Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Trzynaście powodów - Jay Asher

Dobrze, przyznaję, ostatnie lektury dowodzą wyraźnie, że mam "fazę" na czytadła. Jak każda inna faza, i ta minie za jakiś czas, prawdopodobnie kiedy zmęczę te 800 czy 900 stron książki "Co widziały wrony", ale na razie będzie kolejna recenzja kolejnej szybko-się-czytającej książki.

"Trzynaście powodów" to powieść o tym, jakim piekłem może być szkoła średnia, i jak trudno być nastolatkiem.

Licealistka Hannah Baker popełniła samobójstwo. Zanim jednak to uczyniła, wysłała do swoich znajomych ze szkoły paczkę nagranych kaset magnetofonowych, na których wyjaśnia powody swojej dramatycznej decyzji. Taśmy mają trafić po kolei do trzynastu osób z listy. Narratorem jest jedna z tych osób, Clay Jensen, który kochał się w Hannah, ale nie miał odwagi, by jej to wyznać. Słuchając nagrań, Clay błąka się po mieście, odwiedza miejsca wskazane przez nieżyjącą koleżankę, i powoli odkrywa ciemne, brudne sekrety innych uczniów, których, jak mu się wydawało, dobrze znał. Powoli odkrywa też powiązania między poszczególnymi wydarzeniami i osobami, których do tej pory nie dostrzegał i z przerażeniem dowiaduje się, jak wiele pozornie znajomych osób miało swój udział w winie.

Struktura powieści jest bardzo prosta, tekst nagrania przemieszany jest z refleksjami Claya. Z taśm wyłania się obraz wrażliwej, uczuciowej dziewczyny, która pada ofiarą plotki, wulgarnych żartów i ataków, czuje się zdradzona przez każdego, komu próbuje zaufać. Nieoczekiwanie nawet jej nieprzeciętna uroda obraca się przeciwko niej, a wszelkie próby wołania o pomoc zostają zignorowane lub zbagatelizowane przez rówieśników, ale i przez dorosłych. Hannah nazywa to efektem kuli śnieżnej - jedno upokorzenie prowadzi do kolejnego, a każde następne rani coraz boleśniej, aż wreszcie możliwość odebrania sobie życia (rozważana chyba przez każdego nastolatka) zamienia się w decyzję.

Książka o tym, jak łatwo zranić inną osobę, nie zdając sobie z tego sprawy. Jak łatwo przeoczyć oczywiste sygnały, że dzieje się źle i zlekceważyć czyjeś cierpienie w pogoni za własną pozycją w szkolnej hierarchii, za popularnością czy wizerunkiem. Na pierwszy rzut oka przeraża obojętność rodziców i brak kontaktu z dziećmi, ale też i nastolatki im tego kontaktu nie umożliwiają, kłamiąc, ukrywając się i maskując wszystkie swoje pozaszkolne rozrywki uniwersalną wymówką, jaką są "projekty do szkoły".

Poruszająca, na pewno. Z drugiej strony, trudno mi było bardzo poważnie odbierać problemy licealistki, i nie mogłam powstrzymać się od uznania jej za przewrażliwioną. Z trzeciej strony - kiedy człowiek ma kilkanaście lat, tak właśnie myśli i czuje, ma wszystkie nerwy na wierzchu, i niektóre refleksje Hannah, momentami rażące przesadą i infantylizmem, mogłyby równie dobrze pochodzić z mojego pamiętnika sprzed 20 lat.

Zabrakło mi trochę jakiejś dojrzalszej refleksji, klamry, podsumowania, spojrzenia z dystansu, oczyma kogoś niewplątanego w samobójstwo. Dzięki szerszej perspektywie mogłaby to być bardzo dobra książka (jak "Przekleństwa niewinności" Eugenidesa"). Bez niej jest dość dobra i potraktowałam ją jako wskazówkę i przestrogę dla siebie - matki już-prawie-nastolatka.

 

poniedziałek, 25 kwietnia 2011, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
izabella_g
2011/04/25 12:25:44
Hmmm, to ja postaram sie pamiętać o tym Eugenidesie. Asher najwyżej pod kątem prezentu dla zaprzyjaxnionej młodzieży:).
Pozdrawiam świątecznie.
-
2011/04/25 18:33:51
Eugenidesa bardzo polecam, oprócz wymienionej także "Middlesex". Na podstawie "Przekleństw..." powstał też całkiem dobry film w reż. Sofii Coppoli.
-
2011/04/26 18:55:00
"Co widziały wrony" to jedna z moich ulubionych książek!
Też mam właśnie czas czytadłowy, głównie kryminalny...
-
2011/04/28 18:10:08
Ja ostatnio przeczytałam nastolatkową "Szeptem" ale szczerze mówiąc albo już całkiem z tego wieku wyroslam ;-) albo to rzeczywiście straszliwy gniot. I tak sobie pomyślałam czy źle trafiłam czy obecne nastolatkowe powieści obnizyły poziom. Bo np. do książek Józefackiej czy Siesickiej chętnie bym wróciła choć trącą myszką.
A "co widziały wrony" to podobnie jak dla anaman to dla mnie jedna z lepszych powieści! Więc jak się przy niej męczysz to hmm...bo póki co to zgadzałam się z Twoimi recenzjami gdzieś w okolicach 90%.
-
2011/04/28 23:15:19
Te nastolatkowe paranormalne (czy wiecie, że istnieje gatunek literacki "paranormal romance"? :DDD lepsze niż "kryminał lesbijski") są nie do strawienia. Ileż tego można jeszcze napisać?

Ta jest przyzwoicie napisana, wciąga, trzyma w napięciu, skłania do zastanowienia, nie jest to żaden taśmowy produkt z serii "young adult", ale wydaje mi się, że dla czytelnika w wieku pomaturalnym jest trochę zbyt płaska i jednak nie wychodzi daleko poza poziom przemyśleń inteligentnego nastolatka.

"Wrony" już skończyłam, bardzo OK, recenzja wkrótce, choć przyznam bez bicia - pierwsze 100-150 stron było okropnie rozwlekłe i męczące, i poważnie się zastanawiałam, czy chce mi się to dalej czytać, ale dalej znacznie lepiej.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli