Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Supersmutna i prawdziwa historia miłosna - Gary Shteyngart

Najlepsza fantastyka to ta, która przesuwa czas akcji troszkę do przodu, żeby powiedzieć nam coś ważnego o teraźniejszości.

A jeżeli autor jeszcze do tego ma poczucie humoru i niesamowitą wyobraźnię, powstają naprawdę świetne książki. Takie jak ta.

Witajcie w świecie za 10-20 lat. Witajcie w świecie, w którym trzydziestodziewięciolatek jest starcem, nadwaga - wyrokiem śmierci towarzyskiej, książki to przeżytek, a ludzie nie rozstają się z kieszonkowymi urządzeniami zwanymi äpärätami. To coś w rodzaju zminiaturyzowanych i ulepszonych smartphone'ów czy tabletów, umożliwiających nieustanny kontakt z siecią. Witajcie w świecie, gdzie konsumpcja jest wszystkim, a liczba punktów w "rankingu kredytowym" określa wartość człowieka. Z äpärätow nieustannie sączy się potok wideoblogów, streamów, reklam i danych, funkcja społecznościowa umożliwia natychmiastowe porównanie swojej atrakcyjności fizycznej z urodą otaczających nas ludzi, a wszelkie dane na nasz temat podawane są w formie rankingów. Witajcie w świecie, w którym ostatnim krzykiem mody są przezroczyste dżinsy, komentarze na temat aktualnej sytuacji społecznej prezentowane są w formie ostrego gejowskiego porno, a nastolatki marzą o najnowszym modelu stanika z otworami na sutki, żeby podnieść swoją pozycję w szkolnym rankingu Fuckability.

Witajcie w Ameryce wykupionej przez Chiny, w której płaci się yuanodolarami, a przed wizytą prezesa chińskiego banku centralnego czyści się ulice z "niepożądanych elementów". I wyobraźcie sobie, że w tym świecie spotykają się: zagubiony, dobiegający czterdziestki staruszek, żywy relikt naszej epoki a może nawet lat 90. XX wieku, i dwudziestoczteroletnia dziewczyna z bardzo konserwatywnej koreańskiej rodziny (co nie przeszkadza jej w pełni uczestniczyć w tym nowym wspaniałym świecie).

Lenny Abramov, nowojorczyk, syn rosyjskich emigrantów zatrudniony w korporacji oferującej "osobnikom o wysokim stopniu zamożności" przedłużanie życia za pomocą najnowszych technologii. Lenny do złudzenia przypomina bohaterów filmów Woody'ego Allena - nieśmiały, zagubiony i lekko nieudaczny intelektualista. Podczas wyjazdu służbowego spotyka Eunice Park. Ona z kolei idealnie pasuje do wymogów rzeczywistości - jest odpowiednio chuda, młoda, atrakcyjna, aktywnie działa w sieciach społecznościowych i zna się na wszystkich nowinkach. O jej problemach rodzinnych dowiemy się dopiero po pewnym czasie.

Między dwojgiem bohaterów iskrzy, ich romans napędza wzajemna fascynacja - z jednej strony mamy czułość i pożądanie starszego mężczyzny, z drugiej mieszankę podziwu i lekkiej odrazy młodej dziewczyny wobec partnera starszego o kilkanaście lat, który w tym świecie i dla niej jest niemal odpowiednikiem dzisiejszego siedemdziesięciolatka. Tymczasem, w tle, Stany Zjednoczone borykają się z poważnymi kłopotami gospodarczymi i społecznymi, które doprowadzą do katastrofy...

W warstwie romansowej autor wykorzystuje cały potencjał zderzenia dwóch tak odmiennych postaci i trudności wynikających z tak dużej różnicy wieku między partnerami. To nie może skończyć się happy endem. W warstwie obyczajowej to brawurowa satyra na cały nasz wspólczesny świat, pokazująca, w jakim kierunku zmierzamy z naszymi profilami na fejsie, blogami, telewizją i obsesją na tle atrakcyjności fizycznej. Są tu bezcenne perełki - w pracy rozmowy toczą się głównie na temat poziomu trójglicerydów i zażywanych suplementów diety. Tak zwani "ludzie Media" nieustannie nadają ("streamują") wideoblogi, będące potokiem narcystycznych, skupionych na sobie wynurzeń, jak "Godzina osobistej oponki" czyli blog poświęcony fałdkom na brzuchu pewnej młodej kobiety. Za intelektualistę uznaje się kogoś, kto obejrzał na swoim äpäräcie skrót "Opowieści z Narnii" (to pod rozwagę współczesnych "intelektualistów", karmiących się young adult fiction i ekranizacjami komiksów i uznających cytaty z "Gwiezdnych wojen" w innym filmie za szczyt artystycznego wyrafinowania), a na uczelniach studiuje się, na przykład, Asertywność i Image, co pozwala dostać pracę w Retail albo w Media. Komunikaty agencji rządowych przedstawia się w formie animowanych filmików, a błędy ortograficzne w oficjalnych obwieszczeniach nikomu nie przeszkadzają. Kultura "tl.dr" doprowadzona do szczytu, a w tym wszystkim Lenny ze swoją "Ścianą Książek" zapełnioną książkami Kundery, Tołstoja i inną klasyką.

Na poziomie geopolitycznym to książka bardzo amerykocentryczna. Mimo, że autor przedstawia dość spójny obraz świata, z Chinami w roli giganta ekonomicznego, silną Europą i Ameryką na krawędzi upadku, to jednak wydarzenia pokazane są przede wszystkim z amerykańskiej perspektywy. Mimo to niewykluczone, że świat będzie właśnie tak wyglądał, zwłaszcza w świetle niedawnych amerykańskich problemów.

Na uwagę zasługuje forma - tradycyjny dziennik Lenny'ego przeplata się z komunikatami i wiadomościami zamieszczanymi w portalach społecznościowych przez Eunice, pełnymi akronimów i skrótów. Gdybym miała się do czegoś przyczepić, to tylko do wpisów Eunice - uważam, że mimo zabiegów stylistycznych używany w nich język jest stanowczo zbyt poprawny i zbyt czysty, jak na kogoś, kto studiował Asertywność "skanując" lektury, a dziewczyna wydaje się intelektualistką swojej epoki. Myślę, że jej świat lepiej oddawałby język "blogaska" albo skrótowych "statusów" zamiast długich notek i listów do przyjaciółki.

Smutna, zabawna, wzruszająca a czasem przerażająca wizja. Lektura obowiązkowa dla wszystkich, a chyba przede wszystkim dla moli i blogerów książkowych, zwłaszcza tych, którzy już teraz czasem czują się jak dinozaury.

Ciekawostka: w 2011 r. Gary Shteyngart został pierwszym Amerykaninem uhonorowanym brytyjską Bollinger Everyman Wodehouse Prize przyznawaną podczas festiwalu Hay Festival za najlepszą powieść humorystyczną. Tradycyjnie nagrodą dla zwycięzcy jest... świnka, której nadaje się imię będące tytułem zwycięskiej powieści. W tym roku wybrana świnka odmówiła jednak współpracy, autor musiał więc zadowolić się nagrodą zastępczą - nowozelandzką świnką kune kune.

Zdjęcie pochodzi ze strony: http://www.colmangetty.co.uk/newsblog/blog.php?id=944

 

środa, 03 sierpnia 2011, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
atram_78
2011/08/03 12:51:04
Czekałam na tę recenzję! :)
Kupię sobie książkę i przeczytam ją na pewno. Dzięki!
-
2011/08/03 17:44:50
A ja ustawilam sie w kolejce w bibliotece, bo jest do niej kolejka hahah w mojej bibliotece gdzie kolejek prawie nie ma bo wszyscy maja tablety i inne bzdety.
-
2011/08/03 18:34:03
Kupujcie, ustawiajcie się w kolejce, bo warto :)
Azeitono, mam tylko nadzieję, że to nie będzie czwarta książka polecana przeze mnie, która Ci się nie spodoba :)
-
stephen_dedalus
2011/08/28 10:00:07
Też lubię książki, które starają się powiedzieć nam coś o teraźniejszości, ale nie lubię takich, które robią to w sposób jednostronny. Eksponują tak bardzo, jak tylko pozwala na to inwencja twórcza autora, negatywy, zapominając o skupieniu się na bohaterach, ich wewnętrznym życiu, motywach, psychice itd. Czyli zapominają o tym, co wszyscy ludzie mają ze sobą wspólnego, niezależnie czy żyją w roku 1900 czy 2100. Z Twojej recenzji wynika, że to jest właśnie taka jednostronna książka. Miałem ją czytać, ale nie wiem czy jednak sobie nie daruję.
-
2011/08/28 10:42:22
Stephen_dedalus: myślę, że powinieneś dać jej szansę, a już na pewno nie wyrabiać sobie zdania po przeczytaniu jednej, subiektywnej recenzji.
Na odparcie zarzutów - moim zdaniem jednostronność wynika z gatunku. Jest to powieść satyryczna, czy humorystyczna, a satyra zawsze eksponuje jedną stronę medalu i najczęściej są to negatywy, przedstawione w sposób przerysowany. O tym "co wszyscy ludzie mają wspólnego" mówi, w pewnym stopniu, wątek romansowy. Autor naprawdę dość rzetelnie przedstawia różne aspekty związku, w którym partnerów dzieli prawie pokolenie (wiekiem) i przepaść (kulturowa).
Nie ukrywam, że ja sama mam dość jednostronne, negatywne podejście do zdobyczy współczesnej cywilizacji i "kultury fejsa, jutuba i ajfona", (co nie przeszkadza mi w miarę aktywnie w niej uczestniczyć), i spostrzeżenia ogólnie zbieżne z obserwacjami Shteyngarta. Może to jest powodem, dla którego ta książka tak mi się, przy całej swej jednostronności, spodobała. Na pewno jednak wyróżnia się pozytywnie spośród zalewu papki, z jakim miałam ostatnio do czynienia.
-
stephen_dedalus
2011/08/28 13:09:42
I tą papkę też czytasz?

W takim razie może nie jest to gatunek dla mnie stworzony. Jestem chyba już trochę zmęczony wszechobecnym utyskiwaniem na współczesność i znudzony zalewem rozmaitych pastiszy i satyr. Wiesz, kiedyś uważałem tzw. romanse za literacką papkę, ale w niejednym takim romansie znajduję ciekawszych i bardziej ludzkich bohaterów niż w tej ambitniejszej literaturze.
-
2011/08/28 21:39:01
Ano czytam tę papkę.
Bo czytam przede wszystkim nowości z literatury obyczajowej, a w nich coraz więcej papki bez wyrazu. Przykładem dwie ostatnie recenzje.
Po typowe romanse raczej nie sięgam (jeszcze?). Pewnie wiele zależy od tego, co uznamy za romans, i od talentu autora - wierzę, że są tacy, którzy z najbardziej błahej historyjki umieją zrobić perełkę.
Przyznam, że nie zauważyłam "zalewu pastiszy i satyr", jeśli pominąć polski nurt literatury dziwacznej, czyli wszelkiego rodzaju popłuczyny po Masłowskiej, w masie i na dłuższą metę, dla mnie - nieczytalne. Na szczęście to się chyba powoli wypala. W głównym nurcie dawno nie trafiłam na książkę z tego gatunku, może dlatego "Supersmutna" tak mi się spodobała.

-
stephen_dedalus
2011/08/28 23:36:46
Miałem na myśli raczej to, co na świecie zostało po literaturze, którą zwykło się określać hasłem "postmodernizm". Korzysta się np. z różnych chwytów, ironii, pastiszu, gra się w literaturę, powiela modne tematyki, ale rzadko kiedy trafiam na książkę, w której znajduję jakiś głos, z którym mógłbym się utożsamić. Wydaje mi się, że w tą pułapkę wpadają przede wszystkim autorzy i autorki bardziej ambitnej prozy, świadomej trochę historii gatunku powieściowego. Przykład z naszego podwórka tego typu literackiego fiaska to wg mnie Balladyny i Romanse Karpowicza. (Uogólniam i upraszczam, ale taki obraz mi się ostatnio rysuje.)
-
2011/08/29 10:35:16
Miałam szczery zamiar przeczytać "Balladyny i romanse" ale jakoś jeszcze się nie zabrałam... Podobały mi się "Gesty" tego autora, moje wrażenia opisałam nieco ponad rok temu.
Chyba mniej więcej rozumiem, jaki gatunek masz na myśli, choć podanie paru tytułów z prozy zagranicznej pomogłoby mi się upewnić :) W każdym razie mogę z czystym sumieniem napisać, że Shteyngart nie jest tego typu ambitnym postmodernistą, nie uprawia gierek ani eksperymentów - w zasadzie to całkiem "po bożemu" napisana historia (jeśli pominąć formę - na zmianę dziennik i wpisy w sieci).
-
stephen_dedalus
2011/08/30 19:39:33
Na każdy przykład można zawsze podać kontrprzykład, więc nie będę w to brnął. Mam na myśli nie tyle gatunek w sensie jakiegoś literackiego "genre", tylko raczej ogólną modę, a może nieumiejętność wyjścia poza pewien narzucający się sposób opowiadania o teraźniejszości. Bo ja wiem, Franzen, Eggers...

W ogóle już sam tytuł tej książki sugeruje, że historia nie wcale nie jest smutna, tylko jest jakąś inteligentną zabawą zorganizowaną wokół konwencji przedstawiania historii miłosnych w literaturze. Jest obśmiewaniem, zapewne, niektórych aspektów współczesności, na które wszyscy i tak nauczyliśmy się już narzekać, przez co jej aktualność, mimo zakorzenienia w przyszłości od razu można zakwestionować. Książki, które tyko obśmiewają właśnie dlatego są niefajne, bo nie pokazują, co się dzieje z człowiekiem, który jest w samym środku tego wszystkiego. Na przykład dlaczego u Shteyngarta tylko staruszek Lenny jest samotny i zagubiony. A co z dziewczyną w nowym superstaniku. Jestem ciekaw czy ona też u Shteyngarta jest smutna i samotna, jak każdy czasem, czy stanik automatycznie chroni ją przed samotnością.

A w ogóle to nie mam nic przeciwko eksperymentom literackim, od twardszych do miękkich, lubię np. Johna Bartha, Pynchona.
-
mdl2
2011/08/30 20:11:30
A więc, jeśli jesteś ciekaw - nie masz wyjścia, przeczytaj :) Dziewczyna w superstaniku ma masę wlasnych problemów i, mam wrażenie, jest trochę rozdarta między potrzebą bycia na czasie, a tęsknotą za czymś prawdziwym.
Pynchon - mój wyrzut sumienia. Powinnam przeczytać jeszcze raz i może tym razem spróbować zrozumieć...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli