|
Blog > Komentarze do wpisu
Homer i Langley - E.L. Doctorow
"Hoarding", czyli obsesyjne gromadzenie przedmiotów, w skrajnych przypadkach prowadzące do całkowitego zagracenia i zaszczurzenia domu, kompulsywnych wypraw na śmietniki i wyprzedaże, można sobie czasem obejrzeć na TLC, w jednym z tych tabloidowych seriali niby-dokumentalnych, w których pozornie obserwujemy terapię i przemianę ludzi z zaburzeniami, a które są przede wszystkim pretekstem do bezkarnego "pogapienia się na dziwadła". U nas to zjawisko chyba nie budzi aż takiej podszytej strachem fascynacji jak w Anglii i USA, może dlatego, że przez długi czas, żyjąc w świecie wiecznego niedoboru, musieliśmy traktować gromadzenie jako sposób na przetrwanie. Czytając, miałam przed oczami szafki mojej Babki: zapasy gumek recepturek, reklamówek, kubeczków po jogurtach, nici, kolorowych wstążeczek od bukietów i innych przeróżnych rzeczy, które zawsze kiedyś mogły "się przydać". Homer i Langley Collyer istnieli naprawdę. Dwaj bracia, jeden niewidomy, drugi chory psychicznie, doprowadzili chomikowanie do perfekcji, przez lata zagracili swój wielki nowojorski dom i umarli w nędzy, ciesząc się sławą dziwaków. E.L. Doctorow w powieści nieco zmienił ich losy - przedłużył braciom życie do początku lat 70-tych (w rzeczywistości zmarli w 1947 r.) i zamienił miejscami młodszego ze starszym. Narratorem jest młodszy (w książce), niewidomy Homer. Homer prosto i szczerze relacjonuje swoje życie - od stopniowej utraty wzroku, przez śmierć rodziców i postępujące dziwaczenie starszego brata - weterana I wojny światowej. Langley osuwa się powoli w maniackie zbieranie wszystkiego, co popadnie, aż zamienia dom w zbiorowisko starych gazet i przeróżnych rupieci, z Fordem model T na środku salonu. Jednocześnie na swój sposób opiekuje się kalekim bratem, opracowuje specjalne diety mające przywrócić mu wzrok, lecz przede wszystkim poświęca czas realizowaniu własnej obsesji, jaką jest stworzenie jednej, uniwersalnej gazety. Po części to jedna z tych książek, które ukazują nam całą panoramę XX wieku widzianego z punktu widzenia jednej, skromnej, lecz niepospolitej osoby. Jak w kalejdoskopie zmieniają się osoby odwiedzające dom braci przy Piątej Alei: czarna kucharka i jej wnuk - muzyk jazzowy, para służących Japończyków internowanych podczas II wojny, postrzelony gangster, osierocona gimnazjalistka, a na koniec - grupka "przygarniętych" z parku hipisów. Wszyscy oni przychodzą i odchodzą, ludzie nie wiążą się z braćmi na stałe, pozostają po nich wspomnienia, spisywane przez Homera na maszynie z klawiaturą Braille'a. Trwałe okazują się tylko rzeczy, które powoli lecz nieuchronnie zagracają dom, zmieniając go w śmietnisko. Studium rozpadu, powolnego zaniku, symbolizowanego przez utratę kolejnych zmysłów - Homer pod koniec życia traci też słuch - i odchodzenie kolejnych osób, odłączanie kolejnych mediów, aż wreszcie bracia znajdują się sami w ciszy i ciemności rozpadającego się pod ciężarem wielu ton rupieci domostwa. Może też historia buntu przeciw normom narzuconym przez społeczeństwo - bracia popadają w konflikt z każdą chyba instytucją, narażają się straży pożarnej, inkasentom, bankom, urzędowi skarbowemu, odmawiając płacenia rachunków, podatków, rat kredytu i przestrzegania przepisów. Buntu skazanego na porażkę, "życie po swojemu" nie jest możliwe, nawet w czterech ścianach własnego domu. A może po prostu opowieść o niszczycielskim wpływie choroby psychicznej, o samotności i wzajemnym uzależnieniu dwóch najbliższych sobie, przeraźliwie samotnych i nieprzystosowanych osób? Obok zdjęcie wnętrza domu braci Collyer tuż po ich śmierci... piątek, 27 maja 2011, mdl2
TrackBack
|
|