Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Podmorska wyspa - Isabel Allende

Isabel Allende przeszła długą drogę od naznaczonych realizmem magicznym sag rodzinnych do najnowszych, opasłych powieści historycznych dokumentujących pewne wydarzenia w historii obu Ameryk. Przyznam, że poprzednia, "Inez, pani mej duszy", nie zachwyciła mnie, wydała się dość nużącą w czytaniu próbą połączenia fikcji i faktu.

"Podmorska wyspa" opowiada o powstaniu i wyzwoleniu niewolników na Haiti i o rozwoju Luizjany, sprzedanej Amerykanom przez Napoleona. Akcja toczy się na przełomie wieków, mniej więcej w latach 1770 - 1810, a historia opowiedziana jest z punktu widzenia dwojga bohaterów.

Na pierwszym planie mamy historię francuskiego plantatora trzciny cukrowej, którzy przybywa na Saint-Domingue, żeby objąć plantację po umierającym ojcu. Toulouse Valmorain wydaje się człowiekiem oświeconym, ludzkim panem - przynajmniej na tle epoki - ale szybko okazuje się, że mimo pozornie nowoczesnych metod zarządzania, i jego posiadłość nie jest wolna od brutalnego traktowania niewolników. Gdy wyspę ogarnia powstanie, Valmorain ucieka do Nowego Orleanu, gdzie na niewolniczej pracy wyrastają kreolskie fortuny.

Drugim - i znacznie ciekawszym - wątkiem jest historia niewolnicy Valmoraina, Zarite. Kobieta trafiła na jego plantację w wieku dziewięciu lat. Miała pełnić rolę osobistej służącej nowo poślubionej żony plantatora, jednak gdy ta pogrążyła się w chorobie psychicznej, Zarite stopniowo przejęła obowiązki opiekunki dziecka, gospodyni domu, a także, wbrew swej woli, została jego konkubiną. Powstanie i emigracja przyniosą jej obietnicę wyzwolenia, na które jednak będzie musiała czekać wiele lat.

Ogromną zaletą powieści jest barwne, szczegółowo odmalowane tło historyczne i liczne nawiązania do systemu wierzeń voodoo, czy, jak proponuje wydawca zgodnie z obecną wiedzą na temat wierzeń afrykańskich - vodou. Obszerny słowniczek zamieszczony na końcu książki wyjaśnia podstawowe pojęcia i przedstawia najważniejsze bóstwa tej religii, a ponadto zawiera informacje na temat postaci historycznych nieznanych europejskiemu czytelnikowi. Podobnie na uwagę zasługuje dopracowane w najdrobniejszych szczegółach tło społeczne - jak na przykład zjawisko, o którym nigdy wcześniej nie słyszałam, tak zwany system "placage" polegający na tym, że zamożni, młodzi biali mieszkańcy Nowego Orleanu przy pełnym poparciu społecznym utrzymywali oficjalne kochanki, rekrutujące się spośród młodych, wolnych Mulatek.

To także opowieść o sile kobiet - niewolnic i wyzwolonych, czarnoskórych i Mulatek - które w tym rządzonym przez białych świecie muszą z całych sił walczyć o przetrwanie i znalezienie sobie miejsca, wykorzystując do tego urodę, pracowitość i wszystkie możliwe zdolności. Żadna z nich, czy to uzdrowicielka, szwaczka, kurtyzana czy służąca, nie może liczyć na przychylność losu i cieszyć się spokojem.

Książka czyta się doskonale, szybko, przedstawiony dramat tysięcy czarnoskórych kobiet wykorzystywanych przez białych panów jest wstrząsający, ale nie mogłam się oprzeć wrażeniu, że fabularnie powieść lokuje się gdzieś pomiędzy "Niewolnicą Isaurą" a wybitnymi książkami Toni Morrison, bliżej serialu. Może to kwestia licznych zwrotów akcji i bardzo telenowelowych wątków melodramatycznych (dzieci oddawane na wychowanie innym rodzinom i odnajdywane po latach, zakazana miłość). Można też powiedzieć po prostu, że ważny okres w historii Ameryki został tu przedstawiony w bardzo atrakcyjnej i przystępnej dla przeciętnego czytelnika formie :)

Przeczytać niewątpliwie warto, choćby po to, żeby dowiedzieć się czegoś na temat historii i ówczesnych realiów społeczno-obyczajowych. Tym bardziej, że opisywane wydarzenia mają związek z historią Polski - w tłumieniu powstania na Haiti uczestniczyli żołnierze Legionów Polskich, choć w książce mowa jest najczęściej po prostu o wojskach Napoleona.

czwartek, 14 lipca 2011, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
j.szern
2011/07/14 09:41:41
Na przełomie studiów i liceum zaczytywałam się w książkach Allende. W swoich wspomnieniach pisała bodajże o telenowelach radiowych, które były wówczas bardzo popularne, a z których ona czerpała - ale mam wrażenie, że we wcześniejszych jej książkach podchodzi do telenowelowych schematów z pewnym dystansem - wyolbrzymia je, trochę parodiuje - ale nie traktuje ich serio. Ale - ja się zatrzymałam na "Portrecie w sepii" - nowszych powieści nie znam.
Ostatnio udało mi się znaleźć na straganie w stanie idealnym "Paulę" za prawdziwy bezcen, z czego się ucieszyłam - bo to książka, do której kiedyś lubiłam wracać, a musiałam ją wtedy wypożyczać z biblioteki (3 razy) :)
Jeśli znajdę którąś z nowości w bibliotece to się zapoznam - skoro już się z tą instytucją przeprosiłam ;)
-
2011/07/14 10:26:49
Też mam za sobą etap fascynacji Allende, ale już po studiach, jako dorosła. Z tego, co pamiętam, "Paula" była zupełnie inna od pozostałych, bardzo osobista, szczera i pełna bólu. Ja już wtedy kupowałam, więc "Paula" stoi na półce, obok kilku innych.
Mam wrażenie, że "Podmorska wyspa" jest serio, a może ja umiem czytać tylko serio? Chciałabym przeczytać jeszcze "Zorro" - bo ta mi jakoś zupełnie umknęła
-
the_book
2011/07/14 10:44:26
Jestem właśnie po lekturze "Podmorskiej wyspy". To jest druga książka Allende, którą czytałam - pierwszą była "Córka fortuny". Pierwszy tekst mnie rozczarował - nuda i przewidywalność. Też niestety nie dostrzegłam dystansu, ironii. Ale "Podmorska wyspa" to całkiem zacny tekst. Szczególnie zachwyca wspomniane przez ciebie tło historyczne. Pewnie istnieją pewne niedociągnięcia, ale to dobra książka. Jestem bardzo bliska twojej opinii. Pozdrawiam :)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli