Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Tęsknota atomów - Linus Reichlin

Miałam nie czytać już kryminałów, bo nie lubię. Ale "Tęsknota atomów" jest na tyle do kryminału niepodobna, że przeczytałam z dużą przyjemnością. Książka zupełnie nie mieści się w mojej definicji gatunku, chociaż jest w niej i lekko zgorzkniały policjant, i tajemnicza śmierć, i poszukiwania.

50-letni Jenssen za kilka dni ma zakończyć pracę w belgijskiej policji (już to zdanie nieźle obrazuje nasze europejskie pomieszanie z poplątaniem: Niemiec o duńskim nazwisku, wdowiec po Belgijce, zatrudniony w Brugii... a wszystkie te powiązania na obszarze mniejszym od każdego chyba stanu USA). Pewnego dnia zgłasza się do niego amerykański turysta, który wraz z dwoma synami wybrał się w podróż dookoła świata. Brian Ritter utrzymuje, że ktoś mu grozi... Następnego dnia Brian ginie, a chłopcy znikają. Trop prowadzi do Arizony i Meksyku.

Jenssen, zamiast spokojnie odejść na emeryturę i poświęcić się swojej pasji, fizyce kwantowej, wyruszy w podróż na inny kontynent w towarzystwie pięknej, władczej, niewidomej kobiety, o której wie tylko tyle, że też chce odnaleźć osobę podejrzaną o porwanie bliźniaków.

 To nie kryminał, bo rozwiązanie zagadki wcale nie jest takie ważne, a tajemnicza śmierć Amerykanina jest tylko pretekstem do podróży. Podróży, podczas której dwie obce sobie i niechętne, samotne osoby, zaczną odnajdywać siebie nawzajem, jadąc i wędrując przez dziwne, obce miejsca. Klimat podobny trochę do "Dzikości serca".

A najciekawsza w tym wszystkim jest pasja Jenssena, fizyka kwantowa, o której opowiada prosto i zrozumiale (a, że akurat w międzyczasie podczytuję "Wielki projekt" Hawkinga i Mlodinowa, to tematy bardzo ładnie mi się splatały). Pozwolę sobie zacytować fragment, z którym utożsamiam się w 100%. To o mnie:

"Większość ludzi, którzy kochają muzyk Bacha, nie gra na żadnym instrumencie. Nie znają się na zasadach kompozycji, fugach i kontrapunktach, a jednak rozumieją muzykę. Ze mną jest podobnie. Nie muszę być fizykiem, żeby zrozumieć i podziwiać zasadę nieoznaczoności Heisenberga. Nie muszę opanować języka fizyki, żeby kochać głębokie prawdy odkrywane przez fizyków. Prawdy dotyczące każdego człowieka. (...)

- Językiem fizyki jest matematyka - ciągnął dalej. - Tylko matematyka potrafi dokładnie opisać zachowanie elektronów w eksperymencie z podwójną szczeliną, bo jest językiem abstrakcyjnym, tak jak abstrakcyjny jest sam elektron. Kto nie opanuje tego języka, może podziwiać fizykę wyłącznie z pozycji obserwatora. Swego czasu z całego serca pragnąłem się go nauczyć, ale potem nadszedł moment, gdy zrozumiałem, że to mi się nigdy nie uda. Widzę liczby i ich nie rozumiem." (str. 227)

Może dlatego tak bardzo mi się ta książka podobała :)

niedziela, 24 kwietnia 2011, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli