownego dobra, optymistycznych przesłań, solidarności wspaniałych, silnych kobiet. Wyznaję starą zasadę, że dobro jest nudne, zło jest ciekawe, a wszelkie "ciepłe, wzruszające opowieści" o "odnajdywaniu siebie" spod znaku "czasem kopniak od życia bywa najlepszym, co nam się przydarza" trącą mi amerykańskim hurraoptymizmem i naiwnością, więc jestem stronnicza. Dla mnie było tu tego za dużo - przychylnych nieznajomych, spotykanych przypadkiem dobrych ludzi, trudnych pojednań z teściową, nieprzyjemnych przygód kończących się dobrze, wspólnoty. To moje, subiektywne zboczenie - wiem, że są ludzie, którzy mają potrzebę czytania rzeczy pozytywnych, mnie akurat bardziej kręci czytanie o tym, jak bohater książki "Dziecię boże" gwałci nadgniłe trupy w samochodzie na pustkowiu, albo o tym, jak dwieście lat temu grzebano żywym pacjentom w mózgach łyżeczką, więc nie należy się tu moim gustem zanadto sugerować.

Ogólnie książka dobrze i szybko się czyta, pozostawia przyjemne wrażenie, podczas czytania człowiek się pilnuje, żeby za często nie sięgać po czekoladki, oliwki, serek pleśniowy, czy co tam kto podjada przy lekturze. Autorka ma niezły warsztat, potrafi skłonić do uśmiechu i wzruszenia... ale mimo wszystko jest to niewiele więcej niż czytadło na jesienny wieczór.

---

PS ostatnio się znęcam. Może nie powinnam, w końcu żaden ze mnie autorytet, ale mało mnie ostatnio zachwyca, więcej nuży i irytuje. Powinnam tu polecać arcydzieła, zamiast tego częściej marudzę nad książkami, które wydają mi się prawie dobre, prawie zachwycające, prawie... ale brakuje im czegoś nieuchwytnego, i ten brak je przekreśla, rozczarowuje nawet bardziej niż sytuacja, kiedy książka jest z gruntu kiepska. Może to wina listopada, może nadmiaru lektur, nie wiem, wiem, że z "olśniewających debiutów", "wydarzeń literackich roku", "powieści nagradzanych", "głęboko poruszających historii" itp. entuzjastycznych zapowiedzi coraz trudniej mi wyłuskać coś, co naprawdę dałoby mi pełnię czytelniczej satysfakcji. A może po prostu czas przestawić się z książek na seriale?

 

poniedziałek, 22 listopada 2010, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
lilybeth
2010/11/22 10:49:01
Bezinteresowne dobro i wewnętrzna przemiana to coś dla mnie - dobrze, ze o niej napisałaś (mimo że nie w superlatywach), bo tytuł nie brzmiał dla mnie zachęcająco i nawet bym nie sprawdziła, o czym to.
-
2010/11/22 11:16:18
"mnie akurat bardziej kręci czytanie o tym, jak bohater książki "Dziecię boże" gwałci nadgniłe trupy w samochodzie na pustkowiu" :-))) Wybacz, ale zachwyciłam się tą prostotą upodobań:-) Którą, przyznaję z bólem, podzielam i też mam pewne problemy przy trawieniu dzieł propagujących głęboką wiarę w dobro i miłość...Chociaż czasami robię wyjątki, np dla "Smażonych zielonych pomidorów". Ale i tak przeczytam, bo twoja negatywna recenzja mnie zachęciła:-)
-
izabella_g
2010/11/22 13:37:45
Nie żałuj sobie:). Dobrze sie czyta takie recenzje przy zalewie słodzenia z każdej strony:). Zresztą- sama mam ostatnio podobną fazę- wszystko mnie wkurza.
-
ine-zzz
2010/11/22 14:14:58
Ja w momentach zwątpienia zawsze sięgam po klasykę. Rzadko mnie zawodzi.
A co do seriali - myślę, że rozczarują Cię jeszcze bardziej;)

Pozdrawiam
-
2010/11/22 14:29:45
Smutna to prawda ale coraz trudniej o naprawde dobre ksiazki. Kiedys, dawno temu, byly szare okladki a w srodku, prawdziwa literatura przez duze P. Teraz ksiazki przypominaja pudelko czekoladek, piekne opakowanie, szumne opisy a w srodku niestrawna papka. Dlatego dziekuje Ci za Twoje recenzje, prawdziwe i krytyczne, oszczedzilas mi wielu rozczarowan:).
Pozdrawiam serdecznie.
-
butters77
2010/11/22 21:56:42
dulcinea_del_toboso napisała:
dawno temu, byly szare okladki a w srodku, prawdziwa literatura przez duze P

Dulcineo, wybacz, ale ta "literatura przez duże P" bardzo mnie rozbawiła :-)))
-
agnes_plus
2010/11/22 22:49:51
A jak już trafisz na to arcydzieło, to napisz, jak zatyka z zachwytu... :)
-
2010/11/22 22:50:29
Doskonale Cię rozumiem, bo sama ostatnio mam problem z zachwycającą mnie od a do z lekturą :) Zawsze jakieś "ale".
-
2010/11/22 23:22:16
Odpowiadam nie po kolei:

Agnes_plus - napiszę, obiecuję, jak skończę czterech czy pięciu pozaczynanych pisarzy środkowoeuropejskich, to wezmę się za "Mesjaszy" i mam nadzieję że to będzie nareszcie TO :) No i mam taką jedną książkę już przeczytaną, która jest świetna, ale zupełnie nie wiem, jak o niej napisać... wymyka mi się.

Butters, Dulcinea, :-)))) literatura przez duże P jest cudna :) a może po prostu Piękna :)
chociaż nie generalizowałabym z tymi szarymi okładkami, teraz jest tego po prostu tak dużo, że statystycznie łatwiej trafić na gniota albo książkę prawie dobrą.

Teraz_Asia - no tak, mam proste upodobania, na usprawiedliwienie dodam że te trupy to sam Cormac McCarthy, objawienie literatury amerykańskiej i światowej, nowy Faulkner i takie tam :)

Ine-zzz, z serialami masz rację, coś ostatnio nie ma dobrych, chyba że "Boardwalk Empire" okaże się taką rewelacją jak wynika z recenzji.

-
2010/11/23 09:47:30
Hej, no, to z sympatią było. Przecież napisałam, że podzielam:-) A Boardwalk Empire rozczarowuje..po dwóch, trzech odcinkach, nuda, panie, nuda i smutkiem wieje. Zostań przy książkach:-)
-
claudete
2010/11/24 13:18:27
Seria z Miotłą jest niewątpliwie tym, co przytrafiło się najlepszego w literaturze "kobiecej" ostatnich lat. Bez zbędnego zastanowienia obławiam się w kolejne tomy, więc myślę, że i do "Opowieści żony" wkrótce dojdę.

Pozdrawiam :)
-
2010/11/24 16:56:28
Teraz_Asia, no wiem, wiem, dałam przecież uśmieszek :) A z tym Boardwalk Empire to nie jest dobra wiadomość, bo już się cieszyłam...

Claudete, z jednej strony oczywiście masz rację, z drugiej, ja chyba jednak zacznę się uważniej zastanawiać, pozdrawiam również :)
-
atram_78
2010/11/25 21:51:51
Witaj!
Właśnie przeczytałam Pierwszą! Moje zachwyty ( a jakże!) tutaj: lubimyczytac.pl/ksiazka/37455/trzy-polowki-jablka

Pozdrawiam!
P.S. - czy planujesz Czwartą?
-
2010/11/26 01:04:15
Atram_78, miło mi, już pędzę poczytać :)
a pytanie o Czwartą jest ekhm, trudne :) powiedzmy że jest na etapie planowania...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli