Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Jak Matka Boska trafiła na Księżyc - Rolf Bauerdick

Im lepsza książka, tym trudniej mi o niej pisać. Trudno napisać dobrze i polecić naprawdę dobrą książkę. Tym trudniej, jeśli tak naprawdę ciężko powiedzieć, co dokładnie tak mnie w książce zachwyciło, że na razie uważam ją za najlepszą przeczytaną w 2011.

"Jak Matka Boska trafiła na Księżyc" to debiut, ale nie jeden z tych modnych debiutów "nazwanych wydarzeniem stulecia jeszcze przed premierą" i odchodzących w zapomnienie trzy miesiące później. Debiut doświadczonego reportera i badacza kultury Cyganów, dojrzały, bogaty i udany pod każdym względem.

Akcja powieści rozgrywa się w zagubionej w górach wiosce Baia Luna, zamieszkanej przez społeczność złożoną z Rumunów, Niemców i Cyganów (nie używam poprawnego określenia Romowie, bo tłumacz też go nie używa - jako wynalazek ostatnich kilku lat byłoby chyba anachronizmem). Bohaterów, czyli szynkarza, jego wnuka i cygańskiego filozofa-samouka Dimitru, poznajemy w dniu, w którym Związek Radziecki wystrzelił pierwszy sputnik. Jest to również dzień urodzin szynkarza, który przyniesie daleko idące następstwa dla całej społeczności. Gdy jeden z mieszkańców, zbuntowany siedemnastolatek, zgasi "wieczną lampkę" w parafialnym kościele, rozpoczną się wcale nie metaforyczne, mroczne czasy, które potrwają przez kilkadziesiąt lat.

Jest tu i intryga kryminalna, i tajemnica z przeszłości pewnej wiejskiej nauczycielki, opowieść o dojrzewaniu (Pawła, narratora, poznajemy, gdy ma piętnaście lat) i pierwszej miłości i przyjaźni, i historyczno-polityczne przemiany w tle. Całość spaja motyw tytułowej Matki Boskiej na Księżycu - według absurdalnej teorii spiskowej Maryja, jako jedyna, która dostąpiła wniebowzięcia duszy i ciała, miałaby zamieszkiwać na Srebrnym Globie, a cały podbój kosmosu przez ZSRR miałby na celu jej znalezienie. Bohaterowie imają się więc wszelkich, często absurdalnych sposobów, aby tę teorię udowodnić. Stąd też rytm powieści wyznaczają kolejne etapy kosmicznego wyścigu. W tle szaleje komunizm, sterowany przez złowieszczego Conducatora, który odgrywa tu niebagatelną rolę.

Wszystko przesycone jest absurdem. Dawno nie czytałam książki tak idealnie słodko-gorzkiej, z tak dobranymi proporcjami melancholii, grozy i humoru. Spotkałam się z wieloma porównaniami do filmów Kusturicy - sama dotychczas żadnego z nich nie widziałam, ale już po przeczytaniu powieści Bauerdicka próbowałam obejrzeć "Czas Cyganów" i ani szczególnie mi się nie spodobał, ani nie znalazłam wielkich podobieństw. Możliwe, że wybrałam niewłaściwy film. Atmosfera prowincji sprzed lat, zaludnionej dziwnymi ludźmi, a już szczególnie wątek fotograficzny, przywodziły mi na myśl raczej filmy Kolskiego, jeśli już koniecznie musimy zawsze porównywać.

Co więc tak mnie zachwyciło? Atmosfera, środkowoeuropejska magia, wybuchowa mieszanka wątków, miks powagi, dziwactwa i absurdu? Nie wiem. Wiem na pewno, że książka ma w sobie "to Coś", co akurat do mnie przemawia. Ale, uwaga, nie przemawia do wszystkich - Mama oddała mi niedoczytaną, co się bardzo rzadko zdarza. Na pewno warto spróbować.

 

środa, 29 czerwca 2011, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
agawa79
2011/06/29 09:12:34
Coś jest z tym Kusturicą, bo w miarę czytania recenzji miałam coraz silniejsze skojarzenia z tym reżyserem. Ale może to banalne doszukiwanie się wspólnych mianowników we wszystkim, co ma cygańskość w sobie. ;)

A propos porównań, w czytanej przeze mnie aktualnie książce znajduje się genialny akapit o tym, że ludzkość nie potrafi myśleć i opisywać rzeczy inaczej, jak poprzez porównania i analogie, na ogół nieprzystające do siebie, więc nic dziwnego, że im się różne teorie rozjeżdżają. ;) Jak go znajdę, to wkleję w całości.
-
2011/06/29 09:23:22
Agawo, wklej koniecznie, bo podejrzewam, że jest to kolejna mądra i wymagająca książka z gatunku tych, które bardzo chciałabym przeczytać ale jakoś nigdy nie mogę się zebrać :) a tak przeczytam przynajmniej jeden akapit, zawsze coś :)

Bauerdicka porównywano jeszcze z Marquezem i tu byłabym odrobinę bardziej skłonna się zgodzić, ale nie umiałabym tego sensownie uzasadnić - ot, "coś" unoszące się na kartkach :)
-
izabella_g
2011/06/29 09:28:51
czytałam ostatnio Królewskie węże Holdosiego (staroć z serii KIK, również o Cyganach (a nie Romach)). I też miałam skojarzenia z Marquezem! Na Matkę Boska spojrzę przychylnym okiem jak mi wpadnie w ręce:).
-
agawa79
2011/06/29 09:30:54
To "Higieniści" Zaremby. Dobre, ironiczne, zrównoważone, straszne.
-
isabelle19
2011/06/29 10:15:13
Ja byłam zachwyconą tą książką. Jest świetna, szkoda tylko, że jej cena taka wysoka, bo nie wszyscy się skuszą :(
-
monotema
2011/06/30 09:05:47
Fantastyczny tytuł, a okładka przywodzi mi na myśl film Arizona Dream. Szkoda, że limit na książki wyczerpałam, ale to nie oznacza, że do książki nie dotrę.
-
2011/06/30 13:57:12
Izabella_g, spojrzyj przychylnie, ta Matka Boska zasługuje na uwagę ;-)

Agawo, no tak, mogłam się domyślić :) ale i tak poproszę akapit.

Monotema, Isabelle19 - owszem, jest droga, ale na pewno pojawi się w bibliotekach.
-
2011/06/30 15:36:48
No nie, ostatnio miałam w rękach i odłożyłam, błąd najwyraźniej!
Tytuł mnie rozbawił, ale potem jakoś nie zachęciło kilka przerzuconych kartek, jednak już Twoja recenzja jak najbardziej.
Szczególnie, że książki z dziwacznymi tytułami często umilały mi czas i okazywały się miłymi odkryciami.
-
2011/07/01 18:02:57
Bałkański realizm magiczny, niestety zepsuty przez tłumaczenie (jak mniemam) - cała masa rażących anachronizmów (jak choćby mowa o weekendzie w latach pięćdziesiątych, ale to tylko jeden z wielu wpadek). Mimo to książka warta uwagi, choć pióro wyczuwalnie reporterskie, a nie epickie.
-
2011/07/01 18:05:54
Oczywiście - moja wpadka dotyczy przypadka (rym niestety zamierzony).
-
2011/07/02 10:01:07
Ferragus, Twój komentarz mógłby być punktem wyjścia do całkiem ciekawej dyskusji. Wychodząc od podanego przykładu, zastanawiam się nad tym "weekendem" i stwierdzam, że mnie nie razi użycie tego słowa w odniesieniu do lat 50, z dwóch powodów: po pierwsze historia jest opowiadana z perspektywy czasów późniejszych o kilkadziesiąt lat, a po drugie dlatego, że nie mamy w polszczyźnie zwięzłego, prostego określenia na "dwa dni wolne na końcu tygodnia", które w dodatku byłoby używane od wielu lat i tak dobrze zakorzenione w języku jak "weekend". Podejrzewam, że w niemieckim oryginale znalazło się słowo "Wochenende", ale mogę tylko przypuszczać. Dla mnie jest to kwestia tego, na ile autor (czy tłumacz) powinien dostosować tekst do języka i mentalności współczesnego mu czytelnika, i w jakim stopniu dopuszczamy takie dostosowanie.

Ale ja jestem czytelniczką kapryśną i nierówną, jestem skłonna wielu wpadek nie zauważyć, jeśli książka jest dobra, albo znęcać się nad pojedynczymi literówkami, jeśli całość nie przypadnie mi do gustu :)
-
2011/07/03 16:57:38
Cóż, weekend to nie jedyny anachronizm. Ksiązki nie mam, była pożyczona, a już oddana, nie mogę więc przytoczyć innych rażących przykładów, choć jestem pewien, że znalazłem ich wiele. Nie wiem, kto jest ich autorem - być może translator. W żadnym razie nie tłumaczyły się one rodzajem zastosowanej stylistyki. No i psuły przyjemność lektury.
-
2011/07/03 22:22:59
Mam coraz większą ochotę obejrzeć oryginał i przejrzeć jeszcze raz uważnie polską wersję żeby pogadać o konkretnych przykładach :) ale na razie mój egzemplarz też poszedł "w obieg", więc pewnie na ochocie się skończy...
-
2011/07/08 05:20:59
Nic nie czytasz? Dlugo milczysz, moze bys cos napisala, co? :)
-
agawa79
2011/07/09 11:04:06
ag_ag, a od kiedy niepisanie równa się nieczytanie? :p
;)
-
2011/07/09 11:31:02
czytam ale mi się okropnie nie chce pisać... :)
zaraz coś tam podszlifuję i opublikuję, bo dwie notki czekają w szkicach
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli