Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Ostatni kabriolet - Anton Myrer

Kolejny Amerykanin i dla odmiany świetna, może nawet wielka amerykańska powieść, udostępniona polskim czytelnikom po wielu latach.

Myrer opisuje losy drugiego "straconego pokolenia" - młodych ludzi, których życie przerwała II wojna światowa.

Grupka przyjaciół rozpoczyna studia na Harvardzie. Jest wśród nich syn członka bostońskiej elity, ambitny przyszły przedsiębiorca, irlandzki intelektualista, francuski uciekinier z okupowanej Europy, i wreszcie narrator, George, ubogi stypendysta, który przyjmuje rolę "sumienia" grupy, odpowiedzialnego za rozwiązywanie konfliktów i łagodzenie trudnych sytuacji. Od pierwszego dnia nawiązują więź, tworzą grupkę, która nazywa siebie Fizylierami. Prowadzą beztroskie studenckie życie: popijawy, pierwsze miłości, wycieczki, snują plany na przyszłość. Aż do ataku na Pearl Harbour, który oznacza dla nich koniec młodzieńczej beztroski. Po powrocie z wojny, podobnie jak ich poprzednicy z pokolenia Wielkiego Gatsby'ego, próbują odnaleźć się w zmienionym świecie, z tym, że w odróżnieniu od poprzedniego "straconego pokolenia" zamiast wpadać w samodestrukcyjne szaleństwo, próbują budować, zakładać rodziny, stworzyć na nowo normalność, choć nie każdemu z nich się to uda. Dla wielu z nich symbolem ich pokolenia będzie John F. Kennedy, którego kampania wyborcza i droga do prezydentury zajmuje tu sporo miejsca.

Symbolem spajającym całą grupę i niemym świadkiem wszystkich ważniejszych wydarzeń jest tytułowy kabriolet, ciemnozielone auto zwane pieszczotliwie Cesarzową. Kluczyki do Cesarzowej przechodzą z rąk do rąk w najważniejszych momentach, jak rodzinny skarb. Auto wozi przyjaciół na pikniki i mecze, później na zloty absolwentów i wiece wyborcze, w nim młodzi kochankowie przeżywają swój pierwszy raz, a dawne pary prowadzą ostateczne rozmowy po latach.

Cesarzowa jest symbolem dawnych, "złotych" lat ale i ciągłości, trwania grupy mimo przeciwności losu i rozbieżności charakterów.

Oprócz skomplikowanych, podlegających ciągłej ewolucji relacji między bohaterami, bardzo ciekawa jest wojenna, środkowa część książki. Wojenne losy Fizylierów w Europie i na Pacyfiku przedstawiono w formie listów, które George przechowuje po latach, a następnie odczytuje przyszłemu zięciowi, synowi jednego z przyjaciół. George jest nie tylko sumieniem, ale i kronikarzem grupy, strażnikiem pamięci, jedynym, któremu świadomie zależy na ciągłości. "Założę się, że listów od pana nikt nie przechował" - komentuje gorzko młody chłopak, przeglądając papiery.

Powojenne losy to portret całej epoki budowania i gwałtownego rozwoju Ameryki. Wczesne lata 50 przedstawione jako stosunkowo szczęśliwe, ale bez sentymentu, jaki żywią do nich bardziej współcześni nam autorzy. Historie małżeństw zawieranych bez wielkiej miłości, epidemia polio, która odbiera syna jednemu z bohaterów zaledwie na rok przed wynalezieniem szczepionki, mozolne dochodzenie do względnego dobrobytu przez George'a i historia jego nieudanego małżeństwa, kariera biznesowa Dala i polityczna Terry'ego. Autor pokazuje, dlaczego Kennedy był dla Amerykanów tak ważny i jak zmieniała się Ameryka w latach 1945-1968.

Książka kończy się kulminacyjnym zlotem absolwentów, kiedy wszystkie sekrety zostają ujawnione a przyjaciele stwierdzają, że osiągnęli ten moment, kiedy nieuchronnie zastępuje ich młodsze pokolenie, ich dzieci. Kluczyki do kabrioletu symbolicznie wędrują w ręce przedstawiciela młodych.

Ciekawa, smutna, gorzka, czasem wzruszająca książka, po prostu dobra literatura.

niedziela, 20 listopada 2011, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
judytta
2011/11/23 09:40:06
Bardzo zainteresowała mnie recenzja na temat tej książki zwłaszcza że mowa w niej o latach 50-tych XX w, to coś jak dla mnie:)
-
butters77
2012/01/19 21:57:27
A mnie ta lektura nieco zawiodła. Owszem, fajnie nakreślone tło społeczne i polityczne, rozmach czasowy godny podziwu, mnogość wątków imponująca - ale jakoś mnie losy tych bohaterów nie emocjonowały. Być może to wina tłumaczenia, ale miejscami miałam wrażenie, że rozważania narratora są miałkie i powtarzalne; nawet pewne frazy powracały regularnie. No i drażniła mnie bierność głównego bohatera w sprawach osobistych - ale to już nie rzutuje na ocenę książki, jedynie nie sprzyjało sympatii do George'a ;-)

Więcej napisałam w blogowej recenzji:
kieszeniejakocean.blogspot.com/2012/01/papierowe-postaci.html
i przyznam, żałuję, że mnie ta książka nie porwała - marzyły mi się frapujące historie pełnokrwistych postaci, a tu taka.. niezbyt wyraziste losy niezbyt wyrazistych postaciach. Niemniej, nie żałuję lektury - paru wzruszeń mi dostarczyła :-)
-
mdl2
2012/01/20 11:19:20
Butters, przeczytałam właśnie Twoją recenzję. Wygląda na to, że mam słabość do biernych bohaterów bo polubiłam George'a :) a i reszta postaci nie wydawała mi się mdła. Raczej wydawali mi się "straceni", trochę przegrani i uwięzieni w pewnej konwencji narzuconej przez tamte czasy, może stąd moralizatorstwo George'a, który może za późno coś zrozumiał i chciał przed tym uchronić młodszego mężczyznę? Cieszę się że jednak nie żałujesz i że nie był to dla Ciebie czas zupełnie stracony.
-
butters77
2012/01/23 14:24:13
O, "straceni" - to dobrze powiedziane, ten aspekt na pewno został fajnie przez autora ujęty. Bo nawet tym początkowym, radosnym doświadczeniom towarzyszył już pewien nostalgiczny dystans, coś jakby przeczucie nadchodzącej katastrofy.

Co do oceny bierności George'a - uśmiechnęłam się :-)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli