Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Srda śpiewa o zmierzchu w Zielone Świątki - Miljenko Jergović

Udało mi się w tym roku idealnie wybrać zestaw wakacyjny. Wszystkie książki, które zabrałam, były dokładnie takie, jak lubię - bogate, skomplikowane, wciągające, pokazujące jakiś nieznany fragment świata i rzeczywistości, wzruszające, zabawne, magiczne, ciekawe. Trudno byłoby mi wybrać najlepszą z nich. Najsłabszą jest chyba "Zapach cedru".

Zanim zacznę o Srdzie, refleksja-pytanie-zdziwienie. Jak to możliwe, że w małym, prowincjonalnym mazowieckim miasteczku jest wszystko, czego do szczęścia potrzeba - banki, salony wszystkich sieci komórkowych, sklepy z butami i odzieżą z pierwszej i drugiej ręki, co najmniej dwie pizzerie, całkiem spory dom handlowy, delikatesy, kwiaciarnie, sklep zoologiczny! - a rolę jedynej księgarni pełni smętna półeczka w sklepie papierniczo-zabawkarskim, zastawiona kilkunastoma "ściągami z lektury" i zbiorami zadań? W całym miasteczku jedyną książką, jaką możnaby sobie kupić, było coś, co dodawano do aktualnego numeru "Claudii".

Cóż, podejrzewam, że gdyby ludzie księgarni potrzebowali, toby była. Jak widać, bardziej potrzebują telefonów komórkowych i pizzy. Pewnie, kto chce, wypożyczy z biblioteki, biblioteki na prowincji działają bardzo prężnie, przynajmniej kilka, które poznałam. Kto chce kupić, zamówi z merlina. Ale mimo wszystko szkoda, że na tej smutnej półeczce nie było choćby ze trzech tomów z serii kolekcji jakiejś-tam klasyki, po 9,90, w paskudnej oprawie, albo choćby jakiejś Danielle Steel.



A teraz Srda.

Mam to szczęście, że spędziłam miesiąc w Chorwacji w 1996 r., niedługo po zakończeniu wojny. Mój Tata pracował w pewnej firmie pomagającej w odbudowie i modernizacji zakładów przemysłowych, więc co pewien czas jeździliśmy z Zagrzebia dokądś, w miejsca, gdzie wsie składały się z wypalonych, odbudowywanych albo porzuconych domów bez dachów. Mieszkaliśmy na zagrzebskim blokowisku, z dala od centrum, gdzie jedynym źródłem zaopatrzenia był warzywniak pani Ljubicy (zwanej przez nas panią Lubenicą ze względu na obfite kształty upodabniające ją do podstawowego towaru, jaki oferowała, czyli arbuzów), a restauracyjki składały się z trzech chwiejnych stolików nakrytych czyściutką ceratą, ustawionych na chodniku, wokół grilla, na którym skwierczało mięso, podawane obowiązkowo z surową cebulą. Puszka Coli kosztowała 10 dolarów. Zwiedzaliśmy świeżo odbudowany zamek na wzgórzu, strzeżony przez żołnierzy z karabinami maszynowymi, a każde wiadomości TV zaczynały się od słów: "Dzisiaj prezydent Republiki Chorwacji, doktor Franjo Tudżman..." Po wiadomościach nadawano zwykle "Ostry dyżur" :)

To jedyne wakacje, na których nie miałam aparatu fotograficznego, czego dziś bardzo żałuję - ale może to lepiej, bo mam więcej wspomnień, choć może już zamazanych.

Nigdy nie rozumiałam wojny w byłej Jugosławii. Nie powiem, że po przeczytaniu "Srdy..." rozumiem jej przyczyny, ale może jestem choć o krok bliżej.

Tytułowa Srda (Kapurova) to dziewczynka w nieokreślonym wieku i nieznanej narodowości, żebraczka uliczna znana z szaleńczego tańca na skrzyżowaniu dwóch głównych ulic Zagrzebia. Pewnego dnia  w 2005 r. odnaleziono jej ciało w mieszkaniu w jednym z bloków - została uduszona. Zabójstwo jest tu jednak tylko pretekstem do opowiedzenia historii pięciu osób, które w jakiś sposób się z nią zetknęły.

Lazar, dozorca kostnicy, gdzie złożono ciało. Lovro, inspektor Wydziału Zabójstw. Ile, dostawca pizzy, jeden z ostatnich, którzy widzieli Srdę żywą. Svjetlan (dawniej Lucifero), działacz organizacji pozarządowej, obrońca praw cudzoziemców. Toma, biznesmen, właściciel knajpki w centrum. Historie, losy pięciu mężczyzn splatają się, skupiają wokół zabitej, która pełni rolę okruszka, wokół którego narasta kryształek lodu.

Opowieści o pięciu bohaterach odsłaniają świat Bałkanów, wielki kocioł, w którym nieustannie od lat ścierają się odmienności etniczne. Świat, w którym akcent, imię, nazwisko, miejsce urodzenia dziadka, decydują o człowieku, w którym pewne wstydliwe tajemnice z wojennej i powojennej przeszłości są wiecznie żywe, stale wychodzą na jaw, mimo prób skrzętnego ich ukrywania, a nienawiść wrze pod skorupką pozornego spokoju.

Równoprawnym bohaterem jest miasto - Zagrzeb z jego głównymi ulicami i nowymi blokowiskami, z knajpkami i barwnymi postaciami. To także książka o "napływowych", o tym, jak nowi przybysze oswajają miasto, o poczuciu obcości i stopniowym obłaskawianiu kolejnych fragmentów przestrzeni.

Nasuwają mi się określenia banalne, wyświechtane: epicki fresk, barwny kobierzec, panorama ludzkich losów. Mimo swej banalności chyba najlepiej opisują tę książkę. Niesłychanie dopracowane portrety bohaterów, galeria barwnych, wielowymiarowych  postaci, szczypta ironii i wspaniały portret miasta składają się na oszałamiającą, niesłychanie skomplikowaną całość, która mimo wszystko czyta się doskonale, na jednym oddechu. I pozwala być może choć odrobinę przybliżyć się do zrozumienia bałkańskiego piekła.

Rok temu, podczas kolejnego pobytu w Chorwacji, odwiedziliśmy dwa przedziwne miejsca. Jednem było osobliwe muzeum na wyspie Briuni. W niewielkim pałacyku zgromadzono na parterze mnóstwo wypchanych zwierząt, jakie marszałek Tito otrzymał podczas sprawowania władzy od przywódców innych krajów. Zwierzęta ustawiono w makabryczne, porażające swoją martwotą, scenki. Na piętrze znajdowała się wystawa jak wyjęta z czasow propagandy sukcesu: galeria setek fotografii Tity. Tito zbiera owoce w sadzie, Tito przesyła mandarynki sierotom, Tito wymienia uściski dłoni z innymi przywódcami. My, grupka przybyszów z kraju postkomunistycznego, staliśmy tam w niemym oszołomieniu.

Drugim miejscem było muzeum rzemiosła i historii. W jednej z sal znajdowała się tylko tabliczka, informująca, że znajdowała się tam wystawa strojów ludowych z różnych regionów byłej Jugosławii, lecz zostały one umieszczone w magazynie ze względu na liczne ataki ze strony zwiedzających.

Z obydwu miejsc wyszlam w stanie kompletnego osłupienia i niezrozumienia - jak to możliwe, w 20 lat po upadku komunizmu muzeum dyktatora, tak na serio, bez nawiasu, bez ironii? Jak to możliwe, w kilkanaście lat po wojnie ataki na stroje ludowe wystawione w muzeum? Powieść Jergovicia przybliża nam, obcym, tę rzeczywistość, w której to wszystko jest możliwe.

 

niedziela, 31 lipca 2011, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
bookfa
2011/08/01 00:31:56
Znam Chorwacje przedwojenna. Pozniej nie bylam tam juz nigdy.
Moj byly maz Chorwat i cala jego chorwacka rodzina byli typowym przykladem ludzi, ktorych nie obchodzila polityka a w czlowieku zwracali uwage na dobro a nie narodowosc. I prawie nabozny szacunek dla marszalka Tito, bo tak go nazywali. Najlepszy przyjaciel mojego meza byl Serbem a jego zona Macedonka. Mieszanka, ktora nie przeszkadzala w niczym. Kuzyn mojego meza, adwokat, studiowal prawo na Uniwersytecie Jagiellonskim. Mogl cytowac z pamieci spore fragmenty sienkiewiczowskiej trylogii a jego pierwsza wielka milosc byla Jadwiga, kolezanka ze studiow w Krakowie. I nagle wszystko sie skonczylo. Najpierw moj rozwod a potem wojna...
Bardzo bym chciala przeczytac te ksiazke.
-
naturegirl
2011/08/01 00:57:35
Pewnie jutro się za nią zabiorę. Bardzo chcę przeczytać tę książkę, bo tematy bałkańskie są mi bardzo bliskie, chociaż w sumie nie wiem czemu. Żadnych związków rodzinnych, w Chorwacji byłam raz 2 lata temu na wakacjach, moi rodzice od 4 lat jeżdżą co roku. Jest w tych Bałkanach coś, co pociąga i przyciąga, i jest w tej wojnie, w tych konfliktach coś, co nie daje spokoju, przynajmniej mnie już od wielu lat.
-
2011/08/01 01:40:52
Bookfo, wobec tego musisz przeczytać koniecznie!
To 500 stron o tym, jak jugosłowiańska mieszanka kulturowa była krucha i jak wszystko cały czas, od II wojny buzowało pod spodem, w niuansach i subtelnościach - a potem wybuchło wojną.

Naturegirl, bardzo jestem ciekawa Twoich wrażeń z lektury! Ja też nie mam związków, poza dawną pracą mojego śp. Taty i zeszłorocznym wyjazdem na wakacje, a wojnę znam wyłącznie z tv i śladów oglądanych po jej zakończeniu, ale kraj i temat jest fascynujący.
-
bookfa
2011/08/01 16:03:03
Mam nadzieje, ze bedzie do zdobycia kiedy nastepny raz zjawie sie w Polsce. Z Warda nie mialam szczescia, wiec juz sie troche niepokoje, ze i tym razem moze byc podobnie ;/
-
2011/08/01 22:23:54
Bardzo chętnie bym Ci przesłała i Wardę i Terzaniego ale boję się że poczta znowu nawali :(
-
agnes_plus
2011/08/04 14:12:19
Ja kilka słów do pierwszej części notki - mam siostrzenicę, która wakacyjnie dorabia sobie jako sprzedawczyni w "księgarni". Cudzysłów wstawiłam, bo tam byłam - niezliczona ilość zabawek dla dzieci, kartek imieninowych, artykułów do pisania i malowania, podręczników, ba, nawet biżuterii i spinek do włosów! Książek beletrystycznych brak, całkowicie, zero, nic. A przychodzą do księgarni ludzie i pytają o takie, siostrzenica mówiła, właścicielce sklepu również. No cóż - odpowiedź padła, nie sprzedają się i tyle, książek nie będzie. Przedziwne to i nie umiem tego pojąć, sama bym kupiła, ale widocznie sprzedaż pojedynczych sztuk się nie opłaca, ech.
-
bookfa
2011/08/05 22:24:27
No niestety nie mam szczescia do polskiej poczty choc ostatnio przesylka od porzadku_alfabetycznego doszla. Moze to koniec zlej passy?
Cale szczescie, ze Twoja powiesc chociaz wrocila do Ciebie a nie przepadla gdzies na wieki. Niestety do tej pory nie udalo mi sie przeczytac tej ostatniej. Musze zobaczyc co sie dzieje z egzemplarzem kupionym do mojej biblioteki.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli