Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
The Distant Hours - Kate Morton

 

 "All true readers have a book, a moment like the one I describe, and when Mum offered me that much-read library copy mine was upon me. For although I didn't know it then after falling deep inside the world of the Mud Man, real life was never going to compete with fiction again." (s.31)

Teraz wiem już na pewno - mam nieuleczalną słabość do powieści Kate Morton. "Distant Hours" dostałam w prezencie od Kasi.eire, w zamian za inną książkę. Wyobraźcie sobie ponury, styczniowy poranek, z gatunku tych "najbardziej depresyjnych w roku...", dzwonek do drzwi, paczkę w tekturowym opakowaniu z Amazon, niecierpliwy szczęk nożyczek, bo prezent miał być niespodzianką, a w środku...

przepięknie wydana, gruba, pachnąca nowością książka, czy raczej Księga. Nie żaden paperback do noszenia w torebce i zakładania skasowanym biletem, ale Księga, taka do czytania w przepastnym fotelu, z kubkiem gorącej herbaty i opakowaniem wiśni w czekoladzie, wieczorem, kiedy leje deszcz albo sypie śnieg, a dzieci odrabiają lekcje, a człowiek powinien, teoretycznie, uczyć się do zaliczenia z prawa.

Walczą we mnie dwie czytelniczki. Jedna zblazowana, pozująca na pseudointelektualistkę, która kręci nosem na wszystko poniżej Nobla i nosi w torebce "Pianistkę", i druga, która chce po prostu usiąść wygodnie i zagłębić się w Opowieść. Chce wzdychać, uśmiechać się, podkreślać ołówkiem to, co ją wzruszy, obgryzać paznokcie ze strachu, chce wejść w opisywany świat tak głęboko, żeby go zobaczyć, usłyszeć i poczuć, żeby na koniec, po odwróceniu ostatniej kartki, zamrugać oczami, rozejrzeć się nieprzytomnie dookoła nie wiedząc, skąd się wziął ten jasno oświetlony pokój i gdzie się podziały ostatnie trzy godziny. Chce czytać w łóżku, odwlekając sen, choć następnego dnia budzik znowu zadzwoni o siódmej, bo czuje się, jakby znowu miała piętnaście lat, a książki były dla niej po prostu oknem na inny świat, inne czasy, inne życie.

Kate Morton pisze dla tej drugiej. Dla tej, która gdzieś tam w głębi odrzuca czarno-biały podział na książki dobre i te, które się dobrze czytają. Dla tej, która pragnie Opowieści. Tajemnicy.

W miasteczku Milderhurst stoi ponure zamczysko. Mieszkają w nim trzy siostry-staruszki, córki dawno zmarłego Raymonda Blythe'a, autora nieśmiertelnej książki dla dzieci "The True Story of the Mud Man". Najmłodsza i najbardziej utalentowana literacko żyje we własnym świecie, odkąd pięćdziesiąt lat wcześniej jej ukochany nie przyszedł na kolację, podczas której miał się oficjalnie oświadczyć. Wciąż czeka, ubrana w odświętną suknię. Dwie starsze, bliźniaczki, poświęciły całe życie opiece - nad ojcem, nad zamkiem, a na koniec nad młodszą, przyrodnią siostrzyczką.

Trzydziestoletnia Edith dzięki pewnemu zagubionemu listowi przypadkiem odkrywa, że jej matka, Meredith, spędziła w zamku pewien czas podczas drugiej wojny światowej, jako jedno z dzieci ewakuowanych z bombardowanego Londynu. Odwiedza zamek, po czym wraca do niego, żeby napisać wstęp do nowego wydania książki Blythe'a. Siostry powierzą jej strzeżone od wielu lat tajemnice... a przy okazji młoda kobieta spojrzy inaczej na swoją matkę i pozna ją na nowo.

Podobnie jak w "Domu w Riverton" i "Zapomnianym ogrodzie" Morton sprawnie buduje akcję, przeskakując od teraźniejszości do przeszłości, pokazuje bohaterów na różnych planach czasowych, pomalutku uchylając rąbka tajemnicy. Tym razem bawi się klimatami powieści gotyckiej: mroczne, rozsypujące się zamczysko, ponura tajemnica, zagubione listy, obłąkanie, i tajemniczy "Człowiek z błota" z powieści dla dzieci tworzą niesamowitą atmosferę, choć oczywiście wszystkie zagadki i sekrety mają najzupełniej realne rozwiązanie. Tym razem pisarce udało się mnie zaskoczyć - niby się domyślałam, niby przeczuwałam, a jednak nie do końca zgadłam.

Na planie współczesnym Edith odbudowuje relacje z matką, dostrzega w niej zupełnie inną osobę. Z kolei Meredith przechodzi przemianę, przede wszystkim dzięki temu, że odważyła się spojrzeć na dawno zamkniętą przeszłość, przyznać się do ówczesnych marzeń i zacząć je realizować. Ale, przyznam z pewnym wstydem, dużo bardziej zaciekawił mnie wątek sióstr Blythe i tajemnica zamku, może dlatego że w tym odkrywaniu siebie na nowo i realizowaniu się poprzez pisanie nie znalazłam nic szczególnie nowego. Natomiast "ta druga" czytelniczka we mnie ze wszystkich sił chciała się dowiedzieć, dlaczego Thomas w 1941 roku nie przyszedł na kolację :)

Autorka ma dar opowiadania, tworzenia sugestywnych postaci i obrazów. Odwykłam od czytania po angielsku, z lenistwa czytam przekłady, więc na myśl o przeczytaniu 650 stron w oryginale trochę się bałam. Niepotrzebnie, bo książka wciąga od pierwszej strony, i kiedy już weszłam w opisany świat, przestałam zauważać język. Bardzo dawno nie zdarzyło mi się czytać w oryginale tak samo szybko i łatwo jak po polsku i tak samo bez wysiłku rozwijać przed oczami "film".

Dla nałogowych czytelników i wielbicieli książek bonus w postaci głównej bohaterki zakochanej w książkach, dużo o czytaniu, o pisaniu, jak widać z zamieszczonego na wstępie cytatu. Książki są tu wszechobecne, bardzo wyraźna jest też typowa dla wielu anglojęzycznych autorów fascynacja pisaniem.

Wielka literatura to nie jest, ale bardzo dobra opowieść. Nie mam pojęcia, jak Australijce udaje się pisać takie na wskroś brytyjskie powieści, ale trzeba przyznać, że wychodzi jej to doskonale.

wtorek, 22 lutego 2011, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/02/22 19:49:29
Oj, tak, podpisuję się pod recenzją, mam podobne wrażenia po lekturze! Tylko jakaż to była cięęężka książka...! A widziałaś filmik promujący powieść? dabarai.blox.pl/2010/11/Distant-Hours-Kate-Morton.html Tak mi się spodobał, że włożyłam go na bloga :)
-
2011/02/22 21:20:36
Bardzo ciekawa recenzja :-) Ja na razie czytałam tylko "Dom w Riverton" - też w oryginale i to samo zauważyłam - że książka jest tak sprawnie napisana, że nie zauważa się, że to obcy język, bo zamiast liter widzi się niemalże film :) Hm, nabrałam ochoty na tę lekturę.
-
izabella_g
2011/02/23 09:04:48
Nie wierzę, że mogłabyś miec problemy obcując na codzień z angielskim.
Też czytałam obydwie wcześniejsze ksiązki KM po angielsku (z wygodnictwa, same wpadły mi w rękę w szmateksie, do tego za grosze). "Zapomniany ogród" bardzo mi się podobał, "Dom w Riverton" niestety znudził, ale mam nadzieję, że tendencja jest zwyżkowa:).
-
2011/02/23 11:46:12
Dabarai, teraz już widziałam! Wcześniej czytałam Twoją recenzję, ale bez klikania na film - a jednak, warto! Ciężka, tak, ale tak ładna wizualnie, że aż przyznam się do tego, że ukradkiem ją głaskałam, co mi sie zdarza niezmiernie rzadko :)

Kocie_kreskowy, bardzo polecam, chyba jest nawet lepsza od "Domu w Riverton".

Izabella_g, może nie problemy, ale jednak zwykle po angielsku czytam wolniej niż po polsku i mam większe trudności z "filmem". Są książki, które okropnie mnie męczą w oryginale, np. "We must talk about Kevin", której w końcu nie doczytałam.
I gdzie są szmateksy, w których można kupić książki po angielsku, w dodatku za grosze?
-
izabella_g
2011/02/28 11:18:33
Mdl2- jeśli chodzi o te szmateksy- myślę, że wszędzie. Na moim osiedlu (Grochów) mam kilka takich punktów, więc pewnie i w Twoich rejonach się coś znajdzie. Oczywiście królują romanse i chicklit, ale wprawne oko zawsze coś wypatrzy- choćby Morton (a ceny od 1-5 zł, w zależności od miejsca).
-
2011/10/21 23:17:58
a jak ja przegapiłam ten wpis? Cieszę się, że ci się podobała :-)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli