Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Dziewczyny z Portofino - Grażyna Plebanek

 

Musiałam to w końcu przeczytać, po kilku kolejnych uwagach, że moja Druga jest (zależnie od życzliwości wypowiadających się) plagiatem, podobna, żywcem zerżnięta, zainspirowana i tak dalej. Przeczytałam i wiem, że nie jest, chyba że ktoś sądzi po samej powierzchni (4 dziewczyny dorastające w PRL-u), mogę sobie dalej żyć spokojnie i dla porządku opisać wrażenia z lektury.

Agnieszka Graff napisała na okładce "historia dziewczyn z mojego podwórka". Cóż, to nie moje podwórko i nie moje czasy, bohaterki dorastały jeszcze w głębokim PRL-u. Tego typu książki na granicy między fikcją a wspomnieniem są szalenie pokoleniowe, wystarczy rozziew kilku lat, żeby przestały być "moje" dla czytelnika, żeby już nie odnalazł w nich znajomych klimatów.

Atmosfera blokowiska lat 70-80 jest mi zupełnie obca, dlatego nie udało mi się tu jakoś z nikim utożsamić, głębiej wzruszyć ani znaleźć swoich miejsc. Czytałam "z zewnątrz" i bez większych emocji.

Cztery dziewczyny - Agnieszka, Beata, Hanka i Mania dorastają w bloku na warszawskich Stegnach. Szkoła, mniej i bardziej szkodliwi rodzice, pierwsze miłości, pierwsze rozczarowania, pierwsze prace, dylematy związane z wyborem drogi życiowej. Poznajemy dziewczyny kiedy sprowadzają się na osiedle, w wieku 6-7 lat, książka kończy się gdy mają ponad 20, świeżo po upadku komunizmu. W tle panorama przemian - kariery bazarkowe, partyjni i opozycyjni działacze, problemy rodzin sprowadzających się do wielkiego miasta. I obraz Warszawy, co bardzo lubię w książkach, żałowałam trochę, że tak skromny i że tej Warszawy pozaosiedlowej tak niewiele.

Jest i tajemnica, ukrywana przez ojca jednej z dziewczyn, a potem przez nie wszystkie, do chwili, kiedy wyda się pod wpływem pewnych wydarzeń.

Jak zawsze u Plebanek, najbardziej podobały mi się obserwacje życiowo-obyczajowe, z bazaru, z zakładu fryzjerskiego, z samego życia. To też w książkach bardzo lubię. Z drugiej strony, gdybym miała się czepiać, bohaterki wydały mi się nieco zbyt podobne - oko narratora płynnie przechodzi z jednej na drugą i czasem trudno się zorientować, że mowa już o kimś innym niż chwilę wcześniej. Podobał mi się zamiar stworzenia czwórki "silnych kobiet", które mimo trudnych chwil nie stają się wrogami, ale... czasami miałam wrażenie, że może trochę zbyt gładko przechodzą nad nierównościami życia, a dramaty są ledwie zasygnalizowane. Ale może tak właśnie miało być.

Myślę że to lektura obowiązkowa dla czytelniczek pokoleniowych, roczników pewnie późnych 60, które mogą odnaleźć tam siebie i swój świat. Dla innych już chyba niekoniecznie.

 

 

piątek, 03 grudnia 2010, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2010/12/03 08:42:14
Z Plebankową spotkałam się tylko raz w "nielegalnych związkach" i w sumie czytając opisy wspomnianej przez Ciebie straciłam ochotę na kontynuację znajomości :)
Pozdrawiam :)
-
2010/12/03 09:36:37
mnie się podobała i książka Plebanek i Twoja, ale nie dało się porównać. To jakby wszystkie książki o miłości określić mianem "plagiatu". Tak więc mogę zachwycać się i "Dziewczynami..." i "Rowerem".
-
2010/12/03 11:37:35
Czytałam tę książkę jako pierwszą z tych napisanych przez Grażynę Plebanek. Autorka ma łatwość narracji i dobrze się ją czyta. Choć nie jestem pokoleniem lat późnych 60 tylko wczesnych 70, to odnalazłam tam atmosferę i realia z dzieciństwa. Bohaterki trochę nienaturalne i tajemnica zbyt nadzwyczajna i wydała mi się naiwna.
W każdym razie jako następną przeczytałam ,,Przystupę" a potem ,,Nielegalne związki". ,,Przystupa" podobała mi się najbardziej z tych trzech książek, a ,,Nielegalne związki" bardzo zadziałały na emocje.
-
2010/12/03 12:45:01
No to ja po nią sięgnę, bo jestem 67, czyli coś dla mnie.
Wyczuwam u Ciebie niepokój ostatnio, jakbyś szukała potwierdzenia swojej wartości. Nie musisz, Twoje powieści naprawdę wyróżniają się na rynku, odpuść i ciesz się sukcesami. Nie ma pisarki, która podobała by się wszystkim, nie ma takiej, która nie podlegałaby krytyce tych czy innych czytelników, tak już jest. Ale z drugiej strony ile kobiet reaguje bardzo emocjonalnie na Twoje powieści, czego sama byłam świadkiem. Nie jakieś tam chłodne - fajna była, ale i łzy były, a u jednej czytelniczki nawet swego rodzaju wiwisekcja, byłam w szoku. Tak więc widzisz, potrzebne są ludziom Twoje powieści, pisz i się na nic nie oglądaj
-
2010/12/03 13:43:31
Koridiana - i ja uważam "Przystupę" za najlepszą powieść Plebanek, a z "Nielegalnymi związkami" jest śmiesznie - wielu ludziom, w tym mnie się ta książka nie podoba, ale nie pozostawia nikogo obojętnym, bardzo żywo się o niej dyskutuje.

Kasiu.eire - tak, dla Ciebie jak najbardziej.
dziękuję za wszystko, co napisałaś, pisać mi się ostatnio nie chce, czyżby osławiona "blokada"? ;-)

Chiara - no właśnie, mocno powierzchowne te porównania, ale zauważam że masa ludzi czyta powierzchownie.
-
izabella_g
2010/12/03 14:25:16
O rzekomym "podobieństwie" do Plebanek moje poprzedniczki napisały wszystko, więc nie będę się powtarzać:).
Co do samych "Dziewczyn"- podobaly mi się tak mniej wiecej do połowy, dalej historia coraz bardziej się rozmywa, migawki z ich życia są coraz krótsze, koniec, zamiast stanowić jakieś podsumowanie, całkiem sie rozpływa.
(uwaga spojlery)

No i clou programu, nie wiem czym uzasadnić (poza potrzebami publicystycznymi) fakt, że każdej z bohaterek trzeba było koniecznie wrzucić do CV jak nie saksy w burdelu, to chociaż skrobankę bądź neiślubne dziecko.
-
izabella_g
2010/12/03 15:45:53
Jeszcze a propos odbioru Twoich książek- może i wyniki sprzedaży nie są satysfakcjonujące (nie wiem, tak zgaduję, ale wcale by mnie to nie zdziwiło, takie czasy, że ludzie kasy nie mają), ale wśród czytelników SĄ poszukiwane. Na "Czerwony rower" w mojej bibliotece 3ba się zapisywać.
Mój egzemplarz "Kukułki" wstawiłam do Kolejkowa (taka grupa pożyczająca sobie książki), i natychmiast zapisało się do kolejki z 15 osób, co oznacza, że książkę ujrzę z powrotem za jakieś 2 lata.
Tak więc ... *tu można wstawić to co Kasia napisała, nie będę kopiować:)
-
2010/12/03 19:19:59
heh, no i wyszło, jakbym się dopraszała o pochwały i pocieszenia, a ja tylko chciałam rzucić spostrzeżenie. Jakoś nie łapię tych niuansów komunikacyjnych, zawsze mi wychodzi taka nieplanowana kokieteria ;-)

Izabella_g - o tak, też mnie uderzyły te ciąże i skrobanki. Ale kto wie? To my dorastające po '89 jesteśmy pokoleniem całej tej wszechobecnej retoryki pro-life, nam się to rzuca w oczy. Dla bohaterek mógł to być zwyczajny i powszechny zabieg. "Saksy w burdelu" IMO niepotrzebne, jeden z wariantów drogi życiowej? Ekstremalny dość, powiedziałabym, i dość łagodna wersja w porównaniu z tym, co znamy choćby z "Oczyszczenia".
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli