Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Nuda - Alberto Moravia

Zanim umrę na katar, spróbuję nadgonić zaległe recenzje - zobaczymy, ile się uda.

Z premedytacją nie przeczytałam przedmowy. Bo po zapoznaniu się z przedmową Mądrego Krytyka zawsze mam wrażenie że przecież nie dopowiem już nic ciekawego do wstępu, zawierającego Wszystko co Ważne. Możliwe więc, że coś pomijam, spłycam albo odbiegam od właściwej interpretacji.

Tak na marginesie - przedmowa dodaje książce powagi. Książka opatrzona wstępem musi być godna uwagi, nikt przecież nie pisze wstępów do szmir (oprócz podrzędnych amerykańskich autorów, którzy w takim wstępie koniecznie dziękują mamie, babci i pani od angielskiego, choć z poziomu książki zwykle potem wynika, że nie mają za co).

Właściwie nie wiem, jak do tej książki zachęcić, choć wbrew tytułowi podobała mi się bardzo, czyta się doskonale i zostawia po sobie to "coś", na czym mi najbardziej zależy.

Bo pozornie to jest prosty romans jako pretekst do trzystu stron psychologicznej introspekcji, męskiego marudzenia, do streszczenia w trzech zdaniach. Trzydziestopięcioletni Dino, w geście buntu wobec bogatej, nieczułej matki mieszka w ubogiej pracowni, zajmując się malarstwem. Mimo to, nadal jest od matki uzależniony finansowo, co ona bez skrupułów wykorzystuje do kontrolowania syna. Pewnego dnia Dina dopada niemoc twórcza, nieco później poznaje atrakcyjną nastolatkę, z którą nawiązuje romans.

Tyle jeśli chodzi o tzw. akcję. Większość dzieje się w głowie bohatera. Dina od dzieciństwa dręczy tytułowa nuda, definiowana przez niego jako brak poczucia więzi z rzeczywistością. Stale rozpaczliwie poszukuje sposobów na nawiązanie tej więzi, na dostrzeżenie realności otaczających go ludzi i przedmiotów. Niestety ani malarstwo, ani romans oparty głownie na seksie, nie zapewniają mu tego, czego pragnie. (Tu powinnam użyć zwrotu w rodzaju "studium alienacji" albo "kryzys egzystencjalny", ale na szczęście nie jestem krytykiem i nie muszę).

Cecylia, przypadkowo poznana nastolatka, jest doskonałym uosobieniem tej nudy. Obojętna na wszystko, niemal na granicy upośledzenia umysłowego i doskonale amoralna, kieruje się w życiu tylko żądzą własnej przyjemności. W pewnym momencie, doprowadzona do ostateczności nieustannymi przesłuchaniami ze strony kochanka, pyta:

"Czy to moja wina, że lubię być z wami oboma? Każdy z was daje mi coś innego". (s.211)

(i aż się ciśnie na usta: o ileż świat byłby prostszy, gdybyśmy wszyscy mogli po prostu tak żyć...)

"Posiadanie" Cecylii stanie się obsesją Dina, a jedynym sposobem na zatrzymanie jej choć na moment będzie seks - pozbawiony czułości, rutynowy, mechaniczny choć zapewniający przyjemność fizyczną. "Kto inny w obliczu coraz większej niewystarczalności stosunku fizycznego szukałby innego wyjaśnienia tego pragnienia, które rosło tym bardziej, im częściej było zaspokajane. Ja jednak podążałem już drogą, o której wiedziałem, że jest błędna i zgubna, dlatego upierałem się, aby szukać w fizycznym posiadaniu, o którym wiedziałem, że jest złudne, owego prawdziwego posiadania, którego tak rozpaczliwie potrzebowałem." (s. 192) Paradoksalnie, to groźba utraty Cecylii i jej konsekwencje pozwolą malarzowi nawiązać kontakt z realnością świata. "W rzeczywistości, jak nagle zrozumiałem niemal z uczuciem zdumienia, ostatecznie zrezygnowałem z Cecylii; i co dziwne, właśnie dzięki temu Cecylia zaczęła dla mnie istnieć." (s. 285)

Kontrast między zblazowanym artystą z bogatego domu, a prostą dziewczyną poszukującą w życiu tylko przyjemności tworzy napięcie, uczucie ewoluuje od zaciekawienia przez fascynację po zaborczość i obsesyjną zazdrość. Tak naprawdę to romans, opowieść o "gonieniu króliczka", którego nie sposób złapać, historia o tym, że zawsze najbardziej pragniemy tych rzeczy i ludzi, którzy są najbardziej niedostępni, i o tym, że seks nie zawsze jest równoznaczny z największą bliskością i posiadaniem kogoś na własność.

Można też oczywiście czytać pod kątem "społecznym", jako krytykę hedonistycznego stylu życia znudzonych bogaczy, ale tu konkluzja wydała mi się rozpaczliwie banalna - nie da się kupić za pieniądze miłości, ani synowskiej, ani uczucia kobiety. Pieniądze pełnią tu rolę wabika, narzędzia szantażu i zniewolenia bohatera, tak całkowicie zależnego od swojej zamożnej matki. Za to w kontekście ostatnich doniesień socjologów i dziennikarzy o nowym pokoleniu włoskich trzydziestolatków pozostających na utrzymaniu rodziców z braku perspektyw na samodzielne życie - powieść jest przerażająco aktualna. Mnie jednak zawsze najbardziej interesują relacje między ludźmi, psychika i motywacje bohaterów.

Podczas czytania przyszło mi do głowy, że najlepsze powieści psychologiczne napisano właśnie 40-50 lat temu. Dzisiejszy czytelnik (i dzisiejszy autor) chyba nie ma już cierpliwości potrzebnej do śledzenia i opisywania tych wszystkich niuansów uczuciowych, powolnej ewolucji bohaterów, rozmyślań. Ale czasami warto cofnąć się w czasie.

piątek, 10 grudnia 2010, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
izabella_g
2010/12/10 12:27:14
Muszę sprawdzić, czy już dorosłam do Moravii, bo moje dotychczasowe z nim spotkania były raczej drogą przez mękę (no ale to było x lat temu).
Jeśli chodzi o przedmowy- to był chyba standard w czasach komuny. Teraz czasem zaglądam do tych starych książek, i przedmowy zawierają często treści zdumiewające, niewiele mające wspólnego z książką, za to dużo z bieżącą polityką.
-
2010/12/18 10:16:13
Izabello, nie wiem czy to kwestia "dorośnięcia", bo ja czytałam Moravię z przyjemnością jeszcze w liceum (ale w tej chwili pamiętam tylko tytuł, a i to wyłącznie dzięki temu, że co jakiś czas widzę tę książkę u mamy na półce). Pewnie kwestia odpowiedniego stanu ducha i upodobań, i tyle.
Rzeczywiście, za komuny były bardzo zaangażowane przedmowy, teraz raczej wyróżniają książkę z masy.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli