Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Mapa i terytorium - Michel Houellebecq
Pozytywne rozczarowanie - ta dziwna, paradoksalna zbitka słów chyba najlepiej opisuje moje uczucia po przeczytaniu najnowszej powieści Houellebecqa.
 
 
Przeczytane opinie, recenzje gazetowe onieśmielają, sprawiają wrażenie, że mamy do czynienia z tym rodzajem dzieła, który jest dostępny tylko wybranym, intelektualistom zdolnym przedrzeć się przez krytyczny żargon i cokolwiek z niego zrozumieć. Do tego rodzaju dzieła podchodzi się z mieszanką czci i obawy: czy podołam?
Niepotrzebnie. Jest to książka doskonale przystępna, napisana przejrzystym, zwięzłym językiem, a autor przekazuje myśli w sposób prosty i ciekawy. Na tyle ciekawy, że czyta się z przyjemnością i autentycznym zainteresowaniem.
 
Fabuła jest prosta - paryski artysta Jed Martin zdobywa sławę i prosi pisarza Houellebecqa o napisanie artykułu do katalogu wystawy. Między dwoma mężczyznami zaczyna nawiązywać się coś w rodzaju przyjaźni, jednak niedługo później pisarz zostaje brutalnie zamordowany, a książka płynnie przechodzi w rodzaj kryminału, pozbawiony jednak szczególnego napięcia czy oczekiwania - rozwiązanie zagadki okazuje się ostatecznie żałośnie banalne i przypadkowe.
 
Houellebecq jest chyba ostatnim egzystencjalistą. Bohaterowie powieści żyją we własnym, małym i odhumanizowanym świecie, w którym rządzi konsumpcja, technika i pozory. Z innymi ludźmi nie łączą ich żadne autentyczne więzi, większość relacji między ludźmi jest tu chwilowa i czysto usługowa: kontakty z hydraulikiem wydają się mieć w sobie więcej prawdy i głębi niż relacja z kochanką albo ojcem. Cały ten świat jest sztuczny, co zresztą doskonale obrazują prace Jeda - fotografie wyrobów metalowych, zdjęcia map i portrety ludzi różnych zawodów, traktowanych jako przedstawiciele pewnych typów, malowane bez pozowania, które pozwoliłoby zbudować jakiś głębszy, intymny kontakt z modelem, z fotografii. Kwintesencją tej sztuczności jest śmierć ojca artysty, higieniczna i zbiurokratyzowana, w sterylnej szwajcarskiej klinice zajmującej się eutanazją.
 
Zarówno Jed jak i pisarz są głęboko samotni, żyją w izolacji, i wydaje się, że próby wyrwania się z tego stanu traktują jak skazane z góry na porażkę. Nawet autentyczny romans musi skończyć się rozstaniem, a, jak wynika z cytatu zamieszczonego notkę wcześniej - drugich szans nie ma. Znowu świat cząstek elementarnych, obijających się o siebie bez celu i sensu, tylko tym razem bez epatowania żałosnym, brudnym seksem.
 
Kolejna warstwa książki to satyra na świat współczesnej sztuki. Sława, jaką zyskuje Jed dzięki swoim pracom, ideologia dorabiana do nich przez fikcyjnych krytyków, niebotyczne ceny dzieł - to wszystko wydaje się tak niewspółmierne do "prawdziwego życia", tak absurdalne, że zaczyna śmieszyć i dziwić.
 
W tej warstwie pojawia się też to, co niestety niedostępne dla polskich czytelników - satyra na francuskie środowisko mediów i sztuki. Z nazwiskami, autor nie oszczędza prezenterów telewizyjnych, innych pisarzy, artystów i kolekcjonerów sztuki. Niestety, żeby w pełni się w tym rozsmakować, trzeba być albo Francuzem, albo bardzo uważnie śledzić francuskie media, mimo, że polska redakcja bardzo starannie opatrzyła każde nazwisko przypisem.
Najciekawszym, i podkreślanym wielokrotnie w recenzjach elementem książki jest autoironia - Houellebecq wprowadził do książki samego siebie w roli postaci literackiej, opisanej w sposób ironiczny, złośliwy i dość bezlitosny. Przy czytaniu tych fragmentów odczuwałam jednak pewien dysonans - trudno stwierdzić, czy pisarz opisuje siebie, czy wykreowany na potrzeby książki awatar, czy naśmiewa się z siebie, czy ze sztucznej postaci, której nadał pewne własne cechy w formie mocno przejaskrawionej. Pijany, rozczarowany życiem mizantrop, który utrzymuje nieliczne kontakty społeczne i zaciekle broni swojej prywatności - czy autor chce, byśmy tak go postrzegali, czy też wyśmiewa to, że chcemy go tak właśnie widzieć i daje nam powykrzywiany obraz, jaki znamy z powierzchownych, gazetowych relacji? Jeśli "dzieło nicuje samo siebie" to właśnie tutaj.

Dla mnie osobiście jest to też doskonała, udana próba zagrania na nosie wszystkim tym płytkim, żądnym sensacji czytelnikom, którzy w każdej powieści maniakalnie doszukują się "elementów autobiograficznych", jakby tylko dla nich warto było czytać fikcję. Detektywi, którzy pracowicie guglają, szukając elementów łączących autora i bohatera z zacięciem godnym lepszej sprawy tu dostają jak na tacy swój przedmiot pożądania - postać autora, opisaną bardziej bezlitośnie niż jakikolwiek dziennikarz odważyłby się go opisać nie drżąc przed procesem o zniesławienie - i zostają z niepewnością, czy dostali prawdę, czy iluzję, i co właściwie teraz mają z nią zrobić?
 
A wątek kryminalny? Nie zachwycił mnie, pokazuje raczej, jak banalna może być zbrodnia, a przy tym jak jej efekt może być nie do odróżnienia od sztuki (doskonała scena, gdy Jed ogląda na komisariacie zdjęcia z miejsca zbrodni, myśląc, że to fotografie dzieł Pollocka).
 
W końcówce Jed Martin powtarza los pisarza, wiodąc życie w zamkniętej, prywatnej posiadłości, w izolacji i chorobie, poświęcając ostatnie lata na tworzenie skomplikowanych fotografii ukazujących procesy rozkładu. Świat się zmienia - ale akurat przewidywania tego rodzaju na wiele lat naprzód mogą być tylko ciekawostką, bo rzeczywistość zawsze ostatecznie okazuje się zupełnie odmienna od prognoz futurologów i pisarzy.
 
Podsumowując: książka przystępnie napisana, zmuszająca do zastanowienia, mówiąca nam coś o otaczającym swiecie. Czego chcieć więcej? Nie dajcie się onieśmielić dętym krytykom. Warto.
 
A tu link do innej, ciekawej recenzji: http://marcinpietraszek.blogspot.com/2011/11/mapa-i-terytorium-michel-houellebecq.html
 
niedziela, 13 listopada 2011, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/11/13 12:52:58
Oj nie wiem, zależy pewnie dla kogo przystępna lektura. I nie tylko o trudność przyswojenia może chodzić, ale i o indywidualną skłonność do postrzegania rzeczywistości w ciemnych barwach - dla równowagi zdrowiej chyba wtedy sięgnąć po lekturę dzieła mniej cenionego, ale zarażającego optymizmem?
-
mdl2
2011/11/13 13:26:44
Wszystkie_koty_czarne_w_nocy (fajny nick :-))) ) mnie akurat taka skłonność odpowiada... i może się narażę, ale dzieł "zarażających optymizmem" serdecznie nie znoszę, taka moja uroda.
Natomiast pod względem "technicznym" - języka, konstrukcji - książka wydała mi się bardzo przystępna i prosta w odbiorze, na tyle, że czytałam ją dla odpoczynku od Franzena i od Cunninghama - nudziarza potwornego.
-
2011/11/13 16:07:43
Wczoraj kupiłam, wypowiem się po lekturze:)
-
felicja79
2011/11/13 20:27:03
A jednak "pozytywne rozczarowanie" - zdziwiłaś mnie. Czyli nie trafiłam na dobrą książkę Houellebecqa, zaczynając od "Cząstek elementarnych". Jednak z tego, co piszesz jego wizja świata nadal jest tak samo jednostronna. To nie dla mnie.
Co do Cunninghama to mnie również zaskoczyłaś. Dawno go nie czytałam, ale "Godziny" mi się podobały. I "Dom na krańcu świata" też. Choć podobne w nich motywy.
-
mdl2
2011/11/14 09:14:25
Felicjo, widzę że mamy bardzo podobne doświadczenia czytelnicze :) Mnie też "Cząstki" bardzo się nie podobały, ale przede wszystkim ze względu na upiorną, monotonną powtarzalność scen na granicy pornografii. Zastanawiam się, jak odebrałabym tę książkę teraz, kilka lat później.
To samo z Cunninghamem - i mnie dwie wymienione przez Ciebie książki się podobały, a ostatnia - męcząca przez śmiertelnie poważne roztrząsanie każdego "drgnienia serca".

Anaman, powodzenia :)
-
2011/11/14 15:42:04
Nie dziękuję ;-)
Zapraszam pod mój nowy adres rzeczoksiazkach.pl
-
felicja79
2011/11/14 17:33:04
@mdl2
Pewnie dlatego lubię czytać Twój blog :-).
-
butters77
2011/11/14 23:29:15
Jestem zaintrygowana, bo mnie się "Cząstki podobały" - i to z powodów, które wymieniłaś jako mocne strony "Mapy" :-)
-
mdl2
2011/11/18 00:06:17
Butters, a ja jestem coraz bardziej ciekawa, czy teraz "Cząstki" by mi się spodobały. Może za jakiś czas sprawdzę.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli