Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Ostatni rejs "Fevre Dream" - George R.R. Martin

Tak, wiem, miała być notka o Kresie. Ale do notki o Kresie to ja się muszę przygotować, przepisać cytaty i pozastanawiać się trochę nad tym, jakby Was najlepiej i najskuteczniej do Kresa zachęcić.

A w międzyczasie przeczytałam cudowne Czytadło przez duże C, taką zupełnie modelową "książkę na jesienne wieczory" (niestety tylko na dwa wieczory w moim przypadku, i to mimo nawału pracy i weekendowego tłoku w mieszkaniu, które może kiedyś było w sam raz dla 3 osób i niemowlaka, ale dla 4 pełnowymiarowych osób i 2 kotów zrobiło się zdecydowanie za malutkie). Z powodu nadmiaru Osób w każdym dostępnym pomieszczeniu zaanektowałam ostatni wolny fotel (na spółę z Kotem Mniejszym), dzbanek herbaty pod nazwą "Mroźny Poranek" (bardzo adekwatnie do dzisiejszej pogody) i... przeniosłam się na parowiec płynący po Missisipi. Parowiec nie byle jaki.

"Ten parowiec pływa wyłącznie nocami. I jest mroczny, niewiarygodnie mroczny. Cały pomalowany na czarno jak jego kominy, burty, pokłady, wszystko i tylko w głównym salonie podłogę wyścielono dywanem w kolorze krwi; wszędzie wiszą srebrne lustra, w których nic się nie odbija. Lustra są zawsze puste, choć na pokładzie roi się od ludzi, bladolicych, wytwornie ubranych mężczyzn i kobiet. Często się uśmiechają. Ale nie odbijają się w lustrach." (str. 500)

Zanim jednak parowiec przemienił się w statek widmo, był spełnionym marzeniem starego wilka rzecznego, kapitana Abnera Marsha. Pewnego dnia, w 1857 roku, zgłosił się do niego Joshua York, ekscentryczny bogacz, oferując wspólne przedsięwzięcie: kapitan Marsh miał dopilnować, aby zbudowano najwspanialszy statek, jaki kiedykolwiek pływał po Missisipi, i wyposażyć go odpowiednio do nietypowego stylu życia wspólnika. W zamian miał zostać jego kapitanem i wspólwłaścicielem.

Kiedy jednak "Fevre Dream" wypłynął w dziewiczy rejs, szybko stało się jasne, że Joshua jest kimś więcej niż tylko zamożnym dziwakiem, a jego nocny tryb życia skrywa mroczną, prastarą tajemnicę... Atmosfera grozy narasta, parowce gnają po wodach rzeki, potężne siły zła stają przeciwko sobie, a kapitan Marsh nie spocznie, dopóki nie odnajdzie ukochanego statku i nie zemści się za jego utratę.

Wampiry na Missisipi? Dlaczego nie. Południe USA było już scenerią dla "Wywiadu z wampirem", a Nowy Orlean kusi mroczną, skażoną zepsuciem atmosferą. Opowieść o wampirach w połączeniu ze szczegółowo oddanymi realiami epoki parowców ma w sobie nieodparty urok. Wielka, rozlana, kapryśna rzeka, rywalizacja między kapitanami statków, a na brzegach - ponure zaułki miast, podejrzane indywidua i opuszczone, popadające w ruinę plantacje, gdzie bez trudu można się ukryć.

Martin, znany przede wszystkim jako autor "Pieśni lodu i ognia" w tej, wcześniejszej powieści połączył awanturniczą opowieść przygodową z gotyckim klimatem historii o wampirach i uzyskał niesamowity efekt. Zresztą opisane tu wampiry tylko z pozoru przypominają wyrafinowanego, zblazowanego Lestata, zmieniającego ludzi jednym ukąszeniem w istoty podobne sobie. Bohaterowie powieści nie mają takiej mocy - mimo fantastycznych zdolności regeneracyjnych są tylko odmienną rasą, trawioną "czerwonym pragnieniem", któremu nie sposób się oprzeć. Jedyna moc, jaką dysponują, to psychiczna władza nad ofiarami i słabszymi współplemieńcami.

Czy to dzięki wartkiej akcji, czy może dzięki niesamowicie plastycznym opisom, a może z sympatii dla dzielnego i prawego kapitana Marsha, czyta się to na jednym oddechu, długo w noc. A później się żałuje, że już koniec...

niedziela, 16 października 2011, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
felicja79
2011/10/17 10:02:25
Tak się zastanawiam, czy naszej epoki literackiej nie nazwą kiedyś "Epoką wampirów" ;-)
Co wezmę książkową nowość do ręki, to o wampirach albo wilkołakach, albo o jednym i drugim :-). Ale twoja recenzja bardzo zachęcająca :-). Lubię książki, które nie dają spać.
-
mdl2
2011/10/17 11:41:06
Bardzo trafne spostrzeżenie :))) na obronę Martina mam tylko to, że napisał "Fevre Dream" w 1982 roku, kiedy wampiry jeszcze nie zdążyły się tak rozmnożyć w literaturze popularnej :)
Szczerze mówiąc sama miałam sporo wątpliwości przed lekturą, ale skusiły mnie parowce i epoka - tuż przed wojną secesyjną. Po czym doszlam do wniosku, że jeśli autor naprawdę umie sprawnie, plastycznie i interesująco pisać, to i z wyświechtanych wampirów zrobi perełkę.
-
kitek77
2011/10/17 14:58:14
Żadnego Martina więcej!!! Od dobrych trzech miesięcy nie mogę się przez tego chłopa dorwać do Kindla, bo Kitek, jak mówi zaprzyjaźniona młodzież, jedzie z koksem, czyli, po ludzku, pochłania nieprzerwanie "Pieśń ..." właśnie.
PS. No dobra, zapisałem :)
Bazyl
-
mdl2
2011/10/17 18:00:00
Bazylu, moja "druga połówka" pochłania Martina nieprzerwanie w wersji papierowej :)
-
agnes_plus
2011/10/18 15:01:16
Lubię Martina, bo się nie zamyka w jednej szufladce. Fevre Dream - no całkiem całkiem, ale to zapatrzenie na Twaina to aż mi zgrzytało czasami.
-
2011/10/19 23:23:53
ustawiam się w kolejce do pożyczenia, mogę? będzie pretekst do spotkania :)
-
mdl2
2011/10/20 01:12:51
Agnes_plus - Martin czerpie z najlepszych wzorów :)

Jasmeen, chętnie, na razie jesteś druga w kolejce :) Znaczy, M. musi przeczytać i możemy się umawiać :)
-
2011/10/22 12:43:34
to czekam cierpliwie, czytając kolejne tomy "Sagi"
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli