Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Room - Emma Donoghue

Z cyklu "książka na wykład". Książka na wykład musi spełniać kilka warunków: musi być w miękkiej oprawie, żeby nie obciążać wypchanej torby, musi być ciekawa (ciekawsza od etyki zawodu tłumacza i prawa amerykańskiego, czyli, w zasadzie, każda książka spełnia ten warunek...) ale nie trudna, bo czytanie pod ławką/w autobusie nie sprzyja skupieniu, musi się dać przeczytać w kilka godzin. "Room" wszystkie te warunki spełnia.

Jack właśnie skończył pięć lat. Z tej okazji mama zmierzyła go przy framudze drzwi i upiekła tort, na którym zamiast świeczek znalazło się pięć kolorowych cukierków. Chłopiec ma ciekawe, wypełnione zajęciami życie - zabawy z mamą, czytanie, ćwiczenia fizyczne i gry zajmują mu większość dnia. Całym światem Jacka jest od urodzenia pokój o rozmiarach około 10 metrów kwadratowych. Tu przyszedł na świat, tu je, śpi, bawi się, spędza cały czas z mamą, z którą nigdy się nie rozstaje. Każda rzecz ma tu swoje miejsce i swoją nazwę. Drzwi na zewnątrz otwierają się tylko wieczorem, kiedy przychodzi tajemniczy mężczyzna nazywany przez chłopca "Starym Nickiem". Wtedy łóżko skrzypi, a Jack udaje, że śpi, w szafie, choć zza jej drzwi czasem dobiegają podniesione głosy. Chłopczyk wierzy, że Pokój to świat, a na zewnątrz nie ma nic, tylko kosmos, w którym krążą rozmaite planety, które czasem można obejrzeć w telewizji.

Jednak teraz, kiedy jest już dość duży, może dowiedzieć się więcej o świecie, z którego wiele lat temu Stary Nick porwał jego mamę. Może też pomóc uratować oboje... W zasadzie nic więcej nie powinnam zdradzać, bo cała przyjemność z lektury, przynajmniej w pierwszej połowie książki, polega na czekaniu w napięciu, co się dalej wydarzy i Czy Się Uda. W drugiej połowie napięcie spada, można przestać obgryzać paznokcie i skupić się na psychologii bohaterów i powolnym oswajaniu zewnętrznego świata.

Autorka zdecydowała się na ciekawy zabieg - narratorem historii uczyniła pięcioletniego chłopca. Wszystkiego dowiadujemy się właśnie od Jacka, z jego opowieści i relacji z rozmów z mamą. Chłopiec jest bardzo prawdziwy - jak każdy pięciolatek bywa uroczy, mądry, nad wiek rozwinięty, ale bywa też koszmarnym, roszczeniowym i niewdzięcznym malutkim egoistą, którym parę razy miałam ochotę potrząsnąć. Matka natomiast jest wręcz święta - bezgranicznie oddana synowi, idealna i przez to dla mnie lekko niewiarygodna. Jak na osobę po takich przejściach - zdecydowanie zbyt asertywna, cierpliwa, spokojna, pewna swoich racji i opanowana. Jeśli nawet pozwala sobie na załamanie nerwowe, to tylko symbolicznie. Chociaż z drugiej strony - taka Natascha Kampusch w wywiadach też sprawia wrażenie osoby wyjątkowo zrównoważonej, więc może jest to możliwe. Tak czy owak, postać matki niebezpiecznie przypominała mi "matki idealne" znane mi z forum, wygłasza nawet dobrze znane, i mile widziane w społeczeństwie poglądy w rodzaju: "nigdy nawet przez sekundę nie nudziłam się z moim dzieckiem". Przez to ten "manifest miłości macierzyńskiej" (z okładki, wybaczcie kulawe tłumaczenie) wydawał mi się chwilami manifestem pewnej ideologii macierzyństwa, za którą nie przepadam*, macierzyństwa opartego też na skrajnie bliskiej więzi fizycznej, łącznie ze wspólnym spaniem i karmieniem piersią kilkulatka. Autorka zresztą poświęca tej ostatniej kwestii bardzo dużo miejsca, dlatego można odnieść wrażenie, że sytuacja zagrożenia i uwięzienia jest tylko pretekstem do afirmacji. Za to później bardzo zręcznie, jednym zdaniem padającym z ust matki, uprzedza i z góry ośmiesza wszelkie próby krytyki, ustawiając krytykujących w roli żądnych sensacji hien. Taki drobny, rozbrajający nawet szantażyk :) Podobało mi się natomiast pokazanie, jak matka i dziecko mogą być dla siebie wzajemnie źródłem siły - ale i jak mogą uzależniać się wzajemnie od siebie i czerpią nadmiernie z tego drugiego.

Teraz, we wtorkowy wieczór, siedem godzin po odebraniu Dzieci ze szkoły, wydaje mi się, że całe to uwięzienie można czytać ogólnie, jako metaforę pierwszych lat macierzyństwa. Siedzimy przez wiele godzin w jednym, dwóch pokojach, zdane na łaskę i niełaskę małego człowieka, którego nieustannie zabawiamy i na życzenie udostępniamy mu dwa krany z mlekiem przymocowane na stałe do naszych żeber. Wydeptujemy ścieżki w podłodze wokół stołu. Czasem oglądamy w telewizji inne planety, na których ludzie rozmawiają, kupują, ładnie się ubierają i chodzą po ulicach, wiedząc, że są one dla nas równie nieprawdziwe i niedostępne, jak Jowisz czy Mars. Wieczorem, kiedy dziecko zasypia, otwierają się Drzwi i przychodzi nasz prywatny "Stary Nick", przynosząc zakupy i odbierając worki ze śmieciami, a potem łóżko skrzypi 378 razy i słychać chrapanie. Czasem prosimy o sto złotych na buty dla dziecka albo nowe kredki. Może nie budzimy się rano z siniakami, ale to tyle naszej przewagi.

"Room" czyta się bardzo dobrze i bardzo szybko (ale ja już wielokrotnie wspominałam, że jestem na maksa nieempatyczna i akurat tego typu książki nie sprawiają mi bólu tylko budzą ciekawość). Akcja wciąga, chcemy się dowiedzieć, co dalej, a bohaterowie, choć czasem bardzo denerwujący, są na tyle "żywi", że można autorce wybaczyć tanie chwyty z szantażem, kampanię promocyjną karmienia piersią i granie na najprostszych emocjach. Temat bardzo modny i medialny, angielski prościutki, z uroczymi dziecięcymi błędami. Akurat na wykład.

---

* wiem - Matki Idealne zlecą się tu stadem i mnie zlinczują. Zaryzykuję.

 

wtorek, 08 marca 2011, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/03/08 20:47:17
mnie czytanie bolało, ale to już pewnie wiesz, bo pisałam niedawno o tym. A linczować nie będę :-) Każdy ma prawo odczuwać i postrzegać świat jak mu się podoba.
-
2011/03/08 20:57:06
wiem, więc spodziewałam się trochę, że mnie też zaboli :-) ale jednak nie ten gatunek, niby ten sam temat był u Wardy ale jakoś boleśniej, ciężej opisany.
Przy okazji zastanawiałam się, czemu "Room" nie wydano po polsku, ale później doszłam do wniosku że ten dziecinny język byłby potwornie trudny do przetłumaczenia, zwłaszcza w drugiej części, kiedy Jack tyle rzeczy rozumie dosłownie. Ciekawa jestem, jak sobie z tym poradzi ewentualny przyszły tłumacz.
-
izabella_g
2011/03/09 09:24:21
Room nie wydano po polsku, bo to jeszcze względna nowość.
Muszę przyznać, że rozwaliłaś mnie tą recenzją (i ciągnącym się za nią łańcuchem skojarzeń:)). Czapki z głów:).
A co do samego Roomu mam coraz bardziej mieszane uczucia, nie dość, że taka tematyka, to jeszcze podstępnie sprzedaje ideologię matek idealnych. Hmmm.
Szukać nie będę, poczekam, aż sama do mnei przyjdzie.
-
2011/03/09 12:54:22
Przepraszam za łańcuch skojarzeń, długie popołudnia spędzane w domu wpędzają mnie w nastrój morderczo-melancholijny :-) Matki idealne to może mój prywatny uraz forumowy, po prostu nie potrafię uwierzyć, że kobieta siedząca od X lat w zamknięciu, gwałcona i torturowana, ma siłę na codzienne wymyślanie kreatywnych zabaw, komponowanie zdrowych posiłków, odpowiadanie na milion pytań pięciolatka, naukę czytania, nigdy nie traci cierpliwości, nie nudzi się, nie dostrzega w dziecku rysów swojego kata... nie wierzę w bohaterów i ludzi-ideały, łatwiej mi uwierzyć w znękane matki z Arlington Park...
-
majullka
2011/03/09 17:12:22
W takich chwilach żałuję, że nie znam angielksiego na tyle, aby móc czytać książki napisane w języku angielskim :/.
Mam nadzieję, że doczekam się polskiego wydania, bo to książka o tematyce, o której lubię czytać.
-
2011/03/09 19:27:09
Majullko, ta książka wg mnie nie wymaga bardzo zaawansowanej znajomości angielskiego. Myślę że czytelnik na poziomie średnio zaawansowanym poradziłby sobie, może z pomocą słownika. Duża część akcji rozgrywa się w zamkniętym pomieszczeniu, narrator jest małym dzieckiem, wszystkie trudniejsze sprawy wyjaśnia mu mama językiem dostosowanym do wieku, dominuje proste, codzienne słownictwo, czego chcieć więcej :)
I w ogóle - zachęcam. Mnie się wydawało, że nie dam już rady czytać po niemiecku. A jednak wciąż rozumiem... tylko leń ze mnie i mi się nie chce więc berlińskie zakupy zarastają kurzem :(
-
2011/03/11 20:40:51
"Pokój" ukaże się w maju nakładem wydawnictwa Sonia Draga. Miłej lektury wszystkim!
-
2011/03/14 20:27:53
Mam wrażenie po recenzji, że ta książka jest ot jedną tam z kolejnych, które przeczytałaś. Dla mnie osobiście jest genialna. Nie mam dzieci, nie jestem matką, ale mnie bardzo uderzyła ta historia, przede wszystkim sposób w jaki została przedstawiona. Emocje, napięcie. Uważam, że w życiu wszystko jest możliwe, że człowiek jest w stanie się przyzwyczaić do wszystkiego i nawet w piekiełku nauczyć się żyć- więc bohaterka- matka wydała mi się niesamowicie prawdziwa, realna.Kompletnie nie skojarzyłam tego z ''idealną mamą z forum co siedem dni wy tygodniu zapewnia swoim dzieciom po szkole tysiąc atrakcji- by the way- nie jest to dla mnie normalne bo nigdy nie wiem czy te kobiety robią to dla siebie czy dla swoich dzieci''. W każdym razie matka chłopczyka dla mnie to przykład wyparcia problemu i próba życia jakby się chciało, za wszelką cenę. Wszystko jest kwestią gustu, oczywiście. Książka dla mnie była świetna. Takie właśnie pozostawiają ślad.
-
2011/03/14 20:57:31
Zapomniałam dodać- twoja recenzja jest bardzo interesująca.
-
2011/03/15 00:43:50
Mn-lotta - przepraszam ale nie mogę się powstrzymać :) obie pewnie doskonale pamiętamy, w jakich sytuacjach Jacka uczono mówić, że coś jest "interesujące" ;-)))

Owszem, masz rację, dla mnie okazała się jedną z wielu, co nie znaczy że dla Ciebie nie jest genialna :) Ale ja tak mam coraz częściej, starcze zgorzknienie się kłania, trzeba mnie kopnąć w mózg podkutym butem, żeby zostawić ślad :) Emocje, napięcie, ależ tak, w pierwszej części jest tego dużo, ale potem napięcie spada. No i kiedy się dobrze przyjrzeć i ochłonąć z napięcia - całość jest zbudowana na jednym zręcznym chwycie, na narracji dziecka, co momentalnie chwyta za gardło i pozwala odwrócić uwagę od kwestii psychiki matki, która z tej perspektywy jawi się jak święta (zresztą podejrzewam że wzmianki o Matce Boskiej nie są przypadkowe). Rozumiem intencję - matka resztkami sił buduje sobie i dziecku namiastkę normalności - ale nie jestem przekonana.
-
chud-sza
2011/07/08 12:24:57
dzięki Twojej recenzji książkę nabyłam i kiedy odczekała na koniec sesji w dwa emocjonujące wieczory i noce przeczytałam (prawdziwiej byłoby napisać, że pochłonęłam). Dawno książka nie wzbudziła we mnie tylu emocji. I bardzo mnie w siebie wciągnęła, myślę o niej znacznie dłużej, niż ją czytałam ;) w obronie jednak matki postawię tezę, iż od mitu idealności różniły ją dni, kiedy była "gone" (zaraz przeczytam tę książkę jeszcze raz, po polsku, przyglądając się właśnie tłumaczeniu, jestem bardzo ciekawa, jak poradził sobie tłumacz). Ale też, pełna podziwu, przyglądałam się jej działaniom wychowawczym. I smakowałam celne obserwacje dziecka (a później babci żyjącej w dostatku i kraju bez ograniczeń totalitaryzmów: "jak można przeżyć dziecinstwo bez klocków lego?" i nie-dziadka - "są tacy, którym się to udaje...") doskonała lektura, naprawdę! Dzięki za tę recenzję, popełnioną dawno temu, acz pozostawiającą w głowie ślad na długo!
-
moniazo
2011/09/15 21:56:38
Bardzo ciekawa ta Twoja recenzja. Na książkę jeszcze nie trafiłam fizycznie, ale znalazłam ją u Padmy. O ile jej recenzja wzbudziła we mnie uczucia w stylu "wprawdzie różnie o niej mówią, ale przeczytam, żeby mieć własne zdanie", o tyle Twoja (szczególnie jej druga część) sprawiła, że chcę przeczytać Pokój żeby odnieść treść książki do twoich spostrzeżeń i albo się z nimi zgodzić, albo polemizować. Tak więc duch przekory zdecydował :) Zresztą bardzo mi się przyda ta książka, bo nie miałam ostatnio czasu na wyszukiwanie nowych lektur i kupka książek "do przeczytania" niebezpiecznie zmalała do trzech :(
-
mdl2
2011/09/15 23:35:01
Moniazo, niech żyje duch przekory :)
Ja - tak jak przewidywałam - po tych kilku miesiącach mam z "Pokoju" tylko mgliste wspomnienia. Nawet nie wiem, czy dałabym radę jeszcze na jej temat polemizować :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli