Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Niewidzialny - Mari Jungstedt

Książka na grypę. Wyjątkowo nietrafiony pomysł.

Bardzo przyjemnie mieć taką zwyczajną grypę czy pseudogrypę zamiast, na przykład, podejrzenia raka mózgu. Z drugiej strony, kiedy człowiek jest zasmarkany po pas, kaszle jak stary gruźlik, ma akurat tyle gorączki żeby czuć się paskudnie, a za mało żeby ją zbijać, a od oskrzeli po gardło ma przeciągnięty drut kolczasty, który przy każdym oddechu porusza się w górę i w dół, to nie wybiera lektury ambitnej. Marzy o czymś lekkim, wciągającym i niewymagającym nadmiernego wysiłku.

Kryminał Mari Jungstedt wszystkie powyższe warunki spełnia z naddatkiem, mianowicie jest książką typowo użytkową, pozbawioną jakichkolwiek walorów poza samą historią, która też ani oryginalnością, ani pomysłowością nie grzeszy.

"Niewidzialny" otwiera cykl kryminalny, na podstawie którego podobno nakręcono niemiecki serial, i to mnie wcale nie dziwi. Kto kiedykolwiek oglądał niemiecki serial telewizyjny typu Medicopter albo OP ruft Dr Bruckner (z racji mojego "zboczenia" oglądałam głównie te zahaczające o tematykę medyczną), wie, o co chodzi. Sztuczni aktorzy w sztucznym świetle, z dużym wysiłkiem naśladujący jakiś lepszy amerykański serial plus tyle napięcia co w starej baterii typu paluszek.

Streszczenie: na Gotlandii, która jest wakacyjnym rajem Szwedów (o czym autorka wspomina regularnie mniej więcej co 5 stron, żebyśmy przypadkiem nie zapomnieli), zostaje zamordowana trzydziestokilkuletnia Helena. Ponieważ w wieczór poprzedzający morderstwo wdała się w kłótnię z partnerem, podejrzenie pada na niego. Później jednak w podobny sposób ginie kolejna kobieta, a po niej następna. Na wyspę pada blady strach, a komisarz Anders Knutas rozpoczyna śledztwo. Do Visby przybywa Johan, reporter telewizyjny, który dzięki tajemniczemu informatorowi zdobywa więcej informacji o zabójstwach, niż policja jest gotowa ujawnić. Czy zamordowane kobiety coś łączyło? Jakie tajemnice kryje ich przeszłość?Kim był tajemniczy mężczyzna spotkany przez jedną z nich w barze?

Ze streszczenia wygląda jak pomysł na przyzwoity kryminał, ale autorka go skutecznie zarżnęła, a tłumaczka (a może redaktorka) wymierzyła ostatecznego kopniaka.

Powieść jest napisana jak uproszczona lektura dla uczących się czytać. Króciutkie rozdziały. Krótkie zdania w czasie przeszłym. Nowo pojawiające się osoby opisuje się niby z detalami, ale pobieżnie, w jednym zdaniu. Kiedy indziej nieznośny nadmiar nieistotnych informacji. Jeśli ktoś odbiera telefon to najpierw dowiemy się, że telefon zadzwonił, potem, że bohater wyjął go z kieszeni, a następnie powiedział "Halo". Zdania, po których prześlizgiwałam się wzrokiem, bez zaangażowania, bo autorka nie zrobiła nic, żebym poczuła jakąkolwiek emocjonalną więź z postaciami. Psychika bohaterów niemal nie istnieje, jedyne, czego się o nich dowiemy, to, że na przykład, jeden kocha żonę, a drugi stale czymś się opycha. Każdy ma jedną czy dwie cechy, o których się nieustannie przypomina - żarłok przy każdej okazji coś je, chleb, pizzę, kanapkę, cukierki, kochający mąż przy każdej okazji podkreśla miłość itd. Wszystkie kobiety obowiązkowo są bardzo atrakcyjne, mężczyźni zresztą w większości też, a fryzjerka nosi czerwone buty i tyle o niej wiadomo.

Książka wygląda przez to na napisaną na kolanie, pobieżnie, byle skończyć. Tekst roi się od nielogicznych wstawek zupełnie bez sensu. Przykład? "Zabrało mu to o wiele więcej czasu, niż myślał, i przez cały tydzień wracał do domu późnym wieczorem. Reportaż był gotowy dużo wcześniej, niż należało go przesłać." (po jakiego grzyba zatem siedział nad nim codziennie do późnego wieczora, skoro do terminu zostało jeszcze dużo czasu? jakim cudem skończył na długo przed terminem, skoro zabrało mu to więcej czasu niż myślał? i co dla mnie z tego wynika?) Przyklad drugi: "Stało się tradycją, że raz w miesiącu wychodziły razem, aby gdzieś się pobawić. To był właśnie ich trzeci raz i humor dopisywał im wyśmienicie." (i tak oto narodziła się nowa, świecka tradycja...). O "eleganckim ubraniu" zlożonym z dżinsów i koszulki polo już nie wspomnę, zastanawiam się tylko, jak wygląda typowe nieeleganckie ubranie codzienne mieszkańca Gotlandii - brudny dres?

A ostateczny kopniak od polskiej redakcji?

"To było dla niej superuczucie móc wyjść gdzieś z koleżankami." To było dla mnie megatrudne móc zrozumieć powód zastosowania tej składni. Hmm, czyżby Google translator?

"Za bardzo flirtowała z mężczyznami i miała ich wielu." Stwierdzenie, że kobieta "miała" wielu mężczyzn kojarzy się jednoznacznie, a tu rozczarowanie - mowa tylko o przekomarzankach z klientami salonu fryzjerskiego, w wykonaniu rozrywkowej, ale wiernej żony i matki.

"Żartowała, że poda Cecilii śniadanie do łóżka, które ta właśnie teraz skończyla jeść." Ciekawe, czy Cecilii smakowało łóżko, które skończyła jeść.

 I tak dalej. Było więcej, ale nie chciało mi się wstawać z łoża boleści po ołówek do podkreślania.

Wiem. Czepiam się, drobiazgowo i upierdliwie się czepiam*, ryzykując zbiorowy lincz ze strony wielbicielek Mari Jungstedt, których, na ile udało mi się zorientować, jest w necie całkiem sporo. Problem w tym, że gdyby ta książka byla dobra i ciekawa, tobym tego wszystkiego powyżej nawet nie zauważyła. Ale nie jest ani dobra ani ciekawa, a poza tym domyśliłam się, kto mordował, w chwili, kiedy ta postać została pokazana w zupełnie niewinnej sytuacji, czyli mniej więcej w połowie książki. Wystarczyło złożyć do kupy dwie proste informacje. A to w przypadku kryminału grzech niewybaczalny. W efekcie zamiast się zrelaksować popijając Coldrex pod kocem, tylko się zmęczyłam i zdenerwowałam. Następnym razem obejrzę sobie niemiecki serial.

---

*Następna notka będzie o felietonach Feliksa W. Kresa, który czepia się o wiele bardziej drobiazgowo, ale za to z jakim wdziękiem! Gdybym tylko potrafiła się tak pięknie czepiać, jak on, niczego więcej nie potrzebowałabym do szczęścia!

poniedziałek, 10 października 2011, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
mmadalena79
2011/10/10 08:51:31
Czuję się skutecznie zniechęcona do lektury, choć rozbawiona, a łóżko widocznie smaczna sprawa, tylko trochę dużo na śniadanie:)
Zdrowia życzę, mnie też jakieś świństwo łapie.
-
moniazo
2011/10/10 09:15:16
Hehe, mnie też nic bardziej nie wkurza, jak idiotyczna składnia i błędy literowe (ortograficznych spotkałam na szczęście niewiele). A wkurza mnie tym bardziej, że obiegowa opinia o czytaniu jest mniej więcej taka, że jak ktoś dużo czyta, to ma szanse być lepszy z ortografii, stylistyki, składni i jeszcze kilku innych figur, a tymczasem tłumacze i korektorzy serwują coraz większe gnioty. W moim odczuciu sukces książki to nie tylko sukces autora, szczególnie w przypadku książek obcojęzycznych. Tymczasem dobrych tłumaczy literatury jak na lekarstwo. Nie mówię już o tym, żeby byli tak wybitni jak Barańczak na ten przykład, ale mogliby się lepiej przykładać. Czasem naprawdę świetna książka przechodzi bez echa, bo tłumacz się nie spisał.
Czasem mam ochotę tak jak Ty, pójść po ołówek, a potem odesłać książkę do wydawnictwa. Korci mnie to szczególnie w przypadku wydawnictw z tzw zadęciem. Ale jeszcze nigdy tego nie zrobiłam :) Ale jeszcze wszystko przede mną :)
-
kitek77
2011/10/10 11:09:21
Ja fanką nie jestem i przychylam się do zdania - o TU
Bazyl
-
butters77
2011/10/10 12:05:48
"Cecilia, która zjadła łóżko". Nie uważacie, że taki tytuł byłby na polskim rynku znacznie bardziej chwytliwy? ;-) No i, jak sądzę, bardziej adekwatny.

Pozdrawiam, pisarko, mając nadzieję, że grypę już pokonałaś. I że to będzie dla Ciebie superuczucie móc wrócić do częstszego pisania! ;-)
-
agnes_plus
2011/10/10 13:35:50
Mari nie znam, może kiedyś poznam, toteż na razie mało mnie rusza, czy dobra, czy niedobra, ale Kresem mnie ucieszyłaś :) Czekam!
-
2011/10/10 14:38:39
ta lektura chyba jeszcze tą grypę dobiła...
-
claudete
2011/10/10 16:24:07
Trudno nazwać mnie fanką Jungstedt, chociaż faktycznie uważam książki tej autorki za relaksującą formę spędzania wolnego czasu. Krótkie rozdziały mnie akurat przypadły do gustu - gdy muszę przerwać lekturę mogę zakończyć ją po pełnym rozdziale bez konieczności przypominania sobie o czym to było poprzednie zdanie.

Pozostałych niedopatrzeń, wyliczanych przez Ciebie, po prostu nie zauważyłam. Pamiętam tylko, że było kilka błędów - za które winiłam raczej tłumacza czy korektora niźli autorkę. Może skupiłam się bardziej na opowiadanej historii, na zagadce kryminalnej, którą próbowałam rozwiązać... prawdopodobnie tak właśnie było i chociaż udało mi się odgadnąć kto zabił na długo przed końcem lektury to wspominam ją bardzo przyjemnie.
Lecz kolejne części uważam za dużo lepsze.
-
2011/10/10 17:10:53
Ciekawe, czy książka by mi się spodobała, gdybym ją czytała po polsku, a nie po angielsku...
-
bookfa
2011/10/10 17:39:19
Ha, ha, ha!!! Uratowalas mi dzien tym wpisem;) DZIEKUJE!
Wstalam rano, lewa noga, po czterech godzinach snu. Na dodatek skonczylam juz czytac Theorina. Wrocilam do poprzedniej lektury, ktora nie jest powiescia, a mam teraz "faze" na powiesci, moga byz z trupem lub bez ;P
Mari nie czytalam, ale widzialam dwa odcinki serialu niemiecko-szwedzkiego, ktory jest tak denny, ze brak skali zeby to ocenic;/ Jedyne co jest warte uwagi to miejsce akcji, przecudnej urody! Tego nawet niemiecki serial nie mogl zepsuc. Chyba juz z reszta o tym wspominalam...
Zdrowia zycze. Duzo i szybko. :)
-
mdl2
2011/10/10 19:40:51
Bookfo, dziękuję :)
Zdrowie powoli wraca, z atrakcji został już tylko drut kolczasty w gardle i katar po pas.
Medicopter też nakręcili w bardzo ładnej scenerii, w którą wrzucili aktorów sztywnych jak kołki.

Dabarai, nie wiem, wiem, że ja często czytając po angielsku nie zwracam na pewne rzeczy uwagi, wystarcza mi, że "latwo się czyta".

Claudete, i dla mnie miala to być relaksująca forma spędzania czasu. Nie wyszło. A miałam plan przeczytać na nowo "TO" Kinga... trzeba było. Jak pisałam, kiedy książka jest interesująca też takich kwiatków nie zauważam, a czasem zauważam, ale wybaczam. Jednak po następne części na pewno nie sięgnę, z kolejnym podejściem do kryminału szwedzkiego poczekam na nowego Theorina.

-
mdl2
2011/10/10 20:03:19
Bibliotekarkaczyta - w każdym razie na pewno nie poprawila nastroju :)

Agnes_plus - Kres już wkrótce, zostało mi kilka felietonów do przeczytania, ale już mogę z czystym sumieniem polecić "Galerię dla dorosłych".

Butters, piękny tytuł :DDD uwielbiam Twoje komentarze :)

Bazyl, zajrzałam i uświadomiłam sobie, że ja tę Twoją recenzję już przecież czytałam! Szkoda, że nie przypomniałam sobie o niej w księgarni... :)

Moniazo, to chyba ogólny upadek sztuki wydawniczej. Tłumacz ma prawo się pomylić, napisać niezgrabne zdanie (nie za często oczywiście), bo bywa że tłumacz pracuje w amoku, goni go termin, albo zgubi go pewność siebie i nie sprawdzi czegoś, co niby doskonale wie. Ale po tłumaczu powinien być jeszcze redaktor, korekta i korekta autorska, podczas której tłumacz ma szansę po raz pierwszy popatrzeć na swoje wypociny świeżym okiem, z dystansu (bo przed oddaniem często sczytuje się i poprawia tekst przetłumaczony ledwie dzień-dwa wcześniej a wtedy masa niezręczności po prostu umyka). Podejrzewam, że taki efekt końcowy wynika z niedbalstwa i oszczędności na wszystkich etapach (przypadkowy, byle jak najtańszy tłumacz, redaktor z łapanki, korektor-student, bo taniej i ZUSu nie trzeba płacić, krótki termin, pośpiech i brak całościowego fachowego nadzoru, bo za dużo kosztuje). Ale czego się spodziewać skoro nawet duże wydawnictwa prasowe zwalniają całe działy korekty?

Mmadalena79, dziękuję i wzajemnie, zdrowiej i nie daj się grypie, tej jesieni jest wyjątkowo paskudna.
-
2011/10/10 21:13:16
Też racja, przyznam się, że ja też tak jakoś mniej staranniej i uważniej czytam po angielsku...
-
padma
2011/10/10 21:19:19
Ja się do fanek również raczej nie zaliczę, aczkolwiek czytam wszystkie części kolejno, gdy mam ochotę na coś bardzo lekkostrawnego. I jestem przekonana, że składnie (a raczej jej brak) i inne wpadki są kwestią tłumaczenia/korekty, ponieważ w kolejnych tomach tego już nie ma. Jeszcze jeden był tak średnio przetłumaczony, aczkolwiek ten pierwszy jest dziełem samym w sobie wręcz;) Pozostałe tomy takich atrakcji już nie oferują, a tłumacz i redaktor zostali zmienieni, więc jak sądzę, nie jest to wina autorki... Ja w ogóle jestem zdania, że to seria dla zatwardziałych fanów kryminałów jest, a dla Ciebie, która za tym gatunkiem nie przepadasz, lepszy byłby na pewno Jo Nesbo, który jest po prostu lepszym pisarzem. U niego na pewno nie wpadłabyś za wcześnie na to, kto morduje, itp;) Pozdrawiam:)
-
mdl2
2011/10/11 00:27:36
Padmo, jesteś już kolejną osobą, która mi poleca Jo Nesbo :) ale to może za jakiś czas, przy następnej grypie :) Chyba każdy jest lepszym pisarzem od pani MJ - zgadzam się, że składnie itp. są winą strony polskiej, ale te płaskie postaci, nicniewnoszące opisy albo ich brak i maksymalnie uproszczona narracja to jednak autorka, nie da się ogólnej słabizny zwalić na tłumaczkę, która i tak ma już dostatecznie przerąbane :)
-
moniazo
2011/10/11 09:42:21
Pisarko - szukanie oszczędności też mnie denerwuje. Wiem jak się kręci biznes, to cecha nie tylko rynku wydawniczego. Oburza mnie to i obezwładnia, a czasem nawet boli, kiedy fajny osiedlowy sklep delikatesowy, z umiarkowanymi cenami i dużą rozmaitością dobrych produktów na półkach zastępowany jest przez kolejną stokrotkę lub żabkę, kiedy mała restauracyjka w której kucharz gotuje pyszną zupę z mięsa i warzyw, wypierana jest przez kolejną sieciówkę, w której na indywidualizm kucharza nie ma miejsca, a dania są głównie z proszku i mrożonych półproduktów, zawsze takie same, z czasem, powoli i niezauważalnie tracące te resztki jakości. Trend ten nie omija jak widać również duchowej sfery naszego życia. Wydawnictwa oszczędzając na wszystkim co się wiąże z jakością książki obrażają inteligencję czytelnika.
Na szczęście blogosferze jest choć trochę miejsca na to, żeby się wypowiedzieć w tej kwestii. Może chociaż ci ambitniejsi wezmą sobie do serca uwagi czytelników...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli