Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Zakazane wrota - Tiziano Terzani

Znowu na początek akcent osobisty. W liceum chodziłam do klasy eksperymentalnej z językiem chińskim. Żebyśmy mogli ćwiczyć ten język w praktyce, każdy z nas dostał "z przydziału" korespondencyjnego przyjaciela z Chin. Mnie przypadł 32-letni lekarz z Pekinu. Pisaliśmy przez kilka miesięcy, większość moich listów byla oczywiście po angielsku plus kilka kulawych zdań znakami chińskimi. W czerwcu 1989 r., pod koniec I klasy, postanowiłam pochwalić mu się, że upadł w Polsce komunizm i zapytać go o to, co sądzi o wydarzeniach na Tiananmen. Był to ostatni list, mój pekiński znajomy nigdy więcej się nie odezwał, a ja, kiedy dorosłam, zaczęłam mieć wyrzuty sumienia - może przez moją dziecinną beztroskę spotkały go duże nieprzyjemności?

Mimo intensywnej nauki chińskiego i zajęć z wiedzy o kulturze chińskiej, nikt nam nie mówił, jak Chiny wyglądają naprawdę, co się tam dzieje i jak żyją mieszkańcy, o czym wolno z nimi rozmawiać. Mieliśmy się o tym przekonać podczas dwutygodniowej wycieczki szkolnej do Pekinu, dofinansowanej przez rząd chiński, ale upadek komunizmu pokrzyżował i te plany, choć rozmowy z ambasadą były już na dość zaawansowanym etapie.

Książka Terzaniego jest dla mnie oknem na tamte Chiny, w których mieszkał mój znajomy, i których nigdy nie zobaczyłam.


"Rzemiosło było przejawem wielkości Chin. Tysiące rzemieślników nauczyło się przez tysiąclecia posługiwać wszelkiego rodzaju tworzywem - drewnem, żelazem, kamieniem, jedwabiem, brązem, nefrytem - a to, co świat zna jako chińską kulturę, jest dziełem nie tylko poetów, filozofów i malarzy, lecz może w większym jeszcze stopniu wynikiem codziennej, mrówczej pracy całej armii bezimiennych cieśli, rytowników i tkaczy. Obecnie zaś, krążąc po placach targowych miast i wsi, nie znajdzie się ani jednego przedmiotu będącego tworem zwinnych rąk człowieka - jeśli pominąć prymitywne tarki i pułapki na myszy." (str. 237)

Powyższy cytat najlepiej chyba podsumowuje treść tej książki. To książka wyjątkowa, jedyny w swoim rodzaju dokument historyczny Panstwa Środka w okresie pierwszych wielkich przemian po śmierci Mao.

Terzani spróbował przekroczyć "zakazane wrota", jakie dzielą (dzieliły?) cudzoziemców przebywających w Chinach od mieszkańców kraju. Przez 4 lata, w latach 1980-1984, mieszkał w Chinach pod chińskim nazwiskiem, a podczas tego pobytu próbował zobaczyć Chiny prawdziwe i prawdziwych Chińczyków, czyli to wszystko, czego nie pokazywano cudzoziemcom. Ostatecznie został poddany "reedukacji" przez policję i wydalony z kraju, jednak to, co udało mu się zobaczyć i opisać, jest wstrząsające. Może też dlatego, że książka ma formę czysto reporterskiej relacji, bez osobistych nastrojów i skupienia na własnym "ja". Autor pozwala przemawiać faktom i obserwacjom. Osobiste akcenty pojawiają się dopiero na końcu, w rozdziale poświęconym reedukacji i aresztowaniu.

Nie wiem wiele o Chinach, więc nie wiem, na ile ta książka zachowała aktualność, a na ile jest już tylko swiadectwem historycznym. Opisywany okres to pierwsze lata rządów Deng Xiaopinga, który nieco złagodził reżim, na przykład likwidując wiejskie komuny rolnicze i pozwalając na odbudowę niektórych miejsc kultu zniszczonych podczas rewolucji kulturalnej. Mimo tych zmian opisywane Chiny są państwem totalitarnym, gdzie każdy obywatel znajduje się pod stałym nadzorem swojej "jednostki" (zakładu pracy, społeczności blokowej itp.), samozwańcze komitety obrońców socjalizmu gorliwie donoszą partii o każdym kroku sąsiadów, a kontakty z cudzoziemcami odbywają się wyłącznie w asyście funkcjonariusza służb bezpieczenstwa. Jest to panstwo, w którym nawet najprostsze, codzienne przejawy wolności i indywidualizmu (jak trzymanie zwierząt domowych czy nauka kung-fu) zostały albo zlikwidowane, albo pozostają pod nieustanną kontrolą wszechobecnego aparatu partyjnego. Państwo, gdzie chcąc kupić szybę czy rurkę do łazienki, albo odwiedzić wiejskiego fryzjera, należy złożyć podanie w odpowiedniej jednostce partyjnej.

Słynny reporter opisuje też kwestie znane i dzisiaj z gazet - zmuszanie kobiet do przerywania ciąży nawet na zaawansowanym etapie, publiczne egzekucje - ale na mnie największe wrażenie robią fragmenty opisujące codzienną egzystencję ludzi całkowicie zniewolonych przez system. Rozdział, w którym dzieci Terzaniego - dziewięcioletnia Saskia i jedenastoletni Folco - opisują swoje wrażenia z chińskiej szkoły, jest wstrząsający. Dzieci zmuszane są do donosicielstwa, składania samokrytyki, pracy ponad siły w "czynie społecznym". Wszelkie przejawy samodzielnego myślenia są tępione w zarodku, a nauka polega przede wszystkim na mechanicznym kopiowaniu wzorów. Autor pisze też o Tybecie, gdzie narzucona siłą władza Hanów od wielu lat niszczy prastarą kulturę i religię.

Najbardziej przejmujące są właśnie opisy degradacji kulturowej. Rewolucja kulturalna Mao zniszczyła praktycznie cały dorobek chińskiej kultury. Świątynie zamieniono na fabryki, przedmioty kultu i dzieła sztuki konfiskowano i niszczono, a resztki, które jakimś cudem ocalały, pozostawiono, aby powoli niszczały. Próby odbudowy są chaotyczne i nieudolne, bez poszanowania dla tradycji łączy się elementy różnych świątyń i budowli, zamieniając je w cyrki dla turystów zagranicznych. Nie ma nawet szans na fachowe prace konserwatorskie czy renowacyjne, bo specjaliści i artyści zostali wymordowani albo dożywają swoich dni. W pewnej osadzie jedyny człowiek, który potrafi odrestaurować bezcenne posągi, jest ponad 70-letnim starcem.

Ciekawa jestem bardzo, jak to się zmieniło przez 25 lat, które upłynęły od pierwszego wydania książki. Czy dzisiejsze Chiny mimo gwałtownego rozwoju gospodarczego nadal pozostają miejscem tak bardzo zamkniętym dla obcych, i czy kontrola nadal jest tak silna. Jeżeli znacie jakąś książkę, która w podobny, reporterski sposób opisuje Chiny XXI wieku, to proszę dajcie znać w komentarzach.

poniedziałek, 01 sierpnia 2011, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/08/01 15:34:08
Witam :)
Guy Sorman "Rok Koguta" i jak sam autor mówi "to tylko zbiór relacji ze spotkań z niezłomnymi Chińczykami, spotkań, które odbyły się w 2005 roku - Roku Koguta. Warto wysłuchać buntowników, żeby skończyć z fascynacją dla tyranów."
Tę książkę bardzo polecał polecał przewodnik, kiedy miałam przyjemność być w Pekinie.
Pozdrawiam.
-
sanetrama
2011/08/01 21:36:40
czytałam, to chyba najlepsza książka Terzaniego z tych wydanych po polsku, pozdrawiam, sanetrama
-
2011/08/01 22:27:46
Jane_doe, bardzo dziękuję za sugestię i dopisuję Sormana do listy. Przy okazji, zazdroszczę Ci pobytu w Pekinie.

Sanetrama, witaj, to moje pierwsze spotkanie z twórczością Terzaniego, na półce czeka jeszcze "Powiedział mi wróżbita". Pozdrawiam!
-
2011/08/02 14:20:09
@ Rozdział, w którym dzieci Terzaniego - dziewięcioletnia Saskia i jedenastoletni Folco - opisują swoje wrażenia z chińskiej szkoły, jest wstrząsający.

Posłał dzieci do chińskiej szkoły?! Co za przerażający facet.
(Tak, rozpatrzyłam i tę możliwość, że mniej więcej domyślał się, jak to może wyglądać, i tę, że się nie domyślał - i w obu wariantach wychodzi mi, że to przerażający facet.)
-
2011/08/02 16:58:11
Allegra_walker, nie odebrałam go jako przerażającego faceta, może dlatego, że sama zostałam kiedyś wysłana do enerdowskiej szkoły? ;-)
Myślę że jeżeli TT chciał jak najbardziej się zasymilować i zbliżyć do przeciętnych Chińczyków, to był to warunek konieczny. A refleksje tych dzieci są bardzo wnikliwe i dojrzałe, jak na tak młodziutkie osoby, widać, że była to dla nich też swego rodzaju "szkoła życia". Moim zdaniem takie doświadczenie jest bezcenne, prywatnie wierzę też, że nawet najstraszniejsza szkoła nie jest w stanie "zepsuć" dzieci mających odpowiednie oparcie i zaplecze w domu.
-
chihiro2
2011/08/04 22:00:32
Nie czytałam książki, ale wiem, że Chiny zmieniają się w tak zastraszającym tempie, że moja dobra koleżanka, która jeździ tam raz na kilka miesięcy nie poznaje ulic, którymi jeszcze niedawno spacerowała. Postęp jest niewiarygodnie szybki, także społeczny, nie tylko ten dotyczący infrastruktury i budownictwa.
Są natomiast kolosalne różnice między wschodnią, w przeważajacej mierze zurbanizowaną częścią kraju, a wiejskimi terenami na zachodzie, północy i południu. W wielu rejonach podobno nie zmieniło się nic od lat, choć miliony pracowników migracyjnych przywożą postęp z miast do rodzinnych wiosek raz lub dwa razy w roku (obowiązkowo na nowy rok, kiedy cały kraj zamiera na dwa tygodnie).

Sprawa z Tybetem (akurat tym się interesuję szczególnie i widziałam na ten temat wiele filmów i czytałam trochę książek) jest dośc skomplikowana. Owszem, za czasów Mao kultura tybetańska została strasznie zniszczono, zdewastowano ponad 6 tysięcy klasztorów - teraz Chińczycy je odbudowują. Natomiast znacząco poprawiła się sytuacja materialna Tybetańczyków, co oni sami przyznają. Trzeba pamiętać, że przed nadejściem komunistów Tybetańczycy byli niezmiernie biedni, władzę sprawowała arystokracja i mnisi - sytuacja była daleka od raju. Tybet był bardzo zamknięty na świat, parędziesiąt lat temu zaczął się otwierać, a jak każda kultura także i ta ulega zmianom. Człowiek z Zachodu nie ma prawa lamentować nad upadkiem tradycji tybetańskich, bo to sami Tybetańczycy chcą często zmian.
-
2011/08/05 08:18:42
Chichiro, dziękuję za obszerny, interesujący komentarz!
O Tybecie nie mogę dyskutować, bo wiem tylko tyle, ile przeczytałam w gazetach, a Terzani pisał zaledwie kilka lat po śmierci Mao czyli wtedy kiedy te zniszczenia musiały być najbardziej widoczne. Zresztą czytając tę książkę ma się chwilami wrażenie, że jest ona przede wszystkim katalogiem zniszczeń powstałych w wyniku rewolucji kulturalnej...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli