Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Reanimacja - Danuta Mikołajewska

Mam ogromny problem z tą książką. Może na wyrost w jednej z poprzednich notek nazwałam ją "gniotem", ale coś jest z nią nie tak. Mimo entuzjastycznych opinii takich sław, jak śp. Krzysztof Kolberger i Juliusz Machulski, nie potrafię się do niej przekonać.

"Reanimacja", jak wynika z notki na okładce, jest przerobioną wersją (próbą reanimacji?) tekstu, który w 1989 r. powstał z myślą o serialu telewizyjnym.

Historia młodej lekarki, idealistki, zatrudnionej najpierw w prowincjonalnym szpitalu, później w ośrodku badawczym, a na koniec w hospicjum, opowiedziana jest z punktu widzenia jej męża. Sama w sobie - jako studium olbrzymiego zaangażowania w pracę, dylematów, wypalenia, mogłaby być bardzo ciekawa, niestety zamiast zainteresować, zmęczyla mnie.

Po pierwsze, mam wrażenie, że zamiar był zbyt ambitny. Próba zmieszczenia na 400 stronach wszechstronnego portretu środowiska lekarskiego, ze wszystkimi możliwymi patologiami (łowcy skór, korupcja, protekcja, układy, podkradanie sobie wyników badań, itp.) opisu dwóch ustrojów politycznych i okresu transformacji, studium rozpadu małżeństwa i czegoś w rodzaju "powieści moralnego niepokoju" jest praktycznie skazana na niepowodzenie. W efekcie wszystkiego jest w tej książce za dużo, a zarazem za mało, bohaterowie drugoplanowi pojawiają się tylko na chwilę, żeby zilustrować jakieś zjawisko (skorumpowany, opieszały chirurg, chciwy sanitariusz, małomiasteczkowa karierowiczka), po czym znikają niemal bez śladu. Może w serialu takie rozwiązanie sprawdziłoby się doskonale, w książce denerwuje.

Po drugie, "Reanimacja" zatrzymała się gdzieś w połowie między powieścią a wykładem poglądów narratora. Prawie każdy fragment kończy się lub zaczyna oceną, zwykle bardzo jednostronną i czarno-białą: albo potępiającą, albo idealistyczną. Konsumpcja jest zła, firmy farmaceutyczne wciskają ludziom truciznę, lekarze zapracowują się za marne pieniądze, dziennikarze to hieny i tak dalej. Po przeczytaniu całości można zrozumieć sens tego zabiegu, mimo to jednak zdecydowanie wolę książki, które pozwalają mi samodzielnie wyrobić sobie opinię na jakiś temat, zamiast podsuwać mi gotowy zestaw ocen, zresztą ani szczególnie przenikliwych, ani pogłębionych.

Po trzecie - jak na powieść osadzoną w środowisku lekarskim, za mało tu dla mnie szpitalnego "mięsa" i krwi, zwłaszcza w części drugiej. Odniosłam wrażenie, że sceny szpitalne z rzadka tylko przerywają napuszony słowotok. Zakończenie po części rekompensuje te braki, i jest jedynym fragmentem książki, który autentycznie "wbija w fotel". Niestety, trzeba do niego dobrnąć.

Po czwarte - język. Utrzymany w nieznośnej manierze, w dodatku niekonsekwentnie. Z jednej strony urywane, krótkie zdania, z drugiej wykwity w rodzaju: "Głowę w tył odchylając, obrożę rąk na mej szyi zawiesza" (s. 12) i męcząco nadużywany szyk przestawny, którego osobiście nie znoszę. Równie manieryczne stosowanie terminów w rodzaju: Metropolia, Korporacja, Ubezpieczalnia, mających zastąpić prawdziwe nazwy miejsc i instytucji. I znowu niekonsekwencja - albo realizm, albo wymyślony-świat-bez-nazw-własnych.

Podsumowując, "Reanimacja" to jedna z tych książek, które obiecują zbyt wiele, po czym nie są w stanie ani jednej z tych obietnic dotrzymać. Książka niezdecydowana, czym właściwie ma być, stojąca w niepewnym rozkroku między traktatem a powieścią, realizmem a uniwersalnymi prawdami, między 1989 a 2010, między serialem a epopeją, w efekcie rozczarowuje. Szkoda, bo chętnie przeczytałabym powieść lekarską na miarę serialu "Ostry dyżur", ale na razie pozostanie mi zadowolić się archiwalnymi odcinkami tego ostatniego na DVD.

niedziela, 09 stycznia 2011, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/01/09 21:53:17
oj tak, ostry dyżur w formie powieści baaaardzo by mnie zaciekawił. Juz wiem, co o niej myślisz, tym bardziej jestem ciekawa tego, co mnie na stronach tej powieści czeka :-)
-
2011/01/09 22:13:52
Kasiu już miałam pisać do Ciebie na FB, żebyś przez chwilę tu nie zaglądała, ale nie zdążyłam :(
Jutro z samego rana poleci do Irlandii, i wtedy ja będę ciekawa, co Ty o niej powiesz :)
-
padma
2011/01/09 22:15:45
Ja ją też właśnie czytam, i przyznam, że kiedy wcześniej napisałaś, że wkrótce napiszesz recenzję pewnego gniota, tak sobie pomyślałam, że to chyba o "Reanimacji";) Ale nie będę jeszcze przesądzać, bo wciąż daleko mam do jej końca...
-
2011/01/09 22:22:19
Życzę ci by w tym roku spodobała ci się jakaś książka całkowicie, bo ostatnio chyba tak nie było.. Nie wiem czemu , ale właśnie poprzez twoją recenzję wydała mi się ciekawa ta książka, niż wtedy gdy czytałam o niej na necie:) Nie zgadzam się jednak ze twierdzeniem '' zbyt ambitne zamiary''- ? Na dobrą sprawę można było by się przyczepić pod tym względem do każdej książki na tym świecie. pozdr.
-
2011/01/09 23:45:42
Padmo, czyżbyś miała podobne odczucia? Mam nadzieję, że zamieścisz u siebie recenzję, chętnie porównam wrażenia.

Lotta-n-s dziękuję, i ja sobie tego życzę, bo albo zrobiłam się wyjątkowo upierdliwa i czepialska ostatnimi czasy, albo coraz trudniej trafić na naprawdę dobre książki.
Ale, żeby nie było, ostatnio bardzo podobały mi się, na przykład, "Służące", a i dwie lektury, które teraz zaczęłam, bardzo dobrze rokują :)
-
2011/01/10 10:31:43
Wiesz, różnie bywa, czasem człowiek się wypala czytelniczo, czasem nie ma się nastroju- różne są okresy. Myślę jednak, że warto pamiętać iż książka jest po to by ją czytać i czerpać z tego jakąś radość i przyjemność- czasami wnikać za bardzo nie ma sensu:)
W tym roku przeczytałam '' Saszeńkę " Simona Montefiore, która strasznie mi się podobała oraz '' Córkę nastawiacza kości''- Amy Tan
-
agawa79
2011/01/10 14:41:28
"Głowę w tył odchylając, obrożę rąk na mej szyi zawiesza"
gdzie przycisk "LOVE"? :D
-
2011/01/10 15:22:41
Lotta-n-s, ale co począć, kiedy same książki utrudniają czerpanie z czytania jakiejkolwiek przyjemności? Ja też chciałabym trafić na coś,, co zachwyci, myślisz że masochistycznie lubię wyrzucać pieniądze i marnować czas na czytanie gniotów?
Poza tym jestem z natury czepialska i lubię przebijać baloniki marketingowych zachwytów, zwłaszcza kiedy są rozdęte ponad miarę :)
Z dwóch wymienionych przez Ciebie podobała mi się powieść Amy Tan, "Saszeńka" znacznie mniej.
-
agawa79
2011/01/10 15:34:52
A ja już w ogóle nie potrafię czytać, nie wnikając. I faktycznie, coraz trudniej czerpać przyjemność z czytania. ;)
-
2011/01/10 17:57:55
Nie tracą czasu na gnioty ci co czytają ksiązkowe blogi :-) Jakoś nie miewam ochoty na czytanie "zjechanych" książek np. tylko dlatego żeby sprawdzić czy nie miałabym innego zdania na ich temat bo przecież nawet nie nadążę przeczytać książek polecanych.
-
2011/01/10 22:21:02
Agiq - u mnie to zależy od tego, kto książkę "zjechał" albo poleca :) Kwestia (nie)podobnego gustu, wiem, że np. wiele z tych "zjechanych" u mnie podoba się potem mojej mamie.

A i popatrzyłam sobie po ostatnich notkach i okazuje się, że wcale nie jestem aż taka czepialska - krytykowałam ostatnio tylko Folletta i Conroya.
-
2011/01/11 18:55:55
Myślę, że to też kwestia podejścia. Jedni czytają pod kontem '' a za dużo przysłówków w jednym zdaniu'', nie ta metafora, tylko jeden wątek w książce albo zbyt wiele, składnie nie ta, itp. Inni ludzie czytają bardziej nastawieni na emocje, na to jak płynie opowieść, ja raczej do tych właśnie się zaliczam. Nie wyobrażam sobie czytać opowieści i zwracać uwagę na to czy te same słowo powtórzyło się w jednym akapicie dziesięć razy. Możliwe, że jestem na to za głupia;)
-
2011/01/13 16:25:11
Witaj,

Mam pytanie związane z jednym artykułem, a w komentarzu nie mogę napisać.

kontakt gtx onet.pl
-
2011/01/13 18:46:28
Lotto, myślę że tyle podejść, ilu czytelników, i żadne nie jest ani "mądre" ani "za głupie" :) Ja tak czytam automatycznie tzn. kiedy coś mi przeszkadza, nie umiem się skupić na płynącej opowieści, bo wytrąca z rytmu, a kiedy zaczyna przeszkadzać bardzo i często, to zaczynam już liczyć te przysłówki :)

Reactor_gtx - napisz proszę na maila gazetowego tzn. mdl2 (małpa) gazeta.pl
Okropnie go zaniedbuję ale spróbuję pamiętać żeby zajrzeć :)
-
izabella_g
2011/01/18 12:03:16
Nie czytam nigdy z nastawieneim na czepianie się:).
Ale jak mi się np oczy same zamykają przy lekturze, to chyba oznacza, że jest coś nei tak? Albo jak czytam 50 stronę i nic nie rozumiem? (to nie było a propos reanimacji:).
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli