Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Zapach cedru - Ann-Marie MacDonald

Zastanawiam się, podobała mi się ta książka, czy nie?

Raczej nie. Na pewno "Co widziały wrony" podobała mi się znacznie bardziej. I na pewno jest to najbardziej "czytadłowata" książka z mojego zestawu wakacyjnego.

"Zapach cedru" wszyscy już czytali, streszczenie ograniczę więc do minimum: to historia pewnej dysfunkcyjnej rodziny z kanadyjskiego wybrzeża. Akcja rozgrywa się mniej więcej w pierwszych 30 latach XX wieku. Jakub, stroiciel fortepianów, ożeniony z miłości z młodziutką córką libańskich imigrantów, ma trzy córki: piękną ulubienicę Katarzynę, obdarzoną niezwykłym talentem muzycznym, odpowiedzialną, pobożną Mercedes i niesforną, sprawiającą nieustanne kłopoty Franciszkę. Pozorny spokój rodziny zburzy wyjazd Katarzyny na naukę śpiewu do Nowego Jorku. Później pojawi się jeszcze najmłodsza dziewczynka, Lilia. Każda z dziewcząt na swój sposób próbuje radzić sobie ze złem, które przeżera ich rodzinę jak rak, żyć z piętnem koszmarnych wspomnień, spychanych na skraj świadomości.

Wszystko dzieje się w górniczym miasteczku, zamieszkanym przez potomków Szkotów, Libańczyków, czarnoskórych przybyszów z Indii Zachodnich i Żydów. Tłem dla opowieści są strajki górnicze, I wojna światowa, prohibicja, a później Wielki Kryzys.

Nic więcej opowiedzieć się nie da, bo zdradziłabym jedną z wielu tajemnic ukrytych w tej historii, gdzie gałęzie drzewa genealogicznego skręcają w zupełnie nieprzewidzianych kierunkach, a sekrety przechowuje się na strychu, w wielkiej cedrowej skrzyni, od której książka wzięła swój tytuł.

Sama historia podobała mi się. Problem miałam z formą.

Nic tu nie jest powiedziane ani wprost ani chronologicznie. Autorka kluczy, myli tropy, wybiega w przyszłość, żeby za chwilę cofnąć się w przeszłość, pokazuje te same sceny z różnych punktow widzenia różnych postaci, krąży wokoło pewnych motywów i scen, urywa i podejmuje poplątane wątki w różnych miejscach, przetykając je fragmentami wspomnień, snów, majaczeń. To wszystko powinno być atrakcyjne i zwiększać napięcie, a przy tym dawać poczucie realizmu, bo przecież tak jest i w życiu - pewne wspomnienia wracają, pewnych rzeczy dowiadujemy się po latach, inne znamy wyrywkowo, tylko z jednej, niekoniecznie prawdziwej strony.

Mnie to wszystko po jakimś czasie zmęczyło, wydało się sztucznie, trochę na siłę, udziwnione. Poza tym w połowie właściwie wiadomo już niemal wszystko, co trzeba wiedzieć, więc dużą część książki odbierałam częściowo jak nabijanie objętości a częściowo - popis narracyjnych "efektów specjalnych". Język polskiego tłumaczenia wydaje się lekko manieryczny, na siłę czasem poetycki, na granicy dobrego smaku. Plus za spolszczenie imion gdzie się dało - to lubię.

Wiem, że ta książka ma mnóstwo wielbicieli i po namyśle, wcale mnie nie dziwi, że otrzymała entuzjastyczną rekomendację Oprah Winfrey. Pełno w niej tematów ukochanych przez talk-show - molestowanie, trudne dzieciństwo, dysfunkcyjna rodzina, relacje między białymi a kolorowymi, religijność, dużo kobiecości, sporo o gotowaniu i (ostatnio chyba obowiązkowy w książkach pisanych przez kobiety) wątek lesbijski, a wszystko w sepiowej nostalgicznej mgiełce, jaka otacza stare zdjęcia. Mnie jednak nie zachwyciła, tej autorce już chyba dziękuję.

wtorek, 02 sierpnia 2011, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
ladetre
2011/08/02 13:52:54
Mam bardzo podobne odczucia. Książkę przeczytałam już w zeszłe wakacji, przy czym zabierałam się do niej chyba 3 razy. Do dziś zastanawiam się, co mi w niej nie pasowało, co było nie tak, bo na pewno nie sama historia, choć i ta wydała mi się momentami naciągana do granic możliwości, tak jakby autorka na siłę chciała wpleść kolejną niesamowitą historyjkę w swoją opowieść, jakby to miało stanowić o atrakcyjności powieści. Nie czytałam "Co widziały wrony", ale nie wiem, czy mam siłę zmierzyć się z podobnym stylem pisarskim raz jeszcze. Szczególnie w obliczu tylu czekających na półce lektur.
-
be.el
2011/08/02 14:06:39
Ja nie doczytałam, co wywołało zdziwienie jej wielbicieli. Bardzo mi się podobała na początku, a potem przerwy w czytaniu były coraz dłuższe i dłuższe. Nawet sobie obiecałam, żeby kiedyś spróbować raz jeszcze. Może - zobaczymy. Natomiast z tej książki pamiętam fajny cytat dotyczący kupowania książek - To nie wydatek, ale inwestycja. Co powtarzam sobie często w księgarni, albo uczestnicząc w aukcji.
-
2011/08/02 17:03:47
Be.el, o tak, Jakub, który kupuje i liczy posiadane książki, inwestuje w kolekcje klasyki, a potem stale obiecuje sobie, że wreszcie je przeczyta, to też mi się bardzo podobało!
Początek też uważam za najlepszy, potem długo długo nic, i później dziennik Katarzyny pod sam koniec.

Ladetre, cóż, cieszę się, że nie jestem sama, obawiałam się zmasowanego ataku wielbicieli :) "Co widziały wrony" jest wg mnie znacznie lepsza, bardziej przystępna w czytaniu, największą jej wadą są dłużyzny, zwłaszcza w pierwszej części i w końcówce.
-
maniaczytania
2011/08/02 18:03:51
Uff :) Chyba już pisałam Ci przy okazji "...wron...", że ta jest średnia. Cieszę się, że nie jestem sama w tej opinii.
A co do wątku lesbijskiego w jej akurat twórczości - wiąże się on z jej osobą bezpośrednio. Zresztą pojawia się też i we wronach, które zawierają bardzo dużo wątków autobiograficznych.
-
2011/08/02 18:50:55
Maniaczytania, tak, pamiętam. Ale musiałam się sama przekonać :)
Przypuszczałam, że wątek jest autobiograficzny, ale ostatnio temat zrobił się bardzo popularny i zaczynam mieć przesyt :)
-
azeitona
2011/08/03 18:21:55
czytalam gdzies ze MacDonald pracowala nad swoimi ksiazkami po kilka lat i to wlasnie jest ten problem. " Zapach cedru" tez posiadam, z tego samego zrodla co "wrony" zainwestowalam w nia dokladnie tyle samo i nie sadze zeby sie zabrala za przeczytanie a watek- klucz do sukcesu przejadl mi sie juz strasznie. Powinno sie juz jakos oznaczac ksiazki o "tym". Niedawno moja corka przyniosla z biblioteki " two dads" czy "dad and daddy" . Strasznie ciezko nam sie rozmawialo na ten temat. Czy jestem homofobem?...pewnie tak ;)
-
2011/08/03 18:32:32
Ja nie mam specjalnego problemu z rozmawianiem na ten temat, już wiele razy rozmawiałam o tym z dziećmi, jestem za związkami partnerskimi itd., ale czytanie o miłości między kobietami chyba już mi się trochę znudziło :) I strasznie nie lubię takich politycznie poprawnych edukacyjnych książek dla dzieci "oswajających trudne tematy" na siłę.
-
butters77
2011/08/08 14:28:57
Dzięki za recenzję, mdl2. Wahałam się nad "Zapachem cedru", ale mam tyle innych książek w kolejce do przeczytania, że po Twojej opinii chyba sobie daruję :-) Udanych wakacji!
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli