Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Wolność - Jonathan Franzen

Są książki mądre, dobre i ważne, które jednak na koniec pozostawiają czytelnika obojętnym.

Tak było ze mną i z "Wolnością".

Książkę okrzyknięto wydarzeniem literackim, na okładce chwali ją sam Barack Obama, a krytycy prześcigają się w wypisywaniu, że autor ignoruje istnienie awangardy literackiej (po polsku: pisze w starym, dobrym stylu).

I rzeczywiście - "Wolność" spełnia wszelkie kryteria dla książki ważnej, dla porządnej powieści z zacięciem epickim, dla portretu pewnego pokolenia, pewnego środowiska, pewnej epoki.

Jak na dobrą powieść przystało, autor tworzy studium przypadku w skali mikro i na tym przykładzie opisuje znacznie szersze zjawiska. Na poziomie "małego realizmu psychologicznego" obserwujemy upadek i ostateczny rozpad małżeństwa Patty i Waltera Berglundów. Ona - była koszykarka w drużynie uniwersyteckiej, która po kontuzji rezygnuje z gry i poświęca się rodzinie. Niespełniona w roli matki, żony, wciąż poszukuje, usiłuje wykorzystać wszystkie możliwości, jakie wcześniej straciła. On - modelowy "facet idealny". Dobry, kochający mąż, aktywista w dziedzinie ochrony środowiska, poprawny ojciec dla dwojga udanych dzieci. Cierpliwy, wyrozumiały, typowa ciepła klucha, która wygląda idealnie na zdjęciu ślubnym, a w życiu okazuje się nie do zniesienia nudna. W tym związku on daje, ona bierze i początkowo oboje wydają się z tego zadowoleni. Jednak podstawa, na której zbudowano ten związek, jest krucha: "Patty o mało nie odeszła z Richardem i właśnie ten tak miły fakt, że tego nie zrobiła - że zamiast tego uległa miłości Waltera - leżał u podstaw całego ich wspólnego życia, ich małżeństwa, domu i dzieci." (str. 345)

Dwadzieścia lat później okazuje się, że wszystko poszło nie tak - on wykonuje pracę będącą zaprzeczeniem wszystkiego, w co wierzył, ona miota się między alkoholem, antydepresantami, dawnym kochankiem i dwojgiem zbuntowanych, prawie dorosłych dzieci. cała książka to próba odpowiedzi na pytanie: który z drobnych życiowych wyborów doprowadził do katastrofy, czy Patty i Walter od pierwszego kroku byli skazani na porażkę, na ile wolno nam korzystać z wolności i gdzie są jej granice?  

"Wiodła życie luksusowe pod prawie każdym względem. Codziennie mogła cały dzień poświęcić na obmyślenie jakiegoś przyzwoitego i satysfakcjonującego sposobu na życie, a mimo to miała wrażenie, że wszystko, co uzyskuje za swoje wybory i za całą swoją wolność, jest jeszcze bardziej żałosne. Autorka autobiografii czuje się niemal zmuszona wysnuć wniosek, że Patty współczuła sobie, że jest aż tak wolna."* (str. 201)

Wolność wyboru ostatecznie prowadzi do katastrofy, zdaje się sugerować autor, wybór wolności nie gwarantuje szczęścia, stan optymalny to życie w ramach konwencji i ubolewanie nad jej ograniczeniami.

A może prawdziwą wolnością jest odrzucenie wolności? Nie, ten wniosek chyba mi się osobiście bardzo nie podoba, jest zbyt grzeczny i poprawny :)

Wątek małżeński jest bardzo klasyczny, niemal yatesowski, chociaż wnikliwość psychologiczna rozmywa się tutaj nieco w przydługich, nudnawych opisach i drobiazgowym roztrząsaniu motywacji, a przy tym czasami trudno stwierdzić, czy autor na pewno traktuje swoich bohaterów całkiem poważnie, czy jednak zaprawia opowieść lekką ironią.

Ciekawy jest także wątek dorastających dzieci: starszy syn pary podczas studiów miota się między pogonią za przygodami a stabilizacją w długoletnim związku, ostatecznie wybierając stabilizację, republikańskie poglądy i prawdopodobnie tak samo pusty związek jak relacja między jego rodzicami. Choć może szczęśliwszy, bo zupełnie wyzuty z idealizmu i autorefleksji.

Mamy więc nakreślony z rozmachem chwilami lekko satyryczny portret dwóch pokoleń, z delikatnie zaznaczonym trzecim pokoleniem, dziadków, pokoleń ewoluujących od złudnej wolności do grzecznego konserwatyzmu. Portret klasy średniej, uwikłanej w skomplikowane sieci interesów, polityki i relacji międzyludzkich. Walter pracuje przy inwestycji, która pod pretekstem ochrony ptactwa ma umożliwić eksploatację surowców na dziewiczych terenach. Wszystkie jego dawne ideały obracają się wniwecz, pozostawiając mu jedną, jedyną obsesję - walkę z przeludnieniem. Jego syn, chcąc zarobić na wygodne życie, wplątuje się w brudne interesy związane z wojną w Iraku. Padają nazwiska znane z gazet: Rumsfeld, Cheney, Bush.

 Ta część książki jest zresztą najzwyczajniej w świecie nudna. Nudna, bo kompletnie obca, interesująca najprawdopodobniej wyłącznie dla pewnej grupy Amerykanów, i dla osób zainteresowanych wojną w Iraku i machinacjami amerykańskich korporacji współpracujących z wojskiem. Mnie te wszystkie dywagacje o zakupie ciężarówek, wycinaniu lasów, o powiązaniach między firmami i produkcji kamizelek kuloodpornych znudziły tak, że kilkakrotnie miałam ochotę odłożyć książkę i powstrzymywała mnie tylko myśl, że wątek psychologiczny, małżeński musi kiedyś pojawić się znowu.

Natomiast jeśli chodzi o to, czym zachwycają się krytycy - odejście od awangardy i konserwatywny styl pisania - to też nie do końca prawda. Mimo, że powieść wydaje się rzeczywiście konserwatywna, nieudziwniona, napisana "po Bożemu", to autor nie unika zmian punktów widzenia, wprowadza do powieści fikcyjne rękopisy i autobiografie autorstwa Patty, sprawnie zmienia dystans, przechodząc od skali mikro do szerokich panoram, przenosi czytelnika w czasie w obszernych retrospekcjach. Może więc nie tyle powieść konserwatywna, ale powieść na tyle konserwatywna, żeby zajmować czytelnika raczej treścią niż formą, a przy tym powieść z przesłaniem, a nawet, być może, z diagnozą i morałem.

Czemu więc, choć czytałam z uwagą i zainteresowaniem, ostatecznie pozostałam obojętna? Może dlatego, że światopoglądowe rozterki bohaterów i zajmujące ich sprawy są albo bardzo amerykańskie, albo dla mnie osobiście mało interesujące. Może dlatego, że nie umiałam "nawiązać kontaktu" z żadną z postaci (mimo tego, co napiszę na dole pod kreską :) ), które wydawały się interesujące ale jednak odległe, ukazane w tak dużym powiększeniu, że zamiast człowieka dostrzegałam zbiór cech i myśli, jak ziarno na zbytnio powiększonej fotografii. A może ze względu na pewien chłód, neutralność opisu. A może po prostu wielka amerykańska powieść okazała się za wielka na moje możliwości.

---

* A ten cytat jest o mnie, od wielu miesięcy nie spotkałam cytatu, z którym mogłabym się tak bardzo, całkowicie utożsamić.

 

piątek, 04 listopada 2011, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
padma
2011/11/04 21:52:21
Bardzo ciekawa recenzja, która paradoksalnie zachęca mnie do sięgnięcia po tę książkę. Nie wiem, czy to ostatecznie zrobię, ponieważ pierwsza książka Franzena, okrzyknięta dziełem wiekopomnym, mnie pozostawiła równie obojętną, jak Ciebie ta lektura. Z drugiej strony, czytałam ją już lata temu, a wciąż mam w pamięci niektóre sceny... Do tej książki mnie nie ciągnęło za bardzo, chociaż byłam ciekawa i rzuciłam się na pierwsze recenzje. Zafascynował mnie natomiast wybrany przez Ciebie cytat, pomimo iż nie mam zbyt wiele z nim wspólnego, to coś jednak mi faktycznie o mnie samej uświadamia.
-
snoopy_z_bric-a-brac
2011/11/04 23:38:24
Bardzo ciekawa ta Twoja opinia. Ja jestem właśnie w trakcie lektury (dopiero na 232 stronie) i póki co bardzo mnie ta książka wciągnęła - zobaczymy co będzie dalej. Do Franzena trochę się zraziłem po "Korektach", które bardzo mnie rozczarowały, ale postanowiłem dać mu jeszcze jedną szansę - głównie ze względu na te powszechne zachwyty. Jak na razie jest zaskakująco nieźle, ale nie jestem pewien, czy tak będzie do końca. Ja w ogóle nie gustuję w literaturze amerykańskiej. Jak dla mnie zbyt wiele jest w niej psychologizowania, różnych dziwacznych metafor, niesmacznych scen oraz "konkretności", która bardziej przypomina "product placement".
-
mdl2
2011/11/09 23:20:37
Padmo, a ja zawsze byłam ciekawa tej jego legendarnej Pierwszej ale nigdy jakoś nie wpadła mi w ręce, teraz chyba nie będę zbyt energicznie szukać :)

Snoopy, bo jest nieźle, na pewno nie jest to zła proza. Amerykańską konkretność bardzo lubię, bo lubię książki mocno osadzone w rzeczywistości, ale co do psychologizowania i niesmacznych scen to w tej chwili mogę się z Tobą zgodzić (scena z poszukiwaniem obrączki chyba bije wszelkie rekordy...)
-
2011/11/16 11:47:18
Świetna recenzja, cytat również. W trakcie czytania rzadko udaje mi się wyłowić jakieś perełki...
Finałowa obojętność bardzo mnie uderzyła, wręcz rozczarowała.
-
mdl2
2011/11/18 00:08:38
Anaman, dziękuję, ostatnio cytaty same wpadają mi w oko, taka faza :)
-
2011/12/25 20:02:36
Rok czekałam na Wolność, tak bardzo byłam zauroczona Korektami Franzena. Wciąż pamiętam niektóre sceny z tamtej powieści - rozmowy Alfreda z własnymi kupami, albo jego syna kopulującego z własna kanapą;) I wreszcie oczekiwana Wolność! U jakież głębokie rozczarowanie - gdzie podział się porywający, dowcipny Franzen? Wolność czyta się dobrze, ale jest nudna, nie zostawiła we mnie nic. Poza pamięcią, że czytając bardzo chciałam, aby już się skończyła. Ufff
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli