Motto na 2013: Chcę czytać tylko książki lepsze od tych, które sama umiem napisać.
Blog > Komentarze do wpisu
Dallas 63 - Stephen King
Uwaga, recenzja zawiera spoilery. Nie mogłabym jej napisać, nie zdradzając pewnych elementów zakończenia, więc, jeśli nie lubicie spoilerów, nie czytajcie dalej.
 
 
 
Napisałam w recenzji "Czarnej bezgwiezdnej nocy", że najbardziej lubię Kinga realistycznego, Kinga piszącego o ludziach i o tym, jakie zło może tkwić w nas samych. I tego będę się trzymać. "Król horroru" już dawno wyrósł ponad to określenie i bardziej chyba pasowałoby "król realizmu", natomiast wycieczki w stronę fantastyki Królowi zdecydowanie nie służą, i to, mam wrażenie, z każdą książką jest coraz bardziej widoczne.
 
"Dallas '63" opowiada o podróży w czasie. Jake Epping, nauczyciel angielskiego, świeżo po rozstaniu z żoną alkoholiczką, dowiaduje się pewnego dnia, że zaprzyjaźniony właściciel baru z hamburgerami regularnie podróżuje w czasie do roku 1958. Dostaje się tam przez portal na zapleczu restauracji, prowadzący do jednego, jesiennego dnia 53 lata temu. Umierający Al zaraża przyjaciela swoją obsesją, którą jest marzenie o uratowaniu prezydenta Kennedy'ego przed zamachem. Dodatkowo Jake dokłada własną misję - pragnie zmienić pewne tragiczne wydarzenia w życiu ludzi, których zna i lubi. Na przeszkodzie stoi jedynie pewna szczególna właściwość czasoprzestrzeni - otóż przeszłość broni się przed zmianami i próbuje na wszelkie sposoby uniemożliwić bohaterowi wykonanie zadania.
 
Jake cofa się w czasie gruntownie przygotowany, z nowym nazwiskiem, zestawem dokumentów, pieniędzy i listą wyników sportowych, które mają mu ułatwić zarabianie na zakładach. Jeśli misja zakończy się niepowodzeniem, zawsze pozostaje mu możliwość powrotu i "zresetowania" przeszłości, czyli przywrócenia jej do pierwotnego stanu przed kolejną wyprawą.
 
Zabawny jest kontrast między przeszłością opisywaną "od wewnątrz" w "Czerwonym Ostatnim kabriolecie" Myrera, a mniej więcej tą samą przeszłością widzianą z perspektywy 50 lat u Kinga. Niby te same tańce, ta sama muzyka, te same stroje i dekoracje, a jednak zupełnie inaczej. Przeszłość Kinga przede wszystkim śmierdzi, głównie papierosami, chwilami można mieć wrażenie, że palenie było największym grzechem ludzi zamieszkujących połowę XX wieku, no, może jeszcze, przy okazji, jakiś rasizm :) Ale oprócz smrodu są tam też pyszne, naturalne potrawy, wspaniałe samochody, biurokracja ograniczona do minimum. Bohaterowi najbardziej początkowo doskwiera brak natychmiastowego dostępu do informacji przez Internet, a później, kiedy stanie się to bardzo istotne, niski poziom opieki medycznej.
 
Najciekawsi są jednak oczywiście ludzie, ich motywacje i zachowania. Przed wykonaniem swojej misji Jake będzie próbował powstrzymać pewnego ojca rodziny przed zamordowaniem i okaleczeniem żony i dzieci - tu wracamy do świata najlepszych jego powieści, gdzie osią były takie właśnie, małomiasteczkowe tragedie a największą zaletą - skomplikowana, chora psychika bohaterów. Bardzo udanym zabiegiem jest przeniesienie bohatera do Derry w chwili gdy miasteczko zaczyna otrząsać się po wydarzeniach opisanych w powieści "To!" - dzięki temu czytelnik ma wrażenie, jakby odbywał prawdziwą podróż w czasie, która pozwala mu na chwilę wrócić do znanych już bohaterów i spotkać ich w nowej sytuacji. Podobnie ciekawy wątek romansowy - historia nieudanego małżeństwa poznanej przez Jake'a młodej kobiety jest odpowiednio perwersyjna i mroczna.
 
Przeszkadzała mi trochę pewna jednowymiarowość bohaterów. Szczególnie widać to w konstrukcji postaci Lee Harveya Oswalda. Rozumiem, że dla Amerykanów jest on jednoznacznie czarnym charakterem, ale wydaje mi się, że autor formatu Kinga mógłby się pokusić o nadanie mu większej głębi. W dążeniu do zamordowania tak jednoznacznie złego człowieka, pozbawionego w zasadzie jakichkolwiek pozytywnych, ludzkich cech, nie ma właściwie miejsca na żadne wątpliwości ani refleksje, poza tym, że należy upewnić się, czy na pewno on strzelał. Oswald jest tu czarny jak noc, nie ma ani jednej sceny, w której możnaby go polubić albo współczuć mu, poza może opisem kąpieli z córeczką. Wytłumaczeniem ma być postać zaborczej, nadopiekuńczej matki i podręcznikowo komunistyczne poglądy - jeśli o mnie chodzi, to za mało i zbyt proste wyjaśnienie, zabrakło mi przekonującej motywacji do działania. Ktoś, kto planuje zamach na prezydenta, powinien być bardziej wiarygodny. Ale kto wie, może rzeczywiście był tylko malutkim, opętanym manią wielkości potworem bijącym biedną żonę. I powiedzmy, że to jest OK, żeby sytuacja była jasna: Dobry ma powstrzymać Złego przed zabiciem Dobrego, może Amerykanie nie potrzebują w tej akurat sprawie wątpliwości i ludzkich cech, tylko celnego strzału :)
 
Cała historia czyta się doskonale, wysiłki Jake'a śledzi się z dużym zainteresowaniem, a napięcie rośnie, w miarę jak na jego drodze zaczynają piętrzyć się przeszkody. Nostalgiczny wątek romansowy połączony z przedstawieniem ówczesnej obyczajowości, świetne, plastycznie oddane realistyczne tło wydarzeń, szczegółowa rekonstrukcja poczynań przyszłego zamachowca w latach przed zabójstwem prezydenta, wreszcie dramatyczna kulminacja - to wszystko niewątpliwe zalety książki, i dla nich warto ją przeczytać. Pochwalilam, a teraz bedę się czepiać na serio.
 
Feliks W. Kres napisał w "Galerii dla dorosłych" mniej więcej tak: jeśli autor wymyśli statek kosmiczny napędzany Bubonitem (Bb), nowym pierwiastkiem o fantastycznych właściwościach, to czytelnik poczuje się potraktowany jak idiota i się obrazi. I ja się tak właśnie poczułam na kilkadziesiąt stron przed końcem tej, poza tym niewątpliwie dobrej, książki.
 
 
Dlaczego? Otóż, kiedy proponuje mi się fantastykę, to chciałabym, żeby to była naprawdę dobra fantastyka. Przeczytałam w życiu tysiące stron lepszej i gorszej fantastyki i jestem na etapie, na którym stosowanie Bubonitu obraża moją inteligencję. A tu w zakończeniu autor proponuje mi teorię, mówiącą mniej więcej, że każda wizyta w przeszłości wytwarza osobną "strunę" rzeczywistości, a nadmiar wizyt sprawia, że te "struny" wpadają w harmonię i rezonują, rozwalając rzeczywistość mniej więcej na tej samej zasadzie, jak armia maszerująca w równym tempie rozwala most, po którym idzie. Tego mętnego i niepopartego żadną sensowną koncepcją wyjaśnienia udziela Jake'owi oczywiście nikt inny, jak tylko strażnik rzeczywistości i dziury w czasie, który jakże wygodnie odmawia szczegółowych wyjaśnień co do swojego pochodzenia.
 
Oczywiście w teraźniejszości, w której Kennedy nie został zabity, oglądamy alternatywną Amerykę i nie jest to obraz pozytywny. Okazuje się, że zmiana, która miała uratować Stany Zjednoczone, doprowadziła do tragicznych skutków. Nie wiem, na ile scenariusz zaproponowany przez Kinga jest wiarygodny i prawdopodobny, (o tym mógłby wypowiadać się ktoś, kto wie znacznie więcej niż ja o historii najnowszej, wojnie w Wietnamie itp.), ale czy sama ta ponura historia alternatywna nie jest dostatecznie przerażająca, żeby uświadomić nam konsekwencje zabawy z przeszłością, czy koniecznie potrzebne są jeszcze fajerwerki rodem z najtańszej fantastyki obrazujące rozpad podstawowej tkanki rzeczywistości?
 
Uważam, że książka doskonale obyłaby się bez tajemniczych trzęsień ziemi i strażników czasu z ich mętnymi teoriami. Byłabym znacznie bardziej usatysfakcjonowana, gdybym na ostatniej prostej przed finałem dostała głębszy opis rzeczywistości alternatywnej zamiast skróconego kilkuminutowego wykładu, tak, żeby ta nowa rzeczywistość dorównywała realizmem staranie opisanej przeszłości.
 
Oczywiście, za pierwsze 800 stron można Kingowi to "przed-zakończenie" wybaczyć, ale lekkie rozczarowanie pozostaje.
 
 
 
 
 
 
 
 
 
poniedziałek, 12 grudnia 2011, mdl2

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/12/12 14:32:54
> Zabawny jest kontrast między przeszłością opisywaną "od wewnątrz" w "Czerwonym kabriolecie" Myrera (...)

O, czyli ostatni kabriolet był czerwony? ;-)
Ja tymczasem niedawno nabyłam "Czarną bezgwiezdną noc" - już zacieram ręce na lekturę!
-
mdl2
2011/12/12 15:29:26
aaaaa, Butters, dzięki!! Pomyliłam tytuł przez... szybkie zerknięcie na okladkę z czerwonym autkiem a przecież Cesarzowa, nie dość że Ostatnia, byla Z-I-E-L-O-N-A !!
Poprawiam tekst, komentarz zostawiam ku pamięci i przestrodze na następny raz :)
-
2011/12/12 15:41:19
Jestem świeżo po lekturze dzieła, więc dam głos w sprawie:).
Na początek przyznam się, że fantastyki nie czytam, nie rozumiem i omijam, chyba że pojawia się w śladowych ilościach, jak u Kinga właśnie. Niemal jak dogmat przyjęłam istnienie portalu, strażników, strun i harmonii. Zapewne brzmi to jak herezja, ale w tym momencie nie spierałam się z Kingiem o wyjaśnienie pewnych kwestii. Pewnie, że ciekawa byłam kim są strażnicy, miałam nawet swoją teorię co do tego pierwszego, który gardło sobie podciął, interesował mnie reset i kilka innych szczegółów... skoro jednak autor wyjaśnił sprawę nie wyjaśniając, dałam sobie spokój i przyjęłam, że tak ma być:).
Natomiast sprawa Oswalda to inna para kaloszy, miernota miernot, planuje zamach i tak powinno zostać. Miałam za złe Eppingowi, że zdecydował się przeszkodzić, czasu miał jak wojska, a wszystko zostawił na ostatnią chwilę, "Dzień szakala" miałam przed oczami, czytając sceny z budynku przy Elm Street. Liczyłam, że zostanie razem Sadie w jej czasach. Zrobił inaczej, zapomniał o efekcie motyla, a i tak musiał zrobić reset, żeby naprawić co zepsuł, bo sumie okazało się, że to Oswald przysłużył się światu.
Uff:).
-
mdl2
2011/12/12 17:51:58
Jane_doe, masz rację, mnie to prawdopodobnie tak złości, bo naprawdę lubię porządną fantastykę, choć ostatnio mało jej czytam, ale po namyśle, przypuszczam, że wielu czytelników, którzy fantastyki nie lubią albo tolerują w niewielkich dawkach, jak Ty, takie wyjaśnienie - nie-wyjaśnienie może całkowicie satysfakcjonować, a większa dawka mogłaby zniechęcić. I w sumie nie ma się co czepiać, tylko, że to znowu jest jak kosmiczny pająk w rurze kanalizacyjnej i banda kosmicznych dzieciaków ze swoim PSP i dla mnie psuje świetną książkę.
Z tym, że Jake miał dużo czasu, to prawda, ale przecież najpierw musiał się upewnić co do zamachu na generała, a później leżał pobity w szpitalu, no i chyba dopiero na Elm Street mógł ostatecznie mieć 100% pewność. Tak sobie myślę. I gdyby Oswald był bardziej ludzki, łatwiej byłoby mi zaakceptować to długie czekanie i wszystkie wątpliwości.
Też miałam nadzieję, że zostanie z Sadie, ale i prawie pewność, że to nie może się tak skończyć. Jak reset to reset :)
-
butters77
2011/12/12 19:07:33
mdl2, później pomyślałam, że pewnie Ci się z czerwonym rowerem pomyliło! :-) Pozdrawiam!
-
felicja79
2011/12/12 19:33:03
Muszę się przyznać, że nie czytałam żadnej książki takiego znanego pisarza. Oglądałam filmy na ich podstawie i robiły na mnie wrażenie. Muszę to nadrobić, tylko nie wiem, od czego zacząć. Co byś polecała na początek?
-
mdl2
2011/12/12 21:41:02
Felicjo, naprawdę, nigdy, żadnego Kinga? :) Co na początek... trudne pytanie, może coś ze starszych, Lśnienie, Misery, z typowo horrorowatych "To!" i Smętarz dla zwierzaków, z dziwacznych-fantastycznych Bezsenność albo Sklepik z marzeniami, albo zacznij od więziennej "Zielonej mili"? Wszystko, byle nie cykl mrocznej wieży :)

Butters, :D
-
felicja79
2011/12/12 22:07:25
Dziękuj! Sprawdzę, co będą mieli, chociaż wolałabym chyba coś, czego jeszcze nie oglądałam :-).
Wstyd, że nic nie czytałam Kinga, poprawię się.
-
bibliozerca
2012/04/28 14:20:32
King często ma problem z zakończeniami. Nawet moim zdaniem najlepsze zakończenie, które poczynił we "Mgle" okazało się że może być lepiej zrobione jak to pokazał Darabont w filmowej adaptacji. Co do tych strun to jednak tak bym się nie czepiał. Fizykiem nie jestem, ale chyba jest gdzieś taka teoria która zakłada wielość światów, które musiałyby się wytworzyć w konsekwencji podróży w czasie. Ja przyczepiłbym się raczej do tego, że King poszedł na łatwiznę tworząc apokaliptyczną wersję przeszłości. O ile trudniej byłoby wrócić Jake'owi gdyby okazało się, że ocalając prezydenta rzeczywiście "naprawiłby" świat. Inna sprawa, że ci kolesie w kapeluszach rzeczywiście byli od czapy.
-
mdl2
2012/04/29 09:47:39
Bibliożerco, a tej adaptacji chyba nie widziałam, muszę to nadrobić :)
Apokaliptyczna wizja świata mogłaby być, gdyby tylko poprzestał na realnych konsekwencjach czynu Jake'a, nie mieszał w to "trzęsień rzeczywistości" i wulkanów opartych na wątłych podstawach naukowych.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger... Spis moli